08.01.2015

Mądrość baśni: Jak być mądrym rodzicem


Zbigniew Królicki – „Bajki chińskie”
JAK WYCHOWYWAĆ DZIECI


Pewnego dnia do mistrza przyszli zatroskani rodzice. Mają sze­ścioro dzieci: trzy córki i trzech synów, i ogarnia ich coraz więk­szy strach, czy będą w stanie wychować ich na porządnych lu­dzi, którzy poradziliby sobie w życiu. Jakie przekazać im wartości? Jak postępować? Jak kształcić?
- Na te pytania nie ma jednoznacznej odpowiedzi - powiedział mistrz. - Każde z waszych dzieci wymaga innego postępowania. To, co mogę wam poradzić, to kierować się w swoich relacjach z nimi kilkoma zasadami. Przede wszystkim powinniście pamiętać, że dzieciom może­cie dać, tak naprawdę, tylko dwie rzeczy: korzenie i skrzydła. Korzenie to dom, rodzina i tradycja; opieka i pomoc; poszanowanie starszych, pra­wość i uczciwość w najdrobniejszych sprawach; ład i porządek moralny. Korzenie dadzą dobre umocowanie, podstawy i dobre wybicie do lotu. Dadzą też pewne lądowanie i świadomość, że zawsze jest takie miejsce, gdzie można bezpiecznie spocząć. Skrzydła zaś to otwartość na świat, wielkie horyzonty i zachęty do latania. To pokazanie, że w życiu jest dla każdego miejsce na jego lot, że cokolwiek się robi, można to robić wspa­niale, być w tym wielkim. Warto rozwinąć skrzydła.
- To piękne, co mówisz - powiedział ojciec - ale wokół nas jest wie­le rodzin, które starają się postępować zgodnie z tą zasadą, a ich dzieci, mające korzenie i skrzydła, wcale nie chcą latać. Jak postępować, aby chciały je rozwinąć i latać? Przecież nie mogę tego zrobić za nie!
- Dobrze powiedziałeś - odparł mistrz. - Nie rozwiniesz za nie skrzy­deł i nie polecisz. Najwięcej błędów rodziców polega właśnie na tym, że chcą to robić za własne dzieci: wybrać najlepsze miejsce do startu, za­poznać z listą zagrożeń, uchronić przed upadkiem i poranieniem skrzy­deł. Relacje między wami a dziećmi powinny być takie jak między łu­kiem i strzałą. Łuk i cięciwa to ojciec i matka, strzała to dziecko. Strzała trafia do celu i cieszy się, że go osiągnęła. Im cel był odleglejszy, tym większa satysfakcja. Ale kto napiął łuk? Kto wymierzył? Kto uwzględnił wiejący boczny wiatr? Strzała trafiła i się cieszy. Nie pamięta, skąd wy­leciała. To dobrze. Ale powiedzcie mi, kto pójdzie po nagrodę? Na ko­go spłynie splendor: na strzałę czy łucznika? Jednak każdy dobry łu­cznik wie, że aby strzała trafiła do celu, musi być spełniony najważniejszy warunek.
- Musi być określony cel - przerwała matka.
- Tak, ale strzała nie trafi - odparł mistrz.
- Trzeba napiąć łuk.
- Tak, ale nie trafi.
- Trzeba odpowiednio przygotować strzałę.
- Tak, ale nie trafi.
- Trzeba dokładnie wycelować.
- Tak, ale nie trafi.
Rodzice wymieniali jeszcze kilkanaście różnych warunków, a mistrz z coraz większym rozbawieniem odpowiadał swoje „nie trafi”. W końcu, gdy rodzice byli już zupełnie zrezygnowani, rzekł:
- Strzała musi opuścić łuk i cięciwę. Trzeba ją wypuścić! Rozumiecie?
Rodzice roześmieli się wraz z mistrzem.
- Masz rację. Jakie to proste. Ale w swojej rodzicielskiej miłości chcie­libyśmy mieć ich blisko siebie - powiedziała matka.
- Ich czy ich serca? - przerwał mistrz.
Po dłuższej chwili milczenia i zadumy matka odpowiedziała:
- Ich serca, aby były cały czas z nami.
- Aby wasze serca mogły być blisko, wasze domy muszą stać bardzo daleko - rzekł mistrz. - I jeszcze jedno: jesteście dobrymi, troskliwymi rodzicami. Kochacie swoje dzieci. Już to, że zdajecie sobie takie pytania, o tym świadczy. Niech tak będzie zawsze. Aby tak było, nie będą potrzebne wam te zasady, tyl­ko miłość.

W postępowaniu z dziećmi rodzice mają tylko dwie drogi do wyboru: „al­bo kochać, albo mieć rację”.

111 komentarzy:

  1. Czcigodna Kiro
    Rzekomy dylemat "albo kochać, albo mieć rację", w stosunku do dorosłych dzieci nie zawsze jest prawdziwy. A w stosunku do tych które jeszcze nie są dorosłe, niemal zawsze jest idiotyzmem.
    Banalny przykład. Jakaś gówniarzeria chce sobie zafundować tatuaż lub powbijać ćwieki w gębę czy język. An-Ka niedawno opisała jak mądra matka dowcipnie odwiodła syna od takiego kretyńskiego pomysłu. I jako lekarz wytłumaczyła, czym grozi choćby ten ćwiek w języku. Więc tatuowanie numerków, wszczepianie chipów i tego typu pomysły pozostawmy na użytek domowych "braci mniejszych", świń i bydła. Zarówno czworonożnych, jak i tych "wyluzowanych" dwunożnych.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Nie należy wypuszczać strzały przed napięciem cięciwy. Ale że kiedyś trzeba będzie owo napinanie zakończyć i wypuścić strzałę, jest chyba jasnym, prawda? Jeśli rodzic próbuje sterować dorosłym dzieckiem, jeśli wypomina mu przeszłe błędy, jeśli wyśmiewa się z obecnych i straszy przyszłymi, to zamiast dać mu skrzydła - podcina je.

      Usuń
    2. @ Kira
      Czym innym jest nachalne wtrącanie się w sprawy dziecka, jego drugiej połowy i ewentualnych wnuków. A czym innym wypowiedzenie swojej opinii, jeśli wie się, że to dziecko stoi przed podjęciem ważnej decyzji i poprosi o radę. Lub da do zrozumienia, że nie ma nic przeciwko wysłuchaniu opinii rodziców. W końcu niektórzy krępują się bez ogródek o radę poprosić, bo żyjemy w czasach paranoicznej mody na yndywydualyzm i negacji takiej wartości, jak więzi rodzinne.
      A tombakowa myśl "Aby wasze serca mogły być blisko, wasze domy muszą stać bardzo daleko" to kolejny idiotyzm tej bajki. Czym innym jest niezależność dzieci od rodziców, a czym innym ograniczenie z konieczności tej więzi do sporadycznych spotkań. Jedna z córek moich przyjaciół wyszła za Hiszpana, kilka lat mieszkała w Madrycie, obecnie przenieśli się do Londynu, gdzie dostali doskonałe posady. Relacje rodzice -dziecko i dziadkowie - wnuki są świetne nie DZIĘKI tej odległości lecz POMIMO niej. Bo z pozostałymi dziećmi i wnukami, też mieszkającymi w Warszawie, mają na pewno nie gorsze.
      Dodatkowo w naszych polskich realiach, pomoc dziadków jest nie do przecenienia, gdy rodzice dziecka mającego około dwóch lat, chcą na tydzień wyskoczyć na żagle czy na narty. A moja przyjaciółka, która z rok temu została babcią, często zastępuje synową przy opiece nad małym. Dzięki czemu ta ostatnia częściej może wyjść z domu, spotkać się z przyjaciółkami, czy z mężem pójść na imprezę, do teatru lub do kina. Gdyby oni mieszkali w Przemyślu, a ona w Szczecinie, byłoby to niemożliwe.
      A zgodnie z tombakową myślą tego "miszcza", ideałem byłoby, gdyby dzieci rodziców mieszkających w Mandżurii, przeniosły się gdzieś w okolice Kantonu. Co jeszcze dwieście lat temu praktycznie gwarantowało, że już do końca życia się nie zobaczą.
      Nie będę się rozwodzić nad oczywistym faktem, że źle wycelowana i wypuszczona z łuku strzała też nie osiągnie celu. A z bezstresowo wychowywanego bachora ma wszelkie szanse wyrosnąć jakis "wolnościowy" degenerat.
      Otwartym pozostaje pytanie, czy głupszy był ten "miszczu", czy cała bajka.
      Wybacz konieczność poprawiania tabletowych usterek.

      Usuń
    3. @ Stary Niedźwiedź

      A mnie się ta zasada bardzo podoba. Niekoniecznie trzeba ją brać dosłownie. Gdyby tak podchodzić do baśni, to z żadnej nie wyciągnęłoby się morału.

      Proszenie o radę jest czymś naturalnym, podobnie jak wyrażenie swojej negatywnej opinii. Ważne, żeby jedno i drugie było raczej wyjątkiem niż regułą.

      Usuń
    4. Myślę, że ten daleki dom to jedynie przenośnia. Rozumiem owo "daleki" jako odrębny, po prostu. To nie oznacza braku kontaktu, to oznacza suwerenność a tej rodzice bardzo często nie chcą uszanować. Ja mam zasadę- NIGDY nie daję rad, chyba, że zostanę o to jasno i wyraźnie poproszona. Czy mi się wszystko u mojego dziecka podoba ? Nie, zdecydowanie nie, ale uświadomiłam sobie, że nie podobają mi się w gruncie rzeczy nic nie znaczące pierdoły a nie mam zastrzeżeń do spraw najważniejszych. I jedynie to się liczy.

      Usuń
    5. @ An-Ka

      Czepianie się pierdół bywa zabójcze dla relacji międzyludzkich. Tak jak woda powolutku, ale nieubłaganie podmywa fundamenty domu, tak pozornie niegroźne, a w rzeczywistości męczące i drażniące pouczenia, przytyki oraz "dobre rady" niszczą dobrą znajomość, przyjaźń, a bywa, że i miłość.

      Usuń
    6. @Kira- przede wszystkim przychodzi taki moment, gdy powinno się traktować swoje dziecko jako byt niezależny i jako dorosłego człowieka. To wyklucza jakiekolwiek pouczanie. Niektórzy uważają, że owo wtrącanie się, traktowanie dorosłego dziecka jak małe dziecko to dowód miłości i troski. Moja mama , na moje stwierdzenie, że dala mi bardzo dużo swobody, nieograniczone zaufanie odpowiedziała "przecież ja cię wychowywałam, nie ufając ci przyznałabym się do klęski wychowawczej" . Taka metoda procentuje. Zawsze byłam samodzielna, swobodna, nie przytłoczona miłością rodziców, lecz zawsze byłam z nimi bardzo związana. To samo obserwuję u swojego dziecka - autentyczną , bardzo mocną więź przy pełnej swiadomości odrębności.

      Usuń
    7. Co się tyczy tej bajki, to albo "miszczu" najarał się opium i dlatego wygadywał aż takie idiotyzmy, albo rzekomy tłumacz (a tak naprawdę autor) rżnie głupa. Wierząc że zastosowanie chińskiego sztafażu uwiarygodni te jego koszałki opałki.
      W normalnej rodzinie dzieci nie wstydzą się prosić rodziców o radę. A ci ostatni się z nimi nie narzucają, a co najwyżej zabierają głos z własnej inicjatywy w przypadku groźby popełnienia naprawdę wielkiego błędu z bardzo nieprzyjemnymi jego konsekwencjami.

      Usuń
    8. @ Stary Niedźwiedź

      Gdyby tylko takie rodziny istniały, niepotrzebne by były takie bajki.

      Usuń
    9. @ Kira
      W mojej sferze sa tylko takie rodziny i chyba dlatego zbyt pochopnie nazwałem to normalnością. Bo muszę przyznać Tobie rację, ze standard ten nie jest aż tak częsty, jak mi się wydawało.

      Usuń
    10. @Stary niedźwiedziu - ja myślę, że tzw "sfera" nie musi mieć zawsze wiele wspólnego z sukcesem wychowawczym , bowiem ten zależy nie tylko od posiadanych zasad i chęci przekazania ich potomstwu, ale również od talentow wychowawczych i po prosru cech charakteru- zarówno rodzica, jak i dziecka. Nie wierzę w to, by nawet najbardziej prawy ( w sensie posiadania zasad i przestrzegania ich samemu) rodzic prezentujący upor, despotyzm i głębokie przekonanie, że z racji swego starszeństwa i pozycji w rodzinie miał patent na rację i był w stanie mieć dobre relacje z dziećmi. Może co najwyżej je "ułożyć" , ale w ich relacjach nie będzie ani szczerości, ani radości. Oczywiście - nie jestem zdania, że dzieci należy puścić w wychowaniu samopas, bez kontroli, bez systemu nagród czy kar , ale to ma być wychowanie, nie tresura. A to drugie jest wcale nierzadkie, niezależnie od "sfery"

      Usuń
    11. @ An-Ka

      Tacy rodzice zbierają gorzkie żniwo na starość.

      Usuń
    12. @ An-Ka
      Po Twoich uwagach moi przyjaciele i ja musimy uważać, aby uniknąć grzechu pychy. Bo na tuzin dzieci już zdecydowanie dorosłych (i na ogół też będących już rodzicami), nie było ani jednego przypadku tresury i poza jednym wyjątkiem, wyrosły one na porządnych ludzi a z rodzicami mają do dzisiaj doskonałe relacje. A ten wyjątek to efekt braku stanowczości. Co w połączeniu z "całkowicie nieszkodliwa używką" , jak "ziele" nazywają różne Cipowicze i pomniejszy pronarkotykowy płaz, przyniosło taki efekt, że trzydziestoletni wałkoń do tej pory nie przepracował za pieniądze ani jednej godziny.
      A co się tyczy tresury, przypadki takie oczywiście się zdarzają. Ale najwięcej o tym gardłują i przedstawiają jako rzekomy konserwatywny kanon wychowania byłe bezstresowe bachory. A obecnie zdegenerowane do szpiku kości ludzkie śmiecie.

      Usuń
    13. @Stary Niedźwiedziu - ależ nie bój się pychy w tym przypadku:)). Znajomych dobieramy sobie wg własnego klucza, jednak znajomi to nie "sfera" - w moim pojęciu, oczywiście. Wśród moich znajomych - nie mylić z szerszym pojęciem "ludzi, których znam"- też nie ma przypadków tresury i patologii. Jednak wśród ludzi, których znam (chociażby zawodowo, sąsiedzko- nie z wyboru)- owszem tak. I są to ludzie z różnych "sfer".

      Usuń
    14. @ Stary Niedźwiedź

      Wychowanie dziecka musi się w pewnym momencie zakończyć.

      Usuń
    15. @ An-Ka
      Na szczęście już nie raz po polemice z Kirą okazywało się że jest ona pozorna, bo po prostu inaczej definiujemy pewne pojęcia podstawowe.
      Mówiąc o przyjaciołach (niektórych znam już 45 lat, wszystkich ponad 30) mam ma myśli ludzi z najbliższego grona, starannie wyselekcjonowanych. To bez porównania więcej niż znajomi, bo łączy nas wspólnota wartości, a nie jedynie ponadprogowa przyzwoitość (moje kryterium znajomych). Więc mam prawo mówić o mojej sferze. Oczywiście warunkiem wstępu nie jest adnotacja w Almanachu Gotajskim, jak to było wygęgane w kretyńskich poglądach, które i Ty raz na zawsze usunęłaś ze swojego blogu.

      Usuń
    16. @ Kira
      Oczywiście, że musi się zakończyć. A późniejsze doskonałe relacje z rodzicami i sporadyczne korzystanie z ich rad jest najlepszym dowodem, że to wychowanie się udało.

      Usuń
    17. @ Stary Niedźwiedź

      A zatem nie musisz się boczyć na przytoczoną bajkę. Nie wpadajmy w "pułapkę dosłowności". ;)

      Usuń
    18. @ Kira
      Metaforą byłoby stwierdzenie, oczywiście obce każdemu Chińczykowi, że dom dziecka nie powinien być widoczny z okien domu rodziców. Aby uniknąć sytuacji gdy teściowa zagląda synowej do garnków, jak to nazywa ludowe powiedzenie.
      Ale to "im dalej tym lepiej" to już nie metafora. Tylko idiotyzm tego kalibru, co twierdzenie że marychujana jest używką w randze kawy czy herbaty.

      Usuń
    19. @Stary Niedźwiedź- no, to rzeczywiście chyba różnica wyłącznie definicji:)

      Usuń
    20. @ An-Ka
      Po kilku pozornych sporach z Kirą wyczuliłem się na takie sprawy. I przestałem się dziwić prawnikom, że niektóre dokumenty zaczynają od sformułowań "przez wynajmującego rozumie się...", "przez przedmiot najmu rozumie się..." etc.

      Usuń
  2. anonim anonimowy08.01.2015, 13:36

    "W postępowaniu z dziećmi rodzice mają tylko dwie drogi do wyboru: „al­bo kochać, albo mieć rację”."

    Ładna bajka,tylko że Kira tradycyjnie niczego z niej nie zrozumiała.
    Bo można,a raczej należy kochać własne dzieci i mieć rację,która jest właśnie emanacją tej miłości.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tradycyjnie kulą w płot, anonimie. Owa myśl nie jest moja, jest częścią bajki. Dlatego objęta została kursywą.

      Usuń
  3. anonim anonimowy08.01.2015, 15:51

    "W postępowaniu z dziećmi rodzice mają tylko dwie drogi do wyboru"

    Przeoczyłam tą "złotą" myśl w tej bajce?

    "Aby tak było, nie będą potrzebne wam te zasady, tyl­ko miłość."

    I wtedy będziecie mieli rację.To moje,cobyś nie musiała mnie poprawiać.
    Pozdrawiam.
    Ps.
    Używanie rozumu nie boli,a w wychowywaniu dzieci-niezbędne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zacznij go (w końcu) używać. Na razie nie jesteś w stanie pojąć prostego komunikatu.

      Usuń
    2. anonim anonimowy08.01.2015, 16:01

      Dziękuję za radę.Staram się,ale być może nie zawsze może to widać.
      Poczekam na dalsze twoje rady w temacie "wychowywanie dzieci",bo każdą dobrą radę od mądrzejszych i doświadczonych można wykorzystać.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Jeśli prawdą jest, że u zarania dziejów praludzie musieli stanąć albo w kolejce po rozum, albo w kolejce po urodę, to pewnie odziedziczyłeś/aś po przodkach zniewalająco piękną fizjonomię. Sugestia, że udzieliłam Ci jakiejkolwiek rady odnośnie wychowania dzieci, jest - delikatnie mówiąc - niemądra. Zamieściłam tylko pewną bardzo mądrą bajkę, która przypomina nam o tym, że mądry rodzic musi w PEWNYM momencie pozwolić dziecku odejść. Oczywiście nie musisz się z tym zgadzać.

      Usuń
  4. Jak widzę tego typu przypowieści, to przypomina mi się powiedzenie: jak nie wiesz, co powiedzieć, powiedz chińskie przysłowie...

    Narracja tej historii nie przypomina mi chińskiej, albo jest to kiepski przekład, albo chińskość jest tylko dla picu. Moim skromnym zdaniem, oczywiście.

    Alegoria z korzeniami i skrzydłami jest średnio trafiona, bo co ma korzenie, nie lata. Ale i tak dużo lepsza (przypowieściowo) od tej drugiej, ze strzałą. Rodzice nie są od tego by "celować" dziecko, ale by zapewnić mu jak najlepsze narzędzia do osiągnięcia JEGO celów. Gdybym ja opowiadał tę bajkę, rodzice byliby wykonawcami łuku i strzały, nie "celownikami".

    Czy "domy muszą stać bardzo daleko"? To zależy od rodziny. Ale skoro to chińska bajka, to pewnie chodzi o wioskę po drugiej stronie góry?

    Reasumując - gdyby autor nie silił się na "aurę orientu", to może zdołałby przekazać jakieś mądre uwagi nt. rodzicielstwa.

    Pozdrawiam, Kamil

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może ujmijmy to tak, że w samym celowaniu nie ma jeszcze nic złego, bo jakby nie było większość /może wszyscy?/ rodziców tworzy sobie jakąś wizję przyszłości dziecka i przynajmniej z grubsza próbują nim celować... rzecz w tym "z grubsza", by do łuku nie montować zbyt precyzyjnych instrumentów optycznych i przy takim założeniu historyjka jest do przyjęcia, w miarę strawna...

      Usuń
    2. @ Kamil Politowicz

      Dziwi mnie literalny odbiór słów o korzeniach i skrzydłach tudzież wypuszczonej z łuku strzale. Być może to, co z mojego punktu widzenia jest nie tylko urocze, ale i nader trafne, niektórym wydaje się śmieszne, dziwne i/lub głupawe.

      Masz rację, to nie musi być prawdziwa chińska bajka. :) Ze wstępu do "Bajek chińskich":

      "Bajki chińskie dla dorosłych, czyli 108 opowieści dziwnej treści powstawały przez kilka lat i mają swoją historię. Zacznijmy od tytułu. Może on być nieco mylący, bo większość historii z Chinami nie ma nic wspólnego. Jeżeli jednak słowu „chińszczyzna” nada się potocznie przypisywane znaczenie „dziwności” i „tajemniczości”, wtedy też inaczej będzie można spojrzeć na drugą część tytułu: Opowieści dziwnej treści.
      [...]
      Jest to mała antologia opowiadań współczesnych i bardzo starych, które dały początek powiedzeniom, przysłowiom, anegdotom. Będę je konsekwentnie nazywał bajkami. Większość pochodzi z przekazów ustnych od moich przyjaciół, uczniów i absolwentów kursów. Myśl przewodnią do niektórych zaczerpnąłem ze zbiorów i różnych tomików bardziej lub mniej znanych autorów, starając się im nadać własną interpretację. Inne trafiły do mnie „przypadkiem” z gazet i tygodników. Jeszcze inne - jako autentyczne bajki wschodnie, w tym szczególnie chińskie. Są tutaj też opowiadania autorskie, wprost dostarczone przez życie, cały czas pełne niespodzianek - oczywiście lekko wzbogacone własną inwencją."

      Usuń
    3. @Pkanalia

      No właśnie nie jestem tego pewien. Znaczy, że rodzice mają jakieś plany dla dzieci, to rzecz oczywista. Ale że powinni mieć te plany, tu już zaprotestuję. Jedynym planem rodziców powinno być umożliwienie dziecku realizacji jego planów w dorosłym życiu i służenie radą. Dla mnie jest to odpowiednik "strugania" łuku i strzały, nie jej celowania. Przy takiej interpretacji, nie jest tak do końca ważne, czy łuk i strzała zostanie w domu, czy wyruszy w świat. Ważne, by ludzie docenili wykonanie a sam sprzęt (dzieci) będzie szczęśliwy, jeśli będzie trafiał.

      @Kira

      "Być może to, co z mojego punktu widzenia jest nie tylko urocze, ale i nader trafne, niektórym wydaje się śmieszne, dziwne i/lub głupawe."

      Znakomicie to ujęłaś.Już tak mam, że jak historia nie brzmi dla mnie "dobrze", to dociekam, dlaczego. A potem szukam dziury w całym :) Nie wykluczam, że gdyby nie była to bajka "chińska", a mistrz został zastąpiony nauczycielem, historia brzmiałaby dla mnie bardziej wiarygodnie. Może również z takiego powodu, że rodziny w Chinach, czy w ogóle tym regionie są bardzo blisko ze sobą.

      Usuń
  5. de facto sprawa jest skomplikowana o tyle, że nie ma jednego łuku, jest ich mnóstwo, pytanie tylko, kiedy którą cięciwę którego łuku puścić... ale to, że w końcu trzeba wszystkie, jest oczywiste /zgodnie z przesłaniem opowieści/... natomiast jest jeszcze jedna sprawa... "puszczenie cięciwy" to nie tylko zaprzestanie komenderowania swoją latoroślą, ale także zaprzestanie jakiejkolwiek manipulacji i nacisków, jakiejkolwiek ingerencji w jej życie... to bynajmniej nie jest takie proste, bo czasem się zdarza wypowiedzenie idiotycznego, pseudodowcipnego tekstu, wyrażenie opinii mającej tylko pozory dobrej rady wynikającej z troski i rozpoznanie granicy nie zawsze jest oczywiste tak dla jednej, jak i dla drugiej strony...

    OdpowiedzUsuń
  6. A tak poza tym -traktowanie każdego słowa bajki dosłownie, analizowanie każdego słowa jest perfekcyjnym sposobem na pozbawienie jej sensu, morału a także wdzięku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ An-Ka
      Ale ta jest wyjątkowo głupia. A poza tym wygląda na to że tyle ma wspólnego z Chinami, co "śledzik po japońsku" z Krajem Kwitnącej Wiśni czy "ryba po grecku" z Helladą. Chyba ten Królicki po prostu udaje Greka.

      Usuń
    2. Ale co możesz jej zarzucić, Stary Niedźwiedziu? Czy nie jest prawdą, że rodzice, którzy nie chcą wypuścić dziecka spod swoich skrzydeł, krzywdzą je?

      Gdybyśmy wszystko mieli odbierać dosłownie, to musielibyśmy uznać także i naukę Chrystusa za wyjątkowo głupią. W końcu kazał porzucić dom i rodzinę i rozdać cały swój majątek, a potem iść za sobą.

      Usuń
    3. @ Kira
      A komu Zbawiciel tak nakazał? Wszystkim mieszkańcom Judei, czy tylko apostołom?
      A odnośnie bajki, pisałem już że to im "dalej tym lepiej" to debilizm. Zdążyłem się skonsultować z żoną przyjaciela, Chinką mieszkającą w Polsce prawie 30 lat. Zabiła śmiechem oszusta silącego się na "chińskość" tych wypocin. Powiedziała mi, że przypomina jej to amerykański film, na którym Kozacy żuli gumę.

      Usuń
    4. P.S.
      Zapomniałem podziękować za ostrzeżenie. Bo już wiem że Zbigniew Królicki to hochsztapler i szkoda czasu i pieniędzy na lekturę tych bajd.

      Usuń
    5. @ An-Ka
      Lubię bajki La Fontaine'a. Oraz autentyczne chińskie, bo jedne i drugie istotnie mają wdzięk. Ale w tandetnych podróbkach, takich jak ta,widzę jedynie kupę wdzięku. Niestety z dużą przewagą kupy.

      Usuń
    6. @ Stary Niedźwiedż

      Wiele wyjaśnia fragment wstępu, przytoczony Kamilowi Politowiczowi. Nic nie poradzę na to, że autor - faktycznie niezbyt trafnie - nazwał zbiór bajek i opowiastek z rozmaitych regionów i zapewne epok "Bajkami chińskimi".

      Usuń
    7. @ Kira
      Może i ten dowcip spodoba się Tobie.
      Tuż przed rokiem 1980 w sklepach mięsnych trudno było upolować cokolwiek. I wtedy pewien satyryk napisał, że z gronem znajomych postanowił wypróbować francuski przepis na indyka w maladze. Tylko że indyk był nie do kupienia, więc zastąpiono go kurczakiem brojlerem. Zamiast malagi użyto słodkiego wina marki "wino". I tak dalej. Konkluzja była następująca:
      Zjeść się od biedy dało, ale te opowieści o wspaniałości kuchni francuskiej to jedna wielka lipa!
      Z tą bajką w moim odbiorze jest identycznie.

      Usuń
  7. Czcigodna Kiro,
    Dziękuję za zacytowanie tej mądrej i uroczej bajki. Żałosne są próby pozowania na krytyka literackiego. Wybór tej tematyki dowodzi, że jest w Tobie ciepło i miłość i zbliża się Twoja decyzja o urodzeniu córki.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znamienity Dibeliusie!

      Powiadam Ci: wielką jest Twoja mądrość. Przed przymiotami Twojego umysłu chylą się czoła, gną się kolana i pocą się pachy najtęższych uczonych. Nic nie umknie Twojemu sokolemu wzrokowi, nic nie ujdzie iście kociej czujności, nic nie przebije diabolicznego refleksu. Oby Twoim wrogom zgniły wątroby, oczy zapadły się w głąb oczodołów, a żołądki spuchły i rozsadziły wnętrzności. O, wielki, wielki Dibeliusie...
















      ...jednak się mylisz. ;)

      Usuń
  8. Spośród wszystkich wytworów prawicowej strachologii, jednym z najbardziej fascynujących jest intelektualny humbug, zwany w potocznej mowie "promocją" lub nawet "ideologią bezstresowego wychowania", opierający się na swoistej mieszance propagandowych wizji pismaków z popularnymi legendami miejskimi.
    Znający tematykę trochę lepiej wiedzą, że w sensownej literaturze czegoś takiego jak "bezstresowe wychowanie" nie ma. Ukute przez pewną panią określenie "permissive parenting" (wychowanie przyzwalające) stanowi jedynie teoretyczny model referencyjny, nie polecany przez nikogo poważnego.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  9. Spośród wszystkich wytworów lewackich intelektualnych wymiocin, jednym z najbardziej załganych jest intelektualny humbug, jakoby idiotyczny konglomerat pedagogicznych bredni, potocznie zwany „wychowaniem bezstresowym” nie istniał. Przyczyna ostatnio szczególnie intensywnego wypisywania takich bredni jest oczywista. Lansowana w mediach głównego ścieku idiotka używająca ksywy „superniania” udowodniła ile warte są propagowane przez nią idiotyczne rady jak wychowywać dzieci. Bowiem jej synalek trafił za gwałt do kicia.
    Znający tematykę trochę lepiej wiedzą, że w sensownej literaturze istnieją zarówno wypociny entuzjastów tej „nowoczesnej” pedagogiki, jak choćby dzieło guru tych idiotów:
    [1] John Dewey – amerykański pionier globalnej edukacji. Instytut Edukacji Narodowej.
    Jak I krytyka tych wypocin:
    [2] Stephen G. Weiss: Progressive = Permissive? Not According to John Dewey…Subjects Matter!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile się nie mylę, to "superniania" nie propagowała "bezstresowego wychowania", tylko wychowanie BEZ BICIA. Widziałam parę fragmentów jej programu i nigdy się nie zdarzyło, by zlekceważyła chamskie zachowanie rozwydrzonego gówniarza. Rodziców nie można obwiniać za wszystko, co robią ich dzieci.

      Usuń
    2. @ Kira
      Ale jeśli ci rodzice mają czelność pouczać innych jak robić to, co sami ze szczętem spieprzyli, staje to się szczytem bezczelności / głupoty.
      Sam w życiu dostałem od ojca jako dziecko dwa razy po JEDNYM solidnym klapie (to informacja na użytek wolnościowych degeneratów), takim że tyłek zapiekł. Staruszek miał świętą rację.

      Usuń
    3. @ Stary Niedźwiedź

      Czasami "szewc bez butów chodzi".

      Usuń
    4. @ Kira
      Więc taki szewc to dla mnie złamas kutany. A ten babsztyl powinien podkulić ogon, odszczekać te swoje brednie i zniknąc z mediów tak, by po niej nawet smród nie pozostał.

      Usuń
    5. @ Stary Niedźwiedź

      Jest tylko jeden szkopuł: ona miała sukcesy! Z tego, co o niej słyszałam, pomogła niektórym rodzicom w okiełznaniu ich niesfornych pociech. Ja bym wyciągnęła czasem pas lub wytargała za uszy, ale zdaję sobie sprawę, że to nie jest dobre podejście.

      Naturalnie nie dziwię się, że w Twoich oczach pani Zawadzka jest spalona. Rozumiem to. Kiedyś znajoma moich rodziców (bohaterka wpisu "Frasunki pani N.") zaczęła - nieproszona! - mi doradzać, jak powinnam urządzić swój pokój. To przesunąć tu, to tam, to przynieść, to wynieść, przydałaby się toaletka z pięknym dużym lustrem, a na tej szafce wazon z bukietem kwiatów... Słuchałam tego grzecznie, wychodząc z założenia, że wyrażanie swojej opinii w każdych okolicznościach jest rzeczą niemądrą. A korciło mnie, żeby jej powiedzieć: "Droga pani, z tego, co mi o pani mówili moi rodzice, ma pani w domu ohydny bałagan, nieporównywalny z żadnym dotychczas widzianym przez nich bajzlem. Wszystko dlatego, że kompulsywnie nabywa pani meble, zastawy stołowe i przede wszystkim ubrania, które potem składuje jedne na drugich, zawalając całe pokoje. Przyzna pani, że ani widok jednej kanapy ulokowanej na drugiej, ani konieczność lawirowania pomiędzy worami wypchanymi ciuchami nie sprzyjają przyjemnemu spożywaniu ciasta ani piciu herbatki. Czy powinna się pani zatem wymądrzać odnośnie wystroju cudzego wnętrza?"

      Usuń
    6. @ Kira
      Stary dowcip mówi, że ludzie naprawdę rozumiejący i CZUJĄCY to, co się dzieje na giełdzie, po prostu trzymają gęby na kłódkę, grają i zarabiają na tym. Średniacy zostają pracownikami biur maklerskich. A jeśli ktoś o giełdzie g*wno wie, bierze się za doradzanie w mediach, jak na niej grać.
      Tę idiotkę oczywiście zaliczam do tej trzeciej kategorii.
      A co się tyczy jej sukcesów, przypomina mi się hiszpańskie średniowieczne powiedzenie o medykach. Mówiące że ich nieliczne sukcesy oświetla słońce, a znacznie liczniejsze porażki kryje ziemia.

      Usuń
    7. Powiedzenie zaiste wyśmienite. :)

      Usuń
  10. To, że, że pewien model nie jest polecany czy traktowany poważnie przez naukowców nie jest tożsame z nieistnieniem owego modelu w praktyce, jak go zwał, tak zwał. Niestety, bardzo dużo dzieci jest puszczonych samopas, bez zwracania uwagi na nic. Najczęściej wynika to z lenistwa rodziców i ich braków w wychowaniu, rzadziej jest przemyślaną metodą niestresowania potomka. Np. zaledwie jedna na dziesięć matek wchodzących z dzieckiem do przychodni/sklepu czy gdziekolwiek powie bobaskowi "powiedz dzień dobry".. Zaledwie jedna na dziesięć powie "nie krzycz, przeszkadzasz innym ludziom".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ An-Ka

      Masz rację, to lenistwo i złe wychowanie samych rodziców, a nie przemyślana strategia. Sama się łapię na myśli, że przez swoją nieuwagę mogłabym nie dopilnować pewnych wychowawczych spraw. A przecież kształtowanie małego człowieka to coś najważniejszego na świecie!

      Usuń
    2. @ An-Ka
      Ale już w szkołach zdarzają się opisane w prasie horrenda. Gdy w podstawówce gnój położy się na korytarzu i nie chce wejść do klasy na lekcję, dyrektor chce mu przynieść materac z sali gimnastycznej!
      Więc te postępowe teorie pedagogiczne mogę porównać jedynie z paraliżem postępowym.

      Usuń
    3. @ Kira
      Liczy się skutek. A jeśli te idiotyzmy / zaniedbania / śmierdzące lenistwo (nazwij to jak chcesz) prowadzą do aż tak opłakanych skutków, a dodatkowo merdia narzucają atmosferę tolerowania takiego gówniarstwa, mamy te kosze zakładane belfrom na głowy. A szkoły zamieniają się w jakieś wolnościowe latryny. Bo młodocianego bydlątka nie wolno strzelić w mordę. Jak to zrobił znany już Tobie z mojej relacji ś.p. pan profesor Witold Kopczyński.

      Usuń
    4. @An-Ka
      Też zauważyłam tę zależność.. Moi znajomi mają tzw. trudne dziecko, nadpobudliwe, zazdrosne o wszystko i wszystkich. Mały ma już jednak lat siedem, niedawno po raz kolejny(!) pobił opiekunkę. Gdy, pytana o zdanie, powiedziałam jego ojcu, że mały powinien przeprosić dziewczynę, usłyszałam odpowiedź w stylu - po co, on się tak tym stresuje, nie zamierzamy wystawiać go na kolejny stres. Poprosiłam, by więcej mnie o zdanie nie pytali, dodając, że to chyba oni są "trudnymi" rodzicami, nie ich jedynak.
      Dziecko potrzebuje rodziców, którzy na drugim miejscu winni stawiać "bycie przyjacielem", na pierwszym bycie rodzicami. Dziecko wyznaczające granice zachować to prosty przepis na katastrofę, która uderzy p.w. w to dziecko.

      Moja babcia często powtarzała mamie, że musi pamiętać o tym, że dzieci nie wychowuje dla siebie, tylko dla świata. Proste. Świat nie jest "bezstresowy", rządzi nim wiele zasad.

      Usuń
    5. @ Marzena

      Ci ludzie zbiorą kiedyś żniwo swojej głupoty.

      Usuń
  11. W literaturze fachowej nie występuje pojęcie "bezstresowego wychowania" - to wymysł prawackich propagandystów. Wspomniana tutaj powyżej książka Dewey'a nie traktuje o czymś takim, podobnie jak rady "superniani".
    Brak jakiegokolwiek wychowania, czy też "puszczenie dzieci samopas" nie jest "modelem wychowawczym" propagowanym przez którekolwiek poważne źródło.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  12. Pojęcie "wychowanie bezstresowe" powszechnie występuje w mowie potocznej, co napisałem drukowanymi literami. We wspomnianej książce Deweya i innych wypocinach lewackich propagandystów, podszywających się pod naukową literaturę pedagogiczną, stosowane jest tyleż buńczuczne co gołosłowne określenie "edukacja globalna". Tyle mające wspólnego z edukacją, co krzesło elektryczne z krzesłem.
    Dzięki dwójce oksfordzkich "etyków", twórców pojęcia "aborcja opóźniona" (czyli zabicie dziecka już po jego urodzeniu), określenie "filozof etyk" stało się cenzuralnym synonimem słowa skurwysyn. Tak samo "edukacja globalna" to łagodny synonim sformułowania "lewackie skurwienie".

    OdpowiedzUsuń
  13. Pojęcie "wychowanie bezstresowe" jest absurdem zarówno w świetle współczesnej oraz wcześniejszej wiedzy pedagogicznej, jak i nadawania sensu propagandowym zbitkom słownym. Z plebejskim rozumieniem tej zbitki słownej, zaszczepionej w świadomości Polaków wyłącznie przez prawicowe tuby ideologiczne (czyli z "bezhołowiem", "puszczaniem samopas") teorie Dewey'a, jak i późniejsze teorie, mają tyle samo wspólnego, co "krzesło elektryczne" z "krzesłem", albo "dziecko nienarodzone" z prawdziwym dzieckiem.
    Bzdurny straszak, mający usprawiedliwiać "wychowanie" oparte na ślepym posłuszeństwu autorytetom i mordobiciu.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  14. Udawanie że lewackie wymiociny pseudopedagogiczne w stylu Deweya i innych zdegenerowanych hochsztaplerów mają jakikolwiek walor, jest absurdem zarówno w świetle współczesnej, jak i wcześniejszej wiedzy pedagogicznej i prymitywną próbą nadania sensu tym wybroczynom obydwu funkcjonujących szarych komórek lewackich mózgów. Oraz usiłowaniem zaszczepienia w świadomości Polaków przez lewackie tuby propagandowe prymitywnych ale na pozór dobrze brzmiących zbitek słownych pokroju "edukacja globalna". W nadziei że plebejskie zrozumienie tego bełkotu zaakceptuje jego na pozór ładne brzmuienie i nie wniknie w jego istotę.
    Bzdurne straszenie rzekomym autorytarnym mordobiciem ma na celu usprawiedliwiać "ideały pedagogiczne" typu róbta co chceta, srajta gdzie chceta.

    OdpowiedzUsuń
  15. Żałosna jest próba pożenienia jakiegokolwiek modelu wychowawczego z potocznym, ludycznym rozumieniem "bezstresowego wychowania", oznaczającym tyle, co brak wychowania. Jednak budowanie swojej wiedzy dotyczącej wspomnianych modeli na artykułach z katolickich gadzinówek i/lub brukowców prowadzi do takich zabawnych nieporozumień.
    Pogląd, że ktoś tutaj neguje istnienie dzieci zaniedbanych wychowawczo można uznać właśnie za myślenie życzeniowe.
    Tak się jednak dziwnie składa, że wzorce nie oparte na ślepym posłuszeństwie i sporadycznym mordobiciu są najczęściej atakowane przez tych "konserwatystów", którzy doświadczyli metod "wychowawczych" ma własnej skórze, a obecnie ich bronią, zwykle wysuwając złote myśli w stylu "patrzcie, byłem łojony w tyłek/bity w pysk, a wyszedłem na ludzi".
    Tymczasem dobry psycholog od razu bezbłędnie zdefiniowałby traumy, kompleksy i szereg negatywnych, toksycznych wzorców zachowań międzyludzkich przekazanych przez rodziców i propagowanych przez takich mądrali.
    Większości dzieci z tego filmiku należałoby wytłumaczyć, że ich, bardzo tradycyjna przecież argumentacja, jest absurdalna:
    https://www.youtube.com/watch?v=b2OcKQ_mbiQ
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  16. Żałosna jest próba pożenienia jakiegokolwiek wartościowego modelu wychowawczego z potocznym, ludycznym frazesem "edukacji globalnej", oznaczającym po prostu brak jakiegokolwiek elementarnego wychowania. Jednak budowanie swojej wiedzy dotyczącej wspomnianych modeli na artykułach z genderowych, anarchistycznych, komunistycznych, pronarkomańskich, satanistycznych czy tęczowych gadzinówek i brukowców prowadzi do takich zabawnych nieporozumień.
    Pogląd, że lewacy przejmują się istnieniem dzieci zaniedbanych wychowawczo i cokolwiek robią by temu zaradzić, można uznać nawet nie za myślenie życzeniowe tych oszustów, lecz kłamstwo w żywe oczy, dedykowane elitarnym odbiorcom czyli ćwierćinteligentom.
    Tak się jednak dziwnie składa, że wzorce oparte na skrajnym permisywizmie są najczęściej gloryfikowane przez tych lewaków, którzy nie doświadczyli nawet sporadycznie pojedynczego klapsa a obecnie wyrośli na odrażających łajdaków. Tymczasem dobry psycholog od razu bezbłędnie zdefiniowałby traumy, kompleksy i szereg negatywnych, toksycznych wzorców zachowań międzyludzkich, które te bydlęta usiłują przekazać innym ludziom, zwłaszcza młodym. I to moralne łajno jest propagowane przez takich mądrali.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiro - wykazujesz ogromnie jednostronną tolerancję. Przykro mi, że tolerujesz przejrzyste nawiązania do m,in, moich wypowiedzi, przedstawiające te wypowiedzi w kompletnie krzywym zwierciadle a kasujesz moje próby odniesienia do nich. Trudno, Twój wybór. dobrej nocy, miłego weekendu itd.,itp. Właśnie obejrzałam "Miasto ślepców", zdecydowanie wierną adaptację książki- jak na ilustrację ... :((, jak na zawołanie...

    OdpowiedzUsuń
  18. PS. ostatnia wypowiedź - nie bardzo jestem w stanie zrozumieć żałosne próby pożenienia na siłę obiegowego rozumienia pojęć z pojęciami stricte naukowymi i insynuacji, że owo potoczne, obiegowe rozumienie ma cokolwiek wspólnego z terminami naukowymi. Nie mogę również zrozumieć , że dyskusja ma służyć nie ustaleniu wspólnoty lub rozbieżności poglądów (nie mylić z definicjami) , ale wyłącznie zdeprecjonowaniu, ośmieszeniu oponenta. Trudno mi również uwierzyć, że ktokolwiek, poza kompletną zapijaczoną i odmóżdżoną hołotą jest w stanie uważać, że proces wychowawczy jest zbędny. Różnice rzecz jasna dotyczą sposobu wychowania- i to rzeczywiście jest temat do polemiki. Jednak NIKT pod tym blogiem nie optował za wychowaniem restrykcyjnym. Tu jednak z dzikim zapałem próbuje się przedstawić, że ubolewanie nad brakiem owego wychowywania jest jednoznaczne z biciem dzieci , trzymaniem za mordę itd. Nie jestem w stanie uwierzyć, że to kwestia niezrozumienia. Wnioski zostawiam tym, którzy zdążą przeczytać ten komentarz, zanim nie zostanie skasowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcigodna An-Ko
      Zamieszczane tu łajdackie insynuacje o rzekomym propagowaniu wychowania restrykcyjnego i chamskie zaczepki pod Twoim adresem znacznie bardziej zasługiwały na kasację niż Twoje wyważone komentarze.
      Zdjęcie oczywiście zrobiłem.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. @ An-Ka

      Wybacz, ale o ile wolno atakować wypowiedzi, o tyle nie wolno atakować ich autorów ani czepiać się ich zachowania. Tłumaczyłam to wiele razy i nie zamierzam się więcej powtarzać.


      @ Stary Niedźwiedź

      Nie, nie zasługiwały bardziej, ponieważ nie zakazuję czepiania się wypowiedzi, co do tej pory Ci nie przeszkadzało.

      Usuń
    3. @ An-Ka
      P.S.
      A poza tym, nie należy sie dziwić grze półsłówek. To ich immanentna cecha.

      Usuń
    4. Kiro -jeżeli wolno za pomocą odnoszenia się do wypowiedzi snuć insynuacje pod adresem autora wypowiedzi, przypisywać mu poglądy , których nie głosi , nie podziela , które mu nawet nigdy przez myśl nie przeszły i w ten sposób kolportuje się kłamstwa na temat tej osoby- a Ty uważasz, że to jest w porządku, bo to jest atakowanie wypowiedzi( nie , to nie jest atakowanie wypowiedzi- to jest atakowanie swoich fantazji/ urojeń na temat tej wypowiedzi ) - to nic tu po mnie. Odpowiadam za swoje wypowiedzi , za swoje poglądy natomiast insynuacje uważam za obrzydliwe. Obrzydliwa jest również dla mnie akceptacja tych insynuacji. Szkoda. Życie to pakiet rozczarowań :). Z niektórymi bardzo łatwo się pogodzić.

      Usuń
    5. @ An-Ka

      Sorry, ale dla mnie obrzydliwością jest wmawianie mi, że jestem tendencyjna. Jak kasowałam wypowiedzi innych, było OK. Ja kasuję Twoje, jest już źle.

      Mam dosyć tej dziecinady...

      Usuń
    6. Kiro - nie wątpię. To widać, gdy ktoś jest persona non grata. Jeżeli dla Ciebie dziecinadą jest to, że ktoś protestuje przeciw wypaczaniu jego wypowiedzi a dorosłym ( nie wspominając o elementarnej, progowej uczciwości) jest owo wypaczanie - różnice nie do pokonania i to nie w drobiazgach, nie w definicji, niestety . Twój blog, Twoje prawo, Twoje kryteria doboru rozmówców . Wszystkiego najlepszego.

      Usuń
    7. @ An-Ka

      Zmieniłaś się...

      Usuń
    8. Kiro - nie .Nie zmieniłam się. NADAL nienawidzę nieuczciwości i wypaczania moich słów. Nie mam NIC przeciw usunięciu moich, jeżeli uważasz, że naruszyły Twoje prawo. Jednak oburza mnie pozostawienie słów nawiązujących do mojej wypowiedzi a przedstawiających ją w kompletnie fałszywym świetle. Przedstawianie mnie jako zwolenniczkę zamordyzmu w wychowaniu dzieci. Że do tego tępą, plebejską i prymitywną to już traktuję z baaaaaaardzo dużym przymrużeniem oka- w końcu każdy musi mieć jakąś przyjemność/

      Usuń
    9. @ An-Ka

      Każdy ma prawo nawiązywać do czyjejś wypowiedzi. A zarazem - tylko do WYPOWIEDZI.

      Wolno też atakować grupy, a nawet tworzyć sobie - choćby i urojonych - wrogów. Poglądów też nie chronię.

      Usuń
    10. @An-Ka

      tak na marginesie - pod poprzednim wpisem Kira skasowała mój komentarz skierowany do Ciebie z tego samego powodu. Nieważne jak "miękki" atak na zachowanie innego komentującego, post leci. Tu Kira jest przynajmniej konsekwentna.

      Pozdrawiam,
      yrk (Kamil)

      Usuń
    11. Kamilu - jak napisałam - nie mam nic przeciw kasowaniu moich wypowiedzi. Mam coś przeciw zostawianiu pewnych wypowiedzi.

      Usuń
    12. @ An-Ka

      Staram się nie zostawiać czytelnych aluzji do osób czy ich zachowań. Ale wypowiedzi ani poglądów nie zamierzam chronić.

      Usuń
    13. Wygląda na to, ze chodzi nam obu o to samo. Teoretycznie.

      Usuń
    14. @ An-Ka

      Nie, Tobie chodzi o większą cenzurę. A ona jest wystarczająca. Przykro mi, ale kończę tę rozmowę. Nie prowadzi do niczego.

      Usuń
    15. Ach, to i Ty wiesz lepiej ode mnie o co mi chodzi ? No, jasne.....Ja też kończę tę rozmowę. Na inne straciłam ochotę, wszystkiego najlepszego

      Usuń
    16. @ An-Ka

      A Ty wiesz lepiej, kto jest moim ulubieńcem? No tak...

      Usuń
  19. @Anty...
    pojęcie "wychowanie bezstresowe" istnieje jedynie w języku potocznym /co najwyżej jeszcze popularnonaukowym, ze wskazaniem na "popularno"/... ma dwa znaczenia...
    pierwsze literalne, dosłowne, czyli forma nadopiekuńczości polegająca na oszczędzaniu dziecku przykrych doświadczeń, przysłowiowe "zbieranie kamieni z przed nóg na drodze"...
    drugie, to właściwie tylko etykietka... tą etykietkę nadają konserwatyści każdej koncepcji wychowania odmiennej od autorytarnej, którą sami uważają za jedyną słuszną... co więcej, każdą z tych odmiennych koncepcji uważają za "puszczenie dziecka samopas"... jak wiadomo z logiki dyskusja z takim postawieniem sprawy nie ma sensu, gdyż z fałszywego założenia można wysnuć każdy wniosek...
    czasem jeszcze na prymitywnym poziomie "wychowanie bezstresowe" jest utożsamiane z "wychowaniem bez bicia", co jest kompletnie nielogiczne, bo czym innym jest ochrona dziecka przed przykrościami, czym powstrzymanie się od aplikowania mu tych przykrości przez rodzica /dla Indianina prerii uderzenie dziecka było hańbą dla rodzica, niemniej jednak życie małego Indianina lekkie nie było/...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Piotr
      Jak dla mnie jeśli coś jest "bezstresowe", to z definicji wyklucza nadopiekuńczość, która właśnie prowadzi do stresów i ogranicza dziecko w jego wyborach/działaniach. Znajdowanie wspólnego mianownika jednego i drugiego nie ma sensu.
      O etykietce i kruchtokołtuńskich bredniach dotyczących alternatywnych modeli wychowania oraz ich gadzinowo-gazetkowej krytyce, sprowadzającej się do dyskusji z własnymi fantazjami (bo nie z modelami jako takimi) pisałem już wcześniej. Na przykład przytaczany tu stareńki model edukacji Dewey'a/jeden z licznych modeli alternatywnych wobec wychowania "tradycyjnego"/ opierał się m. in. na próbie pełnego angażowaniu uwagi uczniów/studentów i włączania ich do wspólnych działań. Wbrew mniemaniom krytyków, Dewey odcinał się od nadinterpretacji swoich teorii i skupianiu swojej uwagi wyłącznie na chciejstwie uczniów, pisząc m. in. "we must take our stand with the child and our departure from him. It is he and not the subject-matter which determines both quality and quantity of learning". Wbrew kategorycznym sądom, jakoby model nauczania Dewey'a nie prezentował żadnych walorów pedagogicznych, posłużył on za źródło inspiracji przy tworzeniu praktycznych modeli późniejszych, np. http://en.wikipedia.org/wiki/Problem-based_learning
      Współczesne modele dydaktyczne czerpią zarówno ze wzorców herbartowskich jak i progresywistycznych, nie potępiając w czambuł ani jednych, ani drugich.
      Ależ oczywiście, że prymitywom "bezstresowość" od razu kojarzy się z brakiem bicia, jakby to bicie przez rodziców było dla dziecka największym źródłem stresu. Tego ostatniego nie skomentuję...
      Anty

      Usuń
  20. @Kira
    Jeśli nie masz nic przeciwko temu, chciałbym poznać Twoją opinię na temat treści zalinkowanego wcześniej włoskiego filmiku.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby odwrócić płeć uczestników?
      Anty

      Usuń
    2. @ Anty

      Pomóż mi zrozumieć, o co Ci chodzi.

      Usuń
    3. Większość pytanych dzieciaków odmawia uderzenia dziewczynki dlatego że ta... jest dziewczynką. Dlatego ciekaw jestem jak (i czy) swoją odmowę tłumaczyłaby dziewczynka mająca bić chłopców. Jak również co by się stało, gdyby chłopakom przedstawiono innego chłopca.
      Anty

      Usuń
    4. @ Anty

      Trzeba uczyć dzieci, że przemoc jest zła. Poza przemocą obronną.

      Usuń
  21. OT:

    no i niestety (znowu) zamieściłaś ciekawą, ale "niegłosowalną" ankietę. Zakłada ona, że sąsiadów oceniamy nie po ich zachowaniu, a przynależności do rasy, subkultury, wspólnoty religijnej. Czyli powielasz stereotypy, z którymi co najmniej parę osób tu komentujących na co dzień walczy.

    Nie przeszkadza mi nikt z wyżej wymienionych. Ale jednocześnie odpada zbyt głośny Żyd, bijący żonę Arab, nie oddający pożyczonego sprzętu Murzyn, itd. Dlatego zaznaczyłem wszystkie opcje jak leci (razem z tą ostatnią).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Wracam do yrk-a, bo wkurza mnie używanie mojego nazwiska przez dyskutantów. Większość i tak będzie wiedziała, kim jestem.

      Usuń
    2. @ Yrk

      Tak, sprawdzam Wasze uprzedzenia. To wolny kraj, wolno być uprzedzonym. :)

      Usuń
    3. @Kira

      o, widzisz, i takiego sąsiada bym sobie z pewnością nie życzył :D

      Usuń
    4. @Yrk...
      dokładnie tak... gdyby pytanie brzmiało: "przedstawicieli jakiej grupy się obawiasz?", ankieta miałaby większy walor poznawczy... uruchomiłoby to też pytania dodatkowe typu: "skąd wiadomo, że sąsiedzi to geje/leski lub "komuna" seksualna?" /człowiek na poziomie tego typu informacje ma jedynie z comin' out'u tych sąsiadów, ich dobrowolnego oświadczenia/...
      natomiast jeśli chodzi o pytanie rzeczywiście mające miejsce, można je śmiało zamienić na "czy jesteś burakiem, który ocenia potencjalne zachowania ludzi po etykietkach?", gdzie zaznaczenie jakiejkolwiek odpowiedzi oprócz ostatniej oznacza "tak"... uznaję, że Twój wybór oznacza zbyt szybkie, pobieżne ogarnięcie sensu tej ankiety...
      pozdrawiać :)...

      Usuń
    5. @Pkanalia

      no nie do końca. Po przeanalizowaniu ankiety doszedłem po prostu do wniosku, że mogę odpowiedzieć pozytywnie na każdy punkt, dodając "w zależności od ich zachowania". No może z wyjątkiem tych skinheadów, bo po pierwsze nie do końca rozumiem, czym różnią się klasyczni od nowoczesnych, a po drugie bycie skinheadem implikuje niejako agresywne zachowania.

      Pozdrawiam

      Usuń
    6. @ Yrk

      Dzielisz włos nawet nie na czworo, a na dziesięcioro. ;)

      Usuń
    7. Zaznaczyłem klasycznych skinheadów - pod warunkiem że chodzi o nazistów zobligowanych do stosowania przemocy / ankieta jednak nie podaje, kto to jest "klasyczny"/. Może jestem burakiem...
      Anty

      Usuń
    8. @Yrk...
      tylko, że ankieta nie wspomina nic o zachowaniu tych sąsiadów, ale pozostawia respondentowi pole do tworzenia sobie paranoj na temat ich zachowania na podstawie ich cech zewnętrznych lub informacji, które ma na ich temat... kwestię niektórych źle określonych etykietek już pozwolę sobie odpuścić /np. co to oznacza "hipisi", "skinheadzi", "punkowcy" czy "metalowcy", czy chodzi np. o nazwy pewnych stylów ubierania?/...
      porównaj moją propozycję "kogo się obawiasz?" z rzeczywistym pytaniem ankiety "kto odpada?", które równie dobrze brzmieć, "kogo aż tak się boisz, że choć go nie znasz, to nie chcesz, by był twoim sąsiadem?"... czyli pytanie dotyczy pewnego poziomu lęku powyżej którego zaczyna się buractwo...
      ...
      natomiast Ty oddałeś po prostu "nieważny głos", tak jakbyś zakreślił krzyżyk przy kandydacie prezydenta dopisując "pod warunkiem, że np. obniży podatki"... ankieta zaś stawia sprawę bezwarunkowo... oczywiście nie będę się mądrzył na temat, co powinieneś zaznaczyć, ale z /bardzo/ powierzchownej znajomości Ciebie i ostatniej Twojej wypowiedzi wynika mi, że właściwą i spełniającą reguły gry powinna być odpowiedź ostatnia...

      Usuń
    9. @ Panowie

      Czy musimy zawsze iść na żywioł? Czy nie możemy czasem dać się ponieść stereotypom? Nie zawsze warto ryzykować.

      Usuń
    10. @Anty...
      spoko... po prostu /jak wspomniałem Yrk-owi/ niektóre z tych etykietek są źle określone... np. ci skinheadzi... obawiam się, że nawet słowo "klasyczni" zbyt dokładnie nie precyzuje, o kogo chodzi...

      Usuń
    11. @Kira...
      mowa o stereotypach opartych na statystyce, czy na obserwacji pojedynczych zachowań?... te pierwsze mają jeszcze jakiś sens, te drugie kompletnie go nie mają...
      według mnie po prostu za ostro jest postawione pytanie... bo można rzeczywiście bardziej się obawiać jakiejś grupy w oparciu te stereotypy "statystyczne" i baczniej obserwować takich sąsiadów, ale skreślanie ich na dzień dobry za sam fakt przynależności /czasem nawet tylko domniemanej/ do danej grupy jest po prostu buractwem...

      Usuń
    12. @ PKanalia

      Nie każdy ma ochotę sprawdzać na własnej skórze, czy da się spokojnie współżyć z Cyganami lub alkoholikami.

      Usuń
    13. @KIra

      taaa... Jak już wcześniej zapisałem, że jak coś mi się na oko nie zgadza, to rozbieram to na czynniki pierwsze. Dodatkowo zawód programisty nauczył mnie (po latach bólów i wyrzeczeń) nie czynić założeń. I tę zasadę stosuje również w życiu.

      Ale zapewniam, że nie traktuję Twoich ankiet śmiertelnie poważnie. Przekomarzam się li tylko.

      @Pkanalia

      Oddałem nieważny głos masz rację. Dlatego, że ważnego - w moim mniemaniu - oddać się nie dało. Ale Kira powinna z Tobą konsultować pytania - bo Twoje sprecyzowanie bardzo mi pasuje.

      @Anty

      No pewnie, że jesteś burakiem. Jak można bezwarunkowo nie lubić miłujących ojczyznę narodowców?

      Usuń
    14. @Kira...
      sprawy są tu dwie:
      1/ jasne określenie danej grupy...
      o ile słowo "Cygan" /lub nazwa innej narodowości, rasy/ jest w miarę jasno określona, to gorzej już jest z subkulturami, bo oprócz zewnętrznych atrybutów /styl ubierania, ozdób. itd/ nie wiemy o takich ludziach nic... same atrybuty to mało /np. znam ludzi noszących się jak stereotypowi "metale", lecz nie gustujący w takiej muzyce lub noszących się jak "skini", ale mający normalne. wolnościowe poglądy/... trzecia zaś grupa to ludzie mający rzadziej spotykane gusta seksualne /w ankiecie są to geje/leski i sympatycy różnych form seksu grupowego/, tu już kompletnie nie wiadomo, czy sąsiedzi takowe mają, dopóki sami o tym nie powiedzą, chyba że ktoś chce się bawić w podglądacza lub słuchać plotek, ale jak pamiętam, kiedyś na tym forum byliśmy zgodni co do opinii na temat takich podglądaczy...
      2/ każdy ma prawo mieć uprzedzenia /nawet kompletnie nieuzasadnione/ i nie chcieć ryzykować mieć takich sąsiadów... każdy ma też prawo oceniać ludzi mających takie uprzedzenia... natomiast pojawia się osobna kwestia, kto może mieć interes /i jaki/ w rozpowszechnianiu takich uprzedzeń?... trzeba pamiętać, że akcja rodzi reakcję i tworzy się spirala wzajemnych uprzedzeń... przyznam szczerze, że mając do wyboru wolę mieć za sąsiadów Żółtych i Beżowych wybiorę Żółtych /opierając na "statystycznym" stereotypie/... ale czy to znaczy, że gdy pojawią się w sąsiedztwie Beżowi mam ich skreślać i tępić tylko dlatego, że są beżowi?... tak postępując strzelam w stopę tylko sobie, bo w ten sposób przyłożę rękę do owej spirali uprzedzeń i zwiększam szansę, że trafi to kiedyś we mnie...

      Usuń
    15. */errata... porąbałem szyk zdania z pośpiechu, powinno być: "mając do wyboru Żółtych lub Beżowych wolę mieć za sąsiadów i wybiorę Żółtych"...

      Usuń
    16. @ PKanalia

      No dobrze, dobrze, ale przecież CZUJESZ, o co mi chodziło, prawda? :)

      Usuń
    17. @Kira...
      ależ czuję, czuję... niemniej jednak nie zmienia to faktu, że nie tylko ja i inne sensowne osoby jestem targetem ankiety, ale także różne przybłędy...
      ujmijmy to tak... od strony naukowej ankieta jest do dupy, ale nie umniejsza to jej walorów rozrywkowych /a także, paradoksalnie, naukowych/ jako zaczynu do ciekawej rozmowy...

      Usuń
    18. @ PKanalia

      Ankieta pasuje do bloga: ot, takie tam pierdółki. :)

      Usuń
  22. @Kira
    Bardzo mądra bajka. Wspominałam już pewnie kiedyś, że mam w rodzinie młodą dziewczynę (lat 18), która jest "niszczona" przez własną matkę. Nie nienawiścią tylko zachłanną miłością. Skopiuję tę bajkę i prześlę mailem wspomnianej matce - może coś zrozumie... Chociaż mam poważne wątpliwości, czy to coś zmieni, gdyż owa kobieta uznaje siebie za kogoś, kto nigdy nie popełnia błędów, zaś wszystkie jej porażki to wina innych ludzi :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, iż Twoje wątpliwości przemienią się niedługo w pewność.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...