05.02.2015

Wewnętrzna wolność


Unikam grup wzajemnej adoracji, prawych, lewych, damskich, męskich – to nie dla mnie, dosyć wcześnie pojęłam, że urodziłam się wolna i nikomu tej wolności nie oddam w imię solidarności z – płcią, grupą ideologiczną etc.

Podobają mi się te słowa. Na tym właśnie polega prawdziwy nonkonformizm: na swobodzie myślenia i – jeśli tylko jest to możliwe – działania. Nawoływania do zwierzęcej solidarności ze „swoimi” są dla nonkonformisty w najlepszym wypadku śmieszne. Ludzie, którzy histerycznie domagają się poparcia dla swoich idei, którzy bełkoczą wściekle: „Kto nie z nami, ten przeciwko nam!”, budzą w nonkonformiście co najwyżej politowanie.

Naturalnie żaden człowiek nie jest „samotną wyspą”. Potrzebujemy siebie nawzajem. Ale czy nonkonformizm wyklucza współpracę? Czy wyklucza zastanowienie się nad słowami drugiego człowieka? Czy wyklucza szacunek dla jego mądrości i doświadczenia? Oczywiście, że nie! Wyklucza tylko i wyłącznie bezmyślne podporządkowanie się cudzym zasadom – głównie moralnym, ale także tym ujętym w karby prawa. Nonkonformista może się bać konsekwencji ewentualnego buntu, może mieć wątpliwości, czy postępuje słusznie, może ulec naciskowi grupy, będzie to jednak oznaka rozwagi lub słabości, a nie uznanie racji większości. Prędzej czy później taki człowiek znajdzie sposób, żeby postąpić zgodnie z własnym sumieniem, własnymi poglądami czy własnymi potrzebami.



59 komentarzy:

  1. myślę, że nonkonformizm czy indywidualizm to cecha niezależna od stopnia umiejętności współpracy... można być do niej zdolnym lub nie, można jej chcieć lub nie mieć ochoty...
    natomiast można dyskutować o tym, jak ta sprawa wygląda u konformisty... czy bezmyślne podporządkowanie się stadu lub rozkazodawcy to już współpraca, czy warunkiem, by tak nazwać jest pewna doza wolnej woli?... to już chyba zależy od przyjętych założeń...
    ...
    zaś wolność wewnętrzna to po prostu brak przywiązania do swojej wolności... to brak cierpienia, gdy jesteśmy jej pozbawieni i umiejętność zorganizowania jej sobie w ramach narzuconych ograniczeń...
    to także umiejętność wyboru, czy podporządkować się stadu, gdy uznamy to chwilowo za korzystne, czy iść pod prąd... jakby nie było, postawa "zawsze pod prąd" to również konformizm tylko taki "na odwrót", czyli wspomniane przywiązanie do wolności...
    ...
    o wolności wewnętrznej mawia się też czasem w sytuacji, gdy człowiek po pozbawieniu wolności, po okresie początkowego buntu doznaje nagle stanu pewnej ulgi, gdy dociera do niego, że jest wolny od konieczności wybierania...
    ...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się ze wszystkim, co napisałeś. :)

      Usuń
  2. "Wewnętrzna wolność" kojarzy mi się z sytuacją, w której brakuje wolności zewnętrznej - inaczej mówiąc, to świadomy wybór egzystencji na cudzych zasadach przy jednoczesnym zachowaniu niezależności własnych myśli. Fakt, że właśnie do takiej wolności większość bywa przymuszana. Jeśli ktoś ją utraci, staje się niewolnikiem, nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy...
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, bez wewnętrznej wolności nie ma najczęściej i zewnętrznej. Sami oddajemy się komuś w niewolę.

      Usuń
    2. @Kira @ Anty...
      ja bym to ujął jeszcze tak:
      wolność zewnętrzna to po prostu pewna przestrzeń wariantów do wyboru... gdy ilość, rozmaitość tych wariantów jest dla nas wystarczająca, nazywamy to "wolnością"... i nawet nie ma w nas potrzeby, by z tych wszystkich wariantów korzystać, wystarczy nam sam fakt ich istnienia...
      przy takim ujęciu wolność wewnętrzna to stan umysłu w którym brak napięcia psychicznego z powodu niedostatku wolności zewnętrznej...
      spotkałem kiedyś taką wypowiedź:
      "po co mi wolność, skoro mam wolność, jestem, czuję się wolna"... jedno zdanie, a słowo "wolność" w kilku znaczeniach...
      ...
      np. dla konserwatystów /i innych totalitarystów/ wolność jest stanem pewnego ścisłego uporządkowania świata, otoczenia wokół nich... paradoksalne, bo co to ma wspólnego z wolnością?... niemniej jednak oni to tak nazywają, gdyż w takim świecie są, czują się bardziej wolni od lęku, który w nich ten mniej uporządkowany świat wywołuje...
      ...
      natomiast Anty nawiązałeś dodatkowo do kwestii, jak to wszystko zmienia się w czasie... gdy człowiek zbyt długo przebywa w warunkach deprywacji wolności zewnętrznej jednocześnie zachowując stan wolności wewnętrznej, to mimo tego potrafi nieźle się pogubić, gdy wróci do warunków większego stopnia wolności zewnętrznej... np. ludzie po odsiadce, gdy wyjdą na wolność miewają chwile zagubienia /czasem przechodzi to w stan chroniczny, gdy odsiadka była dość długa/ i chętnie by wrócili do warunków deprywacji, gdyż tam się czują bezpiecznie i co poniektórzy nawet to realizują /nie zawsze jest to świadomy proces/... skrajny przykład to uciekinierzy z Korei Płn na Południe... nawet po okresie readaptacji w ośrodku i monitorowani wkraczając w /relatywnie/ wolnościowe warunki wielu z nich po prostu podejmuje próby powrotu z pełną świadomością, że może to oznaczać dla nich nawet wyrok śmierci...

      Usuń
  3. Po pierwsze to z mojego zakręcenia w ostatnich tygodniach nie zauważyłam, że podałaś adres bloga. Wybacz. Po drugie....(Alzheimer czy co), ale czy ja już kiedyś u Ciebie byłam czy nie?:) No i ten nonkonformizm... cienka jest granica między życiem w zgodzie z własnymi normami a krytykanckim podejściem do norm ustalonych i utrwalonych, uchodzących za dobre, za świętość. Jeśli człowiek będzie łamał te świętości (nie chodzi o kwestie religijne tylko etyczne, moralne) to pojawi się sprzeciw. Tak jest w przypadku małżeństw homoseksualnych i ich prawa do adopcji. Cienka granica między szacunkiem dla człowieka, który walczy o mądre prawo, a poczuciem, że dzieje się coś bardzo niedobrego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że byłaś. :)

      Odnośnie Twoich rozważań: nonkonformizm nie jest gwarancją ani mądrości, ani dobroci. Jest gwarancją zaledwie wolności sumienia. A nie każde sumienie jest właściwie uformowane.

      Usuń
    2. @Kira
      Absolutnie się z Tobą zgadzam.

      Usuń
    3. Właściwie uformowane sumienie - tu pewnie każdy by dał inną definicję. To bardzo subiektywne i trochę zalatujące relatywizmem odczucie.

      Usuń
  4. Jan Kowalski06.02.2015, 14:52

    Pani Kiro.
    Mam pytanie:
    Jak rozpoznać czy nasze sumienie jest właściwie uformowane i
    jak obiektywnie ocenić coś, co ze swej natury jest subiektywne?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nas uczy Wikipedia, istnieją dwa podejścia do moralności:

      "teorie obiektywistyczne – zakładają one, że normy etyczne mają charakter uniwersalny i można je wywieść z ogólnych założeń, a następnie zastosować do wszystkich ludzi.

      teorie subiektywistyczne – zakładają one, że normy etyczne są wytworem poszczególnych ludzi. Prowadzi to do wniosku, że jeśli istnieją jakieś wspólne normy, to są one wynikiem podobnej zawartości umysłów większości ludzi, lub nawet że nie ma czegoś takiego jak wspólne normy i każdy posługuje się swoim prywatnym systemem nakazów moralnych."

      Według teorii obiektywistycznych jak najbardziej można osądzić, czy dane sumienie zostało właściwie ukształtowane.

      Co do mnie, to na dzień dzisiejszy wierzę, że istnieje OBIEKTYWNE Dobro i Zło. A zatem jest coś, do czego należy DĄŻYĆ.

      Usuń
    2. Jan Kowalski06.02.2015, 21:55

      Także wierzę,że istnieje obiektywne dobro i zło, ale nie zawsze łatwo powiedzieć co w konkretnym przypadku jest dobrem, a co złem...
      Dla mnie taką wskazówka są Boże przykazania.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. @Jan Kowalski
      A co, Twoim zdaniem, zostaje osobom niewierzącym? Czy bez "boskich wskazówek" gubią się bardziej, niż wierzący?

      Usuń
    4. Jan Kowalski07.02.2015, 15:41

      @Marzena.
      Nie wiem.Moim zdaniem niewierzący także posługują się rozumem i potrafią nieraz instynktownie rozróżnić dobro od zła..
      Co prawda,skoro " nie ma czegoś takiego jak wspólne normy i każdy posługuje się swoim prywatnym systemem nakazów moralnych." to trzeba naprawdę dużo dobrej woli,żeby się jednak nie pogubić....
      Wydaje mi się tylko,że jest jednak łatwiej kiedy ma się jakiś"Kodeks",któremu można zaufać.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    5. @Jan Kowalski
      1) Na jakiej podstawie odróżniasz dobro od zła?
      2) Czy jeśli Boże przykazania lub wskazówki nakazują mordować innych ludzi, są dobre?
      Anty

      Usuń
    6. Jan Kowalski08.02.2015, 12:24

      1)Na podstawie,ma nadzieję,uformowanego i dalej formowanego sumienia.
      2)W Dekalogu nie ma zapisów nakazujących mordowania ludzi.
      wręcz przeciwnie:
      Nie zabijaj.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    7. Biblia nie ogranicza się do Dekalogu.
      Wiele tekstów religijnych aprobuje lub wręcz pochwala mordowanie innych osób.
      Czy rzekoma "boskość" danych tekstów może być alibi dla aprobowania zbrodni, albo podłego traktowania ludzi za to, że nie należą do tego samego stada?
      Koran, Stary Testament, czy Talmud są przecież pełne takich wskazówek.
      Anty

      Usuń
    8. Jan Kowalski08.02.2015, 21:58

      "Koran, Stary Testament, czy Talmud są przecież pełne takich wskazówek".

      Masz wybór.
      Pozdrawiam

      Usuń
    9. Jak również między dżumą, cholerą i wirusem ebola. Jednak wolę zdrowie.
      Anty

      Usuń
    10. Jan Kowalski09.02.2015, 10:22

      Zdrowie najważniejsze.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    11. @Jan Kowalski
      Jestem przekonana, że rozróżnianie dobra od zła jest kwestią instynktu samozachowawczego. Dekalog nie chroni przed zbrodniami - wierzący także np. mordują dzieci, czy okradają ludzi w tramwaju. Dlatego stawiam na instynktowne poczucie dobra i zła, coś, z czym przychodzimy na świat, na co nasze doświadczenia niekoniecznie muszą mieć wielki wpływ. Przykład, trywialny bardzo - niektóre małe dzieci kopią psy, inne zaś, dzięki wrodzonej empatii, od zawsze CZUJĄ że to jest niewłaściwe zachowanie, które krzywdzi inne stworzenie. Drugi przykład - dziecko, które zostaje przyłapane na - zostanę już przy tym nieszczęsnym krzywdzonym psu - kopaniu psa, męczeniu innych pomniejszych zwierząt jest uczone przez dorosłych, że tak nie wolno, że zwierzę czuje ból (tak powinni zareagować empatyczni rodzice). Mimo to, jak wynika z badań naukowych, duży procent z tych dzieci, które znęcały się nad zwierzętami to przyszli psychopatyczni mordercy - już nie zwierząt tylko ludzi.
      Moim zdaniem przychodzimy na świat z określonym poczuciem, czym jest dobro i zło.

      "... niewierzący także posługują się rozumem" - uściśliłabym, że tylko rozumem, zaś wierzący rozumem i wiarą :)

      Usuń
    12. @Marzena
      Skąd Twoja pewność co do sposobu myślenia wszystkich niewierzących?
      Anty

      Usuń
    13. Z logicznego podejścia do tej kwestii. Niewierzący = niewierzący, a nie wierzący, ale....
      Nie wykluczam kwestii instynktu, jednak to też rodzi się w naszych głowach, tak jak marzenia :)

      Usuń
    14. A wiara nie?
      Anty

      Usuń
    15. Z anatomicznego punktu widzenia wiara też, jednak ja umiejscawiam ją w sercu, jak miłość. Dlaczego? Bo wiara, miłość - to łączy się z emocjami, nie z logiką.
      Tak ja to odbieram :)

      Usuń
  5. @Kira
    Skoro jesteś przeciwniczką grup wzajemnej adoracji, to zjawiam się, aby wychłostać Cię biczem okrutnej krytyki. Uważam, że poczucie wewnętrznej wolności to przejaw tchórzostwa. Nic sprzeciwianie się złu usprawiedliwiane wewnętrzną doskonałością.
    Największych czynów dokona osoba czująca swoje upokorzenie, traktowana jak niewolnik. Poczucie niewolnictwa przekształcjące się nagle nie w abstrakcyjne filozoficzne poczucie wolności, ale nienawiść i chęć zemsty. Przykładem jest Spartakus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to właśnie owa wewnętrzna wolność daje nam swobodę działania! Nie teoretyzujemy, czy mamy prawo czynić to, co uważamy za słuszne (oczywiście możemy się nad tym zastanawiać, ale nigdy w kontekście "posiadania moralnego prawa", tylko w poszukiwaniu najlepszej metody zaradzenia naszym problemom), nie uginamy się przed domorosłymi czy zawodowymi moralizatorami - tylko DZIAŁAMY! (O ile uznamy, że warto. ;))

      Usuń
    2. Przeciwnikiem wewnętrznej wolności, czyli swobody dokonywania wyborów w życiu jest lęk. Np. lęk przed zmianą miejsca zamieszkania, przed zmianą pracy, przed zmianą partnera-partnerki. Dla przedstawicieli lewicy obyczajowej najważniejszy jest lęk przed urodzeniem się dziecka, co pozbawia ich wewnętrznej wolności i zmusza ich do obsesyjnych myśli i działań aborcyjnych. Nazwałbym to syndromem Heroda.

      Usuń
    3. @Kira...
      zajdź żesz już w tą cholerną ciążę /wirtualną, rzecz jasna, bo kto Cię sprawdzi, czy to prawda?/, to może Dibi wreszcie przestanie Cię o to molestować...
      /potem się tą ciążę szybko usunie, ale zasłonięta kotarą prywatności nikomu się do tego nie przyznasz/...

      @Dibi...
      pozdrawiać :)...
      a tak swoją drogą, to pierwsze zdanie niezłe, pod warunkiem doprecyzowania definicji lęku, jako strachu przed urojonym zagrożeniem... w podanych przez Ciebie przykładach jest to strach przed stworzonymi w umyśle /przykładowo/ mobbingującym /mobbującym?/ kierownikiem w nowej robocie, upierdliwymi sąsiadami w nowym miejscu zamieszkania lub niekompatybilnym seksualnie /w szerokim znaczeniu/ nowym partnerem...
      ideologie /pro/totalitarne, np. komunizm lub konserwatyzm bazują na zjawisku istnienia lęku, podsycają go, aby zwiększyć podatność ludzi na sterowanie nimi...
      "pozdrawiać" już było :)...

      Usuń
    4. @Peter
      Absolutnie nie molestuję Kiry o ciążę, zjawiłem się we wręcz odwrotnym celu, co ujawniłem w pierwszym zdaniu komentarza rozpoczynającego wątek.
      Ciekawe, że czasami mamy podobne zdanie o mechanizmach psychologicznych lub społecznych, aczkolwiek zawsze różnimy się w ocenie kto je wykorzystuje i do jakiego celu. Np. wytrwałe definiowanie opisywanie konserwatyzmu jako złowrogiej ideologii i podsycanie lęku przed nim.
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. @Dibi...
      luz... zażartowałem tylko z tą ciążą :)... po prostu skojarzyło mi się to z pewnym znajomym, którego kobitka cisnęła na dziecko przy każdej okazji różnymi metodami, próbując wzbudzić w nim ten sam entuzjazm... on był jednak nieugięty: "dopiero jak skończysz studium, a ja skończę budowę domu"... cierpliwość się opłaciła wszystkim, a szczególnie dziecku, w które zmieniła się ciąża, do której w końcu doszło...
      ...
      rzeczywiście można mówić o pewnej symetrii... lęk przed wolnością vs. lęk przed totalitaryzmem... tu gdzieś na forum wspomniałem o Korei... co prawda w Korei Płd jest reżim autorytarny, ale dla Koreańczyka z Północy to chaos i anarchia...
      czyli jakież to wszystko względne...

      Usuń
    6. @Dibi /p.s./...
      nadmienię, że kobitka z mojej opowieści była uczciwa, odpowiedzialna i nie stosowała sztuczek /jak wiesz, gdy babencja się uprze, to w ciążę zajdzie/... jak znałem tego gościa, to ona zostałaby wtedy sama z dzieckiem /plus kasa od niego, bo jak deklarował, od tego akurat by się nie wykręcał/...

      Usuń
    7. "cierpliwość się opłaciła wszystkim, a szczególnie dziecku, w które zmieniła się ciąża, do której w końcu doszło..."

      Ech, PKanalio... Znowu prowokujesz. :)

      Usuń
    8. @Kira...
      między innymi za to mnie lubisz :)...

      Usuń
    9. Takiś pewny moich uczuć?

      Usuń
    10. nie jestem pewny... intuicja mi podpowiada... a to już jest tak zwana "kwestia wiary" :)...

      Usuń
  6. Wstęp kursywą brzmi prawie jak moje motto życiowe.
    Czy wolność=szczęście?
    Szeroki obszar do rozważań! Ale to dobrze bo może więcej z nas poczuje się wolnymi.... bo co dla jednego sufitem dla innego jest ledwie podłogą.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. @Piotrem
    Wolność=wolność :)
    Po drugiej stronie równania szczęście nie jest pewnikiem, bo na nie ma wpływ wiele innych składowych, zgodzisz się ze mną?
    Dobrze, że przypomniałeś "...co dla jednego sufitem dla innego jest ledwie podłogą" - o tym należy pamiętać i ustalić FAKTY, zanim dochodzi do dyskusji o nich. Owo ustalanie często bywa niemożliwym do zrobienia, m.in. dlatego, że "wypada" mówić to, co WSZYSCY z grupy do której ktoś przynależy (np. grupa religijna). Odnosząc się do religii - istota wszechwładna, Bóg (oprócz Allaha, z którym wierni nie dyskutują) , nie byłby szczęśliwy z marionetek, stąd "wolna wola" w prezencie(co trochę się gryzie z "boskim planem" ale zostawmy to bo to temat do odrębnej dyskusji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Marzena...
      "wolna wola" nie musi się gryźć z "boskim planem"... wyobraźmy sobie taką "omnibozię" jako inżyniera budującego sieć zbiorników i rurociągów wodnych lub gazowych... tą siecią płynie sobie ów płyn lub gaz /zgodnie z planem/, zaś wolna wola to "ruchy Browna" cząsteczek... w takim ujęciu "boski plan" dotyczy owego płynięcia, zaś los samych cząsteczek de facto inżyniera wcale nie obchodzi, to jedynie cząsteczki cierpią na nadmiar poczucia własnej ważności każda z osobna...
      gdy się tak rozejrzeć po świecie, to ta powyższa koncepcja trzyma się kupy...

      Usuń
  8. Jan Kowalski07.02.2015, 15:53

    @Marzena.
    Nie ma sprzeczności i nic tu się nie "gryzie".Problem tyko w tym,czy osoba niewierząca zechce przeczytać odpowiedź,czy też "zostawmy to bo to temat do odrębnej dyskusji ;) ."

    http://www.kosciol.pl/article.php/20050220202722802
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jan Kowalski
      Przeczytam, obiecuję i się odezwę.

      Usuń
    2. @Jan Kowalski
      Przeczytałam (z lekkim poślizgiem, gdyż świat wirtualny odwiedzam, nie mieszkam w nim na stałe :) : w wyniku czego narodziły się kolejne wątpliwości, m.in.skoro wolna wola pozwala człowiekowi dokonywać wyboru - żyję zgodnie z planem boskim, bądź sprzeciwiam mu się i idę własną ścieżką - rodzą się pytania, np.:
      - czy "samodzielność" oznacza automatycznie życie w grzechu(sprzeczne z wolą boską)?,
      - czy możliwość takiego wyboru jest w ogóle jakimkolwiek wyborem (dla osoby wierzącej dążącej do życia wiecznego w "dalszej" perspektywie)?,
      - czy osiągnięcie sukcesu (czyli nieba) oznacza tylko i wyłącznie życie zgodne z wolą boską?
      - czy zgodne z wolą boską jest wszystko to, co jest kompatybilne z nauczaniem kościoła?
      - a więc, czy wola kościoła jest wolą boską?

      Dla osoby wierzącej nie" gryzie" się nic, dla niewierzącej - wszystko. Wszystko dlatego, że wierzący może, przykładem autora wpisu, stwierdzić: "Są to paradoksy, ale w nich przejawia się wielkość Boga, to, że znajduje się poza naszą ludzką logiką". Niewierzącego zaś tego typu niejasności utwierdzą w jego niewierze :)

      Usuń
    3. Jan Kowalski13.02.2015, 11:19

      @Marzena.
      Mogę tylko wypowiadać się za siebie.Nie urodziłem się wierzącym,czy niewierzącym.To m.in.wychowanie w takiej,a nie innej rodzinie,a w dorosłym życiu świadomy wybór.
      Nie jest także moją intencją nawracanie ciebie,więc nie obraź się,ale na ten zestaw pytań nie potrafię udzielić ci odpowiedzi.
      Jak zapewne zauważyłaś,także osoba zadająca pytanie nie do końca była usatysfakcjonowana odpowiedziami.

      Także i ty:
      "Niewierzącego zaś tego typu niejasności utwierdzą w jego niewierze :)".

      Wynika z tego,że nie ma dobrych odpowiedzi dla osoby niewierzącej.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    4. Wychowanie w określonej rodzinie jest czynnikiem znaczącym, ale na pewno nie determinantą, bo jednak z rodzin zdecydowanie wierzących wywodzi się całkiem sporo ateistów. Oczywiście - można snuć dywagacje na temat owego wychowania, ale chyba nie ma potrzeby. Natomiast w kontekście wiary określenie "świadomy wybór" chyba nie jest określeniem trafnym. Świadomym może być wybór drogi życiowej, lecz nie wiara- w cokolwiek.

      Usuń
    5. Jan Kowalski13.02.2015, 13:35

      "Natomiast w kontekście wiary określenie "świadomy wybór" chyba nie jest określeniem trafnym. Świadomym może być wybór drogi życiowej, lecz nie wiara- w cokolwiek."

      Rozumiem,że ludzie wierzący,tu mam namyśli jakąś konkretną religię dokonali nieświadomego wyboru swojej drogi życiowej?
      Pozdrawiam.

      Usuń
    6. Nie ma znaku równości między wiarą jako taką a religią. Wiara jest darem. Religia -świadomym wyborem.Nie można również powiedzieć " będę piękny/muzykalny/utalentowany ".To jest od nas niezależne. Swiadomym wyborem jest to, co z tymi darami zrobimy.

      Usuń
    7. Jan Kowalski13.02.2015, 16:25

      Masz rację,nie ma znaku równości..
      Mam jednak nadzieję,że dokonałem świadomego wyboru swojej drogi życiowej....
      Pozdrawiam.

      Usuń
    8. pozwolę się wtrącić... z wiarą /w tym kontekście wiarą w jakąś bozię/ jest chyba jak z miłością... jak to mówią, "serce nie sługa" i nie mam nad nim władzy, gdy zatrzepocze na widok fajnej panienki, ale decyzja, ostatnie słowo w kwestii, czy pójść z nią do łóżka należy jednak do mojej woli...

      Usuń
    9. Jan Kowalski13.02.2015, 22:18

      "należy jednak do mojej woli..."

      Analogia naciągana,ale nie da się ukryć,że to"należy jednak do mojej woli"ma sens.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    10. @Jan Kowalski
      Myślę, ze rozumiem Twój sposób odbierania świata, mam paru znajomych wierzących, z którymi rozmawiam o kwestiach związanych z naszymi, odmiennymi, światopoglądami. Zgadzam się z An-Ką, wiara to dar - w Boga, w miłość, w dobroć ludzi...
      Cytując Pkanalię: "serce nie sługa" :)

      P.S. Mimo wrodzonego sceptycyzmu z chęcią pochylę się nad kolejną lekturą, jeżeli miałaby ona wnieść coś nowego/ciekawego/inspirującego do naszej wymiany opinii. To tak "na przyszłość" :)

      Usuń
    11. anonim anonimowy14.02.2015, 17:35

      Myślę, że także rozumiem Twój sposób odbierania świata.Mam wielu przyjaciół niewierzących,ale na takie tematy nie dyskutujemy.Są ciekawsze tematy.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Stały problem - co to naprawdę jest wolność ? Padły zdania o tym, że wewnętrzna wolność może być tak naprawdę przejawem tchórzostwa. Moim zdaniem to nie jest wewnętrzna wolność, to zaledwie wewnętrzna emigracja, świadome czy mniej świadome odcięcie się od nękających problemów, których nie jesteśmy w stanie zmienić lub boimy się zmienić. Wolność to wybór, to akceptacja, nieuleganie naciskom, niepodejmowanie działań dla nieswoich celów, w imię fałszywie pojętej solidarności. Wolność w najmniejszym stopniu nie ogranicza współpracy, wręcz czyni ją sensowniejszą. Wolność nie jest odcięciem się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. właściwie -ujmując najkrócej- wolność to możliwość swobodnego powiedzenia NIE i TAK

      Usuń
    2. z tym "odcięciem" jako zaprzeczeniem wolności to bym tak nie szalał... "emigracja wewnętrzna" to prostu takie zorganizowanie sobie życia, by nie musieć być uwikłanym w sytuacje postrzegane jako upierdliwe, nie wykluczające jednak życie jego pełnią... bo za chwilę dojdziemy do nonsensownego wniosku, że gdy schowam się przed deszczem, odetnę się od niego, by oddać jakiemuś zajęciu, zamiast stać na nim i poddawać się radości zmoczenia przezeń to znaczy, że ograniczam własną wolność... wolność wewnętrzna ujawnia się wtedy, gdy jednak z jakichś powodów muszę wyjść na ten deszcz, ale nie tworzę sobie w umyśle problemu z tego powodu, mam "wyrąbane" na ten deszcz i robię "swoje"...

      Usuń
    3. @ An-Ka

      Czasami nie możemy powiedzieć "tak" lub "nie" bez narażenia się na co najmniej nieprzyjemności. Jeśli jednak decydujemy się - choćby i skrycie - robić dalej "swoje", to już można to chyba nazwać "wewnętrzną wolnością".

      Usuń
    4. Kiro- dla mnie to "robienie swojego" jest też rodzajem powiedzenia NIE

      Usuń
    5. @An-Ka
      A może tak - wolność to świadomość tego, czego nie chcemy i życie zgodne z ową świadomością?

      Usuń
  10. @An-Ka, Kira - cieszę się, nie muszę mówić dlaczego... :) :) :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...