16.03.2015

Ciche bohaterki



Ten artykuł krzepi serce. Chwała Wam, dzielne, szlachetne niewiasty za to, że działacie w słusznej sprawie. Bez marudzenia, bez psioczenia na świat, bez oglądania się na innych. Kłaniam się Wam do samej ziemi.




Zacytowałam tylko fragment artykułu. Warto przeczytać go w całości, ale nie tylko ze względu na jego wartość wychowawczą (kto wie, może i nam się kiedyś zechce COŚ zrobić ;)), ale także na jedno zdanie, które w nim pada:
Do tego, jako prywatnym osobom, nie można było przyjmować darowizn czy wsparcia finansowego.

Halo, halo! Czy jest na sali prawnik? Bo ja tutaj czegoś nie rozumiem (i nie chodzi bynajmniej o bełkotliwą polszczyznę). Niech mnie ktoś z łaski swojej oświeci, od kiedy to nie można przekazywać darów (choćby i pod postacią gotówki) prywatnym osobom? Jaki przepis naruszałoby takie działanie? Co mogłoby grozić za jego złamanie? I przede wszystkim – czy tylko ja uważam, że jest to kompletny idiotyzm?

60 komentarzy:

  1. @ Kira
    Można jedynie przypuszczać że przezkodą są jakieś wyjątkowo podłe regulcje prawne i przepisy podatkowe. Czyli coś, co w Tusklandii jest normą.
    Pamiętasz swego czasu głośną sprawę piekarza, który przed zamknięciem zakładu rozdawał ludziom niesprzedane pieczywo? Fiskutas przypaskudził mu taki "domiar", że był na skraju bankructwa. Ale o kwestie formalne, jak już to zauważyłaś, należy spytać osobę posiadającą kwalifikacje zawodowe w tej materii. A już na pewno nie sugerować się "ekspertyzami" jakże licznych internetowych fachowców od wszystkiego bez wyjątku. Będących istnymi ludźmi renesansu. Bo zawsze okazuje się, że na każdy temat gówno wiedzą, ale się wypowiadają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że chodzi o podatek, ale ze zdania wynika co innego. Najwyraźniej autor/ka artykułu nie umie posługiwać się językiem ojczystym.

      Nie jestem bezmyślną legalistką i nie rozliczałabym się z każdego droższego podarku. Mam nadzieję, że te panie jednak przyjmują jakąś pomoc.

      Usuń
    2. @ Kira
      W przypadku takim, jak te panie z potrzeby serca zajmujące się zwierzętami, wskazana jest szczególna ostrożność. A więc pomoc w formie gotówki musi być przekazywana dyskretnie, żeby żadna menda tego nie widziała. Bo mogłaby donieść skarbówce.
      Władze Tusklandii traktuję z grubsza tak, jak te peerelowskie. Czyli mam za bandę łobuzów z obcego nadania i reprezentujących obce interesy. Więc swoją konstatacją na temat potencjalnych droższych prezentów na pewno mnie nie zgorszyłaś.

      Usuń
  2. kwestie prawno-podatkowe w tym kraju rzeczywiście bywają kuriozalne, czego dowodem jest wspomniany tu na forum piekarz /sprawa nie jedyna, lecz chyba najbardziej znana/...
    a dziewczynom wypada wyrazić pełen szacun i tyle...
    dopiszę jedynie /co już ich nie dotyczy, lecz pomocy jako takiej/, że zawsze będę stał na stanowisku, by emocje równoważył rozsądek i pomagać na miarę możliwości... np. decyzję o adopcji najpierw porządnie obgadać w domu... zbytni zapał może ukręcić łeb sprawie /przypomnijmy sobie "schronisko" pewnej znanej artystki/...
    osobna sprawa to stosunek potrzeb do ich zaspokojenia... określenie "krótka kołdra" to mało, raczej adekwatniejsze jest "chusteczka do nosa", która ledwo słabiznę okrywa... okazuje się do tego, że samo państwo może być przeszkodą, by tą kołdrę podłużyć...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się oglądać na ułomne i chore państwo. Trzeba brać sprawy w swoje ręce. Nie oglądać się na innych. Ja pomagam. Pracą i groszem. Czy ty także pomagasz? Samo pisanie o tym to też pomoc, ale zbyt mała. No, pochwalcie się forumowicze jak pomagacie zwierzętom? Wiem o niejakiej Marzenie, że odwala kawał dobrej roboty. Kira ma u siebie małe ZOO. A inni?

      Radagast

      Usuń
    2. @ Radagast

      Jak na nasze warunki to pomagamy stanowczo za mało. ;) Ale nie mam wyrzutów sumienia. Każde zwierzę oprócz żarcia, miejsca do spania i leczenia potrzebuje jeszcze UWAGI człowieka.

      A w ogóle to ze zwierzętami jest jak z dziećmi: nie każdy powinien je mieć.

      Usuń
    3. Gdy natrafiam na błąkające się zwierzę reaguję, w najgorszym razie zawiadamiam schronisko, jeżeli nie uda mi się w trybie ekspresowym znaleźć domu choćby tymczasowego. Regularnie co miesiąc wspomagam pewną fundację, plus okazjonalnie Animals. Miałam w domu przygarnięte zwierzęta, ostatni umarł kilka dni przed ostatnią Wigilią. Więcej mieć nie będę, z różnych powodów, ale wspomagać będę nadal.

      Usuń
    4. @Radagast...
      pomagam...
      tu, na tą chwilę musi Ci taka odpowiedź wystarczyć...

      Usuń
    5. @Kira...
      dobrze powiedziane... sama micha i schronienie to mało /choć z braku innych opcji i to dobre, jako doraźne rozwiązanie/... zwierzakiem się też trzeba ZAJMOWAĆ /cokolwiek to słowo miało by znaczyć/...
      stąd moja wcześniejsza sugestia "obgadania sprawy" przed ewentualną adopcją... a czynników do wzięcia pod uwagę jest mnóstwo /na przykład, jak może funkcjonować nowy kociak w grupie zadomowionych już kotów (a wiem akurat, że tu bywa różnie), albo kwestia organizacyjna psich spacerów/... czyli pomagać "trza umić", a bez pewnej bazowej wiedzy na temat behawioru psów lub kotów /najczęściej/ mowy nie ma o takiej formie pomocy...
      zwłaszcza że:
      są ludzie, którzy NAPRAWDĘ nie mają warunków na adopcję, zaś prymitywne podpuszczanie ich do tego może się co najwyżej skończyć krzywdą dla zwierzaka... na szczęście pomaganie to nie tylko adoptowanie...
      ...
      zaś w życiu jednak bywa różnie i nie da się niczego do końca przewidzieć... czasem np. psiak przyjęty "na chwilę", na czas znalezienia mu "domu finałowego" tak się fajnie zasiedzi, że mowy nie ma o realizacji pierwotnego planu...

      Usuń
    6. Masz rację. Mam sąsiadkę, która przygarnia każde zwierzę. W malutkim dwupokojowym blokowym mieszkanku mieszka ona z mężem, synem, matką i bratem plus w tej chwili sześć psów i cztery koty. Najstarszy pies ma 16 lat, załatwia się pod siebie, mowy nie ma o eutanazji. Dwa psy nienawidzą się wzajemnie i muszą być non stop pilnowane. O żywieniu nie wspomnę, to biedna rodzina

      Usuń
    7. @An-Ka...
      typowy "syndrom V.V." z pomaganiem nie mający nic wspólnego...

      Usuń
  3. A ja nie odniosę się do samej sprawy pieniędzy, a obrony zwierząt. Jest to niestety jeden z tych tematów (obok alternatywnych systemów bankowych i monetarnych, ochrony środowiska naturalnego, ochrony zieleni miejskiej, transportu rzecznego itp.), które nieczęsto są poruszane w gronie ludzi prezentujących moje poglądy polityczne, nad czym od zawsze ubolewam i co staram się możliwie zmieniać wedle swych skromnych możliwości.

    W Polsce jest nadzwyczaj duża konieczność pracy i pomocy dla schronisk. Dlaczego akurat tutaj? Z powodu ludzkiej mentalności. Mało gdzie jest też tyle zagłodzonych zwierząt przywiązanych do bud, niezadbanych i niemytych. Non stop widzę ogłoszenia ludzi, którzy znajdują szczeniaki w lasach. Jaką łajzą skończoną trzeba być, żeby nie widzącego na oczy psiego szczeniaka porzucić w środku lasu? Przecież KAŻDY może iść do schroniska i oddać zwierzę, którym nie może się zaopiekować. Lepiej jednak jest je porzucić w worku na śmieci, albo zabić.

    Podobnie ma się rzecz z innymi sprawami. Czy gdyby w Polsce obowiązywało to samo prawo co w Singapurze, znaleźliby się tacy odważni do łamania ławek w parku, albo do zbijania szyb i mazania ich na przystankach autobusowych? Znaleźli by się odważni do niszczenia własności publicznej, jak i własności prywatnej innych ludzi? Mentalność nie bierze się znikąd, jest ona owocem wychowania. Wychowanie z kolei zależy od rodziny, szkoły, prawa i środowiska. Rodzina i środowisko tworzy się wcześniej pod wpływem szkoły i prawa właśnie, po części również religii. Państwa bezwyznaniowe nie mogą się utrzymywać długo ni sukcesywnie walczyć z degeneracją społeczną, religia jest również potrzebna do utrzymania społecznego porządku i zdrowego społeczeństwa, udowadniał to już Machiavelli przed paroma setkami lat, a potwierdzenie tego widzimy dziś w większej części świata.

    Gdyby Polacy naprawdę wierzyli w Boga i byli katolikami bojącymi się grzechu, gdyby prawo chroniło Państwo jak i każdego jego obywatela, gdyby chroniło ono własność całego Narodu i karało zbrodniarzy, gdyby szkoły uczyły i wychowywały, a nie ogłupiały i degenerowały, nasz kraj byłby zupełnie inny niż dzisiaj. Nie wierzę, że mógłby być gorszy.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie za bardzo wierzę w "uzdrawiającą" moc religii. Już prędzej - wiary. Gdyby ktoś mi powiedział, że przeciętny ksiądz jest lepszy od przeciętnego świeckiego, uznałabym go za osobę naiwną. Oczywiście nie mam na myśli Ciebie, Robercie, gdyż Ty nigdy chyba czegoś takiego nie napisałeś.

      Jak słusznie zauważasz, wiara Polaków pozostawia wiele do życzenia. Wychowani w kręgu "kultury chrześcijańskiej", praktykują ten katolicyzm od święta, a na co dzień żyją po swojemu, wedle własnego świętego widzimisię.

      Dla chuliganów i wandali warto by "zmałpować" z Singapuru karę chłosty, o czym nieraz pisał Stary Niedźwiedź. Może być "aplikowana" na plecy, niekoniecznie rózgami zostawiającymi ślady na całe życie. Niestety, u nas się takie bydło wypuszcza ze względu na "niską szkodliwość społeczną czynu" czy jakoś tak. Dlatego nie potępię samozwańczych mścicieli, na własną rękę wymierzających takim typkom sprawiedliwość.

      Usuń
    2. Czy może jednak istnieć wiara bez jakiejkolwiek religii? To, że II Sobór Watykański rozpoczął pewien etap degeneracji katolicyzmu, a seminaria wypełniły się osobami bez powołania, często agentami służb, którzy mieli już wtedy za zadanie infiltrować, niszczyć i ośmieszać Instytucję Kościoła (a są w Kościele po dziś dzień) jeszcze nie może świadczyć o tej Instytucji i jej kapłanach. Co najwyżej o tym, że kiedy degeneruje się wszystko: Narody, Państwa, cywilizacje, tedy też proces ten dosięga i samego Kościoła, choćby i najświętszego. Niewątpliwie jednak imponuje mi każdy ksiądz, który nie jest bez grzechu, lecz poświęca swe życie służbie Bogu. Nie chodzi mi o tych, którzy mają kochanki, a o zwyczajnych i prostych ludzi, którzy kłamią, lenią się, zapominają o pokorze... To niestety problemy, które trapić musiały każdego papieża, nikt nie jest tego pozbawiony. Cała reszta życia to już służba. Służba, której koszt jest wysoki i trzeba wiele wiary i/lub odwagi by się jej podjąć. Z kolei przeciętna osoba świecka o poświęceniu i służbie wie niewiele, nie licząc pewnych wyjątków. Z kolei by rezygnować z pewnych rzeczy, zmuszeni musimy być zazwyczaj sposobem w jaki nas wychowano albo np. zdrowiem, które nas ogranicza. Myślę zatem, że przeciętny ksiądz wie więcej o walce z samym sobą, ze słabościami człowieczego ducha niż większość innych ludzi. Nie generalizuję jednak.

      Polacy porzuciwszy wiarę zatracili wraz z tym wiele innych rzeczy. Efekt, cóż... wystarczą oczy i uszy, nie trzeba niczyich opisów.

      Chłosta jak chłosta, jednakowoż 16-letni chłystek, który po "dopalaczach" rozwala przystanek autobusowy miałby problem, gdyby do tego dopalacza dostępu nie miał, a za akt zniszczenia tego musiałby szorować po ulicy z miotłą przez kolejny miesiąc, co niedziela będąc pokazywanym w porannej telewizji regionalnej i krajowej jak zbiera z ulicy psie odchody. Podpisany imieniem i nazwiskiem na pasku niżej.

      Sprawiedliwym samosądom również przeciwny nie jestem. Niech mi zatem Pan Bóg da dużo cierpliwości, bo na starsze lata mogę i ja zacząć, o ile nie zakażą noszenia kijów bejsbolowych i małych noży. Pięśćmi samymi dość dobrej nauki się nie da...

      Usuń
    3. religia religią, a tak naprawdę jest to kwestia dobrej woli /która, jak wiadomo, do wiary w żadną bozię i uprawiania rytuałów z tym związanych ma się nijak/... chłopaki z Rescue Ink ją mieli, założyli silną grupę, zdobyli umocowanie prawne i działają, pomagają... samym wyglądem potrafią nauczyć rozumu debila, który traktuje zwierzaka źle, de facto jednak w 99% działają metodami "non violence", rozwiązują problemy i pomagają je rozwiązywać... a gdy ktoś chce w jakikolwiek sposób się przyłączyć, wesprzeć, współpracować, jest mile widziany i nikt go o religię nie pyta, bo religia to sprawa prywatna...

      Usuń
    4. @ Robert Grunholz

      Nie sądzę, by wiara w Boga czyniła ludzi lepszymi. Ateiści nie są gorsi od wierzących. A że nie poświęcają się "służbie Bogu"? Tym lepiej. Warto pomagać ludziom i zwierzętom, zamiast się umartwiać, ograniczać, izolować w rzekomo słusznym celu.

      Czy może istnieć wiara bez religii? A czemu by nie? Od kiedy to do tego, żeby wierzyć w Istotę Najwyższą i życie po śmierci ciała potrzebne są jakieś wytyczne? Ja sądzę, że Bóg MOŻE istnieć, ale niech mnie kule biją, jeśli uznam, że warto podążać ścieżką, którą wyznaczył Kościół Rzymskokatolicki. A jeśli jeszcze dodamy, że ta instytucja uczestniczyła w odbieraniu niezamężnym dziewczętom dzieci, to mamy pełen obraz moralnej zgnilizny.

      Usuń
    5. A ja nie pomagam zwierzętom. Wolę pomagać ludziom - zwłaszcza tym małym, najbardziej bezbronnym w hospicjum. A, że mój budżet nie jest z gumy, to jakoś nie umiałbym przesunąć choćby jednej złotówki z pomocy śmiertelnie chorym dzieciom na kotki i pieski.

      Usuń
    6. Cóż, każdy postępuje wedle własnego sumienia.

      Usuń
    7. Ja mam niepełnoprawne małe dziecko. Co dla dziecka się należy to ma, co dla zwierząt też musi być. Staram się to rozgraniczać. Ale prawda jest taka, że dzieci empatii muszą się nauczyć. Wbrew pozorom nie wysysają tego z mlekiem matki. Razem leczymy, opatrujemy chore zwierzaki. Dla niego to jest lekcja na całe życie.

      Usuń
    8. Podpisuję się pod Twoja wypowiedzią. Dodam- ucząc dzieci stosunku do zwierząt inicjujemy jednocześnie ich późniejszy stosunek do KAŻDEJ istoty wymagającej pomocy.

      Usuń
  4. Nie wiem jak jest w tym przypadku, ale ja czytałam kiedyś o tym, że nie wolno robić przysług, nawet przyjacielskich czy sąsiedzkich, bo każda taka przysługa to jakaś wartość i jako taka powinna zostać opodatkowana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś bym w to nie uwierzyła. Ale skoro nawet skurwysyństwa przechodzą...

      Usuń
  5. A ja po dzisiejszej wizycie weta, do znalezionej wczoraj suni-bokserki jestem szczęśliwa. Obiecał z ręką na sercu, że znalezione psiaki i inne zwierzęta będzie przywoził do mnie. Pomijam fakt (bo cisną mi się na usta niecenzuralne słowa) że każdy jego dojazd do mnie jest policzony i wynosi ni mniej ni więcej tylko 20 złotych polskich. Ważne, że dowiezie. O resztę się nie martwię. Zacznę dopiero jak nie starczy na jedzenie.
    Za bardzo emocjonalnie podchodzę do sprawy i nie nadaje się do prowadzenia schroniska. Ale bidom nie odmówię pomocy. Pozdrawiam i dziękuję za ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz dobre serce. :)

      Usuń
    2. @Tan Sin
      Pół roku temu poznałam starszego pana, który, gdy tylko przeszedł na emeryturę, w małym gospodarstwie po swoich rodzicach stworzył przytulisko dla bezdomniaków. Opiekuje się kilkunastoma psami (najwięcej było ich 30, jednak znalazły domy) i paroma kotami. Niesamowity człowiek, wiele dobrego robi - wiem, że nawiązał współpracę z jakąś fundacją, która pokrywa koszty opieki weterynaryjnej tych zwierzaków. Poznaliśmy się, gdy bezdomniak przywieziony przez nas do weta "zauroczył" się rannym jeżem, którego przywiózł starszy pan i tak, od słowa, do słowa :))

      Są ludzie chcący coś dobrego zrobić - to cieszy, pozdrawiam Cię cieplutko :))))

      P.S. Wiesz, trudno nie pomyśleć o Twoim wecie, ze mógłby odpuścić sobie te 20 zeta, nie zubożeje biedaczek...

      Usuń
  6. Skoro Adolf Hitler kochał swoją sukę Blondi, to nie był chyba zupełnie złym człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to musiałbyś już zapytać samą Blondi. ;)

      Usuń
    2. @ Dibelius
      No to dałeś mata pewnej mocno sfeminizowanej zbiorowości. Prawo Kiry nie pozwala mi na rozwinięcie tego wątku.

      Usuń
    3. @Kira...
      dałaś bezbłędną odpowiedź /wg. ostatniej mody podobno mawia się "masakrującą" lub "miażdżącą"/...
      jednocześnie będącą jednoznacznym dowodem na nieistnienie obiektywnej i jednoznacznej oceny, czy ktoś jest "zły", czy "dobry"... bo "wszystko zależy od", na przykład od samego oceniającego, jakie kryterium przyjmie i który element funkcjonowania danego człowieka weźmie pod uwagę...

      Usuń
    4. No toć ba. Dowiedzieliśmy się też, że zwierzęta umieją mówić. Od suki Hitlera dowiemy się wreszcie jaki był naprawdę, od zwierząt Himmlera dowiemy się czy kochał dzieci, a od kota Reinharda Heydricha czy dobrze go karmił i czy wojenne puszki dla kotów były równie dobre jak te robione w czasach pokoju. I najlepsze jest to, że nareszcie same opinie beda zależne tylko od pytanych zwierzaków - wolnych od nienawistnych wpływów wszelakich. Zwierzę prawdę ci powie. Ale czad!

      Usuń
    5. I jeszcze do tego Dibelius został zmiażdżony - oj się wydarzyło. O rany!

      Usuń
    6. Nikt tutaj nikogo nie zmiażdżył. Dibelius jako inteligentny człowiek z pewnością nigdy nie porównałby na poważnie przeciętnego miłośnika zwierząt do Hitlera. A i ja nie zamierzam takich miłośników wywyższać ponad resztę ogółu. Po prostu z nimi sympatyzuję (nie mylić z sympatią dla Hitlera, bo tej we mnie nie ma).

      Usuń
    7. No patrz, a ja sie tak przejąłem, że aż poleciałem na blog Dibeliusa, upewnić się, że On się jakoś trzyma po tym wszystkim. Niepotrzebnie jak się okazało. Kamień z serca mi spadł. To Piotrek niepotrzebnie napędził mi stracha tym miażdżeniem, a tu się okazało, że miażdżąca riposta nikogo i niczego nie miażdży. Ot takie "fugazi" Pozwólcie, że udam się na medytację.

      Usuń
  7. Jan Kowalski18.03.2015, 22:14

    Ludzie którzy szanują zwierzęta bardziej niż ludzi są niebezpieczni i nienormalni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szacunek trzeba zasłużyć. Jeśli Cię ludzie nie szanują, to TY masz problem, nie oni.

      Usuń
    2. @ Kira
      Pochopnie uogólniasz. W przypadku odrażającej hołoty, jej komplementy powinny być dla przyzwoitego człowieka dzwonkiem alarmowym. A jeśli ktoś je łyka i rośnie jak na drożdżach, to sam jest tyle wart, co ci komplemenciarze.

      Usuń
    3. @ Stary Niedźwiedź

      Masz całkowitą rację. Drugie zdanie z mojego powyższego komentarza należałoby wypieprzyć w Kosmos.

      Chociaż nie, poprawka: należałoby wypieprzyć w Kosmos, ale tylko w przypadku ludzi myślących samodzielnie i znających swoją wartość. Istnieją bowiem potwornie zakompleksione istoty, które łapczywie łakną sympatii, podziwu, wreszcie - szacunku swoich pobratymców. Nierzadko uważają, że ten ostatni po prostu im się należy.

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      Masz całkowitą rację. Drugie zdanie z mojego powyższego komentarza należałoby wypieprzyć w Kosmos.

      Chociaż nie, poprawka: należałoby wypieprzyć w Kosmos, ale tylko w przypadku ludzi myślących samodzielnie i znających swoją wartość. Istnieją bowiem potwornie zakompleksione istoty, które łapczywie łakną sympatii, podziwu, wreszcie - szacunku swoich pobratymców. Nierzadko uważają, że ten ostatni po prostu im się należy.

      Usuń
  8. Jestem w takim razie nienormalna i dobrze mi z tym :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie bardzo rozumiem dlaczego w przypadku rozmów o pomocy dla zwierząt tak często stawia się tę pomoc (i towarzyszące temu uczucia) w opozycji do pomocy i uczuć w stosunku do ludzi. Owszem, ZDARZAJĄ się ludzie, którzy skupiają się wyłącznie na zwierzętach, jednocześnie przejawiając wrogość do ludzi i z reguły jest jakaś głęboka trauma, będąca tego przyczyna, jakieś rozczarowanie, ból- pole dla psychologa. Znacznie więcej jest jednak ludzi nastawionych pozytywnie i do ludzi, i do zwierząt i pomagających jednym i drugim, w zależności od okoliczności. Wiem też jedno- nigdy nie uznam za dobrego człowieka , który pochyla się wyłącznie nad nieszczęściem człowieka a obok nieszczęścia zwierzęcia przejdzie obojętnie. Nie mam przy tym na myśli jakiejś programowej pomocy, stałej, ale zareagowanie na daną sytuację. I jeszcze jedno - to nie ma nic wspólnego z szacunkiem, ani w przypadku zwierząt, ani w przypadku ludzi. Nie muszę nikogo szanować, czy lubić , by mu pomóc. To dla mnie kompletnie niezależne ścieżki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko debile uważają, że należy pomagać wyłącznie jednym lub drugim.

      Usuń
    2. Rozumiem, że aby nie być debilem należałoby rozdzielić pomoc w jakichś proporcjach pomiędzy pomoc potrzebującym ludziom i zwierzętom?
      Pytanie drugie: Czy ci, którzy deklarują pomoc dla zwierząt a nie zadeklarowali pomocy dla ludzi, to też debile?
      Pytanie trzecie. Czy udzielanie pomocy tylko zwierzętom, przy jednoczesnej deklaracji werbalnej, że należy pomagać i ludziom uwalnia od piętna debila?
      Ostatnie pytanie:
      A co takimi jak ja, którzy mają więcej empatii dla chorych dzieciaków niż piesków i kotków i sumienie nie pozwala im przesunąć części pomocy z dzieci na pieski i kotki? Też jednak debile?

      Usuń
    3. Nie, nie, nie. Debilizmem jest dopisywanie ideologii do pomagania TYLKO ludziom lub TYLKO zwierzętom. Jeśli to Cię obraża, to nie będę rozwijać tej myśli.

      Usuń
    4. Pomoc to nie tylko pomoc materialna i nie tylko pomoc systematyczna np. w formie wolontariatu. Tylko te dwie formy przychodzą mi na myśl, gdy mowa o wyborze między ludźmi a zwierzętami. I rozumiem, że ktoś wybiera chore dzieci i w najmniejszym stopniu mnie to nie dziwi, nawet więcej - wydaje mi się dość oczywistym wyborem. JEDNAK pomoc zwierzętom to również znalezienie domu , zawiezienie rannego stworzenia do weterynarza czy chociażby zwyczajne wystawienie miski z wodą w upalne dni. I to nie wymaga wyboru między dzieckiem a psem. Tylko odrobiny człowieczeństwa. I czasu. Tez odrobiny. I nie rozpatruję tego w kategoriach debilizmu

      Usuń
    5. @ An-Ka

      Oczywiście, że można pomagać jednym i drugim. Ale jeśli ktoś chce pomagać TYLKO jednym i drugim - proszę bardzo. Tylko po co dorabiać do tego ideologię? :)

      Usuń
    6. @An-Ka,

      Przez ostatnie kilka lat serfując po różnych forach, spotkałem setki osób deklarujących pomoc dla zwierząt i wierzcie mi lub nie, ale nikogo, kto pracowałby w hospicjum jako wolontariusz. Ot co. Dlatego przy okazji tej rozmowy zwróciłem na to uwagę, bo może w ten sposób u jakiegoś miłośnika czworonogów zapali się iskierka chęci poniesienia pomocy dwunożnym. Niestety z niewiadomych przyczyn wywołuje to czasem rozwścieczenie. Nie wiem dlaczego.
      Pozdrawiam

      Usuń
    7. @ Tie Fighter

      Prowadzę politykę "zero aluzji", dlatego skasowałam Twój komentarz. Czy mógłbyś go nie powielać?

      Pisząc o debilach nie piłam do Ciebie, tylko do pewnego typu ludzi. Byłoby mi przykro, gdybym się dowiedziała, że jesteś jednym z nich.

      Nie wiem, o jakim "rozwścieczenie" chodzi. Może masz na myśli zwyczajną irytację? Nikt nie lubi być pouczany, komu powinien pomagać, kogo wspierać, a kogo odrzucić.

      Dawno, dawno temu (czyli jakieś 8-9 lat wstecz) na portalu Katolik.pl wyjawiłam, że przeznaczam 1 % podatku na schronisko dla zwierząt (co prawda zadecydowała o tym mama, która wypełnia nasze PITy, mając jednak moją pełną aprobatę). Wówczas jeden z bywalców forum zbeształ mnie, gdyż w jego mniemaniu nie docierało do mnie, że "dając więcej na zwierzęta, daję mniej na ludzi" (czy coś w tym stylu). Później zaś życzył mi (czy może "takim jak ja", nie pamiętam) choroby czy innego nieszczęścia, z której/którego nie będę mogła się wykaraskać, gdyż nikt do mnie nie wyciągnie ręki. Bo przecież pomagam zwierzętom, nie ludziom.

      Zapamiętałam owo zdarzenie, gdyż było dla mnie rasowym przykładem typowo polskiego prymitywizmu. Nie wierzę bowiem, żeby inne narody miały równie mocno "zryte pod beretem".

      Usuń
    8. Przez moment myślałem, że natknęłaś się na tym portalu na mnie, ale jak tamten typowy dla całego swojego środowiska kruchtokołtun zaczął Ci życzyć nieszczęścia, wtedy zrozumiałem, że to nie mogłem być ja. Dlatego zresztą trzymają mnie poza nawiasem swojej społeczności. Jeszcze za mało się skruchtokołtuniłem. Jeszcze nie mogę należeć do społeczności katolickiej tego kraju. Muszę stać się bardziej nienawistny - jak wszyscy katolicy.

      Usuń
    9. No cóż, pamiętam, jak mnie zbluzgałeś kiedyś u Dibeliusa, gdyż napisałam - o ile dobrze pamiętam - że nie każdemu bym pomogła. Mam nadzieję, że jednak trochę się zmieniłeś. ;)

      Usuń
    10. Zmieniam się nieustannie - można powiedzieć, ze mutuję. Sam nie wiem, czy po zakończeniu tego procesu poznam sam siebie. Najgorsze jest to, że za każdym razem kiedy usiłuję sobie coś przypomnieć z dawnych wojennych czasów, to nie mogę nic wyłuskać. A Ty się martwisz, że masz słabą pamięć. Co ja mam powiedzieć?

      Usuń
    11. @ Tie Fighter

      I bardzo dobrze, że zapominasz o takich pierdołach. Ja te nasze dawne spory pamiętam jak przez mgłę. Teraz po prostu przywołałam skojarzenie z nieudzielaniem pomocy ludziom.

      Usuń
  10. Jan Kowalski19.03.2015, 10:07

    "Nie muszę nikogo szanować, czy lubić"

    Pomagać to znaczy szanować.Lubić niekoniecznie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Mędrku - pomagać to znaczy wyłącznie pomagać. Ocenić sytuację i działać. Zdarza mi się pomóc osobom, którymi wręcz pogardzam, ale przyzwoitość nakazuje mi pomóc. Pozdrawiam również

      Usuń
    2. A ja bym zwyczajnie takiej pomocy podszytej pogardą nie przyjął. Chyba, ze bez udziału świadomości. Nie sądzę by taka pomoc była komukolwiek miła i chciana. Nawet nie wiem, czy to nadal pomoc, czy raczej coś zgoła innego?

      Usuń
    3. Czuć pogardę a ją demonstrować to są dwie kompletnie odmienne sprawy, przynajmniej dla mnie. Nie mam POTRZEBY ani zwyczaju epatowania swoimi negatywnymi uczuciami, wręcz przeciwnie - zdecydowanie staram się zachować je dla siebie. Być może nie czepiasz się mnie, a po prostu nie rozumiesz- dam więc przykład. Znam- hipotetycznie- pana X, który - wiem o tym- jest złodziejem, dziwkarzem i do tego bije żonę. Trudno mi więc pana X-a darzyć szacunkiem. Jednak pan X- mój hipotetyczny sąsiad- pewnego dnia łamie nogę. Żona go porzuciła, znajomi nie chcą znać lub np., zapili akurat. Pan X puka do moich drzwi i prosi "sąsiadko, kup mi chleba i twarożku". Nie zmieniam swoich NIEOKAZYWANYCH uczuć do pana X-a, ale idę mu po ten chlebek i twarożek. Proste.

      Usuń
    4. Może to nie pomoc. Rzeczywiście zapewne to dowód pogardy i generalnie tego, że ja be jestem :)) Jeżeli to ma komuś sprawić przyjemność...

      Usuń
    5. @ Jan Kowalski

      Nie, szacunek nie ma tu NIC do rzeczy.


      @ An-Ka:

      "Czuć pogardę a ją demonstrować to są dwie kompletnie odmienne sprawy, przynajmniej dla mnie."

      Święte słowa.

      "Może to nie pomoc. Rzeczywiście zapewne to dowód pogardy i generalnie tego, że ja be jestem :)) Jeżeli to ma komuś sprawić przyjemność..."

      Liczą się czyny, nie emocje.

      Usuń
    6. pomoc to nie tylko przekazanie komuś korzyści materialnej... są rzecz jasna ludzie, którzy przyjmą każdą sumę /rzecz/ bez względu na inne okoliczności, ale wielu jej nie przyjmie, gdy ta pomoc jednocześnie rani ich dumę... co więcej, są tacy, którzy bardziej cenią chwilę życzliwej rozmowy, niż banknot "upaprany" negatywnymi wibracjami... głupiec powie, że "rozmową jeszcze nikt się najadał" i literalnie to zdanie jest prawdą, ale okazuje się jednak, że czasem ta chwila rozmowy bardziej może pomóc, a ów banknot nawet zaszkodzić...
      problem z pomaganiem polega na tym, że wielu ludzi nie próbuje nawet dociec, co danemu człowiekowi potrzeba, tylko arbitralnie o tym decydują... stąd się na przykład bierze podejście "kupować jedzenie, nie dawać kasy" w przypadku ludzi proszących o wsparcie na ulicy...
      ...
      a wracając do meritum tekstu posta /zwierzaki/, to niematerialna sfera pomocy gra rolę również w przypadku zwierzaków... sama micha to mało, wielu zapomina, że takiego podopiecznego trzeba po prostu pogłaskać i będzie to miało dlań wartość drugiej michy...
      czy wiecie, że babcie dokarmiające miejskie koty rozmawiają z nimi?... czy wiecie, że te koty chętniej przychodzą do jednej, niż do drugiej, mimo że karma jest ta sama?...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...