08.03.2015

Non omnis moriar


Relacje osób, które zajrzały w zaświaty leżąc na łożu śmierci mówią o świetlistych manifestacjach oraz zmarłych bliskich, którzy wychodzą powitać umierającego.Wizje te są jednak bardzo krótkie. Wyjątek stanowił niesamowity przypadek 10-letniej Daisy Irene Dryden, która, powoli umierając, utknęła na krawędzi życia i śmierci na kilka dni. W pełni przytomna, z otwartym widokiem na zaświaty, opisywała rodzicom, co widzi…

Jakiś czas temu zadałam Wam pytanie: „Czy wierzysz w tzw. życie pozagrobowe?” Oto wyniki ankiety:

Oczywiście, że tak! Umiera tylko ciało, zaś dusza jest nieśmiertelna – 24 głosy

Raczej tak – 1 głos

Sam/a nie wiem, mam poważne wątpliwości – 7 głosów

Raczej nie – 4 głosy

Na pewno nie! Śmierć ciała jest kresem naszego istnienia – 3 głosy

Nigdy mnie to nie interesowało – 2 głosy


Podobnie jak większość z Was, jestem przekonana, iż termin przydatności mojej fizycznej powłoki nie oznacza kresu mojego istnienia. To, że moja świadomość przetrwa śmierć mózgu, jest dla mnie tak oczywistym jak to, że siedzę teraz przed komputerem i cyzeluję swój najnowszy wpis.

Jednak to przekonanie nie opiera się na wykładni żadnej religii. Moje wyobrażenia „życia po życiu” są zlepkiem informacji, jakie pozyskuję z telewizji, Internetu oraz książek. W co wierzę? W nieśmiertelną duszę; w bytowanie niektórych duchów na ziemi; w cierpienie (psychiczne), jakiego doświadczymy po śmierci na wspomnienie naszych złych uczynków; w ponowne obleczenie ducha w ciało, ale tylko istoty tego samego rzędu. Nie wierzę w natychmiastowy sąd Boży, nie wierzę w diabły dźgające tyłki potępieńców rozżarzonymi widłami, nie wierzę w wieczne potępienie ani w narodziny psa z ludzką duszą czy człowieka z psią. Chrystus jest dla mnie wspaniałym i godnym naśladowania, ale tylko – człowiekiem. Nie ma zatem mowy o zasileniu szeregu wiernych któregokolwiek z Kościołów, zaś inne religie są mi albo obce, albo odstręczają mnie kultem bałwanów.

Zresztą – czy moje wierzenia są gorsze (głupsze, śmieszniejsze, mniej wiarygodne) od rewelacji zapisanych w świętych księgach? Czy powinnam chylić głowę przed objawieniami tzw. proroków? A może mam na serio traktować postanowienia tego czy innego soboru? Nie, dziękuję. Nie odrzucam Biblii, nie wyśmiewam cudzych przekonań, ale jedyne, co mnie tak naprawdę obchodzi, to PRAWDA.



60 komentarzy:

  1. Doceniam, że przedstawiłaś tak intymną sferę, jak swoje wierzenia.

    Wydaje mi się, że są bliskie chrześcijaństwu - nieśmiertelna dusza, obiektywne istnienie dobra i zła.

    Formujesz jednak zalążek własnej teologii:
    "ponowne obleczenie ducha w ciało, ale tylko istoty tego samego rzędu". A jeśli reinkarnacja może dotyczyć innych planet, innych światów, form bytu - o których nie mamy pojęcia?

    "nie wierzę w diabły dźgające tyłki potępieńców rozżarzonymi widłami" - czytałem, że na twarzach niektórych osób w chwili śmierci pojawiał się wyraz przerażenia. To by sugerowało, że piekło jednak istnieje, choć może nie tak przaśne z nakłuwaniem pośladków widłami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "A jeśli reinkarnacja może dotyczyć innych planet, innych światów, form bytu - o których nie mamy pojęcia?"

      Oczywiście! :) Ale nadal są to istoty tego samego rzędu. Na dzień dzisiejszy wierzę, iż ludzie nie wcielają się w zwierzęta, a zwierzęta nie wcielają się w ludzi.

      Usuń
  2. Na bramie jednego z cmentarzy przeczytałem kiedyś taką oto sentencję:

    "Śmierć jest bramą życia"

    Z grubsza pokrywa się to z Twoim wyobrażeniem na ten temat. Jak również z tym, że jakość tej egzystencji w zaświatach zależna jest wprost od naszych uczynków w życiu doczesnym.
    Nie sądzę też by istniało piekło w formie średniowiecznych przekazów, pełne oparów siarki, ognia i kotłów ze smołą. Bardziej przychylałbym się do cierpienia psychicznego, o którym wspomniałaś. Natomiast nie wierzę w reinkarnację. Uważam ją za wymysł buddyjskich oszołomów, którzy bardziej szanują zwierzęta niż ludzi. Ale to tylko moja opinia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już napisałam, obecnie jestem na etapie wiary w przechodzenie ducha z jednej istoty TEGO SAMEGO RZĘDU do drugiej. Źródła tych fantazji (jeszcze) nie podam, gdyż zostałoby wyśmiane.

      Co to znaczy "szanować zwierzęta bardziej niż ludzi"? Czy buddyści gardzą ludźmi? Moim zdaniem szanują po prostu ŻYCIE. Podobnie jak dżiniści (wolę to słowo niż "dźiniści", które mnie razi niezgodnością z polską ortografią), którzy nie skrzywdziliby nawet robaczka. Dla nas, białasów, to przesada, ale czy i my nie nauczyliśmy się w przeciągu ostatnich stu lat lepiej traktować naszych "braci mniejszych"?

      Usuń
    2. @Droga Kiro,

      Gros tych, którzy kochają zwierzęta i zawzięcie bronią ich praw, nienawidzi ludzi i tę nienawiść wyraża na każdym kroku. Przykładem są feministki i wolnościówki.

      See ya :)

      Usuń
    3. @ Willy Wonka

      A na jakiej podstawie domniemujesz, że jest to gros?

      (Notabene interesującym jest, co naprawdę oznacza to słowo: http://pl.wikipedia.org/wiki/Gros)

      Ja bowiem zauważyłam, że ci, którzy nie szanują zwierząt, to na ogół złamane chuje.

      Usuń
    4. @Kira

      Śliczne masz słownictwo :)

      Usuń
    5. @ Willy Wonka

      Dostosowane do sytuacji, emocji, często - rozmówcy.

      Gdzie odpowiedź na moje pytanie? Hę?

      Usuń
    6. Willy trochę ma rację. Z tym że wszystko zależy co rozumiemy pod pojęciem kochania zwierząt.
      Chyba że Willy ma na myśli "syndrom Brigitte Bardot". Gdy pińdzia tupu tupu się zestarzała i zbrzydła postanowiła "kochać zwierzęta" ostentacyjnie czyli zmieszać z błotem Sophię Loren za chodzenie w futrach a de facto za to, że Włoszka się piękniej starzała. No i co to za "miłość do zwierząt" skoro jej inicjatywą była akcja sterylizowania bezpańskich psów w Bukareszcie? A pytał ktoś tamtejsze pieski czy chcą być sterylizowane?

      A zatem Kiro wygląda na to że trzeba na nowo zredefiniować miłość do zwierząt. Bo kiedy widzę wypielęgnowanego pudelka na kanapie jakiejś Pańci Tupu Tupu i wiem, że zwierzę jest wysterylizowane, zatuczone z powycinanymi pazurkami i karmione polędwiczkami, które jada z obrzydzeniem, to mam poważne wątpliwości czy zwierzę jest w tych warunkach szcześliwe. A poza tym tydzień temu odeszła sunia mojego przyjaciela Gryzelda. Przeżyła 17 lat. Zabiło ją raczycho. Na szczęście jej pan nie dał się namówić na sterylizację swojej suki, więc jej życie z pewnością było szczęśliwsze niż życie pałacowego pudelka.


      Kurna Maciek

      Usuń
    7. @ Kurna Maciek

      A myśmy naszą sukę wysterylizowali i to właśnie ze strachu przed nowotworem, który zaatakował naszego zmarłego w 2012 r. pieska.

      A tak poza tym, to dlaczego uważasz, że miłość do zwierząt musi oznaczać przyzwalanie im na wszystko? Ja jestem temu przeciwna. No chyba, że Cię źle zrozumiałam. Nie wyobrażam sobie dawania domowemu zwierzakowi wolnej ręki (czy raczej łapy) w robieniu dzidziusiów. Stąd moja aprobata dla sterylizacji kocurów. Owszem, przybierają trochę na wadze, ale jeśli wychodzą na dwór, szybko spalą niepotrzebny tłuszczyk.

      Usuń
    8. @Kira

      Na emocje dobra jest melisa. No, w skrajnych przypadkach psychotropy.

      Usuń
    9. @ Willy Wonka

      Na niepotrzebne, nadmierne zdenerwowanie - owszem. Ale w niektórych przypadkach negatywne emocje są uzasadnione. I jeśli mogę dać im wyraz stosownym słowem, to w czym problem?

      Ale tak poza tym - pijam melisę. Możesz ją swobodnie polecić niestabilnym psychicznie biedulkom, które dostają ataku wściekłości, gdy ktoś się z nimi nie zgadza.

      Usuń
    10. Oczywiście że mnie źle zrozumiałaś Kiro. Mój poprzedni post przedstawiał różne Pańcie Tupu Tupu których "miłość do zwierząt" była albo na pokaz albo przejawiała się totalnym nieliczeniem się z naturą zwierzęcia. No i zwykle rzeczone pańcie są podstarzałe i "kochając zwierzęta" nienawidzą ludzi, bo ci już u stóp Pańci się nie ścielą. Tak było z rzeczoną Francuzinową Brygidą.

      Kurna Maciek

      Usuń
    11. @ Kurna Maciek

      A zatem nie ma chyba między nami różnicy zdań. ;)

      Usuń
    12. @Kira

      Nie wiem, kim jest owa "bidulka". Psychotropy na pewno polecę takiej, która ogół ludzi nazywa "BYDŁEM".

      Usuń
    13. @ Willy Wonka

      Wykazujesz się niesamowitą wręcz ignorancją. Nawet najbardziej radykalna ocena nie musi iść w parze z toczeniem piany. Nie myl nigdy wzgardy, słusznego gniewu czy nawet nienawiści z histeryczną wściekłością. Ta ostatnia objawia się w zupełnie inny sposób.

      Usuń
    14. @ Kira
      Sam dżinizm to już przesada. Bez tonikizmu i lodu jest nieciekawy.

      Usuń
  3. @Dibelius,


    "- czytałem, że na twarzach niektórych osób w chwili śmierci pojawiał się wyraz przerażenia. To by sugerowało, że piekło jednak istnieje"

    Drogi Dibeliusie, istnienie czegoś na kształt piekła sugerowały przekazy ludzi, którzy doświadczyli tzw. śmierci klinicznej. Ich relacje pełne były opisów ponurego, przerażającego otoczenia i odczucia mieszanki strachu, bólu i poczucia winy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to cierpienie nie musiało być obliczone na trwanie w nieskończoność.

      Usuń
    2. @Tie-Fighter
      Te informacje uzupełniają się więc i dają dość jednoznaczny obraz. Osobom, które były na progu piekła podarowana została szansa na poprawę. Może warto, aby to ostrzeżenie odczytały osoby, które osobiście nie przeżyły takiego doświadczenia. Też mają jeszcze szansę...

      Usuń
    3. @Kira,

      "Ale to cierpienie nie musiało być obliczone na trwanie w nieskończoność."

      Z relacji osób o tym opowiadających tego nie wiemy. Z pomocą przychodzi tu chrześcijański czyściec, który ma charakter przejściowy.

      Usuń
  4. A ja wierzę w Kirę. Ona wie wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Kira
    Cieszy mnie, że nie ulegasz prostej niczym zwój mózgowy Środy wierze, iż po śmierci nie ma już niczego. Więc jeśli jakiś łobuz tu na ziemi uniknie kary za swoje łajdactwa, to już wykręcił się sianem.
    Natomiast zupełnie nie przemawia do mnie reinkarnacja. Wprawdzie wizja satanistów odbywających następną rundkę w ciele wszy a tolerastycznych idiotek (wielce sfeminizowane środowisko) w powłoce doczesnej karalucha jest kusząca, ale bądźmy poważni. Moim zdaniem ta reinkarnacja to zachęta dla wiernych, by już w tym wcieleniu nie mieli węża w kieszeni i nie skąpili datków na świątobliwych mnichów. Jeszcze głupsze są te "młynki modlitewne". Mój kolega, mechanik precyzyjny z zawodu, zażartował kiedyś że może skonstruować taki młynek, o obrotach rzędu kilku tysięcy na minutę. I spytał, czy w ten sposób będzie bardziej pobożny od samego Dalajlamy?
    .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, Stary Niedźwiedziu, że i Ty postrzegasz reinkarnację jako swobodne mieszanie się gatunków. :)

      Usuń
    2. @ Stary Niedźwiedź

      A o obrotowych różańcach dla katolików nie wspomniał?
      Śmig i babcia zamiast jednego różańca machnęła kilka tysięcy.
      Szybkość gadki można poćwiczyć na przykładzie Scatmana i już. Domyślam się, że nie wspominał, ale przecież ci buddyści tacy śmieszni, no nie?

      Usuń
    3. @ Celsus
      Jako protestant nie używam takich akcesoriów modlitewnych jak różaniec. Ale słyszałem, że dla katolika pełni on jedynie funkcję pomocy, ułatwiającej odmawianie modlitwy, a samo jego przesuwanie w dłoniach tejże modlitwy nie zastępuje. Jeśli się mylę, proszę o sprostowanie. Ale jeśli mam rację, to "superszybki różaniec" jest dla katolika bezwartościowy, zaś Twoja ironia chybiona.
      Kłaniam się.

      Usuń
    4. @ Stary Niedźwiedź

      Buddysta też osiągnie oświecenie bez młynka. Wydaje mi się, że ludzie na poziomie, dżentelmeni, nie wyśmiewają praktyk obecnych w innych religiach.

      Usuń
    5. @ Celsus
      Czyżby hardkorowy islam też zasługiwał na szacunek? To może jeszcze mam szanować pierzastego węża Azteków, któremu składano ofary z bijących jeszcze ludzkich serduszek?
      Proponuję podpisanie protokołu rozbieżności.

      Usuń
    6. Jestem w 100% przekonany, że dostrzegasz różnicę pomiędzy składaniem ofiar z ludzi, filmowym odpiłowywaniem głowy w technologii HD, a młynkiem modlitewnym.

      Usuń
    7. Nie mam najmniejszych przesłanek by przypuszczać, że blog Kiry czytuje jakiś "lamaista" i mogę się nie krępować. Bo slyszałem, że modlitewne młynki, flagi, czy inne tego typu ustrojstwa to ich specyfika. Więc rezerwuję sobie prawo do wydania ironicznej opinii o "modlitwie", w której człowiek pełni jedynie rolę silnika, lub wręcz nie jest do niczego potrzebny.

      Usuń
    8. Jako człowiek słynący w blogosferze z wyszukanych manier z pewnością wiesz, że dżentelmenem należy być zarówno w większym towarzystwie, jak i we własnym. Stąd moje zdziwienie.

      Usuń
    9. Jeśli maniery utożsamiasz z zakazem nazwania po imieniu ewidentnego idiotyzmu (do modlitwy żadni wierni nie są potrzebni), obstaję przy protokole rozbieżności.

      Usuń
    10. W tym blogu ŻADNA z religii nie jest chroniona.

      Usuń
    11. @ Stary Niedźwiedź

      Z punktu widzenia ateisty lub innowiercy idiotyzmem może być przykładowo zjadanie wafelka i popijanie go winem, połączone z wiarą, że jest to ciało i krew Żyda zmarłego 2 tysiące lat temu. W takim stwierdzeniu nie ma nic obraźliwego, tylko materialistyczny opis zjawiska, a wyobraź sobie jazgot powstały po publicznym wygłoszeniu takiego sądu. Stąd też stoję na stanowisku, że pewne sądy nie uchodzą ludziom będącym na poziomie wyższym od tłuszczy. Nawet gdy z punktu widzenia naszej wiary i kultury wydaje się być one kompletnie bezsensowne i nieracjonalne, w szczególności, że nikomu krzywdy nie czynią. To moje zdanie i oczywiście nie mam nic przeciwko, byś sobie wraz z kolegami rechotał z buddystów tybetańskich, Twoja sprawa. Mnie to nic a nic nie śmieszy. Widocznie mamy inne poczucie humoru.

      Usuń
    12. @ Celsus

      Uprzejmie proszę ograniczyć krytykę wyłącznie do treści wypowiedzi.

      Usuń
    13. @ Celsus

      Uprzejmie proszę ograniczyć krytykę wyłącznie do treści wypowiedzi.

      Usuń
    14. @ Kira

      Trudno odmówić uprzejmej prośbie :)

      Usuń
    15. Swego czasu pewien wysublimowany esteta, twierdzący że jest chrześcijaninem, porównywał protestancką komunię (z definicji pod dwoma postaciami, o ile ma to być komunia) z częstowaniem przez dziecko osób zebranych w kościele czipsami i soczkiem. Tak się głupio składa że zalogowany był jako Celsus. Chyba ktoś się pod Ciebie podszywał aż tak skutecznie by Cię skompromitować.

      Usuń
    16. Proponuję zakończyć na tym wymianę uprzejmości.

      Usuń
    17. @ Stary Niedźwiedź

      Czerwienię się ze wstydu na wspomnienie chwil, gdy gorliwość religijna brała górę nad zdrowym rozsądkiem. Ufam, że ów grzech zostanie mi zapomniany i wybaczony. Mam też nadzieję, że Twoje miłe słowa pod moim adresem staną się zarzewiem owocnych, ekumenicznych relacji.

      Usuń
    18. @ Kira

      Rozmowa z autorem wielu trafnych bon motów jest dla mnie, jak zwykle zresztą, przyjemnością. Nie widzę powodów do ingerencji.

      Usuń
    19. Uzupełniając wątek teologiczny pozwolę sobie wyjaśnić dla czytelników mniej oblatanych z doktryną. Dla katolika jako tako obeznanego z doktryną obrzędy sprawowane w Twoim Kościele, za wyjątkiem chrztu, są pozbawione znaczenia. Luterańska Eucharystia nie może zastępować tej odprawianej w Kościele katolickim, za czym przemawiają teologiczne kwestie jej rozumienia. Byłem kiedyś na nabożeństwie luterańskim połączonym z Eucharystią, oczywiście świadomy tego, że dla mnie ono nic nie wnosi poza walorami poznawczymi. Niemniej jednak zachowywałem się godnie, pobożnie i z uwagą śledziłem jego przebieg. Nie kpiłem, nie wyśmiewałem i nie żartowałem sobie. Myślę, że ta odpowiedź będzie dla Ciebie satysfakcjonująca.

      Usuń
    20. @ Celsus

      Byle by ta pogawędka nie przekształciła się w "zimną wojnę". ;)

      Usuń
    21. @ Kira

      Broń Boże! Naprawdę lubię sobie ze Starym Niedźwiedziem pogawędzić. Drobne, wzajemne uszczypliwości i okresowe dymisje z grona "Czcigodnych" nie są w stanie tego zniweczyć :)
      Do rozmowy z ludźmi, z którymi jest ona niemożliwa, po prostu się nie zmuszam.

      Usuń
    22. @ Celsus
      W liturgiach katolickich biorę udział wyłącznie z okazji ślubów czy pogrzebów w gronie przyjaciół. Wstaję wtedy, gdy inni wstają, siadam gdy inni siadają, modlę się "własnymi słowami". Domyślam się że podczas swojej wizyty w naszym kościele postępowałeś analogicznie.
      W rozważania eucharystyczne, czyli na temat Waszej transsubstancjacji i naszej konssubstancjacji nie ma sensu się wdawać, by nie zanudzić gości blogu Kiry.
      Słowa "ekumenizm" nie lubię, bo kojarzy mi się z biciem piany. Gdyż wszelkie majsterkowanie przy kwestiach doktrynalnych mogą co najwyżej doprowadzić do stworzenia jakiejś hybrydy, która de facto będzie nie do przyjęcia dla każdej ze stron. A wszelkich "komisji mieszanych" na szczeblu polskim nie traktuję serio od czasu, gdy po pięciu latach gadania "strona katolicka" stwierdziła, że sprawa powinna być uzgodniona na szczeblu Rzymu, więc ona nie może podpisać uzgodnionego stanowiska. Zamiast tego proponuję pakt o nieagresji i współdziałanie wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Tak jak od wielu lat ma to miejsce w Szwajcarii. Gdzie tamtejszy Kościół Ewangelicko - Reformowany (kalwinistyczny - ok.35% ludności) i Kościół Rzymskokatolicki (jakieś 30% Szwajcarów) wzorowo współpracują na szczeblu parafii w sprawach czysto ziemskich. A w praktycznych sprawach związanych z doktryną (choćby "śluby mieszane") nie kopią się po kostkach.
      Kłaniam się.

      Usuń
  6. ks. Józef Stanisław Tischner:
    Góral­ska teoria poz­na­nia mówi, że są trzy praw­dy: Świen­ta prow­da, Tyż prow­da i Gówno prowda ....

    zacytowałem odruchowo ale czyż nasze życie nie jest ciągłym poszukiwaniem prawdy? A że to cytat osoby duchownej to czy my tym bardziej nie mamy prawa do wątpliwości?

    Oglądałem kiedyś na moim ulubionym kanale tv film z cyklu "7 billion others" i padło tam pytanie: Czego boisz się najbardziej w życiu? Oprócz zwykłych ludzkich fobii i lęków padły na koniec dwie odpowiedzi:
    1) - Boję się, że po śmierci okaże się, że Bóg istnieje.
    2) - Obawiam się, że gdy umrę okaże się, że Boga nie ma.

    Pewnie te wątpliwości będą towarzyszyć nam już aż do wymarcia naszego gatunku....

    PS: Szanuję wyznawców głównych religii świata chociaż sam mam coraz większe wątpliwości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś wyraziłem taką myśl, że naprawdę nie chciałbym, by na "stare lata" dopadł mnie zdarzający się syndrom "jak trwoga, to do boga", objawiający się różnymi nawróceniami na takie, czy inne religie teistyczne... tak swoją drogą, myślę, że jest to skutek zmian organicznych w mózgu, ale upierał się nie będę... potem jednak nadeszło olśnienie, że gdy mnie to spotka, to przecież nie będę miał ani wglądu, ani wpływu... więc, nie ma się czym przejmować...
      niemniej jednak pracuję nad tym, by tak się nie stało... chyba za bardzo się lubię?...

      Usuń
    2. Nie wiesz co i kiedy cię dopadnie.
      I to jest PRAWDA prawdziwa.Cała reszta to zwykłe pierdoły.

      Usuń
  7. ankieta jest bardzo jasno, czytelnie skonstruowana, bo nie pyta o żadne konkretne koncepcje "duszy" i tego, co się z nią ewentualnie dalej dzieje... o tym sobie można pogadać ewentualnie później... zaś wyniki mnie zbytnio nie dziwią, bo punkt pierwszy to najpopularniejsze rozwiązanie "problemu śmierci", przed którym człowiek staje... dodam, że każdy człowiek, bo nawet jeśli ktoś nie tworzy sobie ze śmierci problemu, to też jest to rozwiązanie tegoż...
    ...
    a teraz o reinkarnacji, skoro Cię Kiro ten temat interesuje... swojego czasu, gdy za małolackich czasów tworzył się mój światopogląd, nieco uwagi poświęciłem też kwestii reinkarnacji... wyszedł mi wtedy ciekawy koncept... załóżmy, że istnieje coś takiego jak "dusza", czyli część niematerialna istoty ludzkiej... otóż niekoniecznie musi być ona niepodzielna, lecz składać się jakichś "atomów"... zaś po śmierci oddziela się od materialnego ciała i dalej sobie jest, ale może pozostać w całości, może część tych "atomów" stracić, może się też całkiem rozpieprzyć... to zależy od tego, jak spójna, zwarta jest osobowość człowieka jeszcze żyjącego... do takiej duszy mogą się przyłączyć inne "atomy", inne drobniejsze fragmenty, może powstać kompletnie nowa dusza... a w pewnym momencie połączyć się z jakąś istotą /niekoniecznie ziemską/, której ciało akurat się formuje /np. z płodem ludzkim w pewnym momencie ciąży/... nie ma miejsca na grzebanie się w detalach, ale najważniejsze jest w tym to, że odpada nam kryterium moralne jako warunek "osiedlenia" się duszy w takiej, czy innej istocie... odpada konieczność istnienia arbitra, który by tym zawiadywał, pokrywa się też z faktem, że nie istnieje jedna, "jedyna słuszna" moralność... kluczowa jest tu owa spójność osobowości, od której dalsze losy tej duszy zależą...
    ...
    koncepcja trzyma się kupy, ale jeszcze raz podkreślę, że opisałem jedynie swoje małolackie czysto intelektualne rozważania /bardzo szkicowo zresztą/...
    a w co wierzę lub nie wierzę w tym temacie?... w ankiecie wziąłem udział, lecz to, który punkt zaznaczyłem pozostanie w sferze mojej prywatności...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Kira...
      p.s. nie jest błędem słowo "dżinaizm" /"dżinaiści"/... ortograficznie okay i bardziej koresponduje z bazowym "dżina", nie myli się też z dżinem /jako bytem nadprzyrodzonym ze wschodnich legend, ani napojem narkotycznym/...

      Usuń
  8. Bardzo nie lubię, gdy ideologia ingeruje w moje prywatne życie. Życie, które obfituje w pewne drobne przyjemności i wygody. Cenię także pewne wartości mające korzenie daleko w historii Europy. Stąd też systemy społeczno - religijne, które nie dopuszczają alternatywy i zagospodarowują każdy element życia ludzkiego, uznaję za niebezpieczne.
    Natomiast szanuję wyznania i religie nawet wtedy, gdy wydają mi się dziwaczne lub niezrozumiałe. Myślę, że buddyjska reinkarnacja, lamowie pamiętający swoje poprzednie wcielenia czy praktyka "phowa" mają takie samo uzasadnienie jak chrześcijańskie cuda czy charyzmaty. Akurat ja wierzę w coś, czego ktoś mieszkający tysiące kilometrów dalej nie podziela. Nie widzę w tym nic śmiesznego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nikt nie jest ani lepszy ani gorszy tylko dlatego, że się urodził w danej religii lub bez niej. To zupełnie nie tędy droga. To w co wierzymy to jest sfera duchowa, ale to co robimy i jak żyjemy jest tym, co nas określa jako człowieka. I za to będziemy kiedyś przede wszystkim rozliczani.

    OdpowiedzUsuń
  10. To ja pojadę z innej beczki...

    Woody Allen powiedział: Nie chcę osiągnąć nieśmiertelności przez moje dzieła, chcę osiągnąć nieśmiertelność przez nieumieranie.

    I moim zdaniem osiągnięcie nieśmiertelności ciała i/lub umysłu (to drugie raczej prędzej), jest kwestią dwóch-trzech pokoleń. A w jaki sposób poradzą sobie z tym szarlatańskie religie, to mi już zwisa i powiewa... ;)

    Pozdrawiam, yrk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Kira

      zależy od punktu widzenia. Oraz granicy, jaką sobie mentalnie postawimy. I oczywiście będą osoby, które nieśmiertelność, zarówno farmakologiczną jak i cybernetyczną odrzucą. Ale ostatnio słyszałem ciekawe pytanie - czy jeśli będzie możliwość przedłużenia życia w nieskończoność, to czy ci, którzy z tego zrezygnują nie będą samobójcami?

      Pozdrawiam, yrk

      Usuń
    2. A czy ci, którzy odrzucają uporczywą terapię, są samobójcami, Yrku?

      Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby żyć w DOBRYM ZDROWIU nawet i 150-ciu lat. Ale potem - do piachu!

      Usuń
    3. Szczerze powiem, że mam podobne odczucia. Zwłaszcza jak oglądam obrazy w rodzaju Black Mirror na przykład. Z drugiej jednak strony nie byłbym taki kategoryczny, bo - jak mówią - apetyt rośnie w miarę jedzenia :) Wypowiadanie się o uporczywości czegoś, co jeszcze nie jest dostępne, jest podobne do krytykowania książki, której się nie przeczytało.

      Usuń
  11. @ Kira
    To nie żadna makabra a jedynie bezdenne kretyństwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, chętnych do takich eksperymentów zapewne brakować nie będzie.

      Usuń
    2. @ Kira
      Jeśli masz rację to jest to dobra wiadomość. Takim idiotom pobierze się mózgi, z "eksperymentów" psiniec wyjdzie, mózgi będą na szmelc, tak jak ich byli użytkownicy. A z puli genowej ubędą geny co większych idiotów. Same zyski.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...