10.03.2015

Sąsiedzi


Czy jedno przykre zdarzenie może obniżyć wartość udanej znajomości? Czy pozostawi w nas taki niesmak, że wymażemy z pamięci wiele lat znakomitych relacji?

I na odwrót: czy poprawa stosunków jest równoznaczna z przebaczeniem świństw, jakie ktoś nam wyrządził? Czy warto puszczać wszystko w niepamięć?

Nie umiem sobie na te pytania odpowiedzieć. Czas łagodzi urazy, wymazuje poczucie wdzięczności, zniekształca wspomnienia. Fakty pozostaną jednak faktami.

Ale po kolei:

Ćwierć wieku temu moi rodzice nabyli we wsi Trzciniec działkę. Sprzedała im ją siostra pana M., która (o ile pamiętam) chciała opuścić wieś. Jakiś czas później sam pan M. też odsprzedał rodzicom kawał ziemi, zachowując jednak na tyle dużo, by mógł wciąż gospodarzyć. To było na początku lat 90-tych, kiedy ziemia była jeszcze względnie tania.

Rodzice zyskali wówczas nie tylko ładny kawałek terenu, lecz także dobrych znajomych. Państwo M. – pozwólcie, że od tej pory będę ich określała mianem państwo Mili  na tle reszty mieszkańców wsi wydawali się być ludźmi na poziomie. Zawsze życzliwi, wręcz serdeczni, „pilnowali” naszej posesji, doradzali, służyli pomocą. Pan Miły z narażeniem życia gasił pożar malin, a pani Miła przyleciała do nas z łopatą ziemi, żeby zasypać rozpalone przeze mnie bezmyślnie ognisko. Odwiedzaliśmy się często, ale i nie narzucaliśmy się sobie. To byli naprawdę fajni sąsiedzi. Tak fajni, jak...




Po drugiej stronie naszej działki mieszkali (i mieszkają nadal) państwo Szorstcy. Od początku im się nie podobaliśmy. Przypuszczam, że nie mogli ścierpieć, iż „miastowe” przyjeżdżają na wieś wypocząć, a nie do pracy. A może to kwestia charakteru? W każdym razie nie była to szczególnie wyrafinowana familia. W chałupie bez toalety mieszkały dwa pokolenia: starsi państwo oraz dorastający synowie. Starszy pan Szorstki zachowywał się przyzwoicie, za to stara pani Szorstka była prawdziwą sekutnicą, która wraz z potomstwem uprzykrzała nam życie najrozmaitszymi pretensjami. Ich niechęć przybierała niekiedy absurdalne rozmiary. Ot, przykładowo: kiedy pracujący u nich robotnicy zauważyli, że nasz letni dom zalewa woda i chcieli to komuś szybko zgłosić (choćby państwu Miłym),  państwo Szorstcy im tego zakazali. (Oczywiście dowiedzieliśmy się o tym znacznie później, podczas naprawiania szkód.) Innym razem dwaj już dorośli synkowie przyszli nam prawić morały, że nie powinniśmy dawać psu kiełbasy. ;) Zdarzały się również ostre kłótnie o miedzę. Oj, nie było między nami dobrze, nie było...

Jednak z biegiem lat coś się zaczęło zmieniać. I to po części dzięki naszej śp. pamięci Dorze. To właśnie dla niej zaczął do nas przychodzić synek jednego z młodych Szorstkich (już w nowym tysiącleciu). Przez kilka lat moi rodzice hołubili malca i obdarowywali prezentami, słusznie rozumując, że przydałoby się w końcu zakopać topór wojenny. I tak jakoś – powolutku, ale jednak – stosunki się ociepliły. Kilkunastoletnie obecnie pacholę już nas nie odwiedza, ale jego ojciec stał się nam nad wyraz życzliwy. A to zorganizuje pomoc przy wycince drzew, a to w czymś doradzi, innymi słowy – zmienił się nie do poznania.

A co z państwem Miłymi? Cóż, jasnym było, że czują się za starzy na prowadzenie gospodarstwa i chcieliby jak najszybciej przenieść się do miasta. Pracująca w Lublinie córka założyła w późnym wieku rodzinę, szybko pojawiła się trójka dzieci, dziadkowie czuliby się zatem kochani i potrzebni. Przygotowywaliśmy się na to od dawna. Niestety, nasza znajomość zakończyła się dość osobliwie, żeby nie rzec – niesmacznie. To, że państwo Mili odrzucili ofertę,  jaką im złożyli moi rodzice, jest rzeczą całkowicie zrozumiałą. Nic w tym niestosownego, że chcieli jak najdrożej sprzedać resztki swojego majątku. Ale już to, że ukrywali przed nami, iż znaleźli innego kupca, a po błyskawicznej sprzedaży posesji bez słowa pożegnania opuścili wieś, mocno nas ubodło. Dlaczego tak postąpili? Może czuli się urażeni propozycją moich rodziców? Może się wstydzili, że wybrali kogoś innego? A może po prostu uznali, że wylewne pożegnania są bez sensu? Cóż, ludzie – podobnie jak książki – rozczarowują... :(




Najciekawsze scenariusze pisze jednak samo życie. Wkrótce w domu po Miłych osiedli nowi sąsiedzi. Ale jacy! Przeurocze młode stadło (przedstawiają się jako mąż i żona) wraz ze swoim szalonym, a zarazem bardzo przyjacielskim psem. Ku naszemu rozbawieniu okazało się, iż kobieta chodziła z moją stryjeczną siostrą do podstawówki. :) Rodzice z miejsca zapałali do nich sympatią. Jak zresztą można byłoby nie lubić dwójki sympatycznych, pracowitych, zaradnych i pełnych optymizmu miłośników zwierząt? :) A kiedy jeszcze usłyszeliśmy, że planują sprowadzić do obejścia wykupioną z rzeźni klacz ze źrebięciem, do sympatii dołączył szacunek.

Młodzi natychmiast zabrali się za remont zaniedbanego domku Miłych. (Moi rodzice planowali go wyburzyć.) W ciągu kilku miesięcy chatka została gruntownie odrestaurowana. Jeszcze przed końcem remontu nowi gospodarze przygarnęli trzy małe kotki, a na zimę dołączyła do nich wspomniana klacz z córeczką. Niestety, było to już po moim ostatnim zeszłorocznym wyjeździe na działkę, tak więc jeszcze ich nie widziałam. Z opowieści taty wiem, że – wbrew miejscowym zwyczajom – nie zostały zamknięte na zimę w stajni, lecz swobodnie sobie biegały po wyznaczonym im terenie, a nawet usiłowały paść się na mizernej zimowej trawce.

Wszystko wskazuje na to, że nasi nowi sąsiedzi staną się także naszymi dobrymi znajomymi. Szczerzy, otwarci, bezpretensjonalni, kochający zwierzęta, stawiający czoła przeciwnościom, spełniający swoje marzenia – czegóż chcieć więcej? Nie wiem, czy można z nimi pogadać o książkach, zasadach czy Bogu, ale to nieistotne. Od bajdurzenia i zajmowania się abstrakcją mam Internet. W realu trzeba po prostu żyć. Mądrze, moralnie, szczęśliwie. Jeśli mam się tego od kogoś nauczyć, to prędzej od tych ludzi niż od nadętych pseudointelektualistów, jakich nie brakuje w Sieci.

71 komentarzy:

  1. @ Kira
    Wspomniałaś o różnych sieciowych łachudrach. Stojących dużo niżej od mieszkańców wsi, mających jeszcze zdrową psychikę i niepopieprzony system wartości. Z praktyki wiem, że z tymi ostatnimi można się kolegować.
    Póki różni "yntelektualyści" plotą niestworzone politpoprawne bzdury, to jeszcze pół biedy. Większe obrzydzenie budzą gdy podnoszą kwik, gdy sami zostaną sfaulowani. Ale gdy to oni w identyczny sposób faulują, to już jest wporzo, spoko i ciool.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się z Tobą nie zgodzić. Atak to atak, nieważne, jak go określimy.

      Usuń
  2. @Kira
    Ludzie wszędzie są tacy sami, internet dotarł pod strzechy i młodsze roczniki mieszkańców wsi nie odstają w niczym od mieszkańców miast (mówię o tych, którzy edukują się, bo jest taka część, która "dziedziczy ciemnotę" i tu nic się nie zmienia).

    Co do państwa Miłych - wybieram opcję optymistyczną: pewnie nie lubią pożegnań :)

    Sama wobec sąsiadów zachowuję zdrowy dystans, to towarzystwo narzucone przez okoliczności, więc nie mam wygórowanych oczekiwań wobec naszych relacji. Jestem grzeczna, porozmawiam o pogodzie, kwiatach, wnukach, bądź dzieciach i tyle. Owszem, jednych darzę większą sympatią, innych żadną, jednak dla wszystkich jestem tak samo, zdawkowo, miła. Ten dystans powoduje, że nie wiem, czym są sąsiedzkie waśnie, nawet najbardziej zadziorna sąsiadka zostawia nas w spokoju. Nie obchodzą mnie plotki, a takie są nieuchronne w małych miejscowościach, gdyż nie interesuje mnie życie prywatne sąsiadów. Wiem tyle, ile sami mi o nim powiedzą. Cieplejsze relacje łączą mnie np. z wnukami sąsiadek, dziećmi, które ( z niewyjaśnionych przyczyn) bardzo lubią przychodzić do mnie, gdy pracuję w ogrodzie kwiatowym - może dlatego, że jestem dobrą słuchaczką, bajarką, że lubię szczerość dzieci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym wierzyć w to, że jeśli kiedyś spotkamy przypadkowo państwo Miłych, to nie będą udawać, że nas nie znają. Lublin nie jest taki duży. ;)

      Owa młoda para (jeszcze nie wymyśliłam im przydomka ;)) prawdopodobnie pochodzi z Bełżyc (niewielkie miasteczko), więc nie można ich nazwać rodowitymi mieszkańcami wsi. (Ale to nic pewnego, musiałabym się jeszcze dopytać, gdzie dorastali, a jak się dopytam, to raczej nie będę o tym pisać w blogu. ;)) Wydaje nam się, że przenieśli się do Trzcińca ze względu na niższe koszty życia.

      Ja również nie lubię wchodzić w bliższe relacje z przypadkowymi ludźmi, a już broń Boże nie chciałabym się nikomu narzucać. W tym wypadku również nie będziemy upierdliwi, co najwyżej będziemy prosić, żeby puszczali do nas swojego psa, który zdążył już się "zakochać" w naszej Nuce.

      Usuń
    2. integrująca rola psiaków na spacerze jest niezaprzeczalna, pomaga tworzyć fajne relacje interpersonalne... rzecz jasna pomijając przypadki osób "lepkich emocjonalnie" i przez to upierdliwych, co czasem niestety się przydarza...

      Usuń
    3. @Kira @Pkanalia
      Tak, "skutkiem ubocznym" opieki nad psem jest nawiązywanie nowych znajomości. Dzięki mojemu Diamentowi poznałam wielu wyjątkowych ludzi. Na przykład kilkanaście dni temu, gdy cuciłam omdlałego Ciapuszka, pomogła mi dalsza sąsiadka, z którą dotąd zamieniałam zdawkowe pozdrowienia. Ona, psiara i kociara w wieku mojej mamy, okazała się kopalnią wiedzy historycznej dotyczącej okolicznych miejscowości oraz świetną ornitolożką amatorką. Po "uratowaniu" Diamenta, który szybko wszedł w relacje z jej ciekawskim psem, usiadłyśmy nad rozlewiskiem rzecznym, na suchych kępach zeszłorocznej trawy i rozmawiałyśmy ponad dwie godziny :)

      Usuń
    4. P.S. Dlatego bardzo zdziwiło mnie "wykluczenie" tzw. "starszych ludzi", o którym wspominałaś w poprzednim wpisie. Od zawsze lubiłam rozmowy ze starszymi od siebie ludźmi - pod warunkiem, że to były rozmowy, nie "nauczanie" :)

      Usuń
    5. @ Marzena

      Ludzie przestający wyłącznie w towarzystwie rówieśników bardzo dużo tracą.

      Usuń
    6. @Marzena...
      film "101 dalmatyńczyków"... czyli jak psiaki na spacerze splątały się smyczami i co z tego wynikło...
      niekoniecznie "aż tak" musi wynikać, niemniej jednak wiele sąsiedzkich znajomości zaczyna się od spotkania z psiakami na spacerze... bez psiaków ci ludzie minęli by się na ulicy bez słowa, a psia magia powoduje, że "dzień dobry" samo się ciśnie na usta...

      Usuń
  3. na pytania, które postawiłaś na samym początku istnieje tylko jedna, jedyna sensowna odpowiedź:
    "to wszystko zależy od..."...
    zaś na pytanie "jak się układają relacje z Iksińskimi?", aż się prosi odpowiedź pytaniem na pytanie: "z którym Iksińskim?" /czyli znowu motyw "to zależy od"/... akurat w pewnym moim przypadku ze starym Iksińskim mam full ignor wzajemny /zero "dzień dobry"/, a z najmłodszym piątka na przywitanie i czasem chwila pogawędki...

    OdpowiedzUsuń
  4. Z ciekawością zapoznałem się z Twoim indywidualistycznym, dla mnie egzotycznym podejściem do sąsiadów. W mojej miejscowości funkcjonuje kolektyw wiejski, którego wszyscy czujemy się częścią. Pomimo początkowych prób oporu wchłaniani są także nowi mieszkańcy, którzy się u nas osiedlili. Jakby działała jakaś siła, której nie można się oprzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dibelius
      Moja koleżanka z czasów szkoły średniej, bardzo bliska, mieszka nieopodal średniej wielkości miasta, w takiej niewielkiej wsi. I to taka miejscowość, o której ty wspominasz. Zbudowali tam dom 5 lat temu, wcześniej przez trzy lata trwała budowa - jak dotąd nigdy nie zawiodła się na sąsiadach, a oni na niej. Gdy ktoś wyjeżdża na wakacje, to sąsiad (sąsiedzi) podlewają trawnik, dbają o kwiaty w domu, psy i koty - poza tym zapraszają się na kolacje, grille etc. Spośród jedenastu domów, tylko trzy z nich zamieszkiwane są przez starszych ludzi (jedna para staruszków mieszka na działce obok koleżanki, są przemili, bardzo mądrzy, zaś dyskusja z nimi to przyjemność), pozostałe to domy dla młodych małżeństw z dziećmi.
      Może to, że większość mieszkańców jest na podobnym etapie życia, statucie materialnym, wyznaniu (katolicy, mają blisko kościół, jednak większość korzysta ze ślicznej kaplicy, parę kilometrów dalej) etc. sprawia, że stali się taką zgraną społecznością? Nie wiem, jednak koleżanka jest bardzo zadowolona, podobnie jak jej synek i mąż.
      Ta siła, o której wspomniałeś, to - moim zdaniem - ludzie, ich życzliwość, wyrozumiałość, pogoda ducha.

      Usuń
    2. @Marzena
      U nas jest to trochę bardziej mroczne. Np. sąsiad, który był złodziejem, pilnował, żeby nam niczego nie ukradziono w czasie budowy.

      Usuń
    3. @ Dibelius

      No cóż, swojemu swojemu krzywdy nie zrobi. ;)

      Usuń
    4. Kiruś,
      No właśnie. Dlatego otwarcie napisałem o tej mrocznej stronie. Ale Ty w naszej wsi byłabyś bezpieczna, no - prawie bezpieczna ;)

      Usuń
  5. A ja tam w stosunkach z sąsiadami kieruję się zasadami stworzonymi przez bliskiego memu sercu Antona Szandora LaVey. Dla przykładu:

    "Jeżeli gość w twoim domu (na twoim terenie) dręczy cię, traktuj go okrutnie i bez miłosierdzia."

    "Kiedy jesteś w "otwartym" terenie nie zaczepiaj nikogo. Jeżeli ktoś cię zaczepia, poproś go by przestał. Jeżeli nie przestanie, zniszcz go."

    Działa wspaniale. Stosunki sąsiedzkie wyborne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Tie Fighter

      No cóż, chciałeś pewnie wykpić tę filozofię, ale coś mi się zdaje, że jednak do niej pasujesz. Swoją drogą, trzeba iście chrześcijańskiego miłosierdzia, żeby odpowiadać dobrem na zło. Nie znam zbyt wielu ludzi o takiej mentalności.

      Usuń
    2. @Kira,

      "Nie znam zbyt wielu ludzi o takiej mentalności."

      No jasne, że nie znasz, bowiem tacy ludzie na ogół krótko żyją. Zbyt krótko, by mieć okazję ich poznać.
      Zło trzeba zwalczać złem, bo jeśli będziemy płacić dobrem za zło, to czym będziemy płacić za dobro? Zresztą ani z Biblii, ani ze słów Chrystusa nie wynika, ze chrześcijanin nie może chwycić za miecz w razie konieczności. Tylko co bardziej twórczy ateiści uczepili się kurczowo zasady nadstawiania drugiego policzka. To nie jest jedyna dopuszczalna opcja.
      Polecam niezły artykuł na ten temat:

      http://www.pch24.pl/herezja-pacyfizmu,539,i.html

      Usuń
    3. P.S.

      To co chciałem wykpić nie jest żadną filozofią. Nie obrażajmy filozofii.

      Usuń
    4. W takim razie czemu się czepiasz Laveyanizmu? Zacytowane przez Ciebie fragmenty popierają odpłacanie złem za zło.

      Ja również wyznaję zasadę, że "kto zaczyna, tego wina", niemniej jestem głęboko przekonana, że idea miłości bliźniego (także nieprzyjaciela) nie musi się równać z nadstawianiem dupy do...

      Usuń
    5. @ Kira
      Wydaje mi się, że uległaś stereotypowi lansowanemu przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Przez "merdia" , w przytłaczającej większości wrogie, a co najmniej niechętne chrześcijaństwu. I wmawiające, że chrześcijanin to cielę pokornie idące na rzeź. A jeśli tak nie postępuje, to rzekomo nie jest chrześcijaninem.
      Więc przypomnij sobie Hiszpanów, którzy potrafili na kopach wyekspediować Arabów poza Płwysep Iberyjski. Czy króla Jana III Sobieskiego, dzięki któremu Turcy nabraki do Lechistanu szacunku, a potem nawet sympatii.
      A co się tyczy miłości bliźniego, to w przypadku takich łajdakow jak komuniści czy lavejańcy - zasrańcy, przypomina mi się dowcip z czasów PRL.
      Pewien gazda kilka razy występował o talon na traktor, za każdym razem w gminie mu odmawiali. Więc poszedł na skargę do komittu PZPR. Sekretarz spojrzał na niego triumfalnie i powiedział:
      - No tak, baco. Jak bieda, to przyszliście do partii. Ale w niedzielę widziano was, jak w kościele całowaliście nogi tego na krzyżu. A czy towarzysza Jaruzelskiego byście w nogi pocałowali?
      - Cemu ni? Ino zeby wisioł!

      Usuń
    6. @ Stary Niedźwiedź

      Chyba się nie rozumiemy. Przecież ja właśnie piszę, że miłość bliźniego nie musi oznaczać przyzwolenia na podłość.

      Usuń
  6. @Kira,

    "W takim razie czemu się czepiasz Laveyanizmu? "

    Ano dlatego, że ta pseudoreligijna hochsztaplerka przemyca w swoich "przykazaniach" filozofię życiową polegającą na czynieniu zła. W centrum tych bredni stawia się człowieka (mocno zdegenerowanego), jako istotę niemal boską. Człowieka, który odrzuca ogólnie przyjęte normy moralne, na rzecz swojego widzi mi się. Chyba dostrzegasz różnicę pomiędzy obroną przed żądnymi krwi barbarzyńcami z państwa islamskiego, którzy nieludzko mordują setki tysięcy chrześcijan, a usprawiedliwianiem czynienia zła przez garstkę szubrawców, którzy za pomocą parareligijnej sekty usiłują usprawiedliwić swoją gotowość do czynienia najpodlejszych rzeczy. Widzisz jakąś różnicę czy nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Tie Fighter

      Zawsze widziałam i zawsze będę dostrzegać KOLOSALNĄ różnicę pomiędzy atakiem a obroną - czy to w realu, czy w wirtualu. Ale Ty akurat zacytowałeś - nie wiadomo dlaczego - fragmenty o odpłacaniu złem za zło.

      Odnośnie "widzimisię" versus "ogólnie przyjęte normy moralne": albo Bóg istnieje, albo nie. Jeśli istnieje, to On wyznacza zasady. Jeśli nie, to żyjemy w świecie amoralnym, gdzie jedynym wyznacznikiem Dobra i Zła jest nasze sumienie. Owe "ogólnie przyjęte normy moralne" różnią się w zależności od kultury, epoki, etc, więc nie należy ich stawiać na piedestale. Np. nie uznam nigdy, że moralnym jest wpieprzanie się w życie intymne dwojga dorosłych, nieupośledzonych ludzi. Albo wmawianie bliźnim, że warto ginąć za ojczyznę. A dla Ciebie to pewnie norma. Mylę się?

      Usuń

    2. @Kira,

      "Zawsze widziałam i zawsze będę dostrzegać KOLOSALNĄ różnicę pomiędzy atakiem a obroną - czy to w realu, czy w wirtualu. Ale Ty akurat zacytowałeś - nie wiadomo dlaczego - fragmenty o odpłacaniu złem za zło."

      Jak to nie wiadomo dlaczego? Pamiętasz dyskusję na innym blogu? Zadałem proste pytanie - jakimi to metodami nieprzemocowymi moja rozmówczyni chce walczyć ze zbrodniczymi totalitarnymi systemami jak nazizm czy komunizm? Nie doczekałem się odpowiedzi. Nic dziwnego, bo ewentualna odpowiedź albo by ja ośmieszyła, albo zadała kłam temu, co pisała wcześniej. Dlatego więc poruszyłem temat odpłacenia złem za zło, bowiem jest to rozwiązanie ostateczne, ale i czasem jedyne skuteczne.

      "Odnośnie "widzimisię" versus "ogólnie przyjęte normy moralne": albo Bóg istnieje, albo nie. Jeśli istnieje, to On wyznacza zasady. Jeśli nie, to żyjemy w świecie amoralnym, gdzie jedynym wyznacznikiem Dobra i Zła jest nasze sumienie. "

      A co w przypadku osób, które sumienia nie posiadają? Albo ich normy moralne stoją w jawnej sprzeczności z zapisami KPK?
      No własnie, KPK jest odpowiedzią skutecznie studzącą zapał zwolenników egzotycznych systemów moralnych.

      "Owe "ogólnie przyjęte normy moralne" różnią się w zależności od kultury, epoki, etc, więc nie należy ich stawiać na piedestale. "
      Owszem należy. Przy czym ja mam na myśli te normy, które legły u podstaw cywilizacji łacińskiej i które w naszej cywilizacji nadal obowiązują.

      "Np. nie uznam nigdy, że moralnym jest wpieprzanie się w życie intymne dwojga dorosłych, nieupośledzonych ludzi."

      Mylisz się.
      Pisałem już wielokrotnie, że mam gdzieś to, czy ktoś rypie swojego kota, pod warunkiem, ze robi to w zaciszu swoich czterech kątów i nie zmusza mnie do oglądania swoich wyczynów.

      "Albo wmawianie bliźnim, że warto ginąć za ojczyznę. A dla Ciebie to pewnie norma. Mylę się?"

      Oczywiście się mylisz.
      Po pierwsze, to nawet jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy za taką Polskę jak obecnie nie chcieliby ginąć. Czysta strata wartościowej substancji żywej. Normą dla mnie jest to, że tacy jak ja jednak poszliby walczyć z własnej nieprzymuszonej woli, jak robili to moi przodkowie. A co do tych, którzy by tego odmówili, to obawiam się, że w warunkach wojennych mieliby bliskie spotkanie z plutonem egzekucyjnym - i to nie jest mój wymysł. Niemniej pluton egzekucyjny daje mi komfort niewypowiadania się na temat osób, które z pobudek ideologicznych, czy też zwykłego tchórzostwa unikałyby walki z bronią w ręku. Ja ich nie osądzam, zrobi to pluton.

      Usuń
    3. @ Tie Fighter

      To było na granicy, wyjątkowo zostawiam Twój komentarz. Nie wystarczy usunąć nick, żeby wszystko było w porządku.

      Mnie "rypanie kota" jak najbardziej by przeszkadzało, ale już na takie zboczone rodzeństwo raczej bym nie doniosła. Po prostu - omijałabym.

      Usuń
    4. Kwestia wrażliwości:)

      Usuń
  7. A tak na marginesie, to porównaj sobie poniższe zestawy moralne i sama osądź które z nich jest bliższe Twemu sercu. Czym innym jest bowiem posuniecie się do czynów ekstremalnych w obliczu wyższej konieczności, a czym innym jest usprawiedliwianie stosowania takich rozwiązań w życiu codziennym, pod płaszczykiem kryminogennej ideologii.
    Sama sobie odpowiedz na pytanie z czym byłabyś skłonna się bardziej utożsamić.

    Z tym:
    1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
    2. Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno.
    3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
    4. Czcij ojca swego i matkę swoją.
    5. Nie zabijaj.
    6. Nie cudzołóż.
    7. Nie kradnij.
    8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.
    9. Nie pożądaj żony bliźniego swego.
    10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.

    Czy z tym:

    1) Szatan reprezentuje zaspokojenie, a nie wstrzemiezliwosc,

    2) Szatan reprezentuje zywa egzystencje, a nie nierealne duchowe mrzonki,

    3) Szatan reprezentuje niesplamiona madrosc, a nie obludne samooszukiwanie sie,

    4) Szatan reprezentuje dobroc dla wszystkich, którzy na nia zasluguja, a nie degenerujaca milosc,

    5) Szatan reprezentuje zemste, a nie nadstawianie drugiego policzka,

    6) Szatan reprezentuje odpowiedzialnosc wobec odpowiedzialnego, a nie troske o psychiczne wampiry,

    7) Szatan reprezentuje czlowieka jako inne zwierze, czasem lepsze, o wiele czesciej zas gorsze niz te, które chodza na czworakach, zwierze, które dzieki swojemu intelektualnemu rozwojowi, stalo sie najbardziej rozpustne ze wszystkich innych zwierzat,

    8) Szatan reprezentuje wszystkie tak zwane grzechy, poniewaz prowadza one do fizycznego, mentalnego lub emocjonalnego zaspokojenia,

    9) Szatan jest najlepszym przyjacielem Kosciola, jakiego ten kiedykolwiek posiadal, poniewaz przez wszystkie te lata dba o jego interesy”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Tie Fighter

      Jako osoba o moralności stopnia SZÓSTEGO nie interesują mnie spisane przez ludzi kodeksy moralne, tylko OBIEKTYWNE zasady etyczne. Z Szatanem się nie bratam, "Biblię Szatana" miałam w rekach raz w życiu, w księgarni. Oczywiście nie musisz wierzyć w moje zapewnienia. Zwłaszcza, że nie wyraziłabym dezaprobaty dla odpowiedniego - ekhmm - potraktowania natrętnego złośliwca. A jeśli jeszcze taki złośliwiec wlazłby na mój teren, to nie ma zmiłuj. ;) Hmm, jestem zgubiona? ;)

      Usuń
    2. @Kira,

      Co to jest moralność stopnia szóstego?
      Dlaczego miałbym Ci nie wierzyć?
      Chrystus tez pogonił pewnych osobników ze świątyni, nie sądzę, żeby groziła Ci zguba.

      Usuń
    3. http://pl.wikipedia.org/wiki/Lawrence_Kohlberg

      Usuń
    4. @Kira

      Przeczytałem, wiem o co Ci chodzi, ale to jest kij, który ma dwa końce.
      Po kolei.
      "Stadium 6 - orientacja uniwersalnych zasad sumienia. O postępowaniu decydują wybrane przez jednostkę zasady etyczne. Gdy obowiązujące prawo wchodzi w konflikt z tymi zasadami, jednostka postępuje zgodnie z tymi drugimi."

      Teraz wyobraźmy sobie pierwszego z brzegu dilera narkotyków, który wedle swego postrzegania zasad etycznych nie robi niczego złego. W świetle obowiązującego prawa powinien stanąć przed sądem. A teraz wyobraźmy sobie, ze po jego specyfiku ktoś się przekręcił. Jak ocenić w tym przypadku moralność stopnia szóstego? Może nie dla każdego jest ten szósty stopień? Nie odbieraj tego proszę jako jakiejś krytyki, drążę temat, gdyż jest ciekawy.

      Usuń
    5. @ Tie Fighter

      Kohlberg nie pisał, która z moralności jest najlepsza, tylko opisał FAKTY. Jedni podporządkowują swoje sumienie ogółowi (obyczajom, prawu, moralnym autorytetom), inni - nie. Czy ci drudzy są lepsi? Nie. Są po prostu nonkonformistami. Jak najbardziej można być niemoralnym nonkonformistą. :)

      Usuń
    6. @ Kira
      Wśród nonkonformistów spotkałem zadziwiająco wieli już nawet nie osób niemoralnych, ale wręcz odrażających łajdakłów. Pozostaje oczywiście problem definicji nonkonformizmu. Jeśli w Twojej mieści się każdy, kto otwarcie mówi iż kieruje się wyłacznie własnym widzi mi się, nie uznaje żadnych zasad poza własnymi a (prawie) wszystkich ludzi ma gdzieś, to statystycznie określenie nonkonformista staje się epitetem. Na takiej samej zasadzie, na jakiej Cygan na pewno nie jest synonimem pracusia, rygorystycznie respektującego VII przykazanie.

      Usuń
    7. @ Stary Niedźwiedź

      Nie będę wymyślać własnych definicji, istnieje wszak ciocia Wikipedia:

      "Nonkonformizm – postawa krytyczna wobec zasad, zachowań i norm społecznych, grupowych, przeciwstawiająca im własny system wartości, przeciwieństwo konformizmu. Potocznie rozumiany nonkonformizm cechuje te jednostki, które nie poddając się społecznej presji żyją w zgodzie z własnymi przekonaniami. Skrajną, demonstracyjną formą nonkonformizmu jest antykonformizm.

      Stanisław Pawlica tak definiuje owe postawy: "Być antykonformistą w społeczeństwie to najpierw się nie zgadzać, a później się zastanawiać; odwrotnie ma się rzecz z konformizmem. Nonkonformista zaś powstrzymuje się od sądu, dopóki sprawy nie przemyśli".

      Nonkonformizm można rozumieć również z perspektywy terminologii grupy odniesienia. Konformizm wobec obcej grupy jest tym, co jednostki grupy, w której dana jednostka uczestniczy, postrzegają jako nonkonformizm. W tym rozumieniu konformizm jest podstawową cechą każdej jednostki społecznej."

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Nonkonformizm

      Usuń
    8. @ Kira
      Wprowadzenie trzeciej kategorii, czyli antykonformistów, w dużym stopniu porządkuje tę dyskusję. Bo zdecydowaną większość spotkanych przez mnie łajdaków czy debili, którzy sami podawali się za nonkonformistów, trzeba przenieść do antykonformistów. Na takiej samej zasadzie, na jakiej choćby satanistów, samych siebie nazywających "wolnościowcami", trzeba przeflancować do ostatnich sk****synów. A nazwę "wolnościowcy" pozostwić tym, którzy są jedynie głupi, ale na ogół nie podli. Libertarianie z tym swoim samoposiadaniem, samoogłupianiem i samogwałtem są modelowym przykładem.
      Pozostaje kwestia grzebania w podświadomości i sugerowania że konformizm zawsze jest czymś złym a nonkonformizm rzekomo też zawsze czymś dobrym. Ponieważ w odpowiedzi udzielonej Tie Fighterowi stwierdziłaś, że nonkonformista może być łobuzem, o to nie musimy się spierać.

      Usuń
    9. @ Stary Niedźwiedź

      W skrócie można to ująć tak: konformizm oznacza TOTALNY brak własnego zdania oraz TOTALNE podporządkowanie się opiniom otoczenia, przyznasz więc, że trudno taką postawę wychwalać (zastosowałam Capslock, żeby nikt mi nie zarzucił, że jeśli CZASAMI nie mamy własnej suwerennej opinii na jakiś temat lub CZASAMI ulegamy otoczeniu, to to również nazywam konformizmem - bo tak nie jest!). Ale czy odwrotność takiej mentalności, czyli posiadanie własnego zdania w większości sytuacji plus życie według własnego "widzimisię" powinno być zawsze chwalone? Moim zdaniem - niekoniecznie.

      Usuń
  8. pomińmy już kiepskie tłumaczenie, pomińmy też ewidentne kłamstwo w temacie punktu 4., który de facto brzmi: "Szatan reprezentuje przychylność dla tych, którzy na to zasługują, zamiast marnowania miłości na niewdzięczników" /czyli nic tu nie ma o rzekomo "degenerującej" miłości/, to najistotniejsze jest w tym to, że Nine Statements nigdy nie było kodeksem moralnym, nawet nie rościło sobie cienia do tego pretensji... jest to jedynie brutalna konstatacja pewnych realiów natury ludzkiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ PKanalia

      Przepisz tekst bez "kłamstwa".

      Usuń
    2. @Kira...
      problem w tym, że ów punkt naprawdę został napisany w nieprawdziwej wersji... zauważ, że zupełnie nie wnikałem w to, kto to kłamstwo stworzył, mogło na przykład pochodzić z pierwszego "podziemnego" tłumaczenia Satanic Bible, które było tak fatalne, że w ogóle nie powinno się nigdy ukazać...
      czyli jak widzisz, nazwałem kłamstwem TYLKO sam cytat, sformułowanie i słowem NIE nawiązałem do osoby, która go zaprezentowała... chyba nie chcesz, bym używał obłudnych eufemizmów zamiast słowa "kłamstwo"?...
      no, i mam problem... z jednej strony "śluby posłuszeństwa" wobec PK, nie kwestionowanie decyzji Arbitry /poza drobnym żartobliwym "brąchaniem" od czasu do czasu :)/... z drugiej strony elementarna uczciwość, która mi nie pozwala na zgodę na uznaniu fałszu za prawdę...
      casus między nami wyjątkowy, ale by uniknąć konfliktu "o nic" proponuję takie rozwiązanie... albo zostaje to, co jest, albo kasujemy ten cały wątek i uznajemy, że się nie odzywałem... w tym drugim przypadku kwestia, kto ma to zrobić jest nieistotna, o tym już Ty zadecyduj, a potem zamykamy temat LaVeya, jego książek i myśli w nich zawartych... okay?...

      Usuń
    3. Przyjmuję Twoje wyjaśnienie.

      Usuń
    4. czyli dogadaliśmy?... nigdy się nie kłóciliśmy i możemy być tylko z tego dumni...
      jeszcze tylko do kompletu wersja oryginalna /wiem, że nie znasz tej książki i Cię nie interesuje, ale sprawę trzeba domknąć/:
      "Satan represents kindness to those who deserve it, instead of love wasted on ingrates"...
      nie wszystkie błędy, lapsusy translatorskie zasługują na miano "kłamstwa", ale tłumaczenie drugiej części zdania /cytuję/: "a nie degenerująca miłość" wykręca jego sens kompletnie "do góry kołami", więc na miano kłamstwa zasługuje jak najbardziej...
      a kto skłamał i dlaczego, kto powtórzył, kto puścił /świadomie lub nie/ w obieg, to już, jak wspomniałem wcześniej, kompletnie mnie w tej konkretnej dyskusji nie interesuje...

      Usuń
  9. @Kira
    Nie zrozumiałaś podstaw aksjologicznych "cywilizacji białego człowieka", zakładających ściśle określoną hierarchię gatunków oraz rygorystyczne przestrzeganie świętej zasady własności. Zgodnie z powyższymi, kotek czy piesek są takimi samymi przedmiotami jak plastikowa dmuchana lalka, wobec czego jego zgwałcenie, a nawet zjedzenie takich zwierzątek po wcześniejszym własnoręcznym ukręceniu główek, nie będą niczym zdrożnym. Podobnie jak na przykład okładanie własnych dzieci kijem - zasady pozwalają tu na ograniczoną interwencję państwa dopiero po połamaniu kości.
    Kwestionowanie prawa rodziców do posiadania dzieci na własność ze wszelkimi tego konsekwencjami, czy przypisywanie zwierzątkom domowym jakichś uczuć wyższych, czy co gorsza - nadawanie im "praw", to w pierwszym przypadku dwudziestowieczne fanaberie zdziczałych feminazistek, a w drugim - brednie nawiedzonych ekoterrorystów. Oczywiście godzących w sam rdzeń cywilizacji łacińskiej.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje szyderstwa uderzają nie w tych, w których powinny.

      Usuń
    2. Uderzają dokładnie w to, w co miały uderzać.
      Anty

      Usuń
    3. ja to odebrałem jako ironię z pustych hasełek, którym na każdym kroku się podpiera demagogicznie pewna /sub/totalitarna ideologia...

      Usuń
  10. @Kira,

    To ja też składam wyjaśnienie, że ów fragment z "kłamstwem" pochodzi z największej i najczęściej odwiedzanej witryny satanistycznej, jaką udało mi się znaleźć. Cóż, chciało by się rzec "jaki pan, taki kram", zatem wszelkie pretensje należy kierować do autorów strony - zatwardziałych czcicieli zła, będących na bakier nie tylko z angielskim, ale i nierzadko ortografią.

    OdpowiedzUsuń
  11. @ Kira
    Zechciej zajrzć do maila.

    OdpowiedzUsuń
  12. I ja teraz jestem taka wiejska miastowa. Od 9 miesięcy mieszkam na wsi i już się dorobiłam lokalnego własnego osobistego złodzieja obejściowego i sąsiadów którzy zastanawiają się po co ja ruderę remontuję. A ja kocham wieś ale już mentalności wiejskiej nie toleruję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnie zdanie bardzo trafnie obrazuje i mój stosunek do wsi.

      Usuń
  13. Relacje międzyludzkie są po prostu niezbędne do życia- dla jednych w mniejszych, dla innych w większym zakresie. Uniknąć ich się nie da, a unikając całkowicie odbieramy sobie naprawdę część życia, która może dawać całkiem sporo przyjemności. Ważna jest symetria tych relacji, podobieństwo potrzeb i zakresu, inaczej dla obu stron to będzie nie - przyjemność a przymus czy wręcz trauma. Ważne dlatego jest powolne i rozważne wchodzenie w takie relacje, by nie musieć gwałtownie się z nich wycofywać. Owa powolność, ostrożność też pomagają w wyznaczeniu naturalnej bariery nie do przekroczenia, zachowaniu marginesu intymności. Sama jestem osobą bardzo łatwo nawiązującą powierzchowne kontakty, lecz owe granice intymności mam przekraczalne dla naprawdę wyjątkowych osób i wyjątkowo rzadko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, nie należy się spieszyć. Żeby nazwać kogoś przyjacielem, trzeba z nim przysłowiową beczkę soli zjeść. Dlatego tak naprawdę to nie wiem, jak się ułożą relację między tymi miłymi ludźmi a nami. Czas pokaże.

      Usuń
  14. Jan Kowalski15.03.2015, 20:17

    "mentalność wiejska" a "mentalność miejska".
    O co tu chodzi i co należy tolerować,albo nie,jeżeli można prosić o wyjaśnienie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwrot "mentalność wiejska" jest określeniem stereotypu, który wylągł się na bazie obserwacji zachowań i postaw większości mieszkańców wsi (przynajmniej tych dawnych). W skrócie: wścibstwo, czepialstwo, prostactwo, nadgorliwość religijna, złe traktowanie zwierząt.

      Usuń
    2. Jan Kowalski16.03.2015, 08:50

      Rozumiem,że tzw."mentalność miejska"jest powszechnie znana i wyjaśnień nie potrzebuje..
      Pozdrawiam.
      Ps.
      Z twojego wyjaśnienia tego"stereotypu" wynika,że będziesz się męczyć mieszkając na wsi.

      Usuń
    3. Nie użyłam zwrotu "mentalność miejska", coś sobie zatem wymyśliłeś.

      Na szczęście wieś się zmienia. A poza tym nigdzie nie jest powiedziane, że trzeba się ze wszystkim integrować.

      Usuń
    4. Jan Kowalski16.03.2015, 18:45

      Zgadza się to ja ją wymyśliłem w celu skonfrontowania obu mentalności.
      Moim skromnym zdaniem,skoro istnieje "mentalność wiejska",to powinna dla równowagi istnieć "mentalność miejska" więc liczyłem,że coś o tym napiszesz.
      Ps.
      "Na szczęście wieś się zmienia".
      Mam rozumieć,że ten"stereotyp"który opisałaś już nieaktualny?.
      A miasto?Zmienia się?


      Pozdrawiam.

      Usuń
    5. Przecież napisałam: "(przynajmniej tych dawnych)".

      Usuń
  15. Jan Kowalski16.03.2015, 19:13

    Dopisek,bo wydaje mi się,że wkradło się małe nieporozumienie,ponieważ odniosłem się do tych dwóch wypowiedzi:

    "A ja kocham wieś ale już mentalności wiejskiej nie toleruję."
    oraz:
    "Kira15.03.2015, 01:03
    Ostatnie zdanie bardzo trafnie obrazuje i mój stosunek do wsi."

    Mam problem ze zrozumieniem,jak można kochać wieś równocześnie nie tolerując tzw."mentalności wiejskiej".
    Taka "wieś" zamieszkała przez samych mieszczuchów?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można kochać przyrodę. Ciszę. Spokój. Przestrzeń.

      Usuń
  16. Jan Kowalski16.03.2015, 21:25

    Nie da się,bo wokoło "wścibstwo, czepialstwo, prostactwo, nadgorliwość religijna, złe traktowanie zwierząt".
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męczący jesteś, Mędrku.

      Usuń
    2. Jan Kowalski16.03.2015, 22:04

      Sorry,ja tylko pytam,odpowiadać nie musisz.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  17. To może ja odpowiem. Byłam wczoraj z sąsiadką na rowerze w gminie. Przed sklepem siedziała zagłodzona, wylniała młoda bokserka. Kupiłam jej karmę, nakarmiłam zorganizowałam sznurek, namiastkę obroży i przeszłam z nią 10 km do domu. Pod gminą gdzie zostawiłyśmy rowery zrobiło się zbiorowisko ludzi bo aferę zrobiłam. Okazało się, że sunia błąka się od roku i nie da się jej zabić bo ucieka od łopaty...Sąsiadka popukała się w głowę i stwierdziła, że tylko miastowi tak robią. Tu na wsi się zabija... Sunia bezpieczna u mnie w domu, śpi na łóżku i boi się wyjść na podwórko na siku. Uczymy ją jak się żyje.
    Pewnie i w mieście są ludzie, którzy potrafią zabić, ale tu na wsi to jest nagminne. Szlag mnie trafia jak widzę pod sklepem miejscowych macho pijących winko patykiem pisane a w domu dzieci ( cała gromada) nie ma co jeść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwidoczniej mieszkasz w typowej wsi z typowymi wsiokami. Dobrze, że piszesz, jakie ich cechują "obyczaje". Może do którego z nich dotrą pogłoski, jak ich ludzie postrzegają.

      Rodowici mieszkańcy Trzcińca przemieszali się już z miastowymi lub się "zmodernizowali" (młodzi Szorstcy wzięli z nas przykład i na początku lat 90. postawili sobie w końcu tzw. sławojkę, co by nie defekować w szczerym polu). Czy przekłada się to na stosunek do zwierząt? Zapewne tak. Ale właściwie to musiałabym ich jeszcze trochę poobserwować.

      Usuń
  18. Jan Kowalski17.03.2015, 14:33

    Prawdopodobnie się zabłąkałaś i przez pomyłkę znalazłaś się z drugiej strony granicy z Ukrainą,albo Białorusią.Chociaż tak do końca to nie jest pewne,bo tam także mieszkają cywilizowani ludzie.
    A tak na marginesie.Takie bajery są rozpowszechniane w internecie,tylko ja przykladowo,nie wiem w jakim celu.
    Pozdrawiam życzliwie i proponuję skontaktować się z tzw.prof.Hartmanem.On także ma duże doświadczenie z "polskimi chamami",więc tematów do dyskusji wam nie zabraknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz lepiej, jakie ktoś ma doświadczenia? Wow! Mamy jasnowidza! :)))

      Usuń
    2. Jan Kowalski17.03.2015, 19:16

      Można w Polsce na upartego taką wieś gdzieś wyszukać,gdzie jakiś zboczeniec psa łopata zatłukł albo w lesie przywiązał do drzewa,żeby z głodu zdechł,na łańcuchu i na mrozie,z wiatrówki postrzelił,żeby się męczył,itp.itd.Przecież co jakiś czas media o tym trąbią.
      Tylko po co?
      Że tzw.wsioki to same pijaki zboczeńcy,sadyści,itp.,którzy o zwierzęta nie dbają?
      W miastach nie ma podobnych zboczeńców?Może nie łopatą psa zatłucze,bo zwyczajnie jej nie ma,ale są przecież inne sposoby,nieprawdaż?
      Pozdrawiam.
      Ps.
      Tu niepotrzebne jest "jasnowidzenie",tylko zwyczajne posługiwanie się rozumem.
      "Tu na wsi się zabija..."
      Tego nie skomentujesz,że cała wieś tak "solidarna"?

      Usuń
    3. Ale powszechniejsze są takie zachowania na wsi. Nikt zresztą nie twierdzi, że wioska wiosce równa.

      Usuń
    4. Jan Kowalski17.03.2015, 20:27

      Kończę ten wątek,bo zdrowia na was szkoda.Jedna wypisuje"co uważa" druga nie zauważa,że tu się nic kupy nie trzyma.
      Przykładowo:
      Jakiemuś skurwielowi w mieście znudził się pies,bo za duży urósł,bo okazało się,że trzeba go na spacer wyprowadzić z 4 pietra coby się chociaż załatwił,bo do kibla robić się nie nauczył,w nocy spać nie daje,wyje,szczeka,itp.,itd.
      Więc jak to się robi:
      Pakuje się psa do samochodu i wywozi gdzieś na zadupie.Pies za długo za samochodem nie pobiegnie.Przybłąka się do najbliższej wsi,usiądzie przy najbliższym sklepie,może koło śmietnika coś do zjedzenia znajdzie.Miejscowi mają swoje psy,więc tym nie są zainteresowani.Co najwyżej przy okazji zakupów kupią kawałek kaszanki czy salcesonu.
      Dlaczego cała wieś ma ganiać z łopatami,żeby tego psa zabić?Taka miejscowa rozrywka?.
      Pozdrawiam i dobrej nocy życzę..
      Ps.
      Ten komentarza potraktuj jako moje"jasnowidzenie". Bo możliwych scenariuszy jest bez liku.Jedno jest pewne.
      Ten pies nie jest z tej wsi,bo wyrzucony z posesji warował by przy furtce właściciela.

      Usuń
    5. Nie interesuje mnie, jak mogło być, tylko jak było. Został opisany konkretny przypadek w konkretnej wsi, z konkretnym psem. Ty uznałeś tę historię za wytwór wyobraźni. Bo w Twoim ograniczonym rozumku możliwe jest tylko to, co jest - oczywiście w Twoim mniemaniu - logiczne.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...