26.04.2015

Czekając na kuriera... lekarza... urzędnika...


Z racji wykonywanego „zawodu” mój Ukochany cały czas wysyła jakiś sprzęt lub zamawia nowy. Do mnie również przychodzą paczki, gdyż w potrzebne mi rzeczy zaopatruję się najczęściej w Sieci (głównie na Allegro). Siłą rzeczy na nasz podjazd co i rusz podjeżdża jakiś samochód dostawczy. Nie ma chyba firmy przewozowej, która by do nas jeszcze nie zawitała. Wiąże się to, niestety, z koniecznością cierpliwego warowania na kuriera, rzadko się bowiem zdarza, żeby któryś raczył do nas zadzwonić i zapytać, czy jesteśmy teraz lub będziemy o tej a o tej godzinie w domu. A przegapienie przyjazdu doręczyciela oznacza albo pomykanie na peryferie miasta w celu odebrania przesyłki, albo ponowne zamawianie kuriera w celu jej wysłania.

Kurierzy są na ogół mili i wyrozumiali. Drugi z tych przymiotów jest tym cenniejszy, iż nierzadko trzeba któregoś z nich przepraszać na „nadgorliwość” mniejszego z naszych piesków, który najchętniej zatopiłby swoje małe, ale ostre ząbki w łydce „intruza”. (Większy ujada bardziej dla towarzystwa i to coraz rzadziej, ale kto wie, czy podniecona zaciekłością mniejszej koleżanki nie dołączyłby do ataku. A to byłaby katastrofa.)

Czasami trafia się jednak kurier, który uprzejmość uważa najwyraźniej za zbytek. No bo skoro nie ma tego w umowie o pracę, to po co silić na dobre maniery, nie? ;) Biorę poprawkę na ewentualnie zmęczenie, pośpiech, nerwy, wreszcie – nienawiść do swojej roboty, która z pewnością do najprzyjemniejszych nie należy. Ale i tak jest mi przykro. Jestem doskonałym „odbiornikiem”; to, jak się wobec kogoś zachowuję, zależy głównie od tego, jak ten ktoś zachowuje się wobec mnie. Jedni ludzie działają na mnie pozytywnie, inni – wprost przeciwnie. Nad większością niemiłych uwag szybko przechodzę do porządku dziennego, ale niektóre zapadają w pamięć na dłużej. Składać skargę? Kłócić się? Opieprzyć delikwenta? Tu nie ma dobrego wyjścia.

Skąd tytuł? Ano, z nieuprzejmym zachowaniem możemy się spotkać dosłownie wszędzie. Jest to szczególnie przykre, kiedy jesteśmy od kogoś zależni. Naturalnie w dzisiejszych czasach mało kto jest zdany na łaskę i niełaskę konkretnej biurwy, felczera czy innej dzierżącej namiastkę władzy persony, niemniej użeranie się choćby z jednym potrafi zepsuć człowiekowi humor na cały dzień (jeśli nie na dłużej). Mogłabym rzec z przekąsem, że najwidoczniej nie każdy zawód został dotknięty przez kryzys, skoro nie dla każdego grzeczność wobec klienta jest czymś oczywistym.

Na szczęście na ogół nie mam powodów do narzekań. Niegrzeczni sprzedawcy, kierowcy, urzędnicy, lekarze czy choćby właśnie kurierzy to niechlubny wyjątek, a nie reguła.

12 komentarzy:

  1. Znajomy kupił ciężki, zabytkowy stół przez internet. Kurier zadzwonił, kiedy układał się już do snu. Wystawił potężny pakunek z samochodu i odjechał. Znajomy wraz z żoną i dozorczynią przez kilka godzin w nocy wnosili mebel na piąte piętro przedwojennej kamiennicy, bo nie zmieścił się do windy.

    Znajoma miała podobny problem z pralką. Kurier wystawił z samochodu i niech sobie sama zaniesie do windy dostarczy na 4 piętro.

    Uważam, że to jest nie fair. Klient powinien mieć wybór - tańszy kurier, lub droższy, ale z wniesieniem, a nie takie zaskakujące chamstwo w ostatniej chwili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba trzeba takie rzeczy zgłaszać do firmy przewozowej. Milczenie nie zawsze jest złotem.

      Usuń
  2. jeśli kurier nazywa się "komornik", to warowanie w domu nie jest chyba najlepszą strategią?...
    ...
    gdy kurier coś przywozi, to sytuacja jest szybka, konkretna... odbiór, podpis, ewentualne inkaso /jeśli za zaliczeniem/ i po zawodach... nie ma czasu na pieprzoty, co najwyżej wymiana uśmiechów... jakoś do tej pory nie zdarzył mi się naburmuszony buc, którego życie boli...
    drugi rodzaj sytuacji, które znam, to nadawanie przesyłek z firmy... rutynowa codzienna czynność, zwykle ten sam kurier z danej firmy, relacje typu "koledzy z pracy", luzackie pogaduchy, zawsze idzie dogadać termin przyjazdu po towar... nie przypominam sobie problemów...
    natomiast a propos przykładów Dibi'ego... szczerze mówiąc, to nie wiem, jak do sprawy podchodzą procedury firm przewozowych... czy ma być dostarczenie pod drzwi mieszkania, czy domu? /w blokach to nie jest to samo/... być może jest tu jakaś luka proceduralna... znałem kuriera z firmy wożącej sprzęt AGD, który na tych wniesieniach trzaskał niezłe "boki" /co najmniej druga pensja/... klienci sami proponowali, by wniósł stuff za dodatkowe "coś tam" /zwykle jeździł z tzw. "prawym" do pomocy/, nigdy nie miał z nimi afer o to... dochodziło jeszcze wyniesienie starego sprzętu /czyli kolejny "bok" za złomowanie/...
    ...
    a na obrażonych na świat w zwykłych sytuacjach typu sklep, urząd, coś tam, etc, wystarczy samemu wystartować z uśmiechem i co najmniej połowę potencjalnych konfliktów mamy z głowy... a reszta sytuacji, gdy pacjent/ka/ dąży do zwarcia?... do wyboru, do koloru... najlepszy olew, najgorszy /choć czasem konieczny/ opierdol... najgorszy, bo nie lubię widoku opierdalanego człowieka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz w tym, że "nasi" kurierzy nie przyjeżdżają na umówioną godzinę, tylko co najwyżej w określonych "widełkach". A bywa, że i poza nimi.

      Masz rację, warto dążyć do zażegnania konfliktu. Ale moja wyrozumiałość ma granice.

      Usuń
  3. Jan Kowalski27.04.2015, 08:51

    Nie masz telefonu żeby się na dostawę przesyłki umówić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurier nie umawia się na konkretną godzinę. Ma zbyt wiele przesyłek do rozwiezienia. Mówi, że będzie między tą a tą. I tak dobrze, jeśli jest słowny.

      Usuń
    2. Jan Kowalski27.04.2015, 18:13

      Nie wiem z jaka firmą kurierską współpracujesz.Ja problemów z kurierami nie mam.
      To oczywiste,że nie da się na konkretną godzinę z kurierem umówić.Ale można sobie poradzić,bo do tego m.in.służą telefony.

      Usuń
    3. Zamawiamy odbiór z różnych firm. Czasami kurier uprzedza o przyjeździe, czasami nie. A czasami uprzedza, ale na parę minut przed samym przyjazdem. A my nie zawsze jesteśmy w domu.

      Usuń
  4. @ Kira
    Mam nieustający problem z listonoszem, olewającym równo swoje obowiązki. W przypadku konieczności odbioru listu poleconego czy przesyłki, góra co drugi raz śmierdziel raczy wrzucić awizo do skrzynki. Ostatnio wiedziałem o przesyłce wysłanej do mnie priorytetem. A w skrzynce znalazłem awizo, na którym gnój wpisał nie tylko kompletnie inne imię i nazwisko (tak bardzo się różniące, że mowy nie było o przypadkowej i niezawinionej pomyłce), ale i inny numer mieszkania. Poszedłem na pocztę, paczkę odebrałem a kierownikowi powiedziałem, że nie jestem drobiazgowy. I nie robiłbym afery, gdyby na tym świstku nie było imienia i nazwiska. Ale numer mieszkania mógłby, do jasnej cholery, wpisać poprawnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Kira
    Tylko jeden raz w ciągu ostatnich lat trafił mi się nieprzyjemny kurier. Był to pan zdecydowanie w wieku przedemerytalnym, w dodatku porządnie przeziębiony. Dosyć często korzystam z zakupów on-line i kurierzy zawsze dzwonią na podany numer przed przyjazdem. Nie mają wyjścia, gdyż celowo nie zainstalowaliśmy domofonu na murze okalającym działkę. Rodzina i znajomi mają nasze numery telefonów, przypadkowi goście są niemile widziani, bardzo cenię sobie nasze domowe zacisze i nie wpuszczam przypadkowych osób.

    Na naszej miejscowej poczcie mamy za to relikt przeszłości - starszą panią, która traktuje wszystkich klientów z jednakowym nastawieniem: jest odpychająca, bezczelna, ciekawska. Jej nastawienie do klientów już nikogo miejscowego nie oburza tylko śmieszy. Jej "Czego tam?!" wywołuje mój głośny śmiech. Trudno odmówić jej brutalnego uroku :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również nie mogę specjalnie narzekać na zachowanie kurierów czy innych osób, które z racji wykonywanego zawodu powinny być życzliwie nastawione do ludzi. Ale jak to się mówi: łyżka dziegciu potrafi zepsuć beczkę miodu...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...