14.04.2015

Sztuka czy rzemiosło?


Marcin Korczyc jest dyrektorem Szkoły Podstawowej w Lubaszu. Rok temu w klasach I-VI wprowadził obowiązkowe zeszyty do kaligrafii.
- Zauważyłem, że uczniowie w piątych klasach nie potrafią pisać. Oni nauczeni są przyciskania klawiszy w komputerze i telefonie - mówi wprost. - Postanowiłem więc wrócić do źródeł i uczyć pisania od podstaw. Teraz każdy musi ćwiczyć poprawne stawianie liter, nauczyciele na bieżąco kontrolują postępy i jak ktoś bazgroli jak kura pazurem, to dostaje dodatkowe ćwiczenia - tłumaczy. - Już widać postępy.

Czym jest kaligrafia? A może raczej – jak powinna być przez nas postrzegana? Jako zarezerwowana dla elity sztuka? Czy może raczej przydatna umiejętność, którą może – i powinno! – przyswoić sobie każde nowe pokolenie?

A może jest to zbędna fanaberia, którą należałoby odłożyć do lamusa? Czy w dobie laptopów,  palmtopów, netbooków tudzież innych zabawek, na których możemy szybko coś zapisać, warto się ćwiczyć w ładnym piśmie?



17 komentarzy:

  1. kaligrafia to słowo dwuznaczne...
    - można je rozumieć jak sztukę sensu stricto, czyli artystyczne odwzorowanie ciągu znaków graficznych, gdzie istotne jest wrażenie artystyczne, estetyczne, zaś czytelność treści napisu bywa wręcz nieistotna /sam bardzo lubię kaligrafie dalekowschodnie, mimo że z treści samego napisu nie rozumiem nawet bita informacji/...
    - można też rozumieć jako naukę czytelnego odręcznego odwzorowywania tych znaków trzymając się pewnego wzorca...
    domyślam się, że raczej chodzi Ci o to drugie...
    ujmę to tak... choć /statystycznie rzecz biorąc/ coraz rzadziej posługujemy się na co dzień pismem odręcznym, to nigdy nie będzie tak, że zawsze będzie jakaś maszynka pod ręką, by te znaki pomogła nam odwzorować... zawsze się może zdarzyć sytuacja, że trzeba to zrobić samemu, "rąsią"... dlatego popieram /w ogólności, detale wykonania to inna sprawa/ pomysł pana Marcina Korzyca /dyrektora zresztą/, bo umiejętność takiego komunikowania się ze światem uważam za mocno potrzebną człowiekowi, wręcz konieczną...
    ...
    ...
    appendix niezbyt na temat...
    do szału czasem może doprowadzić wymóg, by na niektórych dokumentach widniał "podpis czytelny"... kiedyś pytałem zawsze takiej biurwy "ja mam podpis nieczytelny i co teraz?"... gdy biurwa głupiała, litowałem się mówiąc: "mogę co najwyżej napisać swoje nazwisko"... tu biurwa się ożywia mówiąc: "przecież to to samo"...
    akurat gówno prawda... podpis to jest pewien indywidualny ideogram, charakterystyczny dla danej osoby, a nie napis informujący, jak ten ktoś się nazywa... to może być nawet szkicowy rysunek latającej marchewki lub zaczarowanego orzeszka do kąpieli...
    no, ale weź to takiej biurwie wytłumacz... nie da się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ PKanalia

      Przecież wiadomo, o co chodzi, po cóż więc się czepiać biednej urzędniczki? Jak inaczej chciałbyś dotrzeć do klienta, któremu trzeba zawczasu wbić do głowy, że nie powinien bazgrać jak kura pazurem? "Napisz czytelnie imię i nazwisko" - tak?

      Usuń
    2. @Kira...
      sprawa ma już znaczenie niejako historyczne, bo w pewnym momencie machnąłem ręką zgodnie z zasadą "wszystkiej głupoty świata nie odgłupisz, są ważniejsze głupoty do odgłupiania", nie dyskutuję już i na hasło "podpis czytelny" smaruję nazwisko... co zabawne, nie zawsze czytelnie, ale zwykle okazuje się, że nikt na to nie zwraca żadnej uwagi...

      Usuń
  2. @ Kira
    Słowo "kaligrafia" brzmi może nieco groźnie. Ale jeśli zostaje sprowadzone do nauki czytelnego pisania, to jestem za. Tłumaczenie że można to wystukać na klawiaturze jest takim samym absurdem, jak zaniechanie nauki tabliczki mnożenia. No bo przecież w każdym telefonie i komputerze jest taka aplikacja jak kalkulator.
    Śmieszą mnie też te "nowoczesne i postępowe" przypadłości pokroju dysleksji, dysgrafii czy dyskalkulii. Ale to temat na osobną dyskusję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Zgadzam się, że warto umieć pisać czytelnie. Ale czy ta umiejętność musi być doskonalona na osobnych zajęciach?

      Usuń
    2. @ Kira
      W romantycznych czasach "przedpeecetowych" studenci potrafili pisać czytelnie i przeczytanie ich manuskryptu nie sprawiało trudności. Więc w tamtych latach lekcje kaligrafii uznałbym za całkowicie zbędne.
      Schody zaczęły się około roku 2000. Drukarki stały się na tyle tanie, a więc powszechne, że standardem stały się już całe projekty czy sprawozdania z zajęć laboratoryjnych, napisane przy użyciu edytora a następnie wydrukowane. A obecnie jest z czytelnym pisaniem czarna rozpacz. Gdy na pierwszych zajęciach z jakąś grupą nakazuję sporządzenie "spisu z natury" (lista z dziekanatu zawsze nieco się różni od stanu faktycznego), wyraźnie mówię że nazwisko ma być napisane drukowanymi literami (imię trudniej przekręcić), bo nie zamierzam potem z tą listą chodzić do apteki.

      Usuń
  3. Z mojego punktu widzenia czyli osoby, która po prostu bazgrze, kaligrafia jest chyba pewną sztuką. Podobno jest też wyrazem cech charakteru. Na co dzień ludzie piszący nieczytelnie są utrapieniem. Przyznaję, że trochę zazdroszczę osobom ładnie piszącym, sam nie mam takiego daru i dobrze się stało, że na siłę nikt mnie nie zmuszał do kaligrafii.
    To coś takiego jak jazda samochodem - niektórzy nigdy się nie nauczą.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...na przykład JA. :)

      Usuń
    2. Polecam "szlachetną sztukę" pisma technicznego - wyglada na to, ze poruszony problem dotyczy tylko "humanistów"... Oczywiście, pisząc "na własny użytek" - bazgrzę

      TT

      Usuń
  4. No, popatrz, Kiro, i mnie ostatnio zaprzątają podone myśli, tym bardziej, że mój najstarszy syn jest właśnie w wieku nauki pisania. Ja sama uczyłam się tej sztuki jeszcze w erze "przeddysleksyjnej" - kiedy (na szczęśćie) nikt nie uważał, że dziewczynka z porażeniem mózgowym nie musi uczyć się pisać ręcznie. Miałam w pierwszych klasach podstawówki nauczycielkę, która założyła mi specjalny zeszyt do kaligrafii i dawała do przepisywania fragmenty różnych dzieł literackich (kto wie, może i w ten sposób narodziła się moja miłość do książek?:)). W rezultacie na studiach byłam jedyną osobą niepełnosprawną na roku, która wszystkie prace egzaminacyjne pisała ręcznie - oraz jedyną w ogóle (co mnie niezmiernie zdziwiło zresztą), która nie robiła błędów ortograficznych! Niestety, mój synek to już dziecko innej epoki - i codziennie toczę z nim ciężkie boje o pisanie, którego nie znosi. Chwała mi, albowiem cierpię za ludzkość!;))) A słyszałaś, że Finowie ponoć zupełnie zrezygnowali z uczenia dzieci kaligrafii? Zastanawiam się, jak to wpłynie na naszą kulturę, kiedy się upowszechni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowna Albo!

      Witaj w moich skromnych progach. Jakże mi głupio, że tak długo Cię nie odwiedzałam. Czy mogę umieścić Twojego bloga w "Polecanych"?

      Bardzo przepraszam, ale usunęłam Twój drugi komentarz, nie zauważając, że poprawiłaś w nim niektóre literówki.

      Nauka kaligrafii to może przesada (choć jest to w moich oczach prawdziwa sztuka - no ale nie każdy ma predyspozycje, żeby zostać artystą ;)), ale już nauka czytelnego pisania przydałaby się większości z nas. A jeszcze lepiej - i czytelnego, i SZYBKIEGO pisania. :)

      Usuń
    2. Ależ naturalnie, droga Kiro, że możesz zrobić z moim "gorszącym" blogiem, cokolwiek zechcesz!:) Nie widzę przeszkód, jak powiedział pewien niewidomy dżokej, gdy go pytano, czy weźmie udział w Wielkiej Pardubickiej.:)

      Usuń
  5. To oczywiste, że genderowemu bydłu umiejętność pisania nie jest potrzebna, są za bardzo nabuzowani wyziewami metanu, które mają zamiast mózgów.
    Dlatego musimy o to walczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Dibelius
      Trzeba też pamiętać o skutkach palenia "jointów". THC do tego stopnia zniszczyło im mózgi że publicznie twierdzą, jakoby "marychujana" (na każdej witrynie antynarkotykowej przedstawiana jako wyjątkowo groźny demotywator) nie była narkotykiem.

      Usuń
  6. Jako, że bazgrzę jak kura pazurem podziwiam ludzi potrafiących pięknie pisać. Kumpela ze studiów chodziła na kaligrafię i w indeksie wypisywała nazwy przedmiotów kaligraficznie. Robiła tym wrażenie na wszystkich wykładowcach

    OdpowiedzUsuń
  7. pomijając senstmenty i fukcjinalność (coraz gorzej mi idzie pisanie ręczne!! powinnam wrócić do tych ćwiczeń...) nauka kaligrafii jest niesamowicie ważnym ćwiczeniem sensorycznym dla dzieci
    to praca nad koordynacją oko-ręka-mózg, która jest niesamowicie ważna w rozwoju człowieka
    pisanie ręczne to co innego niż rysowanie właśnie, ważne jest też czym się pisze
    fachowcy wyjaśniliby lepiej

    http://www.mjakmama24.pl/starsze-dziecko/edukacja/dlaczego-warto-zeby-dzieci-pisaly-recznie,167_5821.html

    dla dorosłych: ważne jest robienie ręcznie notatek, a nie na laptopach czy tabletach (pisanie na tablecie to w ogóle porażka, z innego powodu), lepiej się pamięta treść
    http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,396695,reczne-robienie-notatek-lepsze-od-korzystania-z-komputera.html

    ale właśnie, zauważyłam, że pismo mi się strasznie rozjeżdża jak mam coś szybko napisać ręcznie, normalnie muszę jakiś trening integracji sensorycznej sobie przeprowadzić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Olu, za merytoryczny komentarz. Dobrze wiedzieć, co nam służy, a co szkodzi.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...