12.05.2015

Ludzie-mrówki


Jeden z odcinków serialu „Tabu: Polska” mówił o tzw. freeganach. Jako że sympatyzuję z ideą minimalizmu, zaczęłam szperać w Necie, by znaleźć więcej informacji.

Kim są freeganie?



Poniższy artykuł przybliży Wam zwyczaje tych ludzi:
- Ludzie myślą, że ten, kto grzebie w śmietniku, to albo bezdomny, albo anarchista - mówi Magda. Od kiedy wyszła za Piotrka, razem buszują w odpadkach. Nie mają trzydziestki. Są freeganami - zbierają wyrzucone do śmieci warzywa i owoce. Wcale nie dlatego, że ich nie stać na zakupy. Oboje pracują, wynajmują dom pod Krakowem. Freeganizm to dla nich wybór polityczny. W ten sposób przeciwstawiają się konsumpcjonizmowi. - Czujemy się lepiej, że mniej się dokładamy do systemu marnotrawienia żywności i wykorzystywania pracowników - tłumaczy Piotrek.
- Ale nie oszukujemy się, że jesteśmy undergroundowi i żyjemy poza systemem - dodaje Magda. - Freeganizm to skutek uboczny. Bardzo byśmy się cieszyli, gdyby pewnego dnia na śmietniku nie było nic do wzięcia.

Nieszkodliwi dziwacy? Nonkonformistyczni outsiderzy? Pozbawieni wstydu menele? Naiwni idealiści? Ultraminimaliści? Skąpcy? Jedno jest pewne: sprzeciwiają się bezmyślnemu konsumpcjonizmowi oraz – za co mają u mnie ogromnego plusa – szanują jedzenie. Kiedy pomyślę, ile się go marnuje w tzw. cywilizowanych krajach, to aż mnie skręca ze złości. Wyrzucamy wciąż zdatne do spożycia warzywa, owoce, mięso, nabiał, chleb. Takie postępowanie odbiera nam prawo do narzekania na biedę.

54 komentarze:

  1. "Bardzo byśmy się cieszyli, gdyby pewnego dnia na śmietniku nie było nic do wzięcia".

    Też bym się z takiego faktu ucieszył. Ale wątpię bym doczekał za swego żywota takiej chwili. Pazernych idiotów dążących za wszelką cenę do bogactwa(czytaj: nadmiaru) nie zabraknie jeszcze długo na świecie.
    Bilans i tak zawsze wychodzi na zero. Gdy jeden ma za wiele drugi zawsze będzie miał niedosyt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zawsze tak będzie, gdyż różnimy się co do zasług, za które otrzymujemy wynagrodzenie.

      Usuń
    2. Zasługi?
      A nepotyzm, kolesiostwo czy synekury?
      Wiem, powinny decydować kwalifikacje. Ale za dużo wokół ciągle "namaszczonych" i świętych krów.
      Czy pensje i odprawy prezesów spółek skarbu państwa mają naprawdę związek z zasługami?
      pozdrawiam

      Usuń
    3. To akurat jest ohyda, którą należy zwalczyć, jeśli Polska ma uchodzić za cywilizowany kraj.

      Usuń
  2. zacznę trochę nie na temat, trochę na temat, tak po obrzeżach... otóż gorąco popieram ideę tzw. "wystawek", czyli wystawiania po zamknięciu sklepu towarów krótkoterminowych, których następnego dnia i tak by się nie wystawiło na sprzedaż... znakomity zresztą przykład "polityki redukcji szkód", gdyż spada wtedy ilość kradzieży w sklepach dokonywanych przez osoby biedne wszelkiego rodzaju... w cywilizowanych krajach jest to po prostu normalna praktyka... a w Polsce?... kłania się przypadek piekarza /wspominany też kiedyś u Ciebie na forum/, któremu dowalono podatek za rozdawanie niesprzedanego chleba i odechciewa się mówić/pisać cokolwiek...
    tyle wstępu "niekoniecznie na temat"... c.d.n...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. c.d...
      różne są motywacje ludzi grzebiących w śmietnikach lub obszukujących ich rejony i niekoniecznie jest to przymus natury ekonomicznej... nagle pojawia się nowa grupa, ludzie, którzy robią to dla idei, czyli "nie muszom, ale chcom"... idea niby fajna, bo niby każdy recycling jest okay... tylko mam jedną dość sporą wątpliwość... otóż oni zbierają i konsumują jedzenie... na to już nawet niewielu homelessów najniższego sortu się decyduje... po prostu chodzi o kwestie higieniczno-zdrowotne... jakby nie było, zamknięte fabrycznie opakowanie z jedzeniem, z nieprzekroczoną datą ważności nie jest chyba częstym znaleziskiem? /co prawda znam przypadek gościa, który znalazł komplet złotych łyżeczek na śmietniku, ale nadal nie oznacza to, że jest to znalezisko typowe/... pamiętajmy, że człowiek to nie kot i "sanepidu" w nosie nie ma... kotu wolno więcej i choć czasem /być może/ wykona eskapadę na pobliski śmietnik, to żadnego syfu do domu nie przywlecze...
      reasumując... choć uprzedzenia są mi obce, to nie czułbym się chyba dobrze, gdybym się dowiedział, że mój kolega z pracy, któremu co dziennie podaję rękę na przywitanie jest freeganem...

      Usuń
    2. A cóż by Ci się mogło stać, PKanalio? Jasne, że grzebiąc w śmietniku można złapać paskudne choróbsko, ale od tego są rękawiczki, żeby to robić w miarę bezpiecznie. Ale co do ewentualnie zepsutej żywności, to jej spożycie zemściłoby się wyłącznie na Twoim koledze.

      Przypadek tego piekarza woła o pomstę do nieba. :(

      Usuń
    3. @Kira...
      mam wątpliwości... nie przeszkadzałoby mi, gdyby ten kolega był trafiony HIV-em lub HCV-em, bo tu rzeczywiście przez sam dotyk zarazić się nie można, to w przypadku niektórych zakażeń pokarmowych jest pewne ryzyko i bynajmniej nie dramatyzuję... i tak miałby szczęście, gdyby trafił na mnie lub kogoś innego na moim poziomie, kto zachowywałby się taktownie, ale gdyby w zespole pracował jakiś burak /czasem się tak trafia/, który by go dojeżdżał, to byłby niezły ogólny dym...

      Usuń
  3. Cóż, ograniczę się do opinii, iż to takie dziwactwo - kto wie, czy nie na pokaz. Po pierwsze jest to nieuczciwa konkurencja dla rasowych kloszardów, którzy każdy grosz przeznaczają na wódę, a właśnie zagrychę znajdują na śmietnikach. Gdyby nie to, zupełnie nic by nie jedli - tylko pili. A ci cali Freeganie podobno mają pieniądze na zakup żywności, więc wyżeranie ze śmietników uważam za niegodziwe w stosunku do kloszardów. A druga sprawa dotyczy bezpośrednio higieny. Przecież do cholery jasnej, w takim śmietniku jest jeszcze gorszy syf, niż w melinie narkomana. Setki odmian chorobotwórczych bakterii i cholera wie czego tam jeszcze. No i do tego jeszcze ten smrodek - zwłaszcza latem. Jak by nie patrzeć, ci ludzie to chodzące transportery i inkubatory rozmaitych chorób i zarazków. Nie tylko sami mogą chorować, ale też zarażać zdobytymi w śmietnikach przedstawicielami fauny bakteryjnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to w pełni bezpieczna zabawa, ale można ograniczyć ryzyko, dokonując śmietnikowych "zakupów" w odpowiednim przyodziewku, "nabyty" towar dokładnie myjąc.

      Usuń
    2. @ Kira
      Nie mylmy ograniczania ryzyka (aczkolwiek nie eliminującego w 100% zagrożenia) w przypadku konieczności, z sytuacjami, gdy tego ryzyka łatwo można uniknąć.
      Środki ostrożności stosowane przez służby medyczne, kontaktujące się z ludźmi, którzy zapadli na jakąś wielce zaraźliwą "śmiertelną" chorobę, na ogół nie dają 100% pewności uniknięcia zarażenia. Ale cel wystawiania się na pewne ryzyko jest szlachetny.
      Prezerwatywa też nie daje 100% pewności uniknięcia złapania jakiejś choroby wenerycznej. Więc gówniarza odbywającego "szybki numerek" z jakąś przygodnie poznaną kurewką (w bełkocie wyluzowanych degeneratów - "normalną kobietą", bo innych przecież takie śmiecie nie znają), której może już więcej w życiu nie spotkać, nazwę debilem, wystawiającym na ryzyko nie tylko zdrowie, ale i życie. Oraz łajdakiem, bowiem jeśli złapie, to zanim wykituje, może pozarażać wiele osób.
      Zatem ludziom tak ubogim, że MUSZĄ "grzebać w śmietnikach", oczywiście bardzo współczuję. Ale jeśli kogoś stać na normalne zakupy, ale robi to bo cierpi na jakiegoś ekopierdolca, mam go za debila, igrającego z własnym zdrowiem. Swego czasu dyskutowaliśmy, z jakiego powodu rodzicom można odebrać dziecko. Gdyby ci wariaci mieli dziecko, to w trosce o jego codziennie narażane na szwank zdrowie, powinno się je im odebrać NATYCHMIAST.

      Usuń
    3. Nie sądzę, by należało obwiniać puszczalskich gówniarzy za nieostrożność dziewczyn, które zdecydowałyby się na bzykanie z nimi. Szanująca się niewiasta powinna być nieco wybredna. ;)

      Dzieci powinno się odbierać każdemu, kto nie jest w stanie zapewnić im minimum bezpieczeństwa oraz środków do przetrwania.

      Usuń
    4. @ Kira
      Oczywiście zarówno szanujące się kobiety, jak i tacyż mężczyźni, nie powinni zadawać się z byle łachudrą.
      Formalnie puszczalscy gówniarze nie mogą być obwiniani za bezmyślność puszczalskich dziewuch nie dbających nawet o siebie. I vice versa. Ale gdyby stał się cud i jedna z tych populacji zniknęła, druga też nie mogłaby istnieć.
      Odnośnie dzieci, 100% racji.

      Usuń
  4. Ideologicznie mniej więcej wiadomo skąd to pochodzi - typowy ruch wyrosły na bazie "buntu intelektualistów", całego ruchu z lat 1968-1969, całej tej "kontrkultury" i "kultury alternatywnej", całych tych ruchów Nowej Lewicy i postmodernizmu. Oni właśnie się sprzeciwiali społeczeństwu konsumpcyjnemu, mieszczańskiemu. Podobnie jak moderniści pierwotni sprzeciwiali się społeczeństwu mieszczańskiemu wieku XIX z całą mieszczańską ideologią pozytywizmu, materializmu, scjentyzmu, z całym kultem nauk ścisłych.
    To była i jest elita. I trzeba poprzeć ich cel - sprzeciw wobec materializmu, wobec społeczeństwa bez ducha, duszy, wyższych wartości. Trzeba zrozumieć, że elita nie może się z tym pogodzić, zwłaszcza odkąd lud wziął władzę i zaczyna narzucać swoje myślenie. Elita się broni przed zalewem kultury masowej, filozofii mieszczańskiej. To jest naturalne.
    Szkoda tylko, że moderniści i ich następcy z Nowej Lewicy i ruchów z jej podłoża ideologicznego wynikających zaczęli szukać inspiracji w motłochu, zmotłoszyli się, zafascynowali się ludźmi z marginesu - Cyganami, homosiami, prostytutkami etc. Szkoda - bo zatracili swe znaczenie jako elita, stali się motłochem prawie że i konserwatystę każdego musi to oburzać. Ale co gorsze - przejęli idee d***kratyczne, republikańskie - i chcą na siłę przerabiać lud na swoją modłę, czyniąc go "tolerancyjnym" etc. I co więcej - zrzucili maski i Formy, Konwenanse. Prawdą jest bowiem, że elita zawsze odstawała od ludu, od większości - że byli wśród niej, np, homosie i inne dziwaki, jak to wśród elity. Ale elita to ukrywała przed ludem i przed samym sobą, skrywała się za Konwenansami, była strażniczką Form, choć możliwe, że ich nienawidziła. Niestety, postanowiła zerwać się z łańcucha i zafascynowała się ludźmi negującymi wszelkie Zasady i Konwenanse - motłochem, marginesem, upatrując wolność w odrzuceniu Zasad, Norm i Konwenansów. Postanowiła zerwać się z Łańcucha i zepsuła całe społeczeństwo - bo ryba psuje się od głowy. Pisałem o tym wielokrotnie na swoim blogu.

    Niestety więc, tych całych "freegan" czy jak to się tam odmienia, odbieram w takim kontekście ideologicznym. Może to pewne zboczenie, że we wszystkim muszę zauważyć ideologię i nawet w amerykańskim filmie rodzinnym, gdzie tylko pojawi się dobry Indianin, widzę wpływy Rousseau. Taki już jestem...

    Zapraszam:
    http://milkblog.cba.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, chyba faktycznie przeginasz z tym doszukiwaniem się drugiego dna w każdym artystycznym tworze, drogi MILKu. ;)

      Odrzucenie Norm i Konwenansów postrzegam nie jako wadę, ale jako dążenie do prawdziwych, obiektywnie słusznych wartości, których nie wolno krępować czysto ludzkimi wymysłami.

      Usuń
    2. Zależy oczywiście o jakich Normach i Konwenansach mówimy, bo są dobre i złe Normy. Ale właśnie nowożytny, oświeceniowy, a potem roussowski bunt polegał na odrzuceniu wszelkich Norm, Konwenansów, a nie na kłóceniu się o ich kształt. Polegał na prymacie uczuć, odczuć, emocji etc. nad Tradycją, Konwenansem, Normą. Bo Konwenanse, Obyczaje zmieniają się i mogą się zmieniać - ale chodzi o to, żeby jakieś były. Chodzi o to, żeby przedkładać je nad uczucia, żeby uczucia hamować, trzymać w Okowach, w Łańcuchu Norm, Zasad, Obyczajów, Konwenansów. Tak robiła kiedyś elita - oczywiście oprócz sytuacji nieformalnych, czysto prywatnych, bo gdzieś się trzeba wyżyć, odreagować. Ale życie prywatne nikogo nie obchodzi. Ważna jest idea, ważne jest to, że od Rousseau, który zachwycał się "dobrym dzikusem" (którego sobie wymyślił) właśnie dlatego, że był on rzekomo "wolny", bo nieskrępowany Konwenansami, Zwyczajami, Normami - od tego Rousseau co najmniej zaczyna się bunt elity - bunt przeciw temu, że musieli hamować swoje uczucia, emocje, skrywać je i pętać Łańcuchem Konwenansów. Ten bunt jest tragiczny w skutkach. Bo Cywilizacja polega właśnie na Normach, Konwenansach. Jak już gdzieś pisałem - jest taka scena w filmie "Atlas chmur", w której jakiś Biały w XIX wieku "zwiedza" jakąś plantację, u której właściciela jest chyba w gościnie. Dookoła jest upał, duszno, a mimo to ten Biały jest w garniturze, elegancko ubrany wg mody XIX-wiecznej! I mdleje - fakt, że nie tylko przez to zapewne (częściowo też dlatego, że widzi karanie batami jakiegoś robotnika, a jest wrażliwy). Gdy to oglądałem usłyszałem od kogoś, kto ze mną oglądał komentarz: "a po co oni się tak ubierali, jak tam było tak ciepło?" (albo coś w tym rodzaju). I zrozumiałem - to jest właśnie Cywilizacja. Krępowanie się. Również krępowanie swojego ciała - ubraniami może niewygodnymi, ale eleganckimi, zgodnymi z Konwenansem. Na przykład takie zapinanie koszuli na ostatni guzik (pod szyją) - to jest symbol, bo dla wielu jest to niewygodne (mi to akurat raczej nie przeszkadza...), ale robią to - ze względu na Konwenans. Podobnie gorset kobiecy - to jest symbol Cywilizacji.

      Zapraszam:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    3. Normy dla samych Norm? Kompletny bezsens. Jeśli Norma utrudnia życie i/lub występuje przeciwko moralnym wartościom, to nie jest nic warta.

      Usuń
    4. Przecież powiedziałem - nie każde Normy. Są Normy dobre i złe, wyraźnie to napisałem na początku. Z Wartości też wynikają Normy.
      Ale chodzi o to, że Obyczaje, Zwyczaje, Normy właśnie są ważniejsze od emocji, uczuć, odczuć. Że dla Norm czasem należy zdusić, zakuć w Łańcuchy inne części siebie. I znowu - nie dla każdych Norm, to oczywiste. Chodzi o ogólną Zasadę - Normy ważniejsze od uczuć, emocji etc. Jakie Normy - to już inny, szerszy temat.

      Zapraszam:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    5. @ Kira
      Nie mylmy tradycji czyli zbioru WARTOŚCI z konwenansem, czyli jedynie zbiorem FORM. Które znacznie łatwiej modyfikować.
      Nie można Francuzom zarzucić lekceważenia takich rzeczy jak ubiór. Ale właśnie oni w koloniach powszechnie używali czegoś takiego jak "smoking tropikalny", w skład którego wchodziła biała marynarka. Bo elegancja nie jest synonimem debilizmu, zaś rycerskość to nie zakuty łeb. A gorset to symbol nie cywilizacji, a jedynie idiotycznej mody.

      Usuń
    6. @ MP

      Ale dla kogo są ważniejsze? Przecież nie dla tej jednostki, która swoje "ja" stawia ponad cywilizację, tylko dla tej, która decyduje się swoje "ja" cywilizacji podporządkować. Jeśli liczebność tych pierwszych przeważa nad liczebnością drugich, to dana cywilizacja ulega modyfikacji (a czasami wręcz - upada).


      @ Stary Niedźwiedź

      To, czy dana tradycja jest dobra i godna zachowania, każdy z nas musi osądzić sam. Czyli znowu dochodzimy do woli JEDNOSTKI.

      Usuń
    7. @ Kira
      Ja bym przy ocenie jakiejś tradycji zwracał uwagę i na to, czy jej odrzucenie nie zaszkodzi innym lub samemu odrzucającemu.
      Prosty przykład. Jeśli jakaś śliczna dziewczyna opalałaby się na normalnej publicznej plaży na golasa, uznałbym to za formę działalności dobroczynnej. Protestować mogłyby co najwyżej zazdrosne o jej urodę kobiety lub pedały. Ale gdyby to samo próbował zrobić jakiś genderowy kaszalot, byłaby to napaść na poczucie estetyki. A ponieważ prawo musi być takie samo dla różnych podmiotów, przyjęto zakaz opalania się nago. Jak ktoś chce, niech się uda na plażę dla nudystów, lub poszuka odludzia. Ale na siłę robiąc to na plaży publicznej, musi się liczyć z mandatem.

      Usuń
    8. @Kira

      Może nie tyle osądzić samemu, co pewne zachowania ma się we krwi. One są po prostu naturalne. Teoretycznie i bardzo egoistycznie: jaki jest sens, by student piekł się w letniej sesji w garniturze na egzaminie? Przecież chodzi jedynie o sprawdzenie wiedzy i umiejętności. Pewnie nawet lepiej się myśli w koszulce i krótkich spodenkach. Ale ten zwyczaj pozostał z czasów, gdy zachowanie jeszcze jako tako liczyło się w międzyludzkich relacjach. Niestety, ale dziś "elity" tworzy chamstwo na dorobku, szpanujące zegarkiem na kilkadziesiąt tysięcy. Nie myślące, że taki zegarek wypada nosić człowiekowi, który doszedł do czegoś własną pracą i kupił go z własnych pieniędzy, a nie dorobkiewiczowi na łasce podatników. Chamska natura każe jeszcze ukrywać ów fakt. To samo z hasłem, że wszyscy tak naprawdę lubią disco - polo. Lubią ci, którzy muszą udawać elitę, zdychać z nudów na koncercie, podczas gdy chętnie by poskakali sobie w rytm nieskomplikowanej melodii. Szpanują wyszukanymi potrawami, arogancją wobec podwładnych, wulgarnością, nie umiejąc nawet odegrać "wielkiego pana". To nie ma nic wspólnego ze snobowaniem się. Chama udającego pana poznasz szybko po tym, że się biedaczysko będzie męczyć. A najłatwiej w chwilach relaksu i poczucia bezpieczeństwa. Prostactwo wyjdzie samo w swej esencjonalnej doskonałości :))

      Usuń
    9. @ Celsus

      Czy nie uważasz, że to właśnie snoby męczą się na koncertach, w teatrach, na operze, chociaż mogłyby zabawić się podług swego gustu?

      Usuń
    10. @Kira

      Pisałem jak zwykle bez przygotowania i wpakowałem głupotę w treść. Chodziło mi o to, że drogi zegarek, pióro, cygaro, dobry papieros czy wykwintne trunki nie mają nic wspólnego ze snobowaniem się. Prostactwo będzie jarać cygaro na stoku, obnosić się z zegarkiem (w dodatku nie wpisanym do oświadczenia majątkowego), pióro rozkwaszą, a koniak zmieszają z colą, by im buzi nie powykręcało. Tak samo jak puścisz chama na koncert: jak nie zaśnie z nudów, to będzie bił brawo nie wtedy, kiedy jest czas na okazanie emocji. Tak, oczywiście racja, zabrakło jednego zdania przed :) Człowiek na poziomie nie musi udawać kogoś innego.

      Usuń
    11. @Kira
      Oczywiście - każdy ma wolną wolę i może każde Zasady odrzucić bądź się im podporządkować - ja tylko prezentuję swoje poglądy. Co do wpisu Starego Niedźwiedzia - oczywiście ma rację (w tym przypadku) - należy odróżnić Zasady moralne, wynikające z Wartości od Konwenansów, Obyczajów, Norm grzecznościowych. Obie te rzeczy są ważne, z tym że oczywiście pierwsze ważniejsze. I obie bywają niewygodne - i wymagają duszenia się w nich czasami, powstrzymywania dla nich swoich uczuć, emocji, odczuć etc.

      Zapraszam:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    12. @MP
      Dziękuje za zobrazowanie istoty współczesnego konserwatyzmu. Rozbieżność między deklarowanymi zasadami i codzienną praktyką musi wynosić na piedestał hipokryzję i zakłamanie.
      Anty

      Usuń
    13. ??? Ja nie pisałem o rozbieżności między postępowaniem na co dzień i "oficjalnie", bo to faktycznie byłoby wychwalanie hipokryzji i "dulszczyzny". Ja tego nie pochwalam, konserwatyści również nie, choć oczywiście zależy jak rozumiesz termin "konserwatyzm" i jakich konserwatystów masz na myśli. Ja pisałem o rozbieżności między postępowaniem (niezależnie czy prywatnie czy publicznie) a uczuciami, emocjami, odczuciami. Po prostu: nie zawsze powinniśmy postępować wg tego, co czujemy, gdyż, wg mnie i wg każdego konserwatysty, Zasady są ważniejsze niż uczucia, emocje. Człowiek składa się z ciała, psychiki, rozumu i duszy. Bywa często tak, że każda z tych części radzi człowiekowi co innego, daje mu inne rady jak postąpić w danej sytuacji. Ważne jest ustalenie hierarchii tych części, tego, która jest najważniejsza. Wg mnie po prostu Zasady duszy (sumienia, moralne) są ważniejsze niż uczucia, emocje, odczucia. Trzeba więc czasem hamować, powstrzymywać chęci, "żądze" swojego ciała czy psychiki, aby postąpić wg Zasad. Myślę, że zgodzić się z tym może większość ludzi, na tym przecież polega dyscyplina wewnętrzna i tzw. "praca nad sobą".

      Zapraszam:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    14. @MK
      Jak dla mnie to zdanie:
      " Ale elita to ukrywała przed ludem i przed samym sobą, skrywała się za Konwenansami, była strażniczką Form, choć możliwe, że ich nienawidziła."
      mówi więcej niż tysiąc słów. Idealnie odzwierciedla stan ducha znacznej części konserwatystów, na których miałem okazję się natknąć, dlatego nie przesadzałbym z używaniem kwantyfikatora "każdego".
      Jeśli forma bierze górę nad zasadami, których rzekome przestrzeganie ogranicza się wyłącznie do budowania społecznie akceptowanego wizerunku, co można powiedzieć o intencjach?
      Anty

      Usuń
    15. @ MP

      "Wg mnie po prostu Zasady duszy (sumienia, moralne) są ważniejsze niż uczucia, emocje, odczucia. Trzeba więc czasem hamować, powstrzymywać chęci, "żądze" swojego ciała czy psychiki, aby postąpić wg Zasad."

      Nie uważam się za konserwatystkę, niemniej zgadzam się z takim podejściem. :)

      Usuń
    16. @Anty
      Nie jestem MK, tylko MP.
      Co do meritum - wyrwałeś zdanie z kontekstu. "To" ukrywała i nie doczytałeś co. Ja NIGDZIE nie pisałem, żeby rezygnować z Zasad moralnych dla Konwenansów i wizerunku społecznego! Wręcz przeciwnie - wyraźnie napisałem, że oczywiście Zasady moralne są ważniejsze niż Obyczaje, Konwenanse itp. Ja pisałem o ukrywaniu i hamowaniu uczuć, emocji, o wiązaniu ich więzami Zasad. Oczywiście - może być również zasada, że nie ma żadnych zasad i słuchamy się uczuć - ale ja się z taką zasadą nie zgadzam, podobnie inni konserwatyści, przynajmniej w moim rozumieniu tego słowa (pytanie jak Ty je rozumiesz, jeżeli za konserwatystów uważasz np. wyborców PiS-u, to znaczy, że masz zupełnie inne pojmowanie konserwatyzmu).
      Więc powtarzam: nigdzie nie chodziło mi o rezygnowanie z Zasad moralnych, żeby "ładnie wypaść". Absolutnie. Jeżeli tak to zrozumiałeś, to wiedz, że nie to miałem na myśli. Miałem na myśli powstrzymywanie tylko i wyłącznie uczuć, emocji, odczuć, żądz. Od najprostszych rzeczy, jak choćby chęć oddania moczu czy odczucie ciepła, doradzające zdjęcie garnituru, po uczucia bardziej skomplikowane. Chyba zgodzisz się z tym, przynajmniej jeśli chodzi o te odczucia najprostsze, potrzeby fizjologiczne, które nie muszą być zaspokajane od razu.

      @Kira
      Cieszę się, że się zgadzasz. W pewnym stopniu zgadza się z tym myślę prawie każdy człowiek. Pytanie jest o stopień, bo myślę, że gdybym wyciągnął z tego konsekwencje (co robiłem w paru wpisach na moim blogu) nie ze wszystkimi byś się zgodziła...

      Zapraszam wszystkich:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    17. @MK
      Rzeczywiście może źle zrozumiałem. Chodziło mi o sytuację, w której opisana triada, złożona z masek, form i konwenansów przesłania faktyczny brak zasad.
      Konserwatyzm można rozumieć na różne sposoby. Zaryzykuję stwierdzenie, że współcześnie większość osób, które nazywają same siebie "konserwatystami", w istocie hołduje wartościom wyrosłym wprost z kultury mieszczańskiej - takim jak wspomniany materializm, konsumpcjonizm i wygodny oportunizm, przykryte płaszczykiem fasadowej religijności, która ma rekompensować niedostatek autentycznych przeżyć duchowych.
      Anty

      Usuń
    18. @Anty
      Faktycznie, jeśli ktoś zachowuje się tak, a nie inaczej tylko dla płytkich korzyści materialnych czy dlatego, że tak "wypada", zaś jeżeli tylko wejdzie "między wrony" będzie krakał jak i one, jak to mówi przysłowie - to to jest fasada. Mi chodziło o to, że przestrzeganie Zasad po prostu nie zawsze musi być wygodne dla naszej psychiki czy dla naszego ciała.

      Z tym konserwatyzmem to oczywiście prawda - współcześnie jest totalne pomieszanie pojęć niestety. Nie wiem czy ryzykowałbym twierdzenie takie jak Ty, ja bym powiedział inaczej - większość osób nazywających się "konserwatystami" tak naprawdę ma zupełnie niekonserwatywne poglądy polityczne...
      Czy religijność polega na jakichś "przeżyciach duchowych"? Wg mnie nie, a przynajmniej nie przede wszystkim. Autentyczne przeżycia duchowe są dostępne nielicznym, wybranym przez Boga. Religijność, a właściwie, w katolicyzmie (czy w ogóle w chrześcijaństwie) miłość - polega na przestrzeganiu Prawa Bożego i Kościelnego (tego ostatniego faktycznie tylko w katolicyzmie). Przestrzeganie oczywiście ze względu na spodziewaną nagrodę po śmierci, nie zaś nagrodę doczesną, a więc przestrzeganie w każdej sytuacji, niezależnie od tego, co powiedzą inni, ale również niezależnie od swoich uczuć, emocji, odczuć etc. To może Ci się zdawać pewną maską czy fasadą. Z drugiej strony - to nie jest hipokryzja. Prawdziwą bowiem hipokryzją i fasadą jest przestrzeganie Prawa Bożego ze względu na ludzi, a grzeszenie gdy nikt nie widzi. To jest faktycznie fasadowa religijność,
      Właściwie nie wiem po co się tak o tym rozpisałem, bo to trochę nie na temat, ale chciałem, żeby nie było żadnych wątpliwości co do moich poglądów.

      Zapraszam:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    19. Wychodzi na to, że katolik przestrzega zasad głównie (jeśli nie wyłącznie) w związku z oczekiwaną nagrodą po śmierci. Niestety, ta opinia wskazuje na zatrzymanie rozwoju moralnego katolików na stadium 1 Kolberga. Nie sądzę, żeby jakąkolwiek dorosłą osobę, której motywację do działania stanowiłaby jedynie chęć uzyskania nagrody (lub uniknięcia kary), można było określić mianem "moralnej".
      Anty

      Usuń
    20. @ Anty

      Ja bym jednak stawiała na stopień czwarty. :)

      Usuń
  5. @ Kira
    Zawsze mnie bawiły te teoryjki, że jak ktoś ma czegoś za dużo, to dla innego nie starczy. To było prawdą w socjalizmie, gdzie ilości dóbr konsumpcyjnych były notorycznie zbyt małe. Więc gdyby Kowalski kupił 10 par butów, to dla kogo innego by zabrakło. Bo sam pomysł, że skoro buty dobrze się sprzedają, to należy ich więcej wyprodukować, przekraczał możliwości obydwu szarych komórek półpiśmiennych chamów rządzących PRL.
    Marudzić na "konsumpcyjny styl życia" (ulubiona zabawa "kawiorowej lewicy" i popieprzeńców udających artystów) można wtedy, gdy ktoś na przykład kupuje na kredyt nowy samochód, mimo że stary jest w dobrym stanie, "bo tak wypada". Albo wzorem żony jakiegoś dyktatora sprawia sobie kilkaset par butów. Ale jeśli efektywnie korzysta nawet z wielu drogich rzeczy, to niech się moralizatorzy od niego odczepią.
    Wynajdowanie żywności po śmietnikach przez opisanych przez Ciebie debili, istotnie grozi tym, że pewnego dnia dostaną takiej biegunki, że ich "wywinie na drugą stronę". Gdyby tak się stało, ani przez sekundę bym ich nie żałował. Nawet gdyby jedno czy obydwoje wykitowali.
    A z tym "odrzucaniem konwenansów" też bym uważał. Gdyby podczas spaceru, lub co gorsza, w windzie, jakiś wyluzowane chamisko przy Tobie zepsuło powietrze, chyba byś nie była zachwycona tą zaiste "wolnościową" pogardą dla paskudnych konwenansów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Nie trzeba być potomkiem dawnej Elity, żeby umieć się zachować w miejscu publicznym. Nie mówiąc już o podporządkowaniu swojego życia Regułom i Konwenansom.

      Oczywiście w jakimś stopniu każdy z nas musi się dostosować do panujących w danym regionie oraz czasie zwyczajów. Kwestią sporną jest właśnie ów stopień...

      Usuń
    2. @ Kira
      Masz rację, że aby zachowywać się przy innych w sposób cywilizowany, nie jest konieczny wpis w Almanachu Gotajskim. Dzieci z tradycyjnych rodzin chłopskich na ogół wśród ludzi zachowywały się w sposób nieporównywalnie lepszy od dzisiejszych gówniarzy spod znaku "róbta co chceta, srajta gdzie chceta". Że już nie wspomnę o kierujących się "savoir merde" degeneratach. Utrzymujących, że niekiedy można przy ludziach psuć powietrze, nawet jeśli nie jest to smutna konieczność, której nie sposób uniknąć. - i stąd mój przykład.

      Usuń
    3. @ Kira (wpis z 13.05.2015, 13:42)
      Z oczywistych powodów odpowiadam w tym wątku.
      Twój postulat od dawna jest realizowany w Szwajcarii. Mój kolega, będący tam ongiś na stypendium, odkrył niewielki sklep. A w nim za pół "normalnej" ceny albo taniej, sprzedawano żywność, której termin ważności upływał za dwa tygodnie lub szybciej. Jako stypendysta z biednej PRL, oczywiście już tylko tam kupował czekoladę, kawę, herbatę, sardynki etc.

      Usuń
  6. Konsumpcyjny styl życia generuje coraz większe ilości odpadów, często trudno degradowalnych. Zanieczyszczanie i niszczenie planety (wskutek rosnącej eksploatacji zasobów naturalnych) ze względu na swoje irracjonalne zachcianki powstałe w dużej mierze pod wpływem kampanii marketingowych (np. wymiana telefonu komórkowego na nowy każdego roku) jest wyrazem nieodpowiedzialności. Oczywiście swoją cegiełkę dokładają do tego producenci z rozmysłem projektujący niekompatybilne elementy w kolejnych generacjach sprzętu bądź też urządzenia (lub inne rzeczy) o celowo skróconym okresie przydatności do użytku. Koszty środowiskowe i ludzkie zwiększonej eksploatacji oraz niekontrolowanego procesu produkcyjnego są eksternalizowane - tj. przenoszone do państw, w których można w ogóle nie przestrzegać norm ochrony środowiska bądź też uiścić relatywnie niewielką karę za wywołanie skażenia środowiska, czy zatrucia ludzi na masową skalę.
    Dlatego odnoszę się przychylnie do wszelkich oddolnych inicjatyw ograniczających nadmierną i niepotrzebną konsumpcję.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również, Anty. Chociaż nie sposób odmówić racji tym, którzy postrzegają grzebanie na śmietniku jako bezsensowne narażanie się na chorobę. Najlepiej by było, gdyby bliskie przeterminowania lub już przeterminowane jedzenie sklep wyprzedawał za grosze pod koniec dnia.

      Usuń
    2. @Kira & Anty...
      doprecyzujmy... nie wiem kto, ale ja nie nazwałem tego "bezsensownym narażaniem się", bo to nie mój styl formułowania ocen, zresztą mało mnie interesuje, czy ktoś obcy sam się naraża na chorobę... po prostu uważam to za "zachowanie ryzykowne dla otoczenia" /z akcentem na "dla otoczenia"/ przekraczające nieco dopuszczalne /moim zdaniem/ granice... jestem w stanie przyjąć, że freeganin dopełnia wszelkich starań higienicznych i ma wyrobioną pewną intuicję, czego do dzioba nie brać... niestety nie dysponuje on takim aparatem badawczym, jak wspomniany w innym miejscu kot... zaś różnorodność świata drobnoustrojów mogących prosperować w owym śmietniku jest zbyt duża na odpowiednią redukcję owego ryzyka...
      być może większość z nich nie przenosi się przez dotyk, pytanie jednak brzmi, skąd się biorą wzmocnione rygory sanitarne na tych oddziałach zakaźnych, które mają do do czynienia z drobnoustrojami /nazwijmy to umownie/ "pokarmowymi"?...
      ...
      cały czas /jak dobrze zrozumiałem tekst posta/ mowa jest o jedzeniu... pozyskiwanie innych przedmiotów takiego ryzyka /dla otoczenia/ już nie generuje... co więcej, nieraz bywa jak najbardziej bezpieczne przy spełnieniu odpowiednich wymogów... np. ludzie potrafią wyrzucać na śmietnik meble, wręcz "nówki sztuki nie śmigane"... ryzyko jest w przypadku mebli tapicerowanych, ale zwykłą szafkę przelatujemy profilaktycznie killerem na robale, myjemy porządnie i /metaforycznie mówiąc/ "można ją nawet lizać"...

      Usuń
  7. jak dla mnie jednak ideałem jest dbanie o to by samemu nie wyrzucać jedzenia - a to, co wyrzucamy wrzucać do specjalnych papierowych toreb a potem do kontrenera "kompost"... w Szwecji niby jest ten system (piszę "niby" bo wiele osób nie wyrzuca jedzenia oddzielnie, my na przykład... może się skusimy, teraz mamy więcej możliwości postawienia kolejnych kubłów na śmieci...)
    oczywiście nie wszystko nadaje sie na kompost, nie wiem jak śmieciarze to potem oddzielają...
    szukanie jedzenia na śmietnikach to mega hardkor i nigdy bym tego nie zrobiła z własnej woli... ale już wystawki neipotrzebnych przedmiotów czy ksiażek - jak najbardziej powinny być... tu w Szwecji robi się tak zwane "loppisy" czyli pchle targi
    nie wiem kto na nich kupuje zazwyczaj, za mało mam doświadczenia w tej dziedzinie

    ale zasadniczo ideę ograniczania konsumpcjonizmu popieram obiema rękami i nogami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że w Polsce nie ma takich zwyczajów. Dobrze by było raz na jakiś czas urządzić tzw. wyprzedaż garażową, żeby się pozbyć niepotrzebnych, acz wciąż zdatnych do użytku rzeczy.

      Usuń
    2. @Kira...
      garażową wyprzedaż możesz sama urządzić /jeśli mieszkasz w domu z ogródkiem/... po kiego stolca oglądać się na buractwo dookoła?... kwestia zrobienia nieco kserówek z informacją i rozwieszenia po okolicy... się "społeczeństwo obywatelskie" to nazywa... zaczyna się na poziomie jednostki, potem stado podłapuje /tu masz korzyść z istnienia stada/... tak?... to przecież takie proste...

      Usuń
    3. Trochę by mi było głupio.

      Usuń
    4. zaraz się okaże, że chwilę po wywieszeniu ulotek zapuka urząd skarbowy z kontrolą czy ma działalność gospodarczą pozwalająca na SPRZEDAŻ...

      Usuń
    5. @Ola...
      fakt, może tak być /nawet o tym wcześniej nie pomyślałem/... ale... "nie spróbujesz, nie wiesz" :)... ryzyko oceniam na niewielkie...

      @Kira...
      śmiałość i związany z nią luz polega /między innymi/ na bezwysiłkowej minimalizacji owego "jest mi głupio"...
      a tak naprawdę, to niegłupio jest postawić sobie pytanie "co /lub ile/ mogę stracić?"... bardzo często owa domniemana strata okazuje się urojoną fikcją...
      i piszę w tej chwili nie tylko o garażowej wyprzedaży...

      Usuń
    6. @ Kira
      Ola (pozdrawiam!) ma świętą rację. Udzielona Tobie "dobra rada" roztrąbienia naokoło o wyprzedaży to w warunkach polskich po prostu debilizm.

      Usuń
    7. @ Stary Niedźwiedź

      Bez przesady, jeszcze nie ma tak źle, żeby na własnym terenie nie można było dokonać sporadycznej sprzedaży. W takiej szarej strefie wciąż chyba działa wielu rolników, którzy sprzedają miastowym mięso i płody ziemi. Rozliczać się z Urzędem Skarbowym trzeba zawsze w NASTĘPNYM roku, więc nikt nie miałby prawa się przypieprzyć.

      Nie zamierzam jednak urządzać w mojej okolicy żadnych wyprzedaży, gdyż byłoby mi głupio przed sąsiadami. A i warunków zbyt dobrych ku temu nie mamy.

      Usuń
  8. Dzięki Twojemu artykułowi uświadomiłem sobie istnienie tego potężnego ruchu. Od wprowadzenia ustawy śmieciowej mam poważny problem z upakowaniem śmieci do przydzielonych worków i pojemnika. Dawniej miałem mały kontener, wyrzucałem, co chciałem, firma zabierała. Teraz odpady mi się nie mieszczą.
    Czasem w rozpaczy wystawiam coś wieczorem za bramę - np. stary rower albo komodę. A rano z radosnym zaskoczeniem spostrzegałem, że już nic nie było. Teraz wiem, że to freeganie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podzielam wdzięczność Dibeliusa, też nie miałam świadomości istnienia tego ruchu! :)

      Usuń
    2. to freeaganie jedzą też rowery i komody?...
      o tym Kira nie wspominała...

      Usuń
  9. Jan Kowalski13.05.2015, 22:01

    .Śmietniki są niezbędne i bardzo ważne.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Kira
    Oglądałam i również naszły mnie podobne pytania. Pomyślałam też o tych, którzy muszą grzebać w śmietnikach i to nie jest kwestia ich wyboru. Zastanawiam się, czy to nie jest takie działanie trochę "na pokaz"? Nie wiem. Wiem, że ja nie potrafiłabym tego robić. Usuwam wszystko, co tylko ma plamkę (owoce, warzywa) lub jest na granicy daty przydatności do spożycia. Staram się zakupy robić z głową.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...