21.05.2015

Mądrość baśni: Zmiana priorytetów



 Janusz Krzyżowski – „Kalila i Dimna”
PTASIA NAUKA

Pewien asceta zwykł medytować pod drzewem niedaleko wioski. Był tak zaabsorbowany koncentracją umysłu i emanował taką aurą miłości i spokoju, że codziennie przylatywały ptaki i siadały na jego głowie i ramionach. Ascecie to nie przeszkadzało i zachowywał się tak, jakby nic nie czuł.
Pewnego dnia przechodził tamtędy ptasznik z pułapkami na podniebnych wędrowców. Widząc mnicha pokrytego ptakami, pomyślał, że to będzie dobra i niewymagająca wysiłku technika łapania ptaków. Umieścił trochę ryżu i jedzenia na swojej głowie, ramionach i przyjął postawę medytacyjną. Wkrótce ptaki się zleciały i zbierały pożywienie.
Ptasznik był gotów zarzucić na nie torbę, kiedy przyszła mu do głowy myśl: „Jak wielką siłę ma medytacja, że ptaki siadają na mnie bez strachu. Jak mógłbym je zabić teraz? Muszę zapytać tego mędrca, jak naprawdę medytować.”
Podszedł do pustelnika i poprosił, aby wyjaśnił mu cel i techniki medytacji. Od tego dnia ptasznik zaprzestał łowów i praktykował codziennie pod przewodnictwem ascety. Stopniowo stał się biegły w medytacji. Został całkowicie przeobrażony przez niewinność i zaufanie kilku ptaków.
Ptasznik pamiętał być może słowa nauki mędrców:
Kogo cnota lekkim czyni, po świecie
górą płynie, jak statek po wodzie.
Ale kogo grzech obciąża, ten tonie,
jak pogrąża się zgubiony sztylet.

24 komentarze:

  1. czyli medytacja wyleczyła ptasznika z neurotycznej potrzeby rabowania innym wolności...
    należy się zapewne domyślać, że przebranżowił się na jakieś ciekawsze zajęcie, bo asceza ascezą, ale z pustym brzuchem marnie się medytuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak swoją drogą Kiro, to tekst jest ciekawym zaczynem do dyskusji nad trzymaniem zwierzaków w domu... kiedy i na jakich warunkach to akceptujemy, a kiedy nie?... kiedyś za młodu dostałem papużki faliste... jakoś tak wyszło i tyle... pamiętam, że bardzo chciałem je wypuścić, ale to by oznaczało dla nich wyrok śmierci... rozumiem jeszcze, gdy ktoś znajdzie rannego ptaka i trzyma go w domu na czas kuracji... ale tak po prostu trzymać w klatce np. zdrową sikorkę, których tyle lata na dworze?... tak więc domokrążnym ptasznikom dziękuję...

      Usuń
    2. Dlatego właśnie nie mamy ani ptaków, ani gryzoni. Nie chciałabym trzymać żadnego zwierzaka w klatce ani terrarium.

      Usuń
    3. Kanarek z hodowli nie przeżyje poza klatką. On tam będzie szczęśliwy :)

      Usuń
    4. "ptasznikiem" nazywano także sokolnika... tak mi się przypomniało, bo wczoraj widziałem na ulicy dziewczynę z sokołem... przy pierwszym rzucie oka wyglądał na wypchanego, ale przy bliższym lóku okazało się, że panienka ma go na rękawicy, zaś on ma kaptur na głowie... siedział grzecznie, karnie, ani drgnął, jak Horus przykazał...
      ...
      natomiast wydało się, kim był z zawodu niejaki Kuba z "Chłopów", ten co sobie nogę odrąbał siekierą /znakomita rola mistrza Fijewskiego - też aktor charakterystyczny/... do tej pory myślałem, że był pracownikiem gospodarczym, zaś jego drugim etatem było myśliwy w szarej strefie, niezrzeszony /inaczej kłusownik/... ale wychodzi na to, że był ptasznikiem i co ciekawe, to określenie wcale błędne nie jest...
      ...
      tak teraz się zastanawiam, czy ta ptaszniczka - sokolniczka praktykowała medytację?... bo jej podopieczny z pewnością, akurat był w trakcie, gdy ich spotkałem...

      Usuń
  2. Nie jestem wegetariańskim fundamentalistą i chociaż mięsa jem jak najmniej, to poczęstowany nie wymyślam i nie sprawiam gospodarzowi kłopotu. W naszej rodzince mięso kupujemy sporadycznie, ale bez dodawania do tego ideologii czy przyszywania samemu sobie łatki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Celsus
      Mój kolega, od lat pracujący w Norwegii, na co dzień jada wspaniałe ryby, wołowinę czy wieprzowinę góra raz w tygodniu, głównie po to, żeby nie zapomnieć, jak smakują.
      Sam chętnie też przestawiłbym się na ryby, gdyby w handlu były dostępne naprawdę świeże i nie po zbójnickich cenach. Ale gdy spojrzę na skrzela ryb leżących na lodzie w supermarketach, widzę że są one jeszcze nietoksyczne, ale za świeżością naprawdę nie maja nic wspólnego. Więc ryby bezdyskusyjnie świeże jadam tylko podczas wakacji, gdy sam je złowię. A gdy pstrąga się uwędzi, bije na głowę wszelkie wyroby szynkopodobne.

      Usuń
  3. @ Kira
    Ludzie od niepamiętnych czasów żywią się mięsem. Początkowo pozyskiwanym na drodze polowań i łowienia ryb, z czasem pojawiła się hodowla, Obecnie można mówić o przemysłowej "produkcji" mięsa, łowiectwo i wędkarstwo w ujęciu ilościowym jest nieistotne.
    Jem mięso i zupełnie się tego nie wstydzę, wiem że Ty również. Więc spuszczamy po brzytwie wszystkich kretynów, bredzących o "prześladowaniu" czy "okradaniu" biednych zwierzątek, których mięso, jajka czy przetwory mleczne trafiają na nasz talerz.
    Ale na świecie nie brak głupców, dla swoich wolnościowych (w ich idiotycznym tego słowa znaczeniu) czy ekoterrorystycznych poglądów bez wahania poświęcających nawet dobro własnych dzieci. Degeneraci zwani "weganami" nie podadzą dziecku nawet jajek i wyrobów mlecznych, bo mleko i jajka "rabuje się zwierzątkom". Każdy pediatra zmieszałby taka dietę z błotem. Więc w przypadku stwierdzenia u dziecka chorób wywołanych skandalicznymi błędami w żywieniu, nie protestowałbym przeciwko odbieraniem dzieci takim szkodzącym im debilom.
    I a propos wolnościowych czy ekoterrorystycznych świrów.
    Na pewnej konferencji poświęconej ochronie środowiska, poza inżynierami i biologami pojawili się i ekoterroryści. Dowodził nimi kudłaty kretyn w drucianych okularkach i chyba od nowości nie pranym swetrze, po jakimś operetkowym wydziale uniwersytetu. Doprowadził całą salę do homeryckiego śmiechu, żądając zamknięcia elektrowni węglowych (bo globalne ocipienie) i nuklearnych (bo atomy). A na pytanie skąd weźmie prąd, odpowiedział ze to wstyd, żeby inżynierowie nie wiedzieli, że prąd bierze się z gniazdka. Następnego dnia, gdy w jadalni wraz z kolegą jedliśmy wspaniałe filety z dorsza prosto z kutra, przechodząc obok naszego stolika powiedział z pogardą:
    - Trupojady!
    Dzień później, też podczas obiadu, zauważyłem że kończy konsumpcję młodej kapusty z kartofelkami i właśnie zabrał się za jedzenie głąba. Więc przechodząc obok jego stolika, identycznym tonem stwierdziłem:
    - Kanibal!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Stary Niedźwiedź

      Genialna riposta! :)))))

      Niestety, ekologia została sprofanowana przez oszołomów, którzy zmieszali naukę z ideologią. Naturalnie nie chodzi mi o tych, którzy opowiadają się za zmniejszeniem cierpienia zwierząt podczas uboju czy surowymi karami za znęcanie się nad pupilami.

      Usuń
    2. @ Kira
      Obydwa Twoje spostrzeżenia w pełni trafne.
      Tak z 99% "ekologów" jeszcze dwadzieścia lat temu, na pewno nie zdałoby egzaminu z biologii. Dzisiaj może już być inaczej, bo biologia tez nie jest wolna od moralnych prostytutek, akceptujących różne bzdury i łajdactwa.
      Jest sprawą oczywistą, że ubój zwierząt powinien minimalizować ich cierpienie. A o nagradzaniu zwyrodnialców, znęcających się nad choćby psami czy kotami, za pomocą "kastracji ceramicznej" już chyba mówiłem.

      Usuń
  4. Instynktownie nie lubię ptaków. To w prostej linii potomkowie dinozaurów, które brutalnie polowały na naszych przodków. Ci, którzy zadają się z ptakami, to zdrajcy, a nie żadni mędrcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym z tymi przodkami nie przesadzała...

      Usuń
    2. Ale to prawda... Kiedyś wyobraziłem sobie mojego kanarka 100 x większego. Już nie był taki słodziak z niego :)

      Usuń
    3. W niedalekim miasteczku pani L. wyszła ze swoim uroczym yorkiem na spacer. Na łąkach spuściła go ze smyczy. W ułamku sekundy, bezszelestnie z nieba spadł czarny cień. Usłyszała rozpaczliwy skowyt pieska, który znikł. Daremnie rozglądała się na wszystkie strony i nawoływała ulubieńca. Nigdy go już nie zobaczyła.

      Usuń
    4. @Dibi...
      co ja bym bez Ciebie zrobił?... imaginuj sobie Waćpan, że mojej posesji, na której hoduję materiał na spodnie /bawełnę, bawełnę, zero paniki/ pilnuje specjalnie szkolona ekipa pająków... obserwując relacje w tej grupie, zauważyłem, że pajęczyca z gatunku czarna wdowa /rodowodowa, w papierach ma "Ajron Maggi" ze względu na czerwoną plamkę na pancerzyku/ trzyma sztamę z pająkiem gatunku krzyżak /nierodowodowy, pieszczotliwie zwany "Giestapuś Franko"/, ale oboje dystansują się od reszty... mówią na nich "Judasze"... teraz pojąłem dlaczego... bo owa reszta to same ptaszniki są!...

      Usuń
    5. A mój sąsiad, który ma w ogrodzie plantację bawełny sprowadził na okolicę istną plagę wszelkiego robactwa - i nie mówię tu o jego klientach, którym sprzedaje swoje wolne od obcych domieszek włókno. Co ciekawe, te jego uprawy przyciągają same obrzydliwe gatunki robali, jak choćby stawonogi i pajęczaki. Pięknego motyla nie uświadczysz. Coś to wszystko przypomina mi padlinę, do której ściągają obrzydliwe muchy i składają nie mniej obrzydliwe larwy. Ciągnie swój do swego.

      Usuń
    6. @ Dibelius

      Pieski, które wielkością bliższe są już nawet nie kotu, a szczurowi, powinny być pilnowane jak oka w głowie. Mogą się bowiem zgubić nie tylko na dworze, ale i w domu - ot, choćby zasypiając pod chusteczką do nosa.


      @ Tie Fighter

      To właśnie perspektywa częstszego stykania się z - większymi w dodatku od naszych rodzimych - robalami kompletnie mi obrzydza myśl o ciepłych krajach.

      Usuń
    7. @Kira,

      Oj tak, są egzotyczne kraje, gdzie robale przybierają rozmiary tankowców i znalezienie takiego okazu w łazience czy pościeli nie umila raczej urlopu. Dlatego gekony w pokojach są bardzo pożyteczne, pod warunkiem, że ktoś ich też nie zalicza do tej samej grupy obrzydzeniowej co robali.

      Usuń
    8. @ Kira
      Wspominając o robactwie z ciepłych krajów, przypomniałaś mi zabawną historię.
      Ojciec mojego byłego studenta w latach "gierkowskich" kilka razy jeździł w delegacje do Wietnamu. Pewnego wieczoru w hotelu, dokonując profilaktycznej lustracji pod moskitierą, zauważył na poduszce kilkunastocentymetrowego białego robala z czarnym łbem. Zadzwonił po boya, ale okazało się, że ten nie znał nawet kilku słów po francusku czy angielsku. Więc teatralnym gestem wskazał palcem na poduszkę. Boy roześmiał się od ucha do ucha, ukłonił, robalowi urwał głowę i wyrzucił, resztę zjadł z wielkim smakiem i wyszedł.
      Następnego dnia na bazarze ów pan zauważył te robaki w pęczkach. Był to jeden z najdroższych "produktów spożywczych".

      Usuń
    9. @ Tie Fighter

      Gady znoszę znacznie lepiej niż robactwo. Aczkolwiek nie uśmiechałoby mi się spać w jednym łóżku z wężem. Już prędzej z jaszczurką.


      @ Stary Niedźwiedź

      Czyżby boy uznał, że zamiast napiwku dobry biały pan ofiarowuje mu poczęstunek? ;)

      Usuń
    10. Dokładnie tak. Sądząc po tych bazarowych realiach, tego robala można było porównać z plasterkiem sera czy wędliny z górnej półki, na dzisiejsze realia w cenie powyżej stówy za kilogram.
      Ten sam pan opowiedział i drugą zabawną historię. Obok hotelu mieścił się piwopój pod gołym niebem, w którym sprzedawano wyłącznie piwo. Tym nie mniej wieczorem z okna dojrzał, że konsumenci czymś to piwsko zakąszają. Gdy przechodził tamtędy rano, na glebie zauważył mnóstwo skrzydełek, chyba jakichś świerszczy.

      Usuń
    11. tiaaa... za peerelu na polibudzie był kiedyś taki śmieć, co kapował za wyjazdy zagraniczne... wiewiórki szczebioczą, że go w końcu dobrzy ludzie ubili, ale kilku podobnych przetrwało po dziś dzień... no, ale to tylko wiewiórki tak szczebioczą... wiadomo... rude, to wredne...

      Usuń
    12. Swego czasu pewien bandzior na pewnym blogu zarzucił pewnemu komentatorowi odsiadkę za pedofilię. Gdy blogmaster spytał pomówionego, czy ma zawiadomić prokuraturę, bandzior zesrał się ze strachu i na tym samym forum komentatorskim wszystko odszczekał.

      Usuń
    13. Padły dwa komentarze o kompletnie nieznanych nam wszystkim osobach - i chyba wystarczy.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...