28.05.2015

Mroczna strona wyobraźni


- Gmork - wyjąkał Atreju i nie mógł opanować drżenia warg - możesz mi zdradzić drogę do świata ludzi?
W oczach Gmorka zabłysły zielone iskierki. Wyglądało to tak, jakby się śmiał w duchu.
- Dla ciebie i tobie podobnych droga jest bardzo prosta. Istnieje tylko jeden szkopuł: wy nigdy już nie możecie wrócić. Musicie pozostać tam na zawsze. Chcesz tego?
- Co powinienem zrobić? - spytał zdecydowanie Atreju.
- To, co przed tobą zrobili już tutaj wszyscy inni, synku. Musisz po prostu skoczyć w Nicość. Ale nie ma pośpiechu, bo i tak zrobisz to prędzej czy później, kiedy znikną ostatnie części Fantazjany.
Atreju wstał. Gmork spostrzegł, że chłopiec drży na na całym ciele. Ponieważ nie znał prawdziwej tego przyczyny, powiedział uspokajająco:
- Nie musisz się bać, to nie boli.
- Nie boję się - odparł Atreju. - Nigdy by mi nie przyszło do głowy, że właśnie tutaj i dzięki tobie odzyskam wszelką nadzieję.
Oczy Gmorka żarzyły się jak dwa wąskie zielone księżyce.
- Do nadziei nie masz żadnych podstaw, synku - cokolwiek zamierzasz. Kiedy pojawisz się w ludzkim świecie, nie będziesz już tym, czym jesteś tutaj. To właśnie tajemnica, której nie może znać nikt w Fantazjanie.
Atreju stał ze zwieszonymi rękami.
- Czym tam będę? - spytał. - Powiedz mi tę tajemnicę!
Gmork milczał długo i nie ruszał się. Atreju bał się już, że nie dostanie żadnej odpowiedzi, lecz w końcu ciężki oddech uniósł pierś wilkołaka i Gmork zaczął mówić ochrypłym głosem:
- Za kogo ty mnie bierzesz, synku? Za swego przyjaciela? Miej się na baczności! Gadam z tobą tylko dla zabicia czasu. A ty nie możesz teraz odejść. Trzymam cię twoją nadzieją. Ale podczas gdy ja gadam, Nicość ze wszystkich stron otacza Miasto Nawiedzone i niedługo odetnie ostatnią drogę odwrotu. Będziesz wtedy zgubiony. Jeśli mnie słuchasz, toś się już zdecydował. Ale jeszcze możesz uciec.
Rys okrucieństwa wokół pyska Gmorka uwydatnił się mocniej. Atreju wahał się króciutką chwilę, po czym szepnął:
- Powiedz mi tę tajemnicę! Kim tam będę?
Gmork znowu długo nie odpowiadał. Oddech miał teraz charczący i urywany. Lecz nagle wyprostował się, wsparty na przednich łapach, tak że Atreju patrząc na niego musiał zadzierać głowę. Dopiero teraz widać było cały jego ogrom i straszność. Kiedy mówił dalej, jego głos miał rzężące brzmienie.
- Widziałeś Nicość, synku?
- Tak, wiele razy.
- Jak to wygląda?
- Jak gdyby było się ślepym.
- No dobrze, a kiedy wpadacie w nią, to ta Nicość do was przylega. Jesteście jak zaraźliwa choroba, przez którą ludzie ślepną, tak że nie potrafią już odróżnić pozoru od rzeczywistości. Wiesz, jak was tam się nazywa?
- Nie - wyszeptał Atreju.
- Kłamstwami! - szczeknął Gmork.
Atreju potrząsnął głową. Wszystka krew odpłynęła z jego warg.
- Jakże to tak?
Gmork napawał się przerażeniem Atreju. Rozmowa wyraźnie go ożywiła. Po krótkiej chwili podjął:
- Czym tam będziesz, pytasz mnie? A czymże jesteś tutaj? Czymże jesteście wy, stwory Fantazjany? Jesteście widziadłami, wymysłami w krainie poezji, postaciami w Nie Kończącej Się Historii! Uważasz, że jesteś rzeczywisty, synku? No dobrze, tu w swoim świecie jesteś. Ale kiedy przejdziesz przez Nicość, już taki nie będziesz. Zmienisz się nie do poznania. Przeniesiesz się w inny świat. Tam w niczym już nie jesteście do siebie podobni. Złudzenie i omamienie wnosicie w świat ludzi. Zgadnij, synku, co się stanie ze wszystkimi mieszkańcami Miasta Nawiedzonego, którzy skoczyli w Nicość?
- Nie wiem - wyjąkał Atreju.
- Staną się urojeniami w głowach ludzi, wyobrażeniami strachu, kiedy po prawdzie nie ma się czego bać, pożądliwościami rzeczy, od których chorują, wyobrażeniami rozpaczy, kiedy nie ma powodu, by rozpaczać.
- Wszyscy będą tacy? - spytał Atreju ze zgrozą.
- Nie - odrzekł Gmork. - Jest wiele rodzajów urojeń i omamień. W zależności od tego, jacy jesteście tutaj, ładni czy brzydcy, głupi czy mądrzy, staniecie się tam ładnymi albo brzydkimi, głupimi albo mądrymi kłamstwami.
- A ja? - dopytywał się Atreju. - Czym ja będę?
Gmork zaśmiał się szyderczo.
- Tego ci nie powiem, synku. Sam zobaczysz. A raczej ty tego nie zobaczysz, bo nie będziesz już sobą.
Atreju milczał i spoglądał na wilkołaka szeroko rozwartymi oczami. Gmork ciągnął dalej:
- Dlatego ludzie nienawidzą i lękają się Fantazjany i wszystkiego, co stąd przychodzi. Chcą to zniszczyć. I nie wiedzą, że właśnie w ten sposób powiększają powódź kłamstw, która nieprzerwanie zalewa ludzki świat - ten potok zmienionych nie do poznania istot Fantazjany, które pędzą tam pozorny byt żywych trupów i zatruwają dusze ludzi swoim zapachem zgnilizny. Oni nie wiedzą o tym. Czy to nie zabawne?
- I nie ma już nikogo - spytał cicho Atreju - w kim nie budzilibyśmy nienawiści i lęku?
- Ja w każdym razie nikogo takiego nie znam - powiedział Gmork. - A nie jest to wcale takie dziwne, bo wy sami musicie być tam kozłami ofiarnymi i wpajać ludziom przekonanie, że Fantazjana nie istnieje.
- Że Fantazjana nie istnieje? - powtórzył Atreju skonsternowany.
- Jasne, synku - odrzekł Gmork. - To jest nawet najważniejsze. Nie możesz sobie tego wyobrazić? Tylko kiedy wierzą, że Fantazjana nie istnieje, nie przychodzi im na myśl, żeby was odwiedzić. A od tego wszystko zależy, bo tylko gdy nie znają was w waszej prawdziwej postaci, można z nimi zrobić wszystko.
- Co na przykład?
- Wszystko, co się chce. Ma się nad nimi władzę. A nic nie daje większej władzy nad ludźmi niż kłamstwo. Bo ludzie, synku, żyją wyobrażeniami. A tymi można kierować. Ta władza to jedyne, co się liczy. Dlatego i ja stałem po stronie władzy i służyłem jej, żeby mieć w niej udział - choć w inny sposób niż ty i tobie podobni.
- Ja nie chcę mieć w tym udziału! - wykrztusił Atreju.
- Tylko spokojnie, mały głupcze - warknął wilkołak. - Jak przyjdzie na ciebie kolej, żeby wskoczyć w Nicość, staniesz się i ty bezwolnym i zmienionym nie do poznania sługą władzy. Kto wie, na co się jej przydasz. Może z twoją pomocą będzie się nakłaniać ludzi, by kupowali, czego nie potrzebują, albo nienawidzili, czego nie znają, wierzyli w to, co czyni ich uległymi, albo zwątpili w to, co mogłoby ich ocalić. Z waszą pomocą, mały Fantazjańczyku, w ludzkim świecie robi się wielkie interesy, rozpętuje wojny, tworzy imperia...

Michael Ende – „Nie kończąca się historia”

Jedna z najgenialniejszych książek dla dzieci. I nie tylko dla dzieci. Tak naprawdę potrzeba dojrzałości i doświadczenia, by w pełni pojąć znaczenie zacytowanego fragmentu. Dziecko skupi się na zbliżającej się zagładzie Fantazjany, „pożeranej” przez tajemniczą, nieuchronnie opanowującą całą krainę Nicość. Dorosły zaduma się także nad nieszczęściem swojego własnego świata. Ende w prostych słowach nakreślił problem, z jakim zmaga się ludzkość, odkąd człowiek zaczął korzystać z wyobraźni i mógł już nie tylko relacjonować rzeczywiste historie, ale także wymyślać własne. Wszystko bowiem zależy od tego, jak i do czego ta umiejętność zostanie wykorzystana. 

Kiedy człowiek z własnej, nieprzymuszonej woli udaje się z wizytą do – nazwijmy to umownie – „krainy baśni”, czy to jako kreator takowej, czy to jako bierny odbiorca, jego umysł przez cały czas zachowuje zdolność odróżniania ułudy od rzeczywistości. Szybujemy na skrzydłach wybujałej wyobraźni ku innym światom, wymyślamy tysiące najdziwniejszych historii – i to jest dobre. Potrzebujemy fikcji. Oddawanie się fantazjom jest immanentną cechą natury ludzkiej. Nie wyobrażam sobie cywilizacji, która nie miałaby w swoim dorobku ani jednej zmyślonej opowiastki, ani jednej legendy, ani jednego mitu.

Zupełnie inaczej się sprawy mają, kiedy to „kraina baśni” przychodzi do naszego świata. Zaciera się wówczas granica pomiędzy fikcją a rzeczywistością. Nieszkodliwe dotąd bajania zamieniają się w chorobliwe kłamstwa, nonsensowne abstrakcje, przywodzące ludzi do zguby miraże. Przewrotne, demoralizujące i toksyczne mamidła zapładniają nasze umysły, czyniąc nas podatnymi na manipulację najrozmaitszej maści oszustów. Ślepi i głusi na prawdę, gniemy karki przed najgłupszymi z ich wymysłów. I to jest złe.

Jest to być może dość karkołomna interpretacja, ale tak właśnie odczytuję tę powieść. Absolutny must read.

22 komentarze:

  1. kiedyś podczas rozmowy /m.in. o tej książce i filmie/ usłyszałem taką interpretację, że jest to metaforyczne studium dorastania, gdy dziecinne, młodzieńcze fantazje i złudy zastępuje świat realiów /owa Nicość/... skomentowałem to wtedy jakoś w tym guście, że gdy przyjrzeć się wielu ludziom, to dla nich owa Nicość to po prostu inna Fantazjana... jedne złudy zastępują im drugie, tylko problem w tym, że te drugie są brzydkie, paskudne, wręcz przerażające i bardzo się w nich męczą... na pytanie "po co ci ludzie sobie to fundują?" nikt w tym gronie nie potrafił odpowiedzieć, sam do tej pory zresztą nie znam odpowiedzi...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie pamiętałem nawet, że w tej książce są takie fragmenty...
    Oczywiście, można to interpretować tak jak Ty, mi jednak podczas czytania przyszła do głowy inna interpretacja, związana z moją Teorią Bytów Zbiorowych i moją interpretacją filozofii Berkeleya. Otóż Gmork mówi Atreju, że ludzie traktują Fantazjanę jako wytwór swojej wyobraźni, a raczej, że Atreju po wpadnięciu w Nicość zamieni się w bezwolny produkt wyobraźni człowieka. A więc, mówiąc filozoficznie, Fantazjana jest na innym poziomie ontycznym niż świat ludzi, istnieje w wyobraźni człowieka. Można teraz pokusić się o pytanie - a czy nasz świat nie jest podobny do Fantazjany? Czy istnieje jeszcze "niższy" ontycznie świat, a my jesteśmy dla niego jak ta Fantazjana, istniejemy, razem z całym otaczającym nas światem, tylko w czyjejś wyobraźni? Ja na to pytanie daję odpowiedź twierdzącą, udowadniając to rozbudowanymi wywodami, które można znaleźć na moim blogu w dziale "Podstawy idei - Wpisy ideowe - Teoria Bytów Zbiorowych i Berkeley", że cały świat nas otaczający, a także my sami, istniejemy tylko w wyobraźni Boga. Wpisy z tego działu są stosunkowo najrzadziej komentowane ze wszystkich na moim blogu i jakoś nikt nie chce spróbować obalić mojego dowodu na istnienie Boga i mojej Teorii Bytów Zbiorowych...Choć przecież musi być to szokujące - że jesteśmy jedynie abstrakcją, podobnie jak dla Atreju jest szokujące, że Fantazjana istnieje tylko w wyobraźni ludzi żyjących w innym świecie.
    Zapewne nie to miał na myśli Ende, gdy pisał ten fragment "Niekończącej się historii", ale mnie się on właśnie z tym skojarzył - z moją TBZ, z Berkeleyem etc.

    Zapraszam:
    http://milkblog.cba.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, nie spytamy pana Ende, co konkretnie miał na myśli, i czy według niego Fantazjana istniała naprawdę, tylko ludzie nie chcieli tego przyjąć do wiadomości, czy tylko w wyobraźni ludzi, czego nie mógł znieść Atreju. Każdemu z nas wolno zatem dowolnie interpretować słowa Gmorka. :)

      Poruszasz trudne, abstrakcyjne i dla wielu niezrozumiałe tematy, więc nic dziwnego nie masz wielu czytelników, a ci nieliczni wolą Cię czytać w milczeniu. Ja sama podchodzę do takiego dumania o bycie i niebycie jak do jeża. Wolę myśleć, że jestem w stu procentach rzeczywista. :)

      Usuń
  3. @Kira

    Fakt, nie spytamy.
    A drugą część Twojego komentarza traktuję jako komplement za który dziękuję:)
    A żeby nie było wątpliwości dodam tylko, że ja akurat świat otaczający nazywam Rzeczywistością, więc ludzi też uznaję za rzeczywistych. I żeby nie było innych wątpliwości - uważam, że wszystko istnieje, tylko na różne sposoby. W TBZ chodzi o co innego nieco...Fakt, nie jest to łatwe, ale myślę, że nie trzeba mieć jakiegoś wykształcenia filozoficznego, żeby to zrozumieć, bo ja sam takowego nie posiadam. Ale zapewne faktycznie nie każdy ma taki umysł, żeby to zrozumieć. Cóż - każdy ma inne umiejętności...
    Na szczęście rozważania o TBZ i Berkeleyu stanowią tylko pewną część tematyki poruszanej przeze mnie na blogu, dzięki czemu mam jednak jeszcze jakichś czytelników, a nawet komentatorów...:)

    Zapraszam wszystkich:
    http://milkblog.cba.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups, zacząłem nowy wątek zamiast odpowiedzieć normalnie w poprzednim. Przepraszam:)

      Usuń
    2. Nie masz za co przepraszać. :)

      Usuń
  4. @ Kira
    Uniwersyteckich mędrków, snujących banialuki o podobieństwach i różnicach między bytem, niebytem i odbytem, mam za modelowych idiotów. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że swoją "działalność nałukową" na uczelniach państwowych, tacy hochsztaplerzy prowadzą za pieniądze podatnika.
    Dzięki za tę próbkę dzieła pana Ende. Nie czytałem jej i niczego nie straciłem, a nawet zyskałem, unikając zmarnowania czasu na lekturę tego "Niekończącego się pieprzenie w bambus". Bo źródłem lęgnących się w ludzkich umysłach upiorów nie są żadne "światy równoległe". Lecz w 99% podłość i głupota. Jak choćby stawianie sobie jakiegoś kurewstwa "nad sobą" jako rzekomego prawa, jak czynią moralne wypierdki, opierające się na kancie i na niczem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korekta:
      JEJ czyli tej powieści.

      Usuń
    2. @ Stary Niedźwiedź

      Właśnie potwierdziłeś, że warto przeczytać tę książkę. Przecież to m.in. chore wymysły tzw. autorytetów moralnych psują ten świat, zniekształcając rzeczywistość. Chyba każda ideologia i filozofia odsuwają człowieka od prawdy, nie tylko upraszczając postrzeganie świata i bliźniego, ale także przemycając półprawdy i zwykłe kłamstwa.

      Usuń
    3. @ Kira
      Co się tyczy filozofii, oczywiście nie będę polemizować. Bo w XX stuleciu powstało może z dziesięć dzieł godnych lektury. Co sie tyczy "ałtorytetów moralnych", podchodzę do nich z wielką nieufnością. A już na pewno w Polsce, gdzie to określenie staje si synonimem" tajnego współpracownika" SB.
      Ale w sprawie ideologii, to jeśli do tej kategorii zaliczasz również i religię, zgłaszam votum separatum. A poza tym nigdy jeszcze nie zawiodłem się na thatcheryzmie, którego autorkę różni degeneraci nazywają w necie nawet "rzeźnikiem".

      Usuń
    4. Cały szkopuł w tym, żeby odróżnić dobrowolne przyjęcie jakiejś filozofii/ideologii/religii na zasadzie "Dla mnie to jest OK i tego się będę trzymać" od bezmyślnego przyjmowania takowej za prawdę. Bo prawdą są tylko i wyłączne fakty.

      Usuń
    5. @ Kira
      Ciekawy punkt widzenia.
      Jeśli ktoś, już jako człowiek dorosły, "dołączy" do jakiejś religii, sprawa jest jasna. Tak jak i w takim przypadku, gdy człowiek już dorosły "wypisze się" z jakiejś religii, bo zbyt wielu istotnych jej postulatów nie akceptuje.
      Ale jak ocenisz ludzi, którzy są wiernymi jakiegoś kościoła, bo tak w ich rodzinie było od pokoleń. Tym nie mniej w niektórych kwestiach mają nie tylko własne zdanie, ale i odstępują od nakazów. Klasyczny przykład to choćby stosowanie innych środków antykoncepcyjnych (ale nie wczesnoporonnych !!! ) przez wiele polskich katoliczek, niż ta jedynie słuszna metoda.
      Moim zdaniem kompatybilność w 100.0% możliwa jest jedynie wśród bezrefleksyjnej i wręcz bezmyślnej islamskiej dziczy. Lub w bajkach, w których występują istoty bezgrzeszne. Bo człowiek jest ze swej natury istotą omylną i grzeszną. Czego nigdy nie zrozumie ateotaliban, upierający się że w Polsce prawie nie ma katolików. Bo o teologii wiedzą mniej, niż świnia o budowie mikroprocesora. Czyli gówno wiedzą ale się wypowiadają. Jak to ateotaliban.

      Usuń
    6. Jeśli ktoś uważa się za katolika, ale z premedytacją i bez cienia wyrzutów sumienia łamie zasady narzucone przez KRK, to trudno tu mówić o omylności czy słabości.

      Ale mniejsza z tym. Mowa jest o przyjmowaniu fantazji za prawdę. Dla mnie jest to czymś złym.

      Usuń
    7. @ Kira
      Słusznie, zbyt daleko odeszliśmy od tematu. Proponuję dyskusję przenieść gdzie indziej.

      Usuń
  5. @Kira

    Cyt. : "Zupełnie inaczej się sprawy mają, kiedy to „kraina baśni” przychodzi do naszego świata. Zaciera się wówczas granica pomiędzy fikcją a rzeczywistością. Nieszkodliwe dotąd bajania zamieniają się w chorobliwe kłamstwa, nonsensowne abstrakcje, przywodzące ludzi do zguby miraże. Przewrotne, demoralizujące i toksyczne mamidła zapładniają nasze umysły, czyniąc nas podatnymi na manipulację najrozmaitszej maści oszustów. Ślepi i głusi na prawdę, gniemy karki przed najgłupszymi z ich wymysłów. I to jest złe".

    Twoja wypowiedź jest genialna! Bardzo "na czasie" ;)

    P.S. Tyle razy już tu powtarzałam - z pisania zrób pracę, nie umrzesz z głodu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydaje mi się, żeby wszyscy polscy pisarze mogli wyżyć ze swojej pasji. ;) Poza tym żeby o czymś pisać, trzeba to choć trochę znać. Dlatego warto łapać się rozmaitych aktywności, także zawodowych.

      Usuń
  6. Byt, niebyt, czy odbyt - oto jest pytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Dibelius
      Są tacy, którzy na podstawie takich bzdetów nawet się (re)habilitują. Innym wystarczy płodzenie bzdetów o rewelacyjnym "wskaźniku cytowań". Bo przez pięć lat wspomni o tym dwóch świrów.

      Usuń
    2. Wierzę, Dibeliusie, że to właśnie Tobie przeznaczonym jest rozwikłać ten odwieczny dylemat. Trzymam za to kciuki. :)

      Usuń
  7. o matko, łezka mi się w oku zakręciła
    przypomniałam sobie Limahla, ósmą klasę podstawówki i sześć (bodajże) seansów w lokalnym kinie Światowid, przy pełnej sali...
    uwielbiałam ten film

    muszę dzieciom puścić :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...