10.05.2015

O substancjach psychoaktywnych słów kilka


Gdyby ktoś mnie zapytał, co ja właściwie wiem o używkach, odpowiedziałabym z pokorą, że tylko tyle, ile usłyszę w telewizji bądź przeczytam w Internecie. Wyjątkiem jest alkohol i papierosy.

Miałam nieprzyjemność zarówno przestawać, jak i rozmawiać z osobami znajdującymi się pod tzw. wpływem. Z jednej strony gardziłam nimi, z drugiej – starałam się traktować ich jak ludzi. Mój nieżyjący już wujek, ojciec chrzestny, pasażer w autobusie, podchmielony uczestnik imprezy – znam ja tych zniewolonych przez „wodę ognistą” nieszczęśników. Alkohol potrafi człowieka upodlić. Odrzeć z resztek godności. Zeszmacić do imentu.

Chociaż – rzecz jasna – nie musi. Wszystko zależy od ilości trunku oraz częstotliwości picia. Nie dam sobie wmówić, że codzienne spożywanie alkoholu przez kilkadziesiąt lat jest całkowicie bezpieczną aktywnością. Może we Francji, Hiszpanii czy Włoszech, ale nie w Polsce. Polacy nie są zdolni do normalnego, kulturalnego picia. Czy możemy jednak całkowicie wyrugować alkohol z naszego życia? Raczej nie. Na prohibicję nie ma cienia szansy. Postawmy zatem na promocję picia zdroworozsądkowego, czyli bardzo umiarkowanego. Dorosła osoba jak najbardziej może sobie pozwolić na wychylenie kieliszka lub dwóch – oczywiście raz na jakiś czas i wyłącznie dla smaku. Ci zaś, którzy z tą substancją przesadzają, powinni być traktowani tak, jak inni upośledzeni ludzie. Co oznacza ograniczenie opieki rodzicielskiej, zakaz wstępu do określonych przybytków, etc.

Co do petów, to powiedzmy sobie szczerze: nałogowi palacze śmierdzą. Wy, którzy palicie: nie wierzcie własnemu nosowi! Dla osób niepalących jesteście chodzącym koszem na śmieci, do którego jedna osoba wyrzuciła padlinę, druga – stos brudnych gaci nałogowego onanisty, a trzecia ten kosz obsikała. Nie, tu nie chodzi o sam dym. Szczerze powiedziawszy, to chyba lepiej się znaleźć w jego oparach, niż w towarzystwie samego palacza. Odór, jaki wydzielają ciała tych ludzi, potrafi skutecznie obrzydzić ich otoczeniu. Jeszcze gorszy jest ich oddech. Po prostu zbiera się na wymioty.

Dlatego jestem cholernie wdzięczna ustawodawcy za przepis zakazujący palenia w budynkach użytku publicznego (poza wyznaczonymi strefami). Kiedyś w niemal każdej knajpie można było powiesić siekierę, a po powrocie do domu trzeba było uprać wszystkie ciuchy i umyć włosy. Na szczęście to już przeszłość. Obecnie można się zatruwać nikotyną w swoim domu, ogródku, na ulicy – i chyba nigdzie indziej (poza wspomnianymi strefami). Zetknęłam się z paroma przypadkami łamania przepisów, no ale bydła do końca nie poskromisz. Ważne, że jest znacznie lepiej niż dawniej.

Pozostają jeszcze dragi. Ich działanie, skutki uboczne oraz ludzi, którzy po nie sięgają, znam wyłącznie z przekazu mediów bądź opowieści osób postronnych. Jasno z nich wynikach, że należy się trzymać od tego syfu z daleka. Bo przypadki niezatracania się w ćpaniu, kończące się w dodatku bezproblemową zeń rezygnacją, zdarzają się bardzo rzadko. Najczęściej jest to droga do piekła – tak dla zażywającego, jak i dla jego bliskich.

Istnieje jednak pewna szczególna substancja, która w oczach jednych uchodzi za typowy (czyli niebezpieczny) narkotyk, a w oczach drugich – za niewinną, stosowaną w celu podkręcenia pozytywnych doznań używkę. Mowa o marihuanie.

Co ja, Kira, wiem o cannabis? Ano, tyle samo, co o innych substancjach odurzających – czyli bardzo niewiele. Nie przypominam sobie jednak, żebym się kiedyś nadmiernie na ten temat wymądrzała. Mnie się po prostu bardzo nie podoba idea zażywania jakichkolwiek substancji psychoaktywnych w celu tzw. zmiany świadomości. A czy nie to właśnie mamy na celu, sięgając po skręta? Czy nie chodzi nam o podrasowanie wrażeń, o wpadnięcie w trans lub przeciwnie – całkowite wyciszenie się? W czym, do cholery, odurzanie się kanabinolami miałoby być lepsze od wchłonięcia nadmiernej dawki alkoholu? Że niby marihuanista nie zacznie się awanturować? Że nie zwymiotuje na parkiet ani na suknię partnerki? Że nie pobije przechodnia czy swojej żony? Niech Wam będzie. Ale to nie jest lekarstwo na toczący nasz kraj problem alkoholizmu. Czy naprawdę wierzycie w to, że w Polsce da się tak łatwo zamienić nałogowe chlanie na nałogowe otępianie się marychą? Przecież to jasne, że zwolennicy legalizacji chcą po prostu wprowadzić do obiegu dodatkowy narkotyk. Joint nie wygra z butelką. Zostanie raczej jej wiernym kompanem. Bo skoro można mieć i to, i to...

Tak, wiem – cannabis można wykorzystać także w zbożnym celu: w medycynie, tekstyliach, rolnictwie, etc (patrz: tutaj). Tak, kochani, konopie mogą być pożyteczne. :) Ale niech nikt mi nie wmawia, że robienie z nich narkotyku jest równie dobrym zastosowaniem, jak każde inne. Wystarczy, że alkohol jest traktowany przez część społeczeństwa jak dopalacz. Dodatkowych kłopotów nam nie potrzeba. W gruncie rzeczy to nieistotne, czym „doprawiasz” swoje życie – skrętem, alkoholem czy kokainą. Istotnym jest jedynie to, że na ileś tam godzin trafiasz do „innego wymiaru”. A im częściej to robisz, tym trudniej ci będzie z niego wrócić.

Oczywiście jeżeli nie macie dzieci czy zwierząt ani nie wykonujecie zawodu zaufania publicznego, to róbcie sobie w swoich gawrze, co się Wam żywnie podoba. Bylebyście nie promowali takich zachowań jako oznaki nowoczesności i otwartości umysłu. Bo równie dobrze moglibyście nazwać setki odzianych w czarne skórzane ciuchy metalowców odzieżowymi nonkonformistami. Czujecie ten absurd? :)

Pora na podsumowanie tych nieco przydługich wynurzeń:

Otóż proszę Was, aby w związku z niemożnością dojścia do porozumienia w kwestii marihuany raz na zawsze zakończyć wszelkie pogawędki na ten temat. Dyskutujcie sobie o zaletach bądź wadach „aromatycznego dymka” w swoich blogach. Ja mam już dość. Jestem tym tematem tak potwornie zmęczona, tak mi obrzydły te wszystkie argumenty oraz pseudoargumenty za lub przeciw, że wolę się z tych sporów definitywnie wycofać. W tym wpisie możemy po raz ostatni wyrazić swoje zdanie. Potem cannabis stają się u mnie TABU. Nie wspominajcie ani o używce (nawet o samej roślinie), ani o osobach po nią sięgających.

Howgh!

109 komentarzy:

  1. Ponieważ nie dojdziemy również do porozumienia w kwestii oceny alkoholu i papierosów (używanych przez WIĘKSZOŚĆ osób GŁÓWNIE po to żeby się odurzać, nie dla żadnego "smaku", co jest dość oczywiste obserwując wzorce i częstotliwość spożycia tych substancji), proponuję żeby dla równowagi uciąć również wszelkie dyskusje na ten temat.
    Albo traktujemy substancje psychoaktywne używane przez ludzi GŁÓWNIE w celu zmiany świadomości na równi, albo jesteśmy skrajnymi hipokrytami.
    (Nawiasem mówiąc, mnie też męczy mielenie tych samych spraw pod artykułami zupełnie z nimi niezwiązanymi).
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Anty

      Wyraziłam swoje zdanie na tyle łopatologicznie, że chyba nie możesz mi zarzucić pobłażliwości dla nadużywania JAKIEJKOLWIEK używki. Zakazuję jednak pisania wyłącznie o jednej z nich. Bo tylko ona tak podzieliła społeczeństwo, że ilekroć nadarzy się okazja, zaczynają się kłótnie, wyzwiska i żarliwe próby przekonania innych do swojego stanowiska.

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że chodzi o stosunek do zdecydowanie najpopularniejszego narkotyku - alkoholu, przez wiele osób uporczywie i wbrew danym naukowym wyodrębnianemu spośród pozostałych, uzależniających substancji psychoaktywnych. Nikotyna pozostaje zwykle poza dyskusjami (jako że istnieje dość powszechny konsensus co do tego, że uzależnia i większość użytkowników bynajmniej nie pali "dla smaku") zaś marihuana to temat poboczny.
      Jak chcesz.
      Anty

      Usuń
    3. @ Tie Fighter

      Niestety, musiałam usunąć Twoje komentarze.

      Usuń
    4. Mówi się trudno... Ważne, że Ty przeczytałaś.

      Usuń
  2. Nałogi bywają także dziedziczne. Im dłużej żyję, tym więcej kojarzę takich przypadków. Czasem to również środowisko i otaczające nas osoby "wymuszają" pewne zachowania: palenia, picia czy zażywania. Myślę także, że pewni ludzie mają większą skłonność do nałogów a inni nie. Osobiste przeżycia, traumy z dzieciństwa lub przeszłości bywają argumentami usprawiedliwiającymi nałogi.
    Trudno określić czy i który z nich jest bardziej destrukcyjny. W swoim zawodowym życiu miałem do czynienia z hazardzistami - oni też potrafią zniszczyć sobie i najbliższym zupełnie dobre i nierzadko i dostatnie życie.
    Mam wrażenie, że wszystkie nałogi mają pewną wspólną cechę: to ucieczka w wyimaginowany świat przed rzeczywistością.
    Dlaczego ludzie to robią? Pewnie tyle ile przypadków tyle odpowiedzi.
    Czy i jak można temu zapobiec?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, uzależnienia psychiczne również potrafią zrujnować ludziom życie. Najgorsze jest to, że nie tylko cierpiącym na nie ludziom, ale także ich rodzinom. :/

      Twoja diagnoza, że nałogi są ucieczką przez rzeczywistością, wydaje mi się trafna. Tylko jak długo można tak uciekać?

      Usuń
    2. Do samego końca w przypadku wielu. Niestety. Z poważaniem.

      Usuń
  3. Dyskusja nad tym, czy możemy postawić = pomiędzy alkoholem i crackiem jest wałkowana po raz kolejny i pewnie z takim samym skutkiem się zakończy, czyli każdy pozostanie przy swoim. Nikt mnie nie przekona, że wino ma takie same zastosowanie jak heroina, a jeszcze nie widziałem żadnego ćpuna raczącego się wyłącznie dla smaku i aromatu. Może są tacy, co gustują jedynie w 10 - letnie kokainie z konkretnej wytwórni, single malt, przechowywanej dla nabrania aromatu przez kilka lat w woreczkach po przedniej maryśce. Ja nie znam w każdym razie.
    Natomiast używki są skierowane do ludzi teoretycznie dojrzałych. Umiejętne korzystanie naprawdę daje dużo przyjemności, a obrzydliwie to można nawet jeść obiad,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Celsus
      Pięknie wykpiłeś idiotyczne poglądy, jakoby ewidentne narkotyki były mniej szkodliwe od straszliwej szklaneczki whisky lub whiskey czy kieliszka Saint-Émilion bądź Pommarda. A po tej kokainie single malt, leżakującej w woreczkach po "marychujanie", spłakałem się ze śmiechu.
      Chapeau bas.

      Usuń
  4. @ Kira
    Zacznę od palenia tytoniu. Nie ulega wątpliwości, że nikotyna silnie uzależnia, rzucenie palenia jest trudne i nie wszystkim sie udaje. Zaś dym tytoniowy zawiera mnóstwo substancji toksycznych, w tym i rakotwórczych. Więc nich nikt nie śmie mi wmawiać, że pochwalam palenie tytoniu, bądź bagatelizuję groźne skutki takowego. Ale twierdzenie że dym tytoniowy "odurza" to bzdura. Kroniki policyjne nie notują wypadków spowodowanych wypaleniem kilku papierosów, zaś wypadki powodowane przez najaranycvh "zielem" ćpunów są powszechnie znane.
    Co się tyczy alkoholu, pełna zgoda. Gdy się go DEGUSTUJE w naprawdę małych ilościach,wbrew bełkotowi Beotów, nie niesie ze sobą szkodliwych następstw. Słusznie też podkreśliłaś, że w obszarze "kultury winnej" negatywne skutki codziennego picia wina do posiłków są nieporównywalnie mniejsze, niż w przypadku spożywania alkoholu w strefie "piwno-wódczanej". Jak to już napisał Celsus na forum komentatorskim pod poprzednim postem, problem powstaje, gdy w miejsce DEGUSTOWANIA pojawia się CHLANIE. Cały jego wywód jest jasny i klarowny, zaś do jego zrozumienia wystarczy odrobina dobrej woli plus inteligencja na poziomie co najmniej metaforycznej krowy na miedzy. Odrzucić go mogą ci, którym zabrakło jednego z wymienionych komponentów.
    Nie dziwię się Tobie, że postanowiłaś na przyszłość zakazać w dyskusjach poruszania tematu marihuany na Twoim blogu. W końcu z maniakalnym uporem był tu kolportowany pogląd, trudno powiedzieć czy bardziej kretyński, czy kurewski, jakoby była to "używka" w randze kawy czy herbaty. Co powodowało że zakaz publikowania treści niezgodnych z prawem stanowionym mógł budzić wątpliwości. Ponieważ postanowiłaś ten bełkot ukrócić, pozwolę sobie po raz ostatni zabrać głos na ten temat.
    Jak powiedziała kiedyś Milom, lobby pronarkotykowe jest wystarczająco cwane, by stosować "taktykę salami". Więc nie zaczynają z górnego C i nie domagają się legalizacji sprzedaży heroiny. Na pierwszy ogień poszła marihuana. A gdyby ten szwindel przeszedł, oczywiście pojawiłyby się następne, już czekające w kolejce.
    Zwolennicy legalizacji to triada (skądinąd trafna metafora), złożona z trzech D. Debili, Degeneratów i Dilerów.
    Debile gardłują, jakoby uwolnienie "ziela" miało zmniejszyć w Polsce rozmiary alkoholizmu. To oczywista bzdura, bo tylko idiota może oczekiwać, że przysłowiowi panowie z ławeczki przed sklepem spożywczym w Wilkowyjach odstawią piwko i mamrota, by jarać shit. Najsłuszniej w świecie zauważyłaś, że ta legalizacja jedynie zwiększy spożycie wprowadzonego na legalny rynek DODATKOWEGO narkotyku.Równie dobrze można by postulować, że na terenie dotkniętym epidemią groźnej choroby należy rozpylić zarazki innej, rzekomo mniej groźnej. Bo wtedy ludzie przestaną się zarażać "groźniejszą, a zaczną zarażać tą "łagodniejszą". Koszmarna bzdura.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ Kira - ciąg dalszy
    Degeneraci są opętani manią wprowadzania w Polsce "postępu", ludziom myślącym kojarzącym się co najwyżej z tak zwanym paraliżem postępowym. Skoro w Holandii wolno legalnie kupować "towar" i jarać, to dlaczego w Polsce ma być inaczej? Fakt że Holendrzy zastanawiają się co z tym zrobić,nie ma znaczenia. Bo do Niderlandów zlatują się ćpuny z całej Europy, nie tyle jak pszczoły do miodu, co jak muchy do gówna. I niektórzy Holendrzy mają tego bydła powyżej uszu. Dla mnie w kontekście Polski, decydujący jest przykład Czech. Kraj ten zalegalizował "ziele", ale kilka lat temu wycofał się z tej bzdury. Może więc warto być choć raz mądrzejszym od Czechów (w dziejach Polski to zaiste bardzo rzadka okazja) i nie popełnić idiotyzmu?
    Pozostali Dilerzy. Z racji wieku możesz tego nie pamiętać, ale w PRL handel walutą był oficjalnie zakazany. Tym nie mniej policja i Służba Bezpieczeństwa patrzyła na tę działalność przez palce i ją tolerowała, w zamian za współpracę środowiska tak zwanych "cinkciarzy" w postaci udzielania informacji. I tak się dziwnie złożyło, że po zalegalizowaniu tej działalności za rządu Mazowieckiego, bodajże minutę po wejściu w życie nowego prawa, na wielu przejściach granicznych otworzyły podwoje kantory wymiany, należące do niejakiego Aleksandra Gawronika, współpracownika służb i rekina w środowisku "waluciarzy". Do dzisiaj poszczególne kantory "na mieście" (nie dotyczy to tych w bankach) mogą być prowadzone przez płotki, o ile te płotki wiedzą, kto w tym biznesie rządzi i potrafią dojść do porozumienia z "przyjaciółmi przyjaciół", jak to się mawia na Sycylii.
    Jeśli ktoś podniesie argument o możliwości uprawy konopii w domu na własny użytek, zadam proste pytanie. Ilu znanych Ci ludzi uprawia w domu rzodkiewki czy szczypiorek, nawet wtedy, gdy sa one drogie?
    Więc cieszę się z podjętej przez Ciebie decyzji wywiezienia konopnego łajna z Twojego blogu. I mam poniżej pleców kretyńskie opinie i komentarze, które ani chybi się pojawią.
    Bój to jest ich ostatni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za obszerny komentarz.

      Usuń
    2. @ Kira
      Nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie.
      Zapomniałem o pewnym często używanym "argumencie" za legalizacją handlu tym barachłem. Skoro więzienia są pełne dilerów i ćpunów, to polityka restrykcji "nic nie dała". Więc trzeba ten syf zalegalizować. Taki idiotyczny pogląd znalazłem przed chwilą na Twoim forum dyskusyjnym.
      Po pierwsze, idąc tym tokiem "rozumowania", w kraju gdzie kradzieże są powszechne, należałoby zdepenalizować złodziejstwo. Bo z nim też "nie można wygrać".
      A po drugie, są kraje, w których więzienia nie są przepełnione. Bo drobni narkomani dostają po ileś tam bambusów, zaś dilerów się wiesza. Nazw nie muszę wymieniać. A poza tym, dzisiaj jestem w dobrym nastroju. Za to hołota ma niezły "bul" głowy. Oczywiście pisząc o hołocie, mam na myśli Paradę Oszustów.
      Czyli można zwalczyć? Można, jeśli naprawdę się CHCE. A nie jedynie świruje, że się walczy. Proste jak ostatni działający zwój mózgowy palacza konopnego syfu.

      Usuń
    3. Kiedyś twardo opowiadałam się za legalizacją, gdyż w mojej opinii państwo nie powinno chronić obywatela przed nim samym. Wszak "chcącemu nie dzieje się krzywda" (odwieczny argument korwinofilów ;)). Wyobraź sobie, że to Ty zmieniłeś mój punkt widzenia, pisząc o niemożności uchronienia przed jakąkolwiek zalegalizowaną używką nieletnich. No bo skoro teraz mogą bez problemu, za pośrednictwem "fajnego" dorosłego, nabyć alkohol czy papierosy, to tak samo byłoby z "marynią".

      Nadal mam wątpliwości, czy należy karać za samo zażywanie. Ale za dilerkę - także tę bezinteresowną - zdecydowanie trzeba. Jeśli Gucio przyniesie na imprezę choćby odrobinę konopnego suszu, skręci jointa i poczęstuje Maję, jeśli ona z wdzięcznością przyjmie poczęstunek i jeśli ich potem przyłapią, to on powinien trafić do paki (choćby był nieletni), a ona - nie.

      Usuń
    4. @ Kira
      Cieszę się, że o ile niekiedy inaczej definiujemy różne pojęcia, (ale na szczęście to się szybko daje wyjaśnić), czy inaczej interpretujemy przyczyny zaistnienia pewnych faktów, lub inaczej oceniamy ich potencjalne skutki, o same FAKTY nigdy się nie spieraliśmy.
      Zero problemów w zdobyciu w Polsce przez gówniarzerię alkoholu czy papierosów to bezsporny fakt. I nie widać cienia przesłanek, aby w przypadku legalnego ziela "od lat 18" dwunastolatek miał jakiekolwiek problemy z wejściem w jego posiadania.
      Więc pieprzyć w jointa, iż nieletnim ten syf nie byłby sprzedawany, mogą jedynie, jak już napisałem, debile, degeneraci lub dilerzy. Debili za debilizm karać nie można. Ale skurwysynów chcących zarobić na krzywdzie dzieciaków, ogłupionych przez merdialnych degeneratów, trzeba po porostu wytępić jak robactwo.
      No i okazało się, że to przeklęte "ziele" może jednak być nazwane narkotykiem, bez żałosnych pierdół o jakimś para czy o używce. Czyli pogląd, przez kilka lat z maniakalnym uporem wciskany (imiesłów bierny!) Tobie i czytelnikom Twojej witryny, to jedna wielka kupa propagandowych pronarkomańskich bredni. Ze zdecydowaną przewagą kupy.

      Usuń
    5. P.S.
      Miarą bzdur, na jakie można trafić w necie, jest perełka odnaleziona przez mojego kolegę, z zawodu historyka.
      Jakiś domorosły ekspert utrzymywał, że tak naprawdę, to niejakiego Katona Kartagina nic a nic nie obchodziła.

      Usuń
    6. @ Kira & Tie Fighter
      Z oczywistych powodów, odpowiadam w tym wątku.
      Pojawił tu się idiotyczny zarzut (czyli pogląd), jakoby ludzie zdrowi na umyśle i nie sprostytuowani moralnie, pod pojęciem "narkotyk" rozumieli jakąś jedną substancję.
      Taka insynuacja jest kolejnym wyjątkowo bezczelnym kłamstwem. W przyzwoitych krajach śmiecie handlujące śmiercią są wieszane za:
      1200 g opium
      500 g marihuany
      200 g haszyszu
      30 g kokainy
      15 g heroiny
      Czyli poszczególne gatunki jak najbardziej są rozróżniane.
      A fotoradar u przeciętnego kierowcy powoduje jednak zdjęcie nogi z gazu. Za trudne?

      Usuń
  6. jest mi to obojętne, czy na tym forum można będzie gadać o stuffie, czy już nie... chyba nawet jestem zadowolony... pytanie jeszcze tylko, czy gdy będzie post na temat odzieży, to będzie można wyrazić pogląd, że portki z włókna konopi /tak, z tych rozrywkowych/ są okay...
    tylko na koniec dwie uwagi merytoryczne...
    pierwsza to kwestia terminu "marihuanista"... powstał na zasadzie analogii do słów morfinista, kokainista, alkoholik /pewien wyjątek, bo alkoholista głupio brzmi/, czy amfetaminista, które oznaczają osobę uzależnioną od danego narkotyku... kłopot polega na tym, że z uwagi na bardzo niski potencjał uzależniający, tak rozumianych marihuanistów jest marginalna, znikoma ilość... więc niektórzy tak nazywają właściwie każdego, kto używa marihuany, zwykle niezależnie od intensywności... wprowadza to opinię publiczną w błąd i w efekcie jest społecznie szkodliwe...
    druga sprawa to czasem spotykany pogląd /także w tekście posta/, że legalizacja marihuany to tylko wprowadzenie do obiegu dodatkowego narkotyku... niestety nie jest to do końca przemyślany pogląd, wręcz błąd logiczny, gdyż ten "obieg" nie jest workiem bez dna, raczej przypomina /w mocnym uproszczeniu/ coś w stylu systemu naczyń połączonych... nie miejsce na to i czas, bym dokładniej temat wyjaśniał, ale świadczy to o tym, że istnieje pewna, luka jeśli chodzi o publikacje edukacyjne związane z legalizacją marihuany jako elementem przeciwdziałania zjawisku narkomanii...
    ...
    aha... z uwagi na inną, dość syntetyczną publikację na ten temat, która planuję, raczej niechętnie wchodzę w dyskusję, bo nie chcę się mentalnie porzygać tym tematem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ PKanalia

      Przykro mi, ale konopie stają się całkowitym i bezdyskusyjnym tabu. Oczywiście od następnego posta. :)

      Wiem, że nie zgodzisz się nigdy z moimi poglądami. Trudno się mówi. :)

      Usuń
    2. @Kira...
      dziś jest jakieś chyba Święto Gęsi i Prosięcia... Niedziela Schozfrenicznych Gadek...
      poczytaj sobie:
      Ja napisałem:
      "jest mi to obojętne, czy na tym forum można będzie gadać o stuffie, czy już nie... chyba nawet jestem zadowolony"...
      Ty mi odpowiadasz:
      "Przykro mi, ale konopie stają się całkowitym i bezdyskusyjnym tabu. Oczywiście od następnego posta. :)
      Wiem, że nie zgodzisz się nigdy z moimi poglądami. Trudno się mówi"...
      czemu Ci przykro, skoro wyraźnie stwierdziłem, że jest mi wszystko jedno, ze nawet jestem zadowolony... czy to oznacza niezgodę na Twoje poglądy?... przecież właśnie je poparłem...

      Usuń
    3. @Anty,

      "USA wycofało się z penalizacji posiadania marihuany, gdyż pomimo bardzo restrykcyjnej polityki (a właściwie pakowania tysięcy ludzi do więzień za "jaranie"), skończyła się ona totalnym fiaskiem"

      Skończyła się fiaskiem, bo narkomani trafiając do pierdla mieli niemal powszechny dostęp do narkotyków. Więzienne gangi kontrolują handel na ogromną skalę tym syfem - zarówno w więzieniach, jak i poza nimi. Zatem zamiast wyjść z nałogu, tylko się w nim pogrążali. Ukazała to dość dobrze seria programów na Discovery Channel. W przypadku Iranu, to możemy mówić tylko o fasadzie walki z tą zarazą, gdyż na szafot trafiają i to niezbyt często jakieś płotki, a grube ryby współpracują z przedstawicielami władz, sowicie ich wynagradzając za przymykanie oczu. I jeszcze na koniec powiedz mi w jaki sposób papieros odurza? Jak to byłeś uprzejmy stwierdzić powyżej.

      Usuń
    4. USA - trudno praktycznie kontrolować tak wielką liczbę więźniów (procentowo największą na świecie), w tym bardzo wysoki odsetek używających marihuany. Dostęp do narkotyków w więzieniach pokazuje tylko, jak bardzo polityka "war on drugs" była nieefektywna.
      Iran - nie ma żadnej fasady, skazywani na śmierć byli handlarze, przy których znajdowano wiele kilogramów "twardych" narkotyków. Za zwykłe posiadanie bardzo wiele osób trafiło do więzień. Duże państwo nie jest w stanie sobie radzić ze świetnie zorganizowanymi i uzbrojonymi grupami przemytniczymi, kontrolującymi obrót narkotykami, a przypadki współpracy z przedstawicielami władz tylko to potwierdzają.
      Działanie odurzające nikotyny polega na efektach psychostymulujących i zmieniających nastrój wywieranych przez ten związek. Nikotyna pobudza m. in. receptory nikotynowe acetylocholiny w mózgu, aktywując również układ dopaminergiczny. Obszary mózgu o zmodulowanej aktywności obejmują korę przedczołową, prążkowie a także hipokamp.
      Anty

      Usuń
    5. @Anty...
      mnie też by się odechciało /i rzeczywiście odechciało/... powaliło mnie adresowane do Ciebie pytanie: "jak ułatwienie dostępu do narkotyków ma ograniczyć narkomanię?"... powaliło mnie, bo wciąż jest gadka o ułatwieniu dostępu tylko do jednego specyficznego narkotyku /niech będzie że narkotyku, bez przedrostka "para", w sumie nie jest to kłamstwo/... tego narkotyku /marihuany/jest zresztą mało na rynku, wypiera ja "marychujana", czyli wersja "podrasowana"... /popatrz, głupie słowo z kosmosu, nie mające znaczenia w świecie zdrowych ludzi i znalazłem zastosowanie... ale zastosowania dla "antenotulipana" chyba już nie znajdę :)/... mechanizm zaś już po legalizacji tłumaczony jest co jakiś czas /pod koniec maja znów ten mechanizm wyjaśnię u siebie, łopatkologicznie, zrozumiale nawet dla przedszkolaka/... a co do odurzania przez papierosa /nikotynę, substancję z grupy stymulantów/, to nie daj się podpuszczać, wszystko jest w Wiki...

      Usuń
    6. Piotr,
      Oczywiście, że o specyficznych efektach działania nikotyny na ośrodkowy układ nerwowy (zmniejszenie uczucia głodu, pobudzenie psychoruchowe, zmniejszenie napięcia lękowego) można poczytać nawet w źródłach półamatorskich.
      Co do reszty byłoby mi bardzo miło, gdybyż odnoszono się do tez, które wygłaszam rzeczywiście ja.
      Anty

      Usuń
    7. @ PKanalia

      Sorry. Jeśli Ci wszystko jedno, to znaczy, że problemu nie ma.


      @ Anty

      A dla Ciebie jest jakiś problem? Czy uważasz, że potępiam palaczy marihuany? Może i nie każdy jest uzależniony, nie wiem, ja się na ten temat nie wymądrzam. Dla mnie "marihuanista" to ktoś, kto REGULARNIE pali marihuanę. Nic więcej.

      Niestety, jeden z Twoich komentarzy poleciał, bo odniosłeś się kpiąco do moich gości.

      Usuń
    8. @Kira
      Nie potępiasz, jedynie stygmatyzujesz.
      Po prostu: nazywanie "marihuanistą" każdego regularnego palacza marihuany ma mniej więcej taki sam sens jak nazywanie "alkoholikiem" każdej osoby spożywającej regularnie alkohol.
      Anty

      Usuń
    9. Cóż, nie patrzyłam na to w ten sposób.

      Usuń
    10. @Anty,

      Cóż, paliłem kilka lat i nie zauważyłem żadnych zmian, a już szczególnie odurzenia. Ale może i coś w tym jest, bo jak najesz się za dużo ostrej Chili, to też zmieni to twoją percepcję - nie wiem, czy można nazwać to odurzeniem. A jak pofolgujesz sobie z kapuchą, to z całą pewnością dokonując dyfuzji metanu odurzysz nie tylko siebie, ale i wszystkich w promieniu paru metrów. Ale czy to powód, aby wpisać chili i kapuchę na listę substancji psychoaktywnych?

      Usuń
    11. @TF
      Nie, bo nie zmieniają świadomości w tak istotny sposób i nie wykazują podobnego oddziaływania na ośrodkowy układ nerwowy. Papierosy odurzają nawet przy małych dawkach - w sposób jaki opisałem powyżej (i zwykle są palone w celu odurzenia). Trzeba tylko rozumieć, czym jest odurzenie. Nabuzowany miłośnik amfetaminy czy kokainy też nie czuje się odurzony.
      Weź również pod uwagę drugi aspekt decydujący o zaliczeniu papierosów do środków psychoaktywnych - szkodliwego używania (dotyczącego większości użytkowników) i uzależnienia (tu niektóre dane mówią nawet o 30% palaczy). Nałogowe palenie prowadzi do wytworzenia zmian adaptacyjnych, skutkujących charakterystycznym zespołem abstynencyjnym w przypadku nagłego zaprzestania palenia - a to świadczy nie tylko o uzależnieniu psychicznym, ale również fizycznym.
      Istotna część miłośników papierosów spełnia wszelkie kryteria uzależnienia wg klasyfikacji ICD-10.
      Nie słyszałem o niczym takim w przypadku miłośników chili i kapusty, ale może Ty taką kazuistykę znasz?
      Anty

      Usuń
    12. Sam rzuciłem palenie i nie zaobserwowałem u siebie opisanych zjawisk - z syndromem odstawienia włącznie. Jedyne co zaobserwowałem, to poprawa smaku i parę groszy w kieszeni więcej. Jest masa substancji zawartych w różnych produktach, które mogą mieć wpływ na percepcję, ale gdyby zacząć je klasyfikować pod tym kątem, to do czego by to doprowadziło? A poza tym, jeśli papierosy tak odurzają, to czemu w bardzo wielu krajach można palić prowadząc samochód, pociąg, czy nawet samolot?

      Usuń
    13. P.S.

      Głębszy wdech spalin ze starego autobusu też odurza i to jeszcze jak. I co? Zakazać oddychania w czasie stania w korkach?

      Usuń
    14. "Sam rzuciłem palenie i nie zaobserwowałem u siebie opisanych zjawisk - z syndromem odstawienia włącznie. Jedyne co zaobserwowałem, to poprawa smaku i parę groszy w kieszeni więcej. "
      Skąd niby się wzięła ta "poprawa smaku"? I kto powiedział że akurat byłeś uzależniony i musiałeś mieć zespół odstawienny?
      "Jest masa substancji zawartych w różnych produktach, które mogą mieć wpływ na percepcję, ale gdyby zacząć je klasyfikować pod tym kątem, to do czego by to doprowadziło?"
      Jeśli są stosowane głównie w celu poprawy nastroju, często prowadzą do szkodliwego, nałogowego używania i wywołują uzależnienie, dodatkowo indukując całą masę negatywnych skutków zdrowotnych, czym się różnią od innych narkotyków?
      "A poza tym, jeśli papierosy tak odurzają, to czemu w bardzo wielu krajach można palić prowadząc samochód, pociąg, czy nawet samolot?"
      Specyfika działania - brak zmian percepcji na tyle dużych aby spowodować wypadek.
      Anty

      Usuń
    15. "Głębszy wdech spalin ze starego autobusu też odurza i to jeszcze jak. I co? Zakazać oddychania w czasie stania w korkach?"
      A ile osób podchodzi do rur wydechowych aby się nawąchać?
      Mam inną propozycję: ograniczyć ruch samochodowy w miastach, bo wywołuje same straty.
      Anty

      Usuń
    16. @ Tie Fighter

      Ale chyba zdajesz sobie sprawę, że papierosy jednak uzależniają? ;)

      Usuń
    17. @Kira,

      Owszem, uzależniają, ale nie odurzają - przynajmniej nie bardziej niż wspomniane przeze mnie substancje.

      Usuń
    18. @Anty,

      Nie tyle podchodzić do rury, co stojąc w korku co i rusz dostawać kłąb spalin diesla przez otwarte okno. Akurat w dostawczaku nie mam klimy, muszę latem otwierać okna, wiec jak mi przyjdzie stać w korku z lewej strony takiego autobusu, albo TIR-a, to po kilkunastu minutach co najmniej ból głowy murowany. A z tym ograniczeniem ruchu, to jest temat do dyskusji, ale największych trucicieli nie wyeliminujesz, bo są to samochody dostawcze różnego kalibru, autobusy itp. Jak zawsze dostanie się osobówkom, które emitują niewiele spalin.

      Usuń
    19. TF
      Zdecydowanie bardziej odurzają - i niemal wyłącznie po to są używane, w przeciwieństwie do wspomnianych warzywek.

      Osobówek jest wielokrotnie więcej niż TIR-ów czy dostawczaków, a dodatkowo więcej jeżdżą po mieście, więc to osobówki są największymi trucicielami - efekt skali. TIR-y można spokojnie wyrzucić z centrów miast, choćby ograniczając fizycznie możliwość ich wjazdu.
      Anty

      Usuń
    20. Jak dla mnie fajki nie odurzają, bo paląc nie zauważałem żadnych objawów odurzenia. A jeżeli nie odczuwa się odurzenia, to możemy mówić o uzależnianiu, bo skoro to odurzanie ma charakter śladowy, to nie ma o czym deliberować.
      A wracając do tych samochodów, to czy wiesz jaką przeciętną mocą dysponuje przeciętny silnik TIR-a?

      Usuń
    21. Wiem. Jaki odsetek samochodów poruszających się w ruchu miejskim stanowią TIR-y?
      Dane z 2011 roku: liczba zarejestrowanych samochodów osobowych 17 871 tys., liczba TIR-ów 234 tys (1,3% w stosunku do samochodów osobowych). Ogromna większość tych TIR-ów nie jeździ w ruchu ciągłym po miastach, tak jak większość osobówek.
      Anty

      Usuń
    22. PS1. Do trucicieli można spokojnie zaliczyć większość samochodów osobowych. Większość osobówek zarejestrowanych w Polsce to graty w wieku 10 lat lub więcej, często dużo więcej.
      PS2. Papieros odurza w sposób, jaki opisałem powyżej - charakterystyczne objawy odczuwa ogromna większość palaczy. Pewnie że nie wywołuje halucynacji.
      Anty

      Usuń
    23. @Anty,

      No nie dobrze, niedobrze. Zacznijmy od tego, że podałeś tylko liczbę zarejestrowanych TIR-ów, a zupełnie pominąłeś te tranzytowe, co czyni ich liczbę wielokrotnie większą od podanej. Ponadto skoro wiesz, że taki ciągnik siodłowy ma przeciętnie moc 450 KM, to wiesz też, że te konie mechaniczne trzeba czymś napoić. Przeciętnie 35-40l/100km, czyli tyle, co 6-7 samochodów osobowych z silnikiem diesla. A w przypadku tych trzyosiowych o mocy ponad 500KM nawet 60l/100km. Na skrzyżowaniu taki TIR zajmuje tyle miejsca, co 4-5 osobówek. Może i te TIR-y nie wjeżdżają co ścisłych centrów miast, ale z całą pewnością spora ich liczba porusza się po tych miastach zdążając do punktów docelowych lub pośrednich, które nie zawsze znajdują się gdzieś na peryferiach. Na przykład dostawy do "Biedronek" zawsze odbywają się TIR-ami, czasem tylko ze skróconą naczepą. O wieku i przebiegach większości tych TIR-ów przez litość nie wspomnę. Ale prawdziwą perełką są autobusy miejskie. Nowy Mercedes Citaro żłopie 45l/100 kilkometrów, a w przypadku jazdy z włączoną klimatyzacją spokojnie spala 52l/100km. A ten model uchodzi za dość oszczędny, bo autobusy innych marek palą zwykle więcej - do 60 litrów/100km w identycznych warunkach. Jeśli do tego doliczysz całą masę samochodów dostawczych o mniejszych tonażach, a spalających grubo ponad 20 litrów (nawet Mercedes Sprinter z silnikiem 2200 i mocy 100KM spala przy spokojnej jeździe 11 litrów), to już ta proporcja liczby poszczególnych typów samochodów do ich udziału w zanieczyszczaniu powietrza nie wygląda wcale tak, jak przedstawiłeś. Zgodzę się natomiast z wiekiem zarejestrowanych aut. Chociaż i tu nie można kierować się takimi uproszczeniami jak proponujesz. Jeździłem kiedyś Mercedesem, którego kupiłem jako czterolatka. Kiedy miał lat 10, nadal był w świetnym stanie, a jego przebieg ledwo przekroczył 100 000 km. Facet, który go ode mnie kupił jeździ nim do dzisiaj choć auto liczy sobie już 17 wiosen. Oczywiście nie można tego samego powiedzieć o jakimś dajmy na to Daewoo Tico w tym samym wieku i z takim samym przebiegiem. I tu jest właśnie problem. Zgodzę się natomiast, że nie powinno się dokonywać pierwszej rejestracji aut więcej niż dziesięcioletnich sprowadzanych do Polski. Rzeczywistym problemem polskich dróg i przyczyną powstawania korków jest kilka innych rzeczy - takich jak źle zestrojone zmiany świateł na skrzyżowaniach, brak liczników odliczających czas do zmiany świateł, zwężanie dróg, aby wykroić z nich ścieżki rowerowe, z których korzysta 10% rowerzystów, a reszta pcha się na drogę skutecznie paraliżując ruch, fatalne oznakowanie dróg i wreszcie małolitrażowe popierdółki o mocy trzech koni, które ruszają ze skrzyżowań z gigantycznym opóźnieniem i jeżdżą z prędkościami poniżej tych dopuszczalnych. Ot co.

      Usuń
    24. @ Tie Fighter

      Prędkość poniżej dopuszczalnej? Czyli jaka? Po prostu przepisowa? ;)

      Ścieżki są konieczne, jeżeli chcemy wyeliminować rowerzystów z jezdni. Tylko że ten proces musi trochę potrwać.

      Usuń
    25. TIR jest i tak o wiele bardziej ekonomiczny od samochodu osobowego. Zużywa 6-7 razy więcej paliwa od samochodu osobowego, ważąc od niego wraz z załadunkiem ok. 40 razy więcej. Ogromna większość TIR-ów - zarówno tych zarejestrowanych jak i tranzytowych - nie porusza się w danej chwili po miastach, ale pomiędzy nimi. Tymczasem większość osobówek jeździ niemal wyłącznie po miastach. Oczywiście poza całą masą samochodów osobowych, które również poruszają się w ruchu tranzytowym. Jeśli chodzi o miasta, proporcja jest więc jeszcze bardziej niekorzystna dla samochodów osobowych niż wynikałoby to z przedstawionych powyżej liczb - jeden TIR przypada na grubo ponad 100 samochodów osobowych, czyli ciężarówki odpowiadają za najwyżej kilka % spalin w miastach. Ale ja jestem za wyrzuceniem TIR-ów z miast ze względu na niszczenie nawierzchni.
      Ruch autobusowy jest o wiele bardziej ekonomiczny od samochodowego jeśli chodzi o generowanie zużycia paliwa w przeliczeniu na liczbę przewożonych osób. Przeciętny autobus miejski przewozi ok. 50 pasażerów naraz (autobusy przegubowe potrafią więcej - przynajmniej dwukrotnie), z grubsza litr zużytego paliwa przypada na jedną osobę. W przypadku samochodu osobowego, zwykle przewożącego tylko jedną osobę, jest to 7-10 litrów w ruchu miejskim.
      Dane dotyczące wieku samochodów to nie żadne uproszczenie, tylko oparcie się na statystyce. Większość z nich to stare rupiecie, którym bardzo daleko do Mercedesów (bezwzględna większość samochodów osobowych poruszających się po polskich drogach ma ponad 10 lat).
      Rzeczywistym problemem polskich miast jest bardzo duży ruch samochodowy w miastach - większy niż np. w Niemczech, co widać na pierwszy rzut oka, kiedy się tam pojedzie.

      Anty

      Usuń
    26. @Kira,

      Jeżeli na kimś odcinku drogi wolno jechać maksymalnie np. 90km/h, to menda jadąca tamtędy 60km/h blokuje ruch i kodeks wykroczeń drogowych przewiduje za to mandat karny. W praktyce oczywiście się tego nie stosuje choć powinno się. Zawsze postulowałem, że na drogach jednopasmowych dopuszczalna prędkość maksymalna powinna być zarazem prędkością minimalną. Dlatego tak fajnie jeździło mi się w Irlandii, bo tam poza terenem zabudowanym wolno jechać 100km/h (nie licząc autostrad) i wszyscy jadą te 100km/h. Ruch odbywa się płynnie i nie trzeba nikogo wyprzedzać. A co do ścieżek rowerowych, to jestem za ich budową, ale nie kosztem zwężania dróg. Jestem też za bardzo surowym karaniem rowerzystów za wjeżdżanie na ulicę, kiedy obok biegnie ścieżka rowerowa. Już pominę fakt, że większość rowerzystów nie posiada żadnych uprawnień, nie zna znaków i przepisów, a domaga się traktowania jak pełnoprawny uczestnik ruchu. To jest chore w tym wszystkim.

      Usuń
    27. Moim zdaniem najlepsze byłyby tzw. widełki: można jeździć od-do. Od 75 km/h do 90/h. To, rzecz jasna, tylko przykład.

      Ja jadę po jezdni wyłącznie w mojej minidzielnicy, gdyż tam wśród domków jednorodzinnych albo nie ma chodnika, albo jest co najwyżej jego parodia. Zgadzam się, że rowerzysta wśród samochodów to albo desperat (czyt. nie może jechać inaczej) albo szkodnik.

      Usuń
    28. @Anty,

      Ja nie dyskutuję z ekonomiką transportu w ujęciu ilość litrów na łebka czy kg. ładunku, a jedynie wykazałem, że udział samochodów ciężarowych i autobusów w ogólnej liczbie spalonego paliwa, a co za tym idzie zanieczyszczania środowiska jest znacznie większy niż by wynikało z danych rejestracyjnych pojazdów. Niestety ale nie masz racji twierdząc, że większość Tirów jeździ poza miastami. Jest cała masa miast, przez które przejeżdżają tysiące Tirów dziennie - ot choćby Sochaczew, którego mieszkańcy od lat domagają się budowy obwodnicy. Nie wmówisz mi chyba, że w Sochaczewie osobówki emitują więcej spalin, niż te Tiry. Dość regularnie jeżdżę przez Łódź. Tam też samochody ciężarowe przebijają się przez miasto do węzła w Strykowie, a te które jadą na Gdańsk starą "jedynką" grzeją równolegle do tych pierwszych od zachodniej strony. Rozumiem, że nie zgadzasz się ze mną dla zasady, ale takie są fakty. Nie neguję też faktu występowania ogromnej liczby samochodów osobowych w miastach oraz ich wieku, ale jak chcesz z tym walczyć? Bo ja uważam, że lepiej przebudowywać drogi tak, by były bardziej drożne, a ruch odbywał się płynnie. Władze mojego miasta zdały sobie z tego sprawę i uczyniły niemal cuda w tym zakresie. Pokazały, że jednak można. Udrożniono kilkanaście miejsc, które od lat były miejscem powstawania olbrzymich korków. I żeby nie było - sporo z tych inwestycji miało miejsce właśnie w centrum, gdzie jeździ się teraz płynnie nawet w godzinach szczytu.

      Usuń
    29. @Kira
      W takich okolicach należałoby ustawiać znak "strefa zamieszkania", w której pieszy ma bezwzględne pierwszeństwo przed samochodami, a prędkość maksymalna pojazdów jest ograniczona do 20 km/h. Na małych uliczkach osiedlowych - także (gdzieniegdzie się tak robi, niwelując stwarzane przez kierowców niebezpieczeństwo dla dzieci, osób starszych, inwalidów, itd.).

      Anty

      Usuń
    30. @TF
      No właśnie nie wykazałeś. Jako łodzianin doskonale znam Łódź i wiem że nawet na tej trasie wylotowej do Strykowa - a wielokrotnie tamtędy przejeżdżałem - stosunek liczby samochodów osobowych, których ciągną się tam całe sznury, do obserwowanych TIR-ów wynosi mniej więcej 50:1. W samym centrum miasta jest oczywiście inaczej i stosunek ten jest o wiele wyższy.
      Udrożnienie niewiele da w kontekście nadmiernej liczby samochodów w centrach miast. Trzeba rozbudować efektywny transport zbiorowy i obwodnice we wszystkich większych miastach.
      Anty

      Usuń
    31. @Anty,

      "Dane z 2011 roku: liczba zarejestrowanych samochodów osobowych 17 871 tys., liczba TIR-ów 234 tys (1,3% w stosunku do samochodów osobowych)."

      Sprawdziłem i jest nieco inaczej niż podajesz.

      "Aktualnie po drogach świata jeździ 1 miliard samochodów - 200 milionów ciężarówek i 800 milionów samochodów osobowych"

      "Samochody odpowiadają za 65% zanieczyszczeń emitowanych na obszarze Unii Europejskiej.[...] Połowa zużycia paliw i emisji w tym sektorze to auta osobowe, druga połowa przypada na transport towarów, maszyny rolnicze, budowlane i inne. "

      http://ziemianarozdrozu.pl/encyklopedia/44/transport-drogowy

      Przykro mi, ale nie miałeś racji.

      Usuń
    32. Ciekawa dyskusja. Wychodzi na to, że jak przyjąć spalanie tych 200 000 000 ciężarówek 40 litrów na stówę to uzyskamy 8 000 000 000 litrów zużycia. Jak przyjąć spalanie tych osobówek 7 litrów na stówę to mamy 5 600 000 000 litrów. To wychodzi ze te wszystkie ciężarówy spalają więcej paliwa niż wszystkie osobowe.

      Edek

      Usuń
    33. @TF
      Nie wiem w czym to sprawdziłeś, ale wydaje się mocno niewiarygodne, przynajmniej w odniesieniu do państw europejskich. W tym, co podajesz, padają bardzo ogólnikowe stwierdzenia, w dodatku bez rozbicia na poszczególne państwa, a tym bardziej na miasta i tereny pozamiejskie. Tymczasem jeśli TIR-y w ogóle pojawiają się w obrębie miast, przejeżdżają niemal wyłącznie przez główne trasy wylotowe. W ścisłych centrach i na ulicach nie będących głównymi ciągami komunikacyjnymi TIR-ów nie ma wcale. Inaczej rzecz wygląda w przypadku dostawczaków, których jednak jest kilkakrotnie mniej niż samochodów osobowych.
      NIE wymyśliłem sobie swoich danych; pochodzą z oficjalnych rejestrów dokonywanych na terenie RP, więc nie jest "inaczej" niż podaję.
      Nie jestem adwokatem TIR-ów - ich ruch na terenie miast powinien zostać ograniczony do minimum.
      Anty

      Usuń
    34. Zwiększenie przepustowości dróg nie skutkuje ich udrożnieniem, a jedynie zwiększeniem natężenia ruchu - mówi o tym paradoks Downsa-Thomsona. Wybudowanie dróg szerszych niż autostrady prowokuje do znacznie częstszego przemieszczania się przez miasto samochodem (zarówno w ruchu miejskim jak i tranzytowym), w efekcie prowadząc do jeszcze większego zanieczyszczenia powietrza.
      Anty

      Usuń
  7. @Kira

    A może by tak po prostu motywować gości do trzymania się tematu posta. Bo "maryśka" to tylko jeden z tematów, na który zwykle schodzi rozmowa...

    Pozdrawiam, yrk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to nie ma zbytniego sensu, Yrku.

      Usuń
    2. No może i nie ma. Ale tak samo nie ma sensu banowanie tylko marijuany. Skoro można będzie ciągle dyskutować o innych narkotykach i - omijając ograniczenia - mówić np. o miękkich i twardych. Ale co ja tam wiem :D

      Usuń
    3. Tyle, że najczęściej chyba przewijał się temat tej właśnie substancji. Nie przeszkadzało mi to do pewnego czasu, potem jednak zaczęło - stąd zakaz. Jak to mówią: co za dużo, to i świnia nie zje.

      Usuń
    4. @Kira...
      gdy koleżanka w pracy kiedyś mi truła tyłek o naklejkę na monitorze MOJEGO służbowego komputera, pozostałą po poprzednim pracowniku, to choć ta naklejka ani mnie ziębiła, ani grzała, również ustawiczne ględzenie koleżanki zaczęło mi na tyle przeszkadzać, że sama naklejka zaczęła mi przeszkadzać... wiec ją odkleiłem... tak więc, jak najbardziej Kiro, Cię rozumiem...
      co prawda takie uleganie cudzemu marudzeniu nie świadczy zbyt dobrze sile osobowości, ale w takich drobiazgach można dla świętego spokoju ulec, bo ślepy upór również o dobrze o sile osobowości by nie świadczył...

      Usuń
    5. Nie rób sobie wyrzutów. Było-minęło. :)

      Siła osobowości? Nigdy nie robię niczego tylko po to, żeby sobie lub komukolwiek coś udowodnić. Może faktycznie jestem słaba? Porównuję siebie czasami do trzciny, którą byle wiaterek zegnie, ale nawet potężna wichura nie wyrwie. ;)

      Usuń
  8. BTW, w Iranie przemyt, czy handel narkotykami na dużą skalę karane są śmiercią i takie egzekucje odbywają się co jakiś czas, za posiadanie narkotyków trafia się do więzienia. Nie powstrzymało to w żaden sposób rozwoju narkomanii w tym państwie, skala zjawiska pozostaje olbrzymia (zgodnie z oficjalnymi, zaniżonymi danymi w państwie tym mieszkają przynajmniej 2 miliony osób uzależnionych od narkotyków).
    Tak więc kara śmierci może ograniczyć narkomanię w mikroklatce typu Singapur, ale nie w kraju poważnej wielkości.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wciąż nie wiem, jak ułatwienie dostępu do narkotyków ma ograniczyć narkomanię?

      Usuń
    2. Taka teza nie została przeze mnie sformułowana.
      Anty

      Usuń
    3. To po co je legalizować?

      Usuń
    4. Jeżeli istalacja fotoradarów nie zwiększa bezpieczeństwa na drogach, to po co to robić? Odpowiedź na oba pytania jest taka sama: dla pieniędzy.

      Usuń
    5. Owszem Yrku - dla pieniędzy. pytanie brzmi jeszcze czyich pieniędzy? Bo w przypadku narkotyków,w tym także marihuany, na legalizacji skorzystają tylko narkotykowe mafie, gdyż zmonopolizują rynek i nikt spoza ich półświatka nie dociśnie się do biznesu. Czyli grupy optujące za legalizacją tego syfu, świadomie lub nie, są rzecznikami interesów zwykłych przestępców. Mało tego, logika,którą się kierują zwolennicy legalizacji prowadzi wprost do konkluzji - skoro nie można zwalczyć plagi kradzieży, to zalegalizujmy kradzież. Skoro nie można opanować plagi pijanych kierowców, to podwyższyć dopuszczalne limity do jednego lub więcej promili we krwi. A co, jak szaleć, to szaleć.

      Usuń
    6. @Yrk...
      większość ludzi popełnia permanentny błąd i gdy słyszą słowo "narkotyk" rozumieją jakąś jedną, jednolitą pod kątem właściwości substancję... jest to taka odmiana burakozy - lemingozy pod wpływem filmów sensacyjnych... a tymczasem każda z tych substancji działa inaczej, każda wywołuje inne skutki, tak doraźnie, jak w długim dystansie... gdyby było inaczej, to dlaczego jedni ćpają alkohol, inni acetylomorfinę, inni np. MMDA?... przecież powinno być wszystko jedno... tymczasem okazuje się, że ludzie którzy chcą ograniczyć zjawisko narkomanii postulują akurat marihuanę, lekki paranarkotyk na pograniczu narkotyku i używki /żadne z tych określeń nie jest błędem/ jako obiekt legalizacji... okazuje się bowiem, że przy innych substancjach nie występuje mechanizm sprzyjający ograniczeniu owej narkomanii... sorry, jak gdzieś już wspomniałem, nie będę teraz tu tego tłumaczył, ale niedługo zrobię to u siebie /możliwie syntetycznie i łopatkologicznie/... i tak się wychyliłem teraz ponad plan...

      Usuń
    7. Na marginesie: Morgan Freeman właśnie zabrał głos za pełną legalizacją marijuany, Nie dość, że Czarnuch, to jeszcze ćpie...

      Co do kwestii mafia vs. legalizacja, to wystarczy spojrzeć na te stany USA, w których plantacje ziela już zaczęły przynosić dochody Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, czy Ci zadowoleni farmerzy pracują dla gangów, ale dla mnie to kolejny demagogiczny straszak. Co oczywiście nie oznacza, że np. w PL tej produkcji nie przejąłby Pruszków czy inny Sosnowiec. Ale to nie powód, by delegalizować przemysł budowlany...

      Usuń
    8. @TF
      Argumenty? Ileż razy były wałkowane?
      1) Depenalizacja palenia marihuany i zdjęcie z osób palących odium przestępców - w wielu krajach chodzi o dziesiątki jeśli nie o setki tysięcy ludzi, wpadających w patologiczne środowisko więzienne, z którym mentalnie nie mają nic wspólnego;
      2) Odebranie (przynajmniej części) dochodów i monopolu mafiom psującym i doprawiających marihuanę różnymi, często naprawdę groźnymi domieszkami;
      3) Zmniejszenie olbrzymich wydatków państwa na absurdalną i nie przynoszącą wymiernych efektów "walkę z marihuaną".
      To 3, a są jeszcze inne.
      Anty

      Usuń
    9. @Anty,

      No to przyjrzyjmy się tej punktacji.
      Ad1, Dlaczego nagle miałoby się zacząć traktować jednych przestępców lepiej od innych? Sam pisałeś coś o stygmatyzacji. Te osoby z rozmysłem łamią prawo i nie widzę powodu, dla którego miałoby się ich traktować ulgowo, a stygmatyzować choćby pijanych kierowców złapanych za kółkiem, którzy też siedzą w pierdlu. Od niemal każdego pensjonariusza zakładu karnego usłyszysz, że siedzi za niewinność i mentalnie nie ma z zakładem nic wspólnego.
      Ad2, W realiach polskich nie tylko nie odbierzesz w ten sposób żadnych dochodów mafiom, ale jeszcze je zwielokrotnisz, a środki pozyskane z tego już legalnego biznesu, posłużą do finansowania innych przestępczych dziedzin ich działalności - tym razem już niekoniecznie legalnych. Przy okazji pojawia się kolejny akt łaski - tym razem dla zorganizowanej przestępczości. Zatem jeśli koś oczami wyobraźni widzi siebie jako właściciela dobrze prosperującego kramiku z marychą, to muszę go rozczarować - nie dociśnie się, no chyba, że będzie elementem przestępczej struktury.
      Ad3, Walka z przestępcami jest jednym z podstawowych funkcji państwa. Nie ma żadnych powodów, aby tą funkcję ograniczać poprzez udawanie, że przestępcy, to fajni ludzie. Ja bym raczej szukał oszczędności w odcięciu ćpunów od leczenia się z nałogu na koszt podatnika. A to, że walka z procederem jest prowadzona nieskutecznie, nie znaczy, że należy jej zaprzestać. Zresztą wystarczającym argumentem jest to, że ograniczenie wydatków na walkę z tym procederem zostanie niewątpliwie skompensowane wydatkami na walkę ze skutkami jego legalizacji. Taki se ten argument "za". Żaden nie jest przekonujący.

      Usuń
    10. @Anty...
      jak na razie obecna "wojny z narkomanią" /pomijając wyjątki, pojedyncze lokalne inicjatywy/ sprowadza się do jakiegoś absurdu i polega w głównej mierze na ochronie interesów tych, którzy zarabiają na jednym wybranym narkotyku /czyli alkoholu/... wciągnięci są w nią ich klienci /nie piszę "alkoholowe ćpuny", bo nie wszyscy użytkownicy alkoholu nimi są/... wróg w owej "wojnie" jest już z założenia błędnie określony, gdyż cel jest błędnie określony...
      zdawać by się mogło, że celem jest, aby użytkownicy narkotyków tak ich używali, by nie przynosić szkody otoczeniu, tymczasem inteligentny człowiek widzi, że prawdziwym /choć ukrytym celem/ jest, by ludzie ćpali jedynie alkohol, bez znaczenia przy tym jest, że wielu ćpa ten narkotyk ryzykownie, co owocuje licznymi szkodami...
      marihuana, jej legalizacja, jest cennym, a wręcz niezbędnym sojusznikiem w walce ze zjawiskiem narkomanii... tymczasem jednak jest to nie po drodze z prawdziwymi celami ludzi, którzy zarabiają na alkoholu i mają interes w rozwoju narkomanii opartej na konsumpcji tego narkotyku... dlatego robią wszystko, by zaprzeczyć różnicom pomiędzy marihuaną i innymi substancjami, zaś ich klienci /użytkownicy alkoholu, w tym alkoholowe ćpuny/ służą im jako "użyteczni idioci"...
      prawda jedna wylazła od dawna na jaw i nie jest bynajmniej zbiegiem okoliczności, że ludzie /ci na poziomie/ organizują Marsze Konopi, a nikomu nie przychodzi do głowy organizowanie Marszów Maku, ani Marszów Krasnodrzewu...

      Usuń
    11. @Anty /p.s./...
      nie podałeś głównych argumentów za legalizacją marihuany... ale ja to naprawię niedługo...
      natomiast argument 3. jest ważny, jednak jest to argument za polityką redukcji szkód, jako o wiele tańszą i SKUTECZNIEJSZĄ od marnowania kasy na rozbudowę "zbrojeń" sił policyjnych... legalizacja marihuany jest jedynie elementem tej polityki...
      bo nie należy zapominać, że sama legalizacja nie jest żadnym panaceum, wymaga ona też innych zabiegów, działań, o których się mniej gada, gdyż są mniej medialne, mniej spektakularne...
      ...
      tak przy okazji, to bzdurą jest rozumowanie, że posiadacz samarki maryśki z założenia jest przestępcą /zaś posiadacz flaszki z wódką już nie jest, co jest kurewską obłudą/... wiele przestępstw i wykroczeń prawo definiuje samozwrotnie, czyli są one "przestępstwami" tylko dlatego, że prawodawca je tak nazwał... porównywanie posiadania maryśki z kradzieżą, gwałtem, czy zabójstwem jest tu koszmarnym nadużyciem, manipulacją i na tą manipulację dają się nabrać lemingi nie mające własnego zdania na temat tego, co jest złe, co dobre, czekające aż prawo stanowione im powie, jak w ogóle mają żyć... tak swoją drogą, jak w takich warunkach nie nabrać pogardy do większości populacji ludzkiej i nie nazwać jej "bydłem", zachowując szacunek jedynie do ludzi na poziomie, co posiadają własne, niezależne zdanie...

      Usuń
    12. 1) Dlatego że w ogóle nie ma dobrych podstaw etycznych, czy racjonalnych powodów do zaliczenia palaczy marihuany do grupy "przestępców", ani w ogóle do karania za "zbrodnie bez ofiar". Przyjęcie innego stanowiska i uznanie że krzywdzicielem i ofiarą jest jednocześnie sam palący prowadzi wprost do postulatu stosowania kar więzienia np, za nieudane próby samobójcze. Jesteś za?
      2) Na jakich podstawach formułujesz takie wnioski? Nie ma dowodów na to, że po zniesieniu prohibicji w USA mafia utrzymała monopol na handel alkoholem, więc niby dlaczego z marihuaną miałoby być inaczej? Innymi niż handel marihuaną formami działalności mafia równie dobrze zajmuje się już teraz.
      3) Primo, nie ma żadnych racjonalnych powodów aby zaliczać palaczy marihuany do grona "przestępców" (vide punkt pierwszy). Ani dowodów na to,legalizacja lub jej brak wpływają na ograniczenie bądź zwiększenie spożycia. W związku z czym rządowe nakłady na walkę z paleniem marihuany są wyrzucaniem pieniędzy w błoto.

      @Piotr
      Wybrałem trzy losowe argumenty, które uważam za dość ważne. Zaznaczyłem, że to nie wszystko, bo mi się nie chce pisać.
      Spoko;)

      Anty

      Usuń
    13. @Anty...
      okay, rozumiem... akurat sam jestem chwilowo zafiksowany na dwóch innych argumentach, które uważam za kluczowe, stąd może moja reakcja...
      ...
      a propos kwestii prawnych, to czytałem kiedyś wypowiedź kolesia, który był mocno oburzony postawą gościa zabitego w Legnicy przez policję, gdy próbował połknąć pakiecik z marihuaną na ich widok /sprawę zapewne kojarzysz/... oburzony, bo przecież posiadanie jest nielegalne... to prawda, że chłopak przypanikował i zachował się dość głupawo, być może też wcześniej był nieprzewidujący sytuacyjnie /tych detali akurat nie wiemy/, ale oburzenie owego gościa koncentrowało się na tym, że przecież posiadanie ziela jest nielegalne, więc jak on w ogóle śmiał ratować się, zamiast pokornie zgłosić ów fakt posiadania i oddać się do dyspozycji... porąbanie pojęć typowe dla odmóżdżonego legalisty...

      Usuń
    14. @Anty,

      Ad1,
      "Dlatego że w ogóle nie ma dobrych podstaw etycznych, czy racjonalnych powodów do zaliczenia palaczy marihuany do grupy "przestępców", ani w ogóle do karania za "zbrodnie bez ofiar""
      Owszem są - wyrażają się w konkretnych przepisami Kodeksu karnego
      Rozumiem, że pijanych kierowców, złapanych po raz n-ty za kółkiem na podwójnym gazie, traktujemy identycznie jak proponujesz w przypadku ćpających marychę? Wszak większość z tych kierowców nie wyrządziła nikomu krzywdy - oni tylko jechali po pijaku. Uwolnić ich, niech mają szansę jeszcze raz zasiąść za kółkiem nachlani i może im wreszcie uda się kogoś zabić.

      Ad2, A co ty z tymi USA mi bez przerwy wyjeżdżasz? Mimo legalizacji czarny rynek handlu marychą kwitnie w najlepsze - wystarczy sobie sięgnąć do statystyk tamtejszej policji. Mówimy o Polsce. Cały handel tym syfem w naszym kraju spoczywa w ręku bardzo niebezpiecznych grup przestępczych, które za chuja nie oddadzą nawet fragmentu tego rynku i ochoczo go zmonopolizują. Wbrew temu, co naiwnie sądzisz sterroryzują każdego, kto będzie chciał w ten biznes wejść i się z bandytami nie podzieli. Mam wielu znajomych w środowisku policjantów i wszyscy potwierdzają to zagrożenie - dlatego trudno uświadczyć policjanta, który znając realia i zagrożenia, optowałby za legalizacją tego syfu.
      Ad3, Nie ma żadnych racjonalnych powodów, aby zaliczać pijanych kierowców do grona przestępców (vide pkt1).
      "Ani dowodów na to,legalizacja lub jej brak wpływają na ograniczenie bądź zwiększenie spożycia."
      Aha, rozumiem. Czyli proponujesz przeprowadzenie odważnego eksperymentu, w którym mamy 50% szans, że konopnych ćpunów przybędzie i 50% szans na to, że pozostanie tyle samo ćpunów co jest obecnie. No cóż, pogratulować.

      Usuń
    15. Anty P.S.

      Odnosząc się jeszcze do poglądu wyrażonego w komentarzu z godz. 11:21, dopowiem, że ów pechowy ćpun wyciągnął kopyta z własnej winy i głupoty, to raz, a dwa w wyniku świadomego łamania obowiązującego prawa. Można zatem postawić tezę, ze dosłownie i w przenośni marycha go zabiła.Gdyby nie łamał prawa i nie był zielnym ćpunem, to by żył. I żadna w tym wina policji, która wykonywała swoje obowiązki.
      Nigdzie też nie podano recepty jak zaradzić niemal pewnemu zjawisku udostępniania legalnego ziela nieletnim. Oczywistym jest, że zawsze znajdzie się dobry wujek, który za drobną prowizją nabędzie legalną trawę i bez problemu przekaże 13 letniemu zleceniodawcy.

      Kończąc dyskusję, dodam tylko niejako na pocieszenie, że lwia część społeczeństwa jest przeciw legalizacji kolejnego społecznego problemu, a uwzględniając układ sił politycznych (Palikmiot 1,5% poparcia) i prognozy tego układu, szans na legalizację twoich postulatów w najbliższych 15 latach nie ma żadnych. Co z niekłamaną satysfakcją stwierdzam i wyrażam zadowolenie z decyzji podjętej przez Kirę, aby wyeliminować temat tego gówna z przestrzeni tego bloga. Może i znajdą się grupy osób, którym w ten sposób ubędzie 33,333% tematów do dyskusji, ale w imieniu tych, którym nie obce inne niż marycha, antyklerykalizm i dupa zagadnienia z życia społeczeństwa popieram i bardzo się cieszę.
      Do następnej dyskusji - już nie o maryśce na szczęście.

      Usuń
    16. @ Tie Fighter

      Palacze marihuany szkodzą najczęściej jedynie sobie. Dlatego nie ma co ich porównywać z potencjalnymi zabójcami na szosie.

      Mnie przekonuje TYLKO JEDEN argument: że ewentualna legalizacja byłaby ciosem w nieletnich. Bo o dorosłych ćpunów się nie martwię.

      Usuń
    17. @Kira,

      Różnie to z tymi palaczami jest. Niektórzy mają rodziny. Pamiętasz niedawne zdarzenie bodajże z Gdańska? Palacz marychy zamordował swoja kilkumiesięczną córeczkę, bo dziecko płakało! Tłumaczył się później, że nie wiedział co robi, bo od wielu miesięcy jest odurzony marychą. Rzeczywiście badania toksykologiczne to potwierdziły. A przypadek kanibala z Florydy, który skonsumował jakiemuś nieszczęśnikowi twarz? A morderca drogowy z Kamienia Pomorskiego? Oprócz alkoholu wykryto u niego duże stężenie THC. Taki palacz, porządnie najarany wsiadając za kółko jest chyba jeszcze bardziej niebezpieczny niż pijak - patrz przypadek szaleńca z Trójmiasta, który po maryśce w zeszłym roku rozjeżdżał dla zabawy przechodniów - syn pani prokurator zresztą. Nie zawsze jest tak, że taki palacz szkodzi tylko sobie - niestety.

      Usuń
    18. @Kira,

      I jeszcze coś z twoich okolic - na pewno słyszałaś

      http://lublin.tvp.pl/18357903/brutalne-zabojstwo-byli-pod-wplywem-marihuany

      Usuń
    19. @ Tie Fighter

      Dzięki za info. Jak widać marycha bezdyskusyjnie jest NARKOTYKIEM.

      Usuń
    20. @TF
      "Owszem są - wyrażają się w konkretnych przepisami Kodeksu karnego"
      Gdyby władze nagle zakazały jedzenia cukru albo tłustego mięsa, gdyż niewątpliwie wywołuje to choroby cywilizacyjne, natychmiast byś się pokornie dostosował?
      Kodeksy karne próbowały wyznaczać ramy etyczne w zbrodniczych państwach totalitarnych. Miejmy nadzieję, że to już przeszłość.

      "Rozumiem, że pijanych kierowców, złapanych po raz n-ty za kółkiem na podwójnym gazie, traktujemy identycznie jak proponujesz w przypadku ćpających marychę? Wszak większość z tych kierowców nie wyrządziła nikomu krzywdy - oni tylko jechali po pijaku"
      Skala zagrożenia dla innych zupełnie nieporównywalna.
      Pijanych kierowców traktowałbym tak samo jak kierowców po spożyciu marihuany. Takie porównanie byłoby trafne.
      Innymi słowy, nie widzę dalej żadnych podstaw etycznych traktowania palaczy marihuany tak samo, jak pospolitych przestępców. Jesteś za karaniem niedoszłych samobójców, czy nie? Niewątpliwie szkodzą sobie i swoim rodzinom.

      "A co ty z tymi USA mi bez przerwy wyjeżdżasz? Mimo legalizacji czarny rynek handlu marychą kwitnie w najlepsze - wystarczy sobie sięgnąć do statystyk tamtejszej policji."
      Ale nie o tym była mowa, Przedstaw dowody na to, że po legalizacji mafia ciągle dzierży monopol na handel marihuaną. Potrafisz czy nie?

      "Mówimy o Polsce. Cały handel tym syfem w naszym kraju spoczywa w ręku bardzo niebezpiecznych grup przestępczych, które za chuja nie oddadzą nawet fragmentu tego rynku i ochoczo go zmonopolizują."
      Jeszcze raz - poproszę o dowody na zmonopolizowanie rynku marihuany przez mafię w krajach, w których zalegalizowano marihuanę.

      "Nie ma żadnych racjonalnych powodów, aby zaliczać pijanych kierowców do grona przestępców (vide pkt1)."
      Są żeby uznać ich za duże zagrożenie na drogach - o czym świadczą choćby statystyki wypadków. Nie ma natomiast żadnej wykazanej w jakichkolwiek danych równowagi między pijanym kierowcą i przeciętną osobą palącą marihuanę.

      "Czyli proponujesz przeprowadzenie odważnego eksperymentu, w którym mamy 50% szans, że konopnych ćpunów przybędzie i 50% szans na to, że pozostanie tyle samo ćpunów co jest obecnie. No cóż, pogratulować"
      Równie dobrze można zakładać, że na 50% ubędzie, bo takie założenie będzie tak samo księżycowe, jak to o nagłym przyroście. Podobny "eksperyment" przeprowadzono w rozmaitych formach w kilku państwach, bez wyraźnych negatywnych efektów. Dane zaprzeczają twierdzeniu jakoby legalizacja zwiększała spożycie marihuany - zatem nie ma podstaw do takiego twierdzenia. Holandia ma znacznie niższy odsetek "konopnych ćpunów" od wielu państw europejskich, w których marihuana jest nielegalna.

      "Różnie to z tymi palaczami jest. Niektórzy mają rodziny."
      Podobnie jak miłośnicy alkoholu i papierosów. Statystycznie ci pierwsi popełniają "pod wpływem" rzeczywiście groźne przestępstwa kryminalne częściej niż amatorzy marihuany.

      Tyle że tu już kompletnie odbiegamy od tematu. Póki co, nie zakwestionowałeś ani jednego z przytoczonych argumentów nr 1 i 2, a do trzeciego się w ogóle nie odniosłeś.

      Więc z nudów przytoczę czwarty (więcej nie chcę, żeby nie rozbijać Piotrowi tematu): Legalny obrót i dystrybucja marihuany niosłyby za sobą możliwość kontroli składu i jakości legalnej marihuany, ze znacznie mniejszym ryzykiem zakupu towaru z zawartością szkodliwych i niebezpiecznych domieszek.

      Anty

      Usuń
    21. @Kira...
      jak histeryczna jest obrona statusu alkoholu widać po manipulacji medialnej, która odbyła się po historii z piratem drogowym, który zabił 6 osób /jak dobrze pamiętam, w kamieniu Pomorskim/... był napruty centralnie takimi narkotykami, jak alkohol i amfetamina, co wykazały testy... drugiego dnia śledztwa przypomniał sobie /zapewne ratując dupę chciał zrobić wrażenie, że współpracuje/, że dwa dni wcześniej wypalił jointa z marychą... wszystko fajnie, co prawda po dwóch dniach THC zalega w mózgu, ale specjalnego wpływu na percepcję już nie ma... gdy ta wiadomość przeciekła do mediów, przestały nagle nadawać o alkoholu /amfę traktowano cały czas jakoś tak średnio, beznamiętnie/, za to pojawiły się newsy, jakoby kierowca rzekomo był nawalony maryśką...
      historia morderstw w Rakowicach /pewnie słyszałaś/... oboje oskarżonych dostało amoku dość synchronicznie, ale istotne jest to, że był to agresywny amok, co dość jednoznacznie sugeruje, że nie palili marihuany, lecz "marychujanę" /jak pamiętasz, uzgodniliśmy, że tak ostatnio nazywamy fałszowaną marychę z domieszkami, m.in. różnych syntetycznych substancji narkotycznych/, który to produkt mógł wywołać rzeczywiście agresję...
      takie newsy dobrze się sprzedają, zaś leming czyta tylko słowo "marihuana" i nad niuansami problemu się nie zastanawia...
      ...
      jak się fabrykuje w statystykach rzekomych "ćpunów" w temacie maryśki?... mechanizm jest prosty... przychodzi do poradni ktoś z problemem na tle narkotyków... podczas wstępnego wywiadu padają pytania, np. jakich substancji próbował lub używał... wielu miało doświadczenia z marychą, wystarczy jednorazowe i ten fakt zostanie zanotowany, zaś potem w rozpoznaniu widnieje "uzależnienie krzyżowe" /albo "mieszane"/ i dokument idzie w świat...
      ...
      nie słyszałem, by ktoś wątpił, by marihuana była narkotykiem, w końcu nieco zmienia percepcję, świadomość... jest także używką, bo to jest ogólna nazwa wszystkiego, od kawy i papierosów, po methamphetaminę... zaś w ścisłych kontekstach mawia się o niej "miękki narkotyk" lub "paranarkotyk", by nie wrzucać jej do jednego worka z poważniejszymi narkotykami, jeśli chodzi o siłę rażenia...
      tak więc nie wiem, w czym problem?...
      natomiast histeria panuje wobec nazywania narkotykiem silniejszego i o wiele bardziej niebezpiecznego narkotyku - czy alkoholu... co poniektórzy wydają się nawet osobiście dotknięci tą terminologią... cieszę, się, że również uważasz to za dziwne zjawisko...

      Usuń
    22. @Anty,

      Nie chce mi się dalej wałkować tego tematu. Nie przekonasz mnie do swoich racji, a ja nie przekonam ciebie. Pozostańmy zatem na gruncie realiów i trzeba pogodzić się z faktem, iż jeszcze przez wiele lat marycha nie zostanie w naszym kraju zalegalizowana - o ile w ogóle kiedyś do tego dojdzie. Mam nadzieję, że nie. Stoję na stanowisku, że to gówno należy SKUTECZNIE zwalczać, a nie legalizować i policjanci dokładnie wiedzą jak to robić, ale nie ma woli politycznej, aby dać im do tego narzędzia. Tymczasem zwolennikom legalizacji zostaje jedynie pisać teksty na blogach, prowadzić dyskusje, agitacje czy promocję, ale to takie gadanie po próżnicy - i dobrze. I cieszę się, że ubył jeden blog, gdzie to gadanie po próżnicy będzie możliwe.

      Bywaj!

      Usuń
    23. @TF
      To prawda że się nie przekonamy. Dalsze gadanie o marysze oczywiście nie będzie tu możliwe, co być może nie wykluczy gadania o bardziej niebezpiecznych narkotykach, na przykład o alkoholu.
      Absolutnie nie wierzę w możliwość i wolę zwalczania palenia marihuany w sytuacji, w której znaczna część ludzi jest temu przeciwna.
      Działania zwolenników legalizacji nie ograniczają się tylko do prowadzenia dyskusji na blogach lecz już przyjęły bardzo konkretne oblicze w sferze publicznej. I bardzo dobrze, po podobno mamy demokrację, a aktywności obywatelskiej (wszelkiej) jest u nas jak na lekarstwo.
      Anty

      Usuń
  9. @ Tie Fighter
    Pewien lekarz na imieninach opowiedział nam o prawie równie głupim poglądzie, co ten od lat z oślim uporem lansowany na blogu Kiry , utrzymujący jakoby legalizacja narkotyku (o cudzie, okazało się jednak, że narkotyku), mogła ograniczyć alkoholizm. Jeden z pacjentów tłumaczył mu, że pożar należy gasić benzyną. Bo ogień nie jest głupi i woli palić benzynę, niż na przykład jakiś dom. Więc polewając pożar benzyną dla zachęty, a następnie formując z niej ścieżkę, można płomienie "odprowadzić" od płonącego obiektu.
    Oczywiście był to pacjent oddziału zamkniętego, bynajmniej nie zakaźnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Tie Fighter - P.S.
      Niektóre substancje podanej w drastycznie wielkiej dawce, niespotykanej w przypadku typowego ich użytkowania w życiu codziennym, mogą odurzyć, a nawet zabić. Jeśli wierzyć literaturze fachowej, kryminaliści odurzają się pijąc napój otrzymany w wyniku zaparzenia szklanką wody całej paczki herbaty. A podczas II Wojny Światowej, przynajmniej przez pewien czas, agenci brytyjskich służb specjalnych zamiast cyjanku potasu otrzymywali jakiś związek nikotyny.

      Usuń
  10. Dla mnie jedynym narkotykiem, bez którego nie mogę się obyć jest MMA. Natomiast alkohol spożywam dla smaku, obecnie np. francuskie wino z owcą na etykiecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Dibelius
      To MMA człowieki postępu by Ci wybaczyły, teatru szekspirowskiego już raczej nie. Ale z powodu tego wina i debile, i degeneraci, i dilerzy (Kiro, wyjaśniałem o jakich szerokich grupach mówię) uznają Cię za "ćpającego".

      Usuń
    2. wiem, Owcza Krew, świetne winko... dobra jest jeszcze Czernina /z kaczką na etykiecie/, niezła też Kaszanka /z prosiakiem/, ale to już zależy od rocznika... jednak słyszałem, że najlepsze było takie z zakonnicą na etykiecie, ale tylko słyszałem, bo to seria limitowana była, na rynek czeski zresztą... nazywało się Jeptiskova Vlożka...

      Usuń
    3. @ Dibelius
      O tej serii dla Czech też mi się o uszy obiło. Podobno zamówił ją czeski hurtownik Pitomejovy Narkotický Vul.

      Usuń
  11. @ Kira & Tie Fighter
    Czytałem już różne "argumenty" za zwalczaniem narkotyków poprzez zaprzestanie ich zwalczania. Ale aż tak kretyńskich poglądów, jak te powyżej, chyba wcześniej nie spotkałem. Tego typu "argumentów" można użyć w obronie choćby złodziejstwa:

    1) Depenalizacja złodziejstwa zdejmie z z osób kradnących odium
    przestępców - w wielu krajach chodzi o dziesiątki jeśli nie o setki
    tysięcy ludzi, wpadających w patologiczne środowisko więzienne
    (mordercy, gwałciciele etc.), z którym mentalnie nie mają nic wspólnego;
    2) Redystrybucja dochodów, a zwłaszcza tych uzyskanych poprzez wyzysk
    ludzi pracy przez kapitalistycznych krwiopijców (wstydź się, Tie Fighterze!). Trafiłyby z powrotem do ludzi pracy (złodzieje na pewno nimi są);
    3) Zmniejszenie olbrzymich wydatków państwa na absurdalną i nie
    przynoszącą wymiernych efektów "walkę ze złodziejstwem". Policja mogłaby
    się wreszcie zająć czymś pożytecznym i zacząć zwalczać prawdziwe zło, rzeczywiście zagrażające istnieniu społeczeństwa. Na przykład wyłapywaniem ludzi opowiadających dowcipy o pedałach.
    To 3, a są jeszcze inne.

    Jak widzicie, nie musiałem się napracować. Bo tak tandetne mentalne wymiociny mogą być "argumentami" za depenalizacją każdego kurewstwa bez wyjątku.
    I drugie kurewstwo.
    Wiadomo że pewne mniejszości, kierując się a to ksenofobią, a to podłością, a to głupotą, a to pogardą dla normalności, dowartościowują się na siłę, budując prosty jak budowa cepa schemat: my czyli garstka dobrych i oni - morze zła. Żydzi uważają że goje to bydło (wystarczy zajrzeć do Talmudu, przy którym "Mein Kampf" jest tylko plagiatem w wersji soft). Polit-poprawni debile są do dzisiaj przekonani, że sprowadzane do Europy w ilościach hurtowych islamskie bydło przyjmie ich, uczciwszy uszy, "system wartości". A po demograficznym zwycięstwie, w pierwszej kolejności nie wytłucze wojujących ateistów jak robactwa. Pacjenci zamkniętych oddziałów psychiatrycznych też uważają, że to mury oddzielają psychicznie chorych od zdrowych. Tyle tylko, że w ich przekonaniu to "normalni" są w środku a "nienormalni" na zewnątrz. "Grypsujący" kryminaliści siebie mają czelność nazywać "ludźmi", zaś tych, którzy nie trafili za kratki - "frajerami".
    Więc nie dziwi mnie "pogląd", jakoby "ludźmi na poziomie" byli jedynie debile, degeneraci i dilerzy (znasz już Kiro moją klasyfikację tych niestety aż zbyt licznych grup). A "bydłem" przytłaczająca większość społeczeństwa, czyli tacy jak Wy czy ja. Bo w wielu sprawach mamy różne zdania. Ale jesteśmy zgodni że Polski nie wolno zamienić w jeden wielką melinę.
    A te kretynizmy czytam z wielką radością. Bo widoczna w nich bezsilna wściekłość świadczy o jednym. O uświadomieniu sobie, że blog Kiry to nie jakiś narkomański chlew, o ścianach zabazgranych apoteozą jarania marychujany. Zabawa skończona, a za chwilę woda będzie spuszczona!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, by porównanie palaczy marihuany do złodziei było trafne. W końcu ci pierwsi krzywdzą zazwyczaj tylko siebie.

      Jak już napisałam Tie Fighterowi, mnie z pochwały legalizacja wyleczył argument o wciąganiu w ten nałóg młodzieży. W najmniejszym stopniu nie jestem zainteresowana zdrowiem dorosłych ćpunów.

      Usuń
    2. @ Kira
      Nie tylko o tych okłamywanych i ogłupianych smarkaczy chodzi! Znasz przypadek syna moich znajomych, który w wyniku jarania, przez 12 lat od czasu zdania matury, przestudiował trzy semestry a nie przepracował zarobkowo ani dniówki. Tak pięknie go zdemotywowała ta "niewinna używka".
      Gdy w pewnej dyskusji przytoczyłem ten przypadek, uczestniczący w niej konopny degenerat zaczął wynajdywać potencjalne przyczyny takiego kryzysu, Zaczął od rzucenia przez dziewczynę, potem była bodajże stulejka, dalej już brednie o ujemnym prawdopodobieństwie zaistnienia (na poziomie abstrakcji atakowania go przez kosmitów). Bo te kurewskie konopie, to zdaniem poj***nego ćpuna samo dobro. Więc NA PEWNO nie one były źródłem zła. Dyskusję zakończyłem kiedy zanegował fakt. Czyli informację, że jego dziewczyna rzuciła go, gdy się przekonała, że jara. Bo poszła do pracy i powiedziała mu, że nie stać jej na opłacanie studiów zaocznych (na dzienne bezpłatne" nie mogła sobie pozwolić) opłaty plus utrzymywanie śmierdzącego lenia ad mortem usrandum.
      A co się tyczy dorosłych ćpunów, trzeba wziąć pod uwagę i drugą wielce liczną grupę nieszczęść. Czyli pamiętać, jakie piekiełko ćpuny potrafią rodzinom zgotować jeszcze tu na ziemi. I to jest powód, dla którego nie mam nic przeciwko zamykaniu ich, co automatycznie dla rodziny oznacza chwilę względnego spokoju.
      To zresztą nie muszą być awantury i rękoczyny. Postaw się w sytuacji rodziców tego wałkonia. mających świadomość, że ich syn już praktycznie przesrał życie. I zastanawiających się, co z nim będzie po ich śmierci. Jego ojciec miał w wojsku rewelacyjne wyniki jako cekaemista. I kiedyś powiedział, że jego wielkim marzeniem jest ustawić cekaem w oknie na trasie marszu ćpunparady. Bo postarałby się, żeby ani jedna wesz nie uszła z życiem.
      Chyba nie muszę Cię zapewniać, z jaką przyjemnością podawałbym mu amunicję.

      Usuń
    3. @ Stary Niedźwiedź

      Wyłuszczyłeś wszystko klarownie i logicznie. Tylko co zrobić z innym bydłem, a mianowicie z niszczącymi swoje rodziny alkoholikami? Czy również zamykać?

      Usuń
    4. @ Kira - P.S.
      Napisałaś, że jaracze green shitu, w odróżnieniu od złodziei, krzywdzą tylko siebie. Masz rację. Ale jedynie odnośnie tych, którzy nie maja rodzin.

      Usuń
    5. To samo dotyczy alkoholików.

      Usuń
    6. @ Kira
      Sorry, wstawiając swój komentarz z 13:51 nie zauważyłem Twojego z 13:45.
      Jeżeli alkoholik komukolwiek wyrządza krzywdę, trzeba mu się dobrać do skóry TAK SAMO, JAK NARKOMANOWI. Bo osiągnął etap CHLANIA, a dopiero taki można porównać ze ĆPANIEM.
      To nie muszą być koniecznie najbliżsi, czyli żona/mąż, rodzice czy dzieci. Jeżeli jakiś pijak systematycznie urządza choćby na tyle głośne awantury, że sąsiedzi nie mogą spać, nie mam nic przeciwko choćby drobnej odsiadce. Lepsze byłoby kilka bambusów (bo dlaczego Ty czy ja mamy płacić za pobyt gnoja za kratkami), ale o tym możemy na razie pomarzyć. Gdyby taka propozycja pojawiła się w medium mającym większy zasięg, niż nasze blogi, nie muszę Tobie tłumaczyć, jak polit-poprawni idioci by wyli.
      Ale nikt mi nie wmówi, że Ty czy ja mamy rezygnować z kieliszka wina do obiadu czy jednego piwa przy grillu, która to ilość trunku NICZEGO nie zmieni w naszym odbiorze bodźców z otoczenia. Bo jakiś insekt nie może legalnie wyjarać swojego konopnego gówna TYLKO i WYŁĄCZNIE po to, żeby mieć jakieś zwidy czy omamy słuchowe.
      Dziękuje Tobie, Tie Fighterowi i Dibeliusowi na merytoryczną dyskusję w gronie inteligentnych ludzi i pozdrawiam serdecznie.
      A zakonowi braci "marychujanów" dedykuję stary szlagier "Adios, muchachos" czyli żegnajcie, chłopaki".
      https://www.youtube.com/watch?v=IGI_1L7iQNA

      Usuń
  12. Czytając argumentacyjne wygibasy próbujące wekslować tematykę legalizacji używania marihuany na pozycje zupełnie niezwiązane, nie sposób się nie uśmiechnąć, bowiem ujawniają tylko brak jakichkolwiek poważnych argumentów. Spróbujmy więc postawić się w roli obrońców młodzieży przed straszliwą zarazą, jaką jest tłuste mięso i hamburger.
    Otóż nie chodzi tylko o obronę smarkaczy przed żarciem świństwa z McDonald's. Syn wujka po latach objadania się właśnie trafił na stół operacyjny - na zabieg wszczepienia bypassów. Postępująca miażdżyca i zawał w młodym wieku. Wskutek chronicznego obżarstwa przekroczył masę ciała 200kg i teraz nie może się samodzielnie poruszać, nie mówiąc o wykonywaniu pracy (pracował fizycznie). W dodatku nie chciał nawet kiwnąć palcem, ograniczając aktywność do gapienia się w telewizor. Tak go załatwiło to "niewinne jedzonko".
    Gry próbowałem go przekonać co do rzeczywistych przyczyn jego kryzysu, zaczął grubas jeden wynajdywać tysiąc bzdurnych powodów, jak problemy z dojrzewaniem, choroby, zła przemiana materii, zapracowanie itp. Wszystko tylko nie żarcie za trzech.
    Nie wyobrażacie sobie jaką krzywdę tłuścioch wyrządził swojej rodzinie, regularnie zapychając kibel, opróżniając w nocy lodówkę i nie zostawiając niczego małym dzieciom.
    Dlatego nie mam nic przeciwko temu, żeby zasrane obżartuchy oglądały świat zza krat. A najlepiej byłoby wszystkich powyrzynać i udawać że nigdy nie istniały.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie patologiczne obżarstwo jest niewątpliwie objawem zaburzeń psychicznych i takich ludzi, podobnie jak niedoszłych samobójców należy LECZYĆ! A nie wsadzać za kraty czy wręcz wyrzynać, jak byłeś uprzejmy postulować.

      Usuń
    2. Człowiek jak będzie jadł tylko pietruszkę, to też zdechnie. Zakazać pietruszki!
      A bardziej serio: zastanawiam się, skąd ta wola, by bronić przyjmowania czegoś, co ma na celu jedynie zafałszowanie odbioru rzeczywistości?
      Z własnej woli, w dodatku słono za to płacąc, znaleźć się w Martixie? Nie wiem jak to nazwać? Matrixbacją? ;))

      Usuń
    3. @Celsus...
      wspominałem Ci już /sorry, ale nie pamiętam i nie chce mi się sprawdzać/, że Rosjanie /ups, politpoprawnie powinienem "ruskie"/ już zakazali pietruszki?... samych nasion, bo ponoć jest w nich jakieś "złooo", którego można użyć do zafałszowania odbioru rzeczywistości...
      no właśnie... chyba mnie zmotywowałeś... skasuję szyby w oknach /nawet idealne nie są idealne/ dając odpór fałszowaniu odbioru rzeczywistości... rozważam wyniesienie się z domu gdzieś na świeże powietrze, bo ściany fałszują mi dźwięki dochodzące z zewnątrz... buty już wyrzuciłem, bo nic tak nie fałszuje odbioru rzeczywistości podłoża, jak te cholerne buty...

      Usuń
    4. @pkanalia

      Nie uwierzę, że nie dostrzegasz różnicy między ścianą, szybą a dragami.

      Usuń
    5. @Celsus...
      słusznie nie wierzysz, bo żartowałem...
      ale już rozgryzłem na czym polegają różnice pomiędzy naszymi podejściami do sprawy...
      o pierwszej wspominałem już... inaczej definiujemy słowo "narkotyk"... u mnie narkotyk to substancja zmieniająca świadomość, stan umysłu, ale dopuszczam inne zastosowania tej substancji, u Ciebie jest ona narkotykiem tylko wtedy, gdy kompletnie nie ma innych zastosowań /być może jedynie medyczne/...
      druga polega na tym, że inaczej wartościujemy motywacje używania narkotyków...
      ja dopuszczam dobrowolne stosowanie ich w celach: zabawowych, rozrywkowych pure, ew. mistycznych lub artystycznych, za patologię /lub jej przedsionek/ zaś uważam stosowanie w roli "leku" na problemy, stresy, czy np. weltschmerz, prowadzącą zwykle do wewnętrznego przymusu zażywania /uwarunkowania, kompulsji lub w najgorszym przypadku uzależnienia/...
      u Ciebie nie wchodzi branie narkotyku nawet dla zabawy, zaś kwestię alkoholu ogarniasz trickiem z definicją...
      ...
      jak już o definicjach mowa... gałka muszkatołowa /ususzona pestka/ znana jest jako dość popularna przyprawa kuchenna... jednocześnie jednak można ją tak przyrządzić, że działa psychodelicznie, stosuje się ją głównie w Indonezji do celów mistycznych, obrzędowych... czyli według mojej definicji jest to narkotyk, według Twojej nie jest...
      dobrze to ogarnąłem?...

      Usuń
  13. @ Celsus
    Dziękując za ściśle merytoryczna dyskusję inteligentnym ludziom, na pewno nie należącym do zdefiniowanej przeze mnie pronarkomańskiej koalicji "3D"(czyli debili, degeneratów i dilerów), przez nieuwagę obok Kiry, Tie Fightera i Dibeliusa nie wymieniłem Ciebie.
    Zapewniam, że był to efekt niedopatrzenia i przepraszam za takowe.

    OdpowiedzUsuń
  14. Chyba nie muszę dziękować za dyskusję inteligentnym ludziom, gdyż świadomości rozmowy z takowymi nie uznaję za jakąś wyjątkową nobilitację.
    Anty

    OdpowiedzUsuń
  15. tylko ja się w końcu nie dowiedziałem od Kiry, czy można będzie w przyszłości o tych portkach z Cannabis pisać, czy nie?...
    poza tym jest jeszcze jeden problem... Cannabis ma swoją zdegenerowaną odmianę "niskowoltową", zwaną "konopie przemysłowe"... sznurek się z niej robi, olej /np. do ostatniego namaszczenia, jak wiadomo ze "Szwejka"/... znowu nie wiadomo, czy można będzie pisać o ostatnim namaszczeniu?...
    bo o koniu na pewno nie będzie można, to będzie przemycanie koniopnych treści... i krytyka zachowania konia... a książka Redlińskiego czy film "Konopielka" to już ma całkiem przerąbane...

    OdpowiedzUsuń
  16. @ Wszyscy

    Dziękuję Wam za zachowanie względnej kultury dyskusji.

    Żeby było całkowicie jasne:

    1. Nigdy nie będę optować za legalizacją marihuany. Powody:

    - nie chcę wprowadzenia do szerokiego obiegu kolejnej potencjalnie niebezpiecznej substancji

    - tak naprawdę mało mnie ta kwestia obchodzi

    2. Nie gardzę każdym, kto pali marihuanę ani nie przypisuję mu z miejsca uzależnienia. Po prostu bardzo mi się ten typ rozrywki nie podoba.

    3. Gdyby nagle zdecydowano się zakazać alkoholu, miałabym co najwyżej wątpliwości, czy nie sprowadzi to na Polskę plagi przemytu i nielegalnego bimbrownictwa. Zważywszy jednak na to, co ten specyfik robi z wielu ludzi, nie byłoby mowy o najlżejszym choćby oburzeniu...

    4. ...co nie znaczy, że sama nie łamałbym prawa, pijąc od czasu do czasu - nielegalny już - trunek. Bo kto jak kto, ale JA piję bardzo umiarkowanie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Kira
      W stanie wojennym wiele osób na naszym wydziale produkowało alkohol. Ale robili to prawdziwi fachowcy, produktem był spirytus o czystości zdecydowanie lepszej, niż ten ze sklepu, co wykazała regularne chromatograficzne badania jakości produkcji. Więc gdyby jakimś cudem narkomańskie bydło zdelegalizowało produkcję alkoholu (bo heroina, kokaina czy jakieś inne zażywane przez nich gówno zdaniem tych debili "mniej szkodzi"), możesz liczyć na kieliszeczek tarniówki, dereniówki, wiśniówki czy pigwówki.
      Ale był to wyjątek potwierdzający regułę. Bo niestety zdecydowana większość ludowych "do it yourself" była koszmarnie zanieczyszczona różnymi syfami.

      Usuń
    2. @ Stary Niedźwiedź

      Nie jest żal mi palaczy marychy, to pewnie nie byłoby też żal bimbrowników, którzy by się zatruli wyrobami własnej produkcji.

      Sama zresztą planuję posiąść sztukę robienia wina. Nabrałam na to ochoty tydzień temu, kiedy nasza wiejska sąsiadka poczęstowała nas białym winem domowej roboty. A bazą dla tego trunku były - uwaga, uwaga! - mlecze! :)

      Usuń
    3. @Kira
      Również dziękuję.
      Neguję jednak wagę Twoich argumentów, zwłaszcza w zestawieniu tych przytoczonych przeze mnie.
      1. Brak związku, co wykazałem na przykładach. Marihuana jest w szerokim obiegu, czy to się podoba ustawodawcy, czy nie.
      2. To potrafię zrozumieć, Jednak moje subiektywne odczucia to coś innego niż zakazy prawne.
      3. W przypadku innych, szeroko rozpowszechnionych narkotyków mechanizm jest ten sam.
      4. Palacze marihuany robią dokładnie to samo. Nieakceptowane społecznie zakazy są warte:
      https://www.youtube.com/watch?v=tQM9z06NAVQ
      Anty

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...