31.05.2015

Pożegnanie


Nosiłam się z tym zamiarem od dłuższego czasu, ale nie sądziłam, że tak szybko wcielę go w życie. Może po wakacjach... – myślałam. – A może pod koniec roku... I nagle zdałam sobie sprawę, że nie powinnam tego przeciągać. Muszę to zrobić już, teraz, zaraz. Termin ostateczny: do końca maja.

I udało się. Za godzinę będziemy mieli czerwiec, a ja właśnie publikuję swój ostatni wpis.

Koniec z pisaniem bloga. Nie na parę tygodni czy miesięcy, lecz NA ZAWSZE. A przynajmniej taką mam nadzieję.

Mam za sobą jedenaście lat blogowania. Jedenaście lat wywnętrzania się i osądzania wszystkich i wszystkiego. Jedenaście lat pasjonujących dyskusji i kretyńskich utarczek. Czy żałuję, że trwało to tak długo? I tak, i nie. Na pewnym etapie życia taka rozrywka miała jakiś sens. Wszystko ma jednak swój kres. Minęło emocjonalne rozedrganie i chęć wykrzyczenia całemu światu, co o nim myślę. Im bardziej obrastam w wewnętrzną siłę, im łatwiej się dystansuję od absurdów codzienności, tym mniejszą mam ochotę na żarliwe dysputy, ideologiczne przekomarzanki czy utwierdzanie się w swoich moralnych racjach. Ja już naprawdę nie muszę nikomu niczego udowadniać, nikogo do niczego przekonywać. Męczy mnie międlenie w kółko tych samych obyczajowo-społecznych tematów. Co miałam napisać, tom napisała – i wystarczy. Poglądy moich stałych czytelników również są mi dobrze znane. Pora zaczerpnąć świeżego powietrza, poznać inne punkty widzenia, poszukać nowych źródeł wiadomości o świecie.

Czy nie wystarczyłby zatem krótki odpoczynek od blogosfery? Bynajmniej. Blog musi być prowadzony regularnie, w przeciwnym razie umiera. Trzeba co najmniej raz na dwa tygodnie sklecić nowy artykuł, wstawić go do bloga, poprawić, wyedytować, ewentualnie okrasić obrazkiem, opublikować, jeszcze raz poprawić, a potem śledzić jego losy, odpowiadać na komentarze, niektóre nawet ciąć, a do tego znosić sarkania i docinki co bardziej narowistych gości. Nie, dziękuję. Mam dość. Bawiąc na wsi lub w innym mieście nie chcę się zadręczać myślą, co kto u mnie napisał, co odpowiedział mnie lub innemu komentatorowi i czy nie przydałaby się moderatorska interwencja. Szkoda mojego czasu, szkoda moich nerwów.

Nie będę zresztą ukrywać, że dopadła mnie swoista autocenzura. A przecież zawsze olewałam cudze szemranie, stękanie i powarkiwanie. Cóż mnie bowiem może obchodzić czyjeś zgorszenie? Nie zdradzam powierzonych mi sekretów, nie wywalam na wierzch swojego życia intymnego, a w przypadku osób darzonych sympatią tępię ostrze krytyki, co by ich zbyt srodze nie poraniło. Innych ograniczeń nie uznaję. Nie jestem lojalna, dyskretna, grzeczna ani obyczajna. Pouczenia typu: „Tego się nie robi” czy „O takich sprawach się nie mówi” traktuję jako objaw skretynienia. Niestety, im bardziej się do Was zbliżałam, tym większemu złagodzeniu ulegał mój dawniej bezkompromisowy styl. Zaczęłam się hamować, ważyć każde słowo, cenzurować. A to mi nie odpowiada. Pisarz nie może nakładać sobie kagańca, nie może się wahać, czy wolno mu łamać tabu.

I tak oto niemal z dnia na dzień prowadzenie bloga przestało mi sprawiać satysfakcję. Utraciło swój sens i smak. Kroplą, która przelała czarę goryczy, było uświadomienie sobie, jak wiele tracę, zaspokajając w ten właśnie sposób swoją potrzebę pisania. Bo pisanie to coś więcej niż przyjemność. To wewnętrzny imperatyw. Jak każdy pisarz żeruję na swoim i cudzym życiu, słucham, obserwuję, notuję w pamięci – i przerabiam pobrane dane na opowieści. W pewnym momencie dotarło do mnie, że rozmieniam się na drobne. Marnuję pasję, energię i zasoby leksykalne. Powinnam się w końcu zabrać za spisywanie swoich dzikich pomysłów, przetrzebić dawne teksty, poprawić i dokończyć te wartościowe, a resztę wywalić w niebyt. A może należałoby zaprząc słowo do zbożnego celu i unieśmiertelnić szlachetnych, zachować w pamięci dziwaków, potępić skurwysynów? Nie muszę się zresztą ograniczać. Mogę napisać dosłownie wszystko: przesyconą erotyzmem powieść fantastyczną, arcypoważny elaborat o toczących ten świat bolączkach, poradnik przetrwania w zubożałej Polsce, humoreskę o swoich perypetiach w Sieci, wspomnienia z paru miejsc pracy (w tym ostatnim przypadku musiałabym się przygotować na kilka pozwów o zniesławienie ;)).

Ale żeby to zrobić, muszę raz na zawsze porzucić tę pseudopisarską aktywność, jaką jest masowa produkcja krótkich, często banalnych tekścików. Albowiem – wybaczcie mi to niesmaczne porównanie – tak jak masturbacja jest zaledwie lichą namiastką seksu, tak blogowanie nie zastąpi prawdziwej twórczości. Wpis goni wpis, komentarze sypią się niczym złote monety z czarodziejskiej sakiewki – tylko co z tego wynika? Nic nie pozostaje w pamięci na dłużej. Ile znacie blogów, które wywarły wpływ na więcej niż sto osób? Ile wpisów będzie pamiętanych dłużej niż dwa, trzy miesiące od zamieszczenia ich w blogu?

Nie twierdzę, iż jest to zła zabawa. Ma zresztą tę przewagę nad tradycyjnym pisarstwem, że najmarniejszy grafoman zyska choćby paruosobowe grono czytelników. No i ta rozkoszna prostota publikacji. Szybko, łatwo, bezproblemowo. Napisanie książki zabiera znacznie więcej czasu, okupione jest większym wysiłkiem i nie ma najmniejszej gwarancji, że ktokolwiek zechce ją nabyć (zakładając, że w ogóle zostanie wydana). Nigdy nie wiadomo, czy spadnie na nas odium potępienia, blask chwały czy lodowata obojętność. Ale książka to jest konkret. To jest coś, co może przetrwać dekady, stulecia nawet. Jest naszym dziecięciem, które poczęliśmy, hodowaliśmy i wychowywaliśmy w pocie czoła, i które w końcu przekazujemy światu.

Co do mnie, to może się zdarzyć i tak, że niczego nie napiszę. Może zabraknąć mi natchnienia, tematu, sił, czasu, wreszcie – chęci. Ale to nieważne. Wszystko mogę, niczego nie muszę. I to jest dobre. :)

Idźcie zatem swoją drogą, kochani Czytelnicy. Prowadźcie blogi, jeśli w tym właśnie się odnajdujecie, dzielcie się ze światem swoimi przemyśleniami, przekazujcie swoją wiedzę i doświadczenie dalej. Ja – rezygnuję.

* * *

Ponieważ jest to mój blogerski łabędzi śpiew, pozwolę sobie podsumować te kilka lat spędzonych w Waszym wirtualnym towarzystwie. Różnie to między nami bywało. ;) Zacznijmy od spraw nieprzyjemnych, żeby zakończyć słodyczą. Taka jest chyba właściwa kolej rzeczy, prawda? ;)

Drogie wirtualne mendy! Wy, które próbowałyście mnie gryźć po kostkach, które wpychałyście się do mnie pod postacią Anonimowych, które próbowałyście mi dokuczyć, wymyślając jakieś śmieszne zarzuty – wiedzcie, iż przegrywacie życie. Myślicie, że skoro same trzęsiecie się z bezsilnej złości, kiedy ktoś wam dogryzie, to pewnie z innymi jest podobnie. Błąd. Wiele doznałam ze strony innych ludzi nieprzyjemności, ale nigdy, przenigdy nie czułam się przez to gorsza. Żadna obelga nie jest w stanie mnie upokorzyć, żadne świństwo nie może mnie złamać. Nie chodzi o to, że jestem wyjątkowo silna psychicznie. Po prostu się SZANUJĘ. To pewnie dla was niepojęte, skoro utożsamiacie „szacunek do samego siebie” z szacunkiem innych ludzi. Mierzycie swoją wartość aprobatą otoczenia, stąd złudne poczucie siły, kiedy do jednego z was dołączają inni, równie zajadli w agresywnym ujadaniu. Tymczasem na mnie wasza liczebność nigdy nie robiła najmniejszego wrażenia. Nieistotnym było, czy atakowała mnie jedna z was czy dziesięć. Co najwyżej musiałam poświęcić więcej czasu na kasację waszych komentarzy.

A, właśnie – czas! To jedno wam się, odrażające mendy, udało, żeście mnie z niego okradły, wciągając w monumentalne, a zarazem kompletnie pozbawione sensu wojenki. Nie od razu pojęłam, że z wami nie można – nie wolno! – rozmawiać. Was należy omijać jak strzykawkę z zakażoną wirusem HIV igłą. Zostawiam was zatem waszemu losowi. Istnieje nikła szansa, że się w porę opamiętacie i zaczniecie żyć naprawdę. A jeśli nie, to już nie jest mój problem.

Przejdźmy do milszej części pożegnania. :)

KOCHANI CZYTELNICY!

Wy, którzy wytrzymaliście ze mną cztery lata (dwa  na Onecie, niecałe dwa na Blogspocie), którzy komentowaliście u mnie i z którymi się w mniejszym lub większym stopniu zżyłam. Jestem Wam winna i podziękowania, i przeprosiny.

Dziękuję tym z Was, którzy byli dla mnie mili, grzeczni i nie dąsali się za byle błahostkę. Dziękuję za akceptację mojego nierzadko pokręconego punktu widzenia i za wyrażanie swoich opinii w sposób rzeczowy i kulturalny. Rozmowy z Wami były dla mnie czystą przyjemnością, nawet jeżeli nie mogliśmy dojść do porozumienia.

Dziękuję również tym, którzy mnie słusznie korygowali, napełniali mój niedojrzały umysł wiedzą i napominali mnie, gdy wpadałam w przesadną złość. Będąc świadomą swej porażającej wręcz ignorancji oraz nadmiernej popędliwości, nie mogę nie docenić Waszego wysiłku, dobrej woli oraz cierpliwości. Zamiast postawić na mnie kreskę, postanowiliście mnie dokształcać i doskonalić. Wierzcie mi, potrafię docenić takie rzeczy.

Dziękuję tym, którzy zamiast wykłócać się o ideologiczne bzdety, z ujmującą prostotą opowiadali o swoich zasadach, marzeniach i nadziejach. O ileż cenniejsze były świadectwa Waszego własnego życia od czczych zapewnień o własnej doskonałości, jakimi niejeden bloger popisuje się przed swoimi czytelnikami.

Dzięki składam także i tym z Was, którzy mnie odrzucili. Jakże cudowną rzeczą jest rozejść się bez zbytniej złości, bez obrzucania się błotem i kopania pod sobą dołków. Przecięliście nić naszej znajomości czysto, precyzyjnie i bez cienia emocji, na podobieństwo doświadczonego chirurga tnącego tkankę nieprzytomnego pacjenta. Odetchnęłam z ulgą.

Dziękuję Wam wszystkim i... przepraszam.

Przepraszam tych, którzy głosowali w moich ankietach. Wybaczcie mi, że Wasz wkład w ich wyniki poszedł na marne. Parokrotnie zmieniałam decyzję, kiedy konkretnie oddam swoje ostatnie blogerskie tchnienie. Wypadło szybciej, niż planowałam na początku.

Przepraszam tych, do których się po chamsku wpychałam i których zamęczałam swoimi napastliwymi sądami na ich temat. Nic mi do Waszego życia. Nie znam Was, a Wy nie znacie mnie. I niech tak pozostanie.

Przepraszam tych, których niechcący zraniłam. Nie chciałam.

Czy o kimś zapomniałam? Jeśli tak, to znowu – przepraszam.

* * *

Tym z Was, którym umyśliło się na podstawie moich tekstów dociekać, jaka jestem naprawdę, radzę porzucić te jałowe deliberacje. Jest we mnie dobro i zło; mądrość i głupota; piękno i brzydota; spokój i furia; wybaczenie i mściwość; wesołość i smutek; odwaga i tchórzostwo. I ja to akceptuję. Co nie znaczy, że nie staram się zmienić na lepsze – bo staram się! :) Wszak tylko pracując nad sobą, nad swoimi przywarami i słabościami, można osiągnąć eudajmonię. A czyż nie jest ona celem większości z nas?

Tak więc pracujmy nad sobą, stawajmy się lepsi, nie zapominając wszakże o reszcie świata. Cóż bowiem warte samodoskonalenie, które nie objawia się żadnym działaniem? Powinniśmy zmieniać ten świat na lepszy i do tego samego nakłaniać innych ludzi; propagować sprawiedliwość i miłosierdzie, rozsądek i wiedzę, współpracę i niesienie pomocy.

Niech Was nie mamią fałszywe bożki. Ukierunkowanie na karierę, sukces, poklask czy szacunek innych ludzi jest czystą głupotą. To tylko złudzenie szczęścia, które trwa tym dłużej, im bardziej jest człowiek ograniczony. Kto, do cholery, żałuje na łożu śmierci, że nie zarobił więcej pieniędzy??? Że za mało przypochlebiał się szefowi, współpracownikom czy znajomym? Że niedostatecznie zabiegał o szacunek swoich bliźnich? Nie, w coś takiego nawet ja nie uwierzę. ;) Chyba każdy z nas wolałby umierać z poczuciem, że żył mądrze, pięknie i szlachetnie. I że nie zmarnował (za bardzo) danego mu czasu.

Co to jednak znaczy: żyć mądrze, pięknie i szlachetnie? Co nam służy, a co szkodzi? Co nas ciągnie w górę, a co w dół? Tuszę, iż każdy z Was mógłby ułożyć listę słusznych skądinąd zaleceń. Ja wymieniłam kiedyś 13 zasad, których przestrzeganie sprzyja osiągnięciu eudajmonii (tutaj). Dzisiaj przeczytałam je powtórnie, wprowadzając przy okazji parę kosmetycznych zmian. Z goryczą stwierdziłam, że nie stosowałam się do własnych pouczeń. A powinnam była...

Zajrzyjcie, kochani, do tamtego wpisu. Ogólnikowość moich rad nie wydaje mi się wadą. Od Was zależy, czy i jak z nich skorzystacie.

Cóż mogę jeszcze dodać? I czy w ogóle powinnam tak przynudzać? Ileż można?! – zakrzykniecie z niecierpliwością. Krótko zatem:

Książki, które warto przeczytać:
  • „Sztuka wojny” (Sun Tzu)
  • „Wichrowe Wzgórza” (Emily Brontë)
  • „Przygody Dyla Sowizdrzała” (Charles de Coster)
  • „Jestem kotem” (Sōseki Natsume)
  • „Katedra Marii Panny w Paryżu” (Victor Hugo)
  • „Doktor Twardowski” (Jerzy Broszkiewicz)
  • „Dagome Iudex” (Zbigniew Nienacki)
  • „Małpi bunt” i „Wędrówka na Zachód” (Wu Cz’eng-en)
  • „Życie i myśli JW Pana Tristrama Shandy” (Laurence Sterne)
  • „Listy Nikodema” (Jan Dobraczyński)
  • „Przygody Hucka” (Mark Twain)
  • „Szczur” (Andrzej Zaniewski)
  • „Księga duchów” (Allan Kardec)
  • „Stenogramy Anny Jambor”
  • „Kwiaty śliwy w złotym wazonie”

Pisarze, których warto poznać:
  • Iris Murdoch
  • Patrick White
  • Franz Kafka
  • Mika Waltari
  • Alberto Moravia
  • John Updike
  • Farley Mowat
  • Umberto Eco
  • Gerald Durrell
  • Wojciech Żukrowski
  • Flannery O’Connor
  • Kazuo Ishiguro
  • Karol Olgierd Borchardt
  • Ian McEwan
  • Henryk Bardijewski
  • Ambrose Bierce
  • Julian Barnes
  • Henry David Thoreau
  • Jun’ichirō Tanizaki
  • Nathaniel Hawthorne
  • Thomas Pynchon
  • Shirley Jackson
  • John Wain
  • Honore de Balzac
  • Thomas Mann
  • Joseph Heller
  • Robert Graves
  • Jack London
  • Karen Blixen
  • Ernest Hemingway
  • George Herbert Wells

Filmy, które warto obejrzeć:
  • „Brazil” (reż. Terry Gilliam)
  • „The Pillow Book” (reż. Peter Greenaway)
  • „Amadeusz” (reż. Milos Forman)
  • „Karmazynowy pirat” (reż. Robert Siodmak)
  • „Czarowny kwiecień” (reż. Mike Newell)
  • „1900: Człowiek legenda” i „Koneser” (reż. Giuseppe Tornatore)
  • „Requiem dla snu” i „Pi” (reż. Darren Aronofsky)
  • „Goryle we mgle” (reż. Michael Apted)
  • „Baza ludzi umarłych” (reż. Czesław Petelski)
  • „Mikrokosmos” (reż. Claude Nuridsany i Marie Pérennou)
  • „Excalibur” (reż. John Boorman)
  • “Jesus Christ Superstar” i “Skrzypek na dachu” (reż. Norman Jewison)
  • „Metropolis” (reż. Fritz Lang)
  • „Pies andaluzyjski” (reż. Luis Buñuel)
  • „Podziemny krąg” (reż. David Fincher)
  • „Yentl” (reż. Barbra Streisand)
  • „Faraon” (reż. Jerzy Kawalerowicz)
  • „Fanatyk” (reż. Henry Bean)
  • „Rio Bravo” (reż. Howard Hawks)
  • „Łowca androidów” (reż. Ridley Scott)

Reżyserzy, których twórczość jest godna uwagi:
  • Akira Kurosawa
  • Kenji Mizoguchi
  • Jim Jarmusch
  • John Huston
  • Leni Riefenstahl
  • Stanley Kubrick
  • Andrzej Żuławski
  • Werner Herzog
  • Joel i Ethan Coenowie
  • Georges Melies

Nie wymieniłam wszystkich swoich ulubionych tytułów, gdyż niektóre trudno uznać za wartościowe z punktu widzenia statystycznego czytelnika. Nie każdego interesuje fantastyka, groteska czy tematy okołozwierzęce. ;)

Byłoby miło, gdybyście i Wy podzielili się ze mną swoimi zainteresowaniami. Poniżej zamieściłam szereg pytań dotyczących tak gustu, jak i przekonań. Kieruję je do Was wszystkich – zarówno stałych bywalców bloga, jak i kompletnie nieznanych mi ludzi, którzy trafią tutaj przez czysty przypadek. Od Was zależy, czy odpowiecie na wszystkie, czy tylko na część z nich. Naturalnie nie ma żadnego przymusu udzielania odpowiedzi na którekolwiek z nich. To całkowicie dobrowolna zabawa. :)

Drogi Czytelniku! Pytam Cię o:

Upodobania literackie:
  • Ulubione książki i lubiane gatunki, a także ich przeciwieństwa.
  • Ulubieni autorzy.
  • Ulubieni bohaterowie literaccy.
  • Jakie książki uważasz za szkodliwe? Czy niektóre powinny być zakazane?
  • Książka papierowa, ebook czy audiobook? Tylko nowa czy także używana?
  • Powieść czy opowiadanie? Epika czy liryka?
  • Które książki zostały dobrze, a które źle zekranizowane? Które powinny zostać zekranizowane?
  • Co myślisz o polskiej literaturze?
  • Co Cię drażni we współczesnych wydaniach, a co Ci się podoba?
  • Dbasz o książki czy traktujesz je jak każdy inny przedmiot? Robisz na ich kartkach notatki, zaginasz rogi, wyrywasz celowo kartki?
  • Czytasz wolno czy raczej szybko? Zdarza Ci się „skanować” wzrokiem nudniejsze fragmenty? A może omijasz całe partie, jeśli uznasz je za nieciekawe?

Upodobania filmowe:
  • Ulubione filmy i lubiane gatunki, a także ich przeciwieństwa.
  • Ulubieni reżyserzy.
  • Ulubieni bohaterowie filmowi.
  • Ulubieni aktorzy i aktorki.
  • Jakie filmy uważasz za szkodliwe? Czy niektóre powinny być zakazane?
  • Na czyją korzyść wypada porównanie dzisiejszych filmów z tymi sprzed dwudziestu, trzydziestu lat?
  • Co myślisz o polskim kinie?
  • Czy przemysł filmowy powinien być sponsorowany przez państwo? Jeśli tak, to w jakim zakresie?

Upodobania muzyczne:
  • Ulubione utwory i lubiane gatunki, a także ich przeciwieństwa.
  • Ulubieni twórcy: kapele, wykonawcy, kompozytorzy.
  • Jakie dźwięki są dla Ciebie przyjemne, a jakie nieprzyjemne?
  • Jaką muzykę uważasz za szkodliwą? Czy niektóre utwory powinny być zakazane?
  • Co myślisz o polskiej muzyce?
  • Wolisz pracować przy muzyce czy w kompletnej ciszy?

Przekonania religijne, ideologiczne, filozoficzne:
  • Czy wierzysz w Boga/bogów? Jeśli tak, to w jakiego/jakich?
  • Czy wiara w Boga jest pomocą czy raczej zawadą?
  • Jak oceniasz poszczególne religie? Czy wszystkie mają taką samą wartość?
  • Jak oceniasz ateizm?
  • Jak oceniasz Kościół Rzymskokatolicki?
  • Opisz krótko swoje przekonania moralne (do czego warto dążyć, czego trzeba unikać).
  • Jakie przekonania i ideologie uważasz za szkodliwe?
  • Za co można zyskać Twój dozgonny szacunek?
  • Za co można zyskać Twoją dozgonną pogardę?

Stosunek do ludzi:
  • Ludzie, których szanujesz i/lub podziwiasz.
  • Ludzie, którymi gardzisz i/lub brzydzisz się.
  • Wspaniałe postaci historyczne.
  • Odrażające postaci historyczne.
  • Jak oceniasz swój naród?
  • Jak oceniasz inne narody? Które cenisz, a które są Ci niemiłe?
  • Co najbardziej cenisz w innych ludziach?
  • Co Cię najbardziej denerwuje w innych ludziach?

Marzenia i fantazje:
  • Gdybyś musiał/musiała wyjechać z Polski, w jakim kraju chciał(a)byś się osiedlić?
  • Co byś chciał/a zmienić w Polsce?
  • Co byś chciał/a zmienić w Europie?
  • Co byś chciał/a zmienić w reszcie świata?
  • Gdybyś mógł/mogła zmienić zawód, kim byś chciał zostać?
  • Czego byś się chciał/a nauczyć, jakie umiejętności posiąść?
  • Gdybyś musiał/a się nauczyć na czymś grać, jaki wybrał(a)byś instrument?
  • Gdybyś musiał/a przez rok prowadzić badania nad zwierzętami, jaki wybrał(a)byś gatunek?
  • Gdybyś musiał/a przez rok prowadzić ogród/sad, co byś w nim zasiał/a?

Jeśli któreś z pytań Wam nie odpowiada, po prostu je pomińcie. Z góry dziękuję za każdą odpowiedź. I bardzo Was przepraszam, ale nie czekajcie na moją replikę. Żegnam się z Wami już teraz, potem będę tylko czytać w milczeniu Wasze komentarze. Nie wykluczam udzielenia riposty na ewentualne pytania bądź pretensje, ale i nie obiecuję. Wybaczcie mi to i piszcie, piszcie, piszcie. :)

I jeszcze jedno. Jak zauważyliście, nie ma już Prawa Kiry. Zniknęły zakazane tematy, lista nieproszonych gości oraz wykluczeń dyskusyjnych. Nie oznacza to jednak wolnoamerykanki. Przeciwnie, pod tym wpisem obowiązują znacznie surowsze restrykcje niż do tej pory. Nie życzę sobie żadnych przytyków do pozostałych gości bądź ich wypowiedzi, żadnych krytycznych nawiązań do blogosfery, żadnych przemycanych chyłkiem aluzji, żadnego narzucania się komukolwiek z rozmową. Zero docinków, kpin czy złośliwych aluzji. Jeśli ktoś napisze coś w Waszej opinii niestosownego, przemilczcie to.

Dziękuję Wam raz jeszcze. Trzymajcie się. I bądźcie szczęśliwi.

JESTEM WOLNA. :)



70 komentarzy:

  1. Witaj, Kiro
    Skoro kończysz przygodę z blogiem http://ja-kira.blogspot.com , pozwól na kilka osobistych refleksji
    Początek naszej znajomości był więcej niż trudny. Bowiem uznałem, że reprezentujesz system antywartości, gardzący niemal tym wszystkim, co dla mnie jest dobre, mądre i uczciwe. Więc nie ma co ukrywać, że w stosunku do Ciebie byłem niemiły. Pierwszym punktem zwrotnym była informacja Dibeliusa o Twojej opinii broniącej życia, umieszczonej w miejscu, do którego nigdy by mi nie przyszło do głowy zajrzeć. Więc nie mogła to być jakaś sztuczna gierka pod niezdegenerowaną publiczkę. Uznałem wtedy, że jednak jakaś bardzo wartość z mojego świata jest też wartością i dla Ciebie. Nawiązałem łączność i na próbę przestaliśmy się ciąć na blogu Dibeliusa. Udało się.
    Drugą ważną bramką w tym slalomie było przekonanie się, że uznajesz fakty i nie kłamiesz w żywe oczy, że coś co się zdarzyło, nie miało miejsca lub odwrotnie. Oczywiście w wymianie opinii nie raz różniliśmy się poglądami na przyczyny tych faktów, lub wynikające z nich skutki.
    Nie mniej ważna była trzecia bramka, czyli przyznanie przez Ciebie, że być może istnieje jakaś prawda obiektywna i prawo moralne, powstałe ponad naszymi głowami, przy których ludziom nie wolno majsterkować. I Ty na miarę środków pozostających do dyspozycji człowieka, próbujesz je poznać. Czyli żałosne bzdury o rzekomej zasadności nadawaniu sobie przez Likurgów Samozwańców prawa do popełnienia każdego łajdactwa, są jedynie wybroczynami umysłowymi wypierdków po Nietzschem. Czy innych gnojków, swoje godne politowania teoryjki budujących na jednym wielkim kancie przez małe K.
    I czwarta bramka. Coraz częściej przekonywałem się, że nasze spory były pozorna, bowiem wynikały z innych definicji pewnych pojęć. Teraz już wiem, od sprawdzenia czego trzeba zaczynać nasze dyskusje. I mam nadzieję na ich kontynuowanie, już za pomocą innego medium, niż Twój blog.
    A co się tyczy postawionych przez Ciebie pytań. Jest ich tyle, że odpowiadając na nie, można by przegadać przy kominku wszystkie zimowe wieczory. Więc pozwolę sobie odpowiadać na nie stopniowo, w węższym gronie.
    O ile dobrze zrozumiałem przedostatni akapit, nie należy zgłaszać reklamacji, bo z własnej inicjatywy będziesz usuwać komentarze niezgodne z wyrażonym przez Ciebie życzeniem.
    Zatem dziękując za formułowanie przez Ciebie przez tyle czasu opinii, będących dobrym punktem wyjścia do ciekawych dyskusji, życzę Tobie i Twojej brzydszej połowie wszystkiego najlepszego w życiu osobistym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KOREKTA:
      ...że jednak jakaś bardzo WAŻNA wartość z mojego świata...

      Usuń
  2. Na pewno taki blog to złodziej czasu. Ja nie mogłabym sobie pozwolić na to żeby codziennie coś napisać, pilnować komentarzy. Ostatnio nie mam też czasu żeby śledzić blogi, chociaż lubię. Nie odzywałam się tutaj dość dawno, ale mimo wszystko od czasu do czasu tutaj zaglądam, czasem coś przeczytam, czasem tylko nagłówek. Miałam zamiar jeszcze kiedyś się na trochę uaktywnić, ale wygląda na to, że nic z tego. Może będziesz kolejną osobą, która porzuci blogowanie na rzecz pisania książek. Kiedyś przekonywałam do sprzedaży książek dwie dziewczyny, życzyłam im żeby kiedyś mogły żyć z pisania. Czasem beztalencie odniesie sukces, a człowiek z talentem nie potrafi odnaleźć swojej szansy. Te dziewczyny piszą teraz po angielsku gejowskie opowiadania. Zdecydowały się na angielski, bo wśród ludzi anglojęzycznych jest na pewno więcej osób zainteresowanych taką tematyką niż wśród ludzi mówiących po polsku. Teraz jak patrzę to widzę, że już ponad 30 takich książek napisały. Nie wiem jak dokładnie im idzie, ale kiedy pisały bloga po polsku niewiele na tym zarabiały. Wydały jeden tytuł, czytelniczki zamawiały, ale to tyle. Na pewno nie straciły na swojej decyzji. Nie musi się udać, ale może. Przynajmniej jakiś mały sukces. Jak nie będzie szybko sukcesu to też nie ma co się od razu zniechęcać. Rowling nie od razu docenili, a w końcu się jej udało. Sukces sprzedaży można też osiągnąć będąc grafomanką taką jak babka od "Pięćdziesięciu twarzy Greya”. A i tak dobrze jak wpływa jakakolwiek dodatkowa kwota. Nie należy wątpić w swoje możliwości. Szczęście może się uśmiechnąć do człowieka niespodziewanie, ale trzeba dawać sobie szanse, może i poznać przy tym kilka, czy kilkanaście razy gorycz porażki. Najważniejsze, że lubisz pisać, więc tak czy tak nie będziesz tracić na swoich próbach. I tak byś pisała tutaj, a tak teraz w zyskanym czasie może powstanie coś dłuższego, coś co się sprzeda. Kiedy blogowanie jest rozrywką to jest dobrze, ale jeśli przeszkadza w życiu, w osiąganiu innych stawianych sobie celów, a nawet nie sprawia już przyjemności, to dobrze to przerwać. Ale nie trzeba mówić, że to koniec na zawsze. Może powrócisz kiedyś do blogowania odmieniona, w innych okolicznościach, z innym nastawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  3. muszę przyznać, że widziałem wiele pożegnań blogerskich zamykających działalność, ale tak rozbudowanego podsumowania jeszcze nigdy...
    aż się nie chce stawiać /sobie/ eschatologicznego pytania: "czy to naprawdę game over i final cut?", które się czasem potrafi pojawiać przy takich okazjach, choć nigdy nie ma ono sensu...
    w Twoim tekście zaintrygował mnie pewien fragment, przy którym zachciało mi się jednak postawić pytanie Tobie /nieeschatologiczne/...
    "Bawiąc na wsi lub w innym mieście nie chcę się zadręczać myślą, co kto u mnie napisał... itd..."...
    czy jesteś pewna, że po zmianie formuły sztuki, działalności bawiąc /np./ na wsi nie będziesz się zadręczać inną myślą dotyczącą tej nowej działalności?...
    nic dalej nie podpowiem, zresztą sam odpowiedzi na to pytanie nie znam...
    to tylko taki prezent rewanżowy za pakiet pytań, które postawiłaś na końcu /dziękować i pozdrawiać :)/......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. c.d. jak dobrze zrozumiałem, zamknięcie Twojej działalności artystycznej, nie oznacza zamknięcia forum i kasacji całego projektu... co prawda nie napisałaś, jaką drogą oczekujesz odpowiedzi na pytania, ale można domniemywać, że także w formie publikacji na tym forum...
      poprzedni komentarz dałem mocno szkicowy, pewnie w miarę wolnego czasu coś podopisuję, ale na pewno nie będą to, ani uwagi na temat Twój, a ściślej mówiąc mojego obrazu desygnatu nicka "Kira" /jak najdzie mnie ochota, to znam adres maila/, ani przeszłości tego bloga i forum /bo to kompletnie nie ma sensu, nie mam zresztą niczego do odreagowywania/...
      czyli tylko ewentualne odpowiedzi na pytania z pakietu końcowego...
      dziś zbiorczo na trzy pytania w jednym:
      "Jakie książki/filmy/muzykę uważasz za szkodliwe i czy niektóre pozycje powinny być zakazane?"...
      nie istnieje nic takiego, jak "szkodliwa literatura/film/ muzyka" w jakimś obiektywnym sensie... istnieją tylko lękowi ludzie, którzy próbują narzucić innym własne paranoje na temat danej pozycji /gatunku, rodzaju etc/...
      można jednak mówić o szkodliwości przy pewnych określonych warunkach... na przykład mój ulubiony rodzaj muzyki w jakiejś sytuacji może mnie męczyć, irytować, czyli szkodzić...
      można mówić o szkodliwości oglądania pewnych filmów na umysł dziecka /np. drastyczne sceny przemocy/...
      można mówić o szkodliwości użycia sztuki do manipulacji i ogłupiania innych ludzi, ale tu de facto nie sztuka jest szkodliwa, bo ona jest tylko narzędziem...
      zaś jeśli postulowałbym jakieś zakazy, to w szczególnych sytuacjach, pod warunkiem jednak, że oparte na faktach i zdrowym rozsądku, a nie na czyichś urojeniach... np. zakaz odtwarzania zbyt głośnej muzyki /bez względu na rodzaj/ w porze zwyczajowej "ciszy nocnej" ma moją aprobatę /pisałem o zdrowym rozsądku, więc zakaz dopuszcza wyjątki, np. Sylwester, albo sporadyczny(!) koncert słyszalny na pół osiedla/...

      Usuń
    2. cd...
      pytasz, jak oceniam organizację pod nazwą "Kościół Rzymskokatolicki"?...
      patrząc en bloc to jest po prostu syf...
      niemniej jednak, jako człek sprawiedliwy, bardzo pozytywnie oceniam pewne pojedyncze aspekty jej działalności...
      np. niedaleko domu mam przychodnię lekarską o.o. Bonifratrów... tanio, fachowo, krótkie terminy... po prostu polecam...
      albo udostępnianie sal parafialnych lub naw kościoła muzykom... renomowanym, znanym, tudzież raczkującym /za friko zresztą/... to jest okay...

      Usuń
    3. c.d...
      nie można oceniać żadnej religii nie biorąc pod uwagę uwarunkowań środowiskowych plus kulturowych, w których powstały i dalej się rozwijały, co czyni nieco bezsensownym tworzenie jakichś uogólnionych rankingów... jakie przyjąć kryterium?... bo chyba nie estetykę samych rytuałów, bo jest to kryterium nader płytkie i tu wszystko jest kwestią osobistego gustu...
      natomiast z każdej religii /jej filozofii,doktryny/ każdy może "wydłubać" dla siebie coś przydatnego, zależnie od psychicznych potrzeb i stopnia rozwoju umysłu...
      sama wiara w jakiegoś boga /element prawie wszystkich religii/ dla jednych może być pomocą, dawać pewną podpórkę psychiczną, innym zaś wygenerować zbędny problem... osobną kwestią jest, jak taka wiara może upieprzyć życie otoczeniu...
      tak więc nie warto pytać o wartość całych religii, warto zaś o wartości, które jakaś może zawierać... np. w buddyzmie jest cała kopalnia znakomitych narzędzi do pracy nad sobą, rozwoju osobowości, zaś w religiach rodzimych /np. słowiańskich lub indiańskich/ wartością jest holistyczne, ekologiczne podejście do Ziemi, na której się żyje... nie wynika z tego jednak, by od razu przyjmować za swój cały jakiś system religijny z uwagi na jakiś element, który nam pasuje i który uważamy za kluczowy...
      żeby zakończyć tą zbiorczą odpowiedź na ten dział pytań, to jeszcze sprawa tych szkodliwych ideologii... każdą uważam za szkodliwą, która psuje wolność, która ingeruje w ludzką prywatność i uniformizuje ludzkie umysły... listę przykładów już sobie daruję...

      Usuń
    4. c.d...
      zapomniałem o tym ateizmie... może dlatego, że ocenianie ateizmu po prostu nie ma sensu?... ateizm to nie jest ani postawa, ani pogląd /zaś kompletnym idiotyzmem jest pojmowanie go jako filozofii, religii, czy ideologii/... ateizm to tylko osobisty stosunek, stan psychiki w odniesieniu do osobowych bogów sprowadzający się do prostego "nie wierzę" w ich istnienie... z tego nic więcej, żadna inna informacja na temat osoby ateisty nie wynika...
      appendix...
      w Polsce funkcjonuje takie kuriozalne określenie "ateizm wojujący", które de facto oznacza aktywny antyklerykalizm, aktywny powyżej pewnego progu, zaś sam próg zależy od punktu widzenia obserwatora...
      nieporozumienie bierze się z kościelnego żargonu /którym notabene chyba wszyscy są jakoś upaprani/, w którym słowem "ateista" określa się prawie każdego, kto nie jest wyznawcą religii lansowanej przez Kościół /Rz-kat/ i nie popiera samej tej instytucji /czyli de facto antyklerykała/... najzabawniejsze jest w tym wszystkim, że większość tych rzekomych "ateistów" wierzy w jakiegoś boga, co więcej, u większości jest to bóg w chrześcijańskim stylu /czyli Bóg/...

      Usuń
    5. c.d. /dziś o muzyce/...
      szczerze mówiąc, to nie przepadam za szufladkowaniem, klasyfikacjami gatunkowymi, bo to koszmarnie spłyca temat, ale niestety jakoś czasem trzeba to streścić... najchętniej i najczęściej słucham muzyki określanej na Zachodzie ogólnikowo słowem "heavy", potrafi mi ona dostarczyć rozmaitych doznań - energetycznego kopa, transu, transcendencji umysłu, a także relaksu, stonowania, wyciszenia... niemniej jednak nie ograniczam się i potrafię mieć znakomity odjazd zarówno w Filharmonii, jak też słuchając pieśni obrzędowych Apaczów z "tępej trójki"... kiedyś zdarzyło mi się przegapić pociąg przystanąwszy w dworcowym tunelu, tak panienka grzała bluesy! /mimo, że brakowało jej jednej struny w gitarze/...
      artystów /twórców lub wykonawców/ nie wymienię... dziś mi się przypomni jeden, pominę drugiego, a jutro może być zupełnie odwrotnie...
      natomiast nie trafia do mnie jazz /pomijając absolutną klasykę typu dixieland, to mi akurat pasuje/... nie rozumiem, nie lubię... ale na pewno nie jestem jakimś pieprzonym burakiem, który odmawia miana "muzyka" muzyce, której nie rozumie i nie lubi... bo choć to nie "moja" muzyka, to też jest to kawał dobrej sztuki...
      polską muzykę oceniam jako znakomitą... w tym kraju było, jest, będzie mnóstwo wspaniałych twórców i wykonawców niezależnie od gatunku, rodzaju, począwszy od klasyki, czy rocka, po przysłowiowe "przyśpiewki kurpiowskie"...
      muzyka przy pracy /lub innych czynnościach/?... no rules, czyli "wszystko zależy od"... czasem znakomicie mi harmonizuje z sytuacją, czasem mi przeszkadza, wtedy wybieram ciszę...

      Usuń
    6. c.d...
      /literatura/...
      = niby najbardziej mnie zawsze kręciło szeroko rozumiane SF, jedno bardziej, drugie mniej, zależnie od podgatunku... de facto jednak jest to już przeszłość... choćby dlatego, że coraz trudniej o naprawdę dobre SF... być może to ja się zrobiłem wybredny, a może to świat SF wystrzelał się już z pomysłów?... nie wiem, nie zawracam tym sobie głowy... bliższe prawdy jest stwierdzenie, że im dalej książka jest od ortodoksji gatunkowej /a jeszcze lepiej, gdy jest nieklasyfikowalna/, tym lepiej i chętniej po nią sięgam, choć rzecz jasna nie jest to jedyne kryterium...
      = autor?... Mistrz Stanisław Lem /który robił zresztą coś więcej, niż tworzenie czystej beletrystyki/...
      zaś jeśli chodzi o sztukę pure, to Mistrz Klimatu, Edgar Allan Poe... zabawię się teraz w starego, spróchniałego rupiecia i przynudzę, przymarudzę stwierdzeniem, że choć później stworzono sporo znakomitych horrorów, to nadal nie są one tym, o co chodzi...
      = bohaterowie literaccy?... może na przykład wiking Orm Tostesson? /Frans Gunnar Bengtsson i "Rudy Orm"/... co prawda się ochrzcił, ale skoro czuł się z tym dobrze i nadal był porządnym człowiekiem, to nie ma sensu tworzyć zagadnienia...
      = audiobook niechętnie... chyba, że jako gadżet ułatwiający zaśnięcie w podróży... tak po prostu mam fizjologicznie, że taka forma przekazu mnie usypia, bez względu na treść...
      = na ekranizacje patrzę zwykle jak na każdy inny film, czyli osobną jakość... gdy film dobry /lub kiepski/, to dalej już nie drążę tematu...
      = obecna polska literatura jest okay, choć przyznam, że nie wszystko do mnie trafia...
      = czasem drażnią mnie pewne niedoróby natury technicznej /dtp/...
      = nie niszczę rzeczy, więc nie niszczę książek... czasem pozwalam sobie na pewne mechaniczne modyfikacje w stosunku do książek praktycznych, poradnikowych, ale nie o tym teraz rozmawiamy...
      = czytam dość szybko, ale staram się dokładnie... w końcu skąd wiadomo z góry, że jakiś dany fragment będzie nudny?...
      ...
      /film/...
      = gatunki?... obecnie jest u mnie podobnie, jak z książkami... im bardziej niegatunkowo, tym ciekawiej /choć nie twierdzę, że tak jest zawsze/...
      = nie zawsze zwracam uwagę na reżyserów... skupiam się na tym, co robią... owszem, nieobce mi są nazwiska takie, jak np. Kurosawa, Tarkowski, Jarmusch, Zemeckis, czy wiele innych, nieobce mi są /choć na pewno nie wszystkie/ filmy, które popełnili, ale gra w "kto zna więcej nazwisk sensownych reżyserów?" kompletnie mnie nie kręci...
      = aktorzy?... właściwie aktorka... jest taka jedna... Jane Fonda... zaś daleko za nią doborowy peleton znakomitych aktorów, ale efemeryd ich rankingów nie chce mi się tworzyć...
      = nie widzę sensu porównywania filmów obecnych z tymi z przed kilku dekad /nie wspomnę już o starym, przedwojennym kinie/... to takie samo zawracanie tyłka, jak porównywanie Rubensa z Picassem, albo Paganiniego z Hendrixem...
      = polskie kino?... rozumiem, że obecne?... kto to jest "polskie kino"?... Agnieszka Holland?... Janusz Gajos?... Andrzej Chyra?... polskie kino to także ekipa kabaretu Mumio ze swoim filmem "Hi way" /równie zarąbistym/... dorzućmy jeszcze scenarzystów, scenografów, montażystów, etc... im więcej wygrzebiemy ciekawych postaci z pamięci, tym bardziej wychodzi na to, że polskie kino ma się świetnie...
      = pytanie o państwowy sponsoring kina /i sztuki w ogóle/ prowadzi do kosmicznego pytania "ile ma być państwa w państwie?"... nie wydaje mi się, by był to dobry czas i miejsce na rozkrętkę takiej dyskusji...

      Usuń
    7. c.d...
      /pakiet o fantazjach etc/...
      = jest kilka tasujących się koncepcji wyjazdowych, ale chwilowo może by tak prozaicznie do Czech?...
      = ze zmianą świata poszalejmy... najpierw powszechne rozbrojenie /zostaje tylko broń biała/ i sprzątanie ogólnie rozumianego plastiku... zebrany syf wysyłamy na Słońce, ono już sobie z tym poradzi, nawet nie zauważy kiedy... potem likwidacja przeludnienia metodą autoregulacji wewnątrz populacji ludzkiej z pomocą wspomnianej białej broni... faza trzecia to zbiorowa hibernacja pozostałych, jak już się zmęczą i ucichnie cała zadyma... hibernacja na kilka wieków, niech Ziemia odpocznie, odrodzi się na nowo /idea fazy trzeciej nie moja zresztą, vide Bogdan Petecki - "Tylko cisza", ale co to za różnica?/...
      = zmiany w Europie bardziej przyziemnie... gruntowna rewizja reguł gry istnienia Unii...
      = a w Polsce?... chwilowo odmawiam odpowiedzi, choć takowa istnieje, w kilku punktach nawet nieco bardziej doprecyzowana...
      = nowy zawód?... ciekawe... niedawno wróciłem do pewnego starego zawodu... ale zgodnie z duchem zabawy, to może te wspomniane dalej badania zwierzaków?...
      = rodzaj zwierzaków?... oczywiście koty... a z gatunkiem nie wpadajmy w zbytnią egzotykę typu tygrys, czy pantera mglista... rodzime rysie też wymagają pomocy /bo po to się zwierzaki bada/... i jakież to patriotyczne, narodowe będzie z mojej strony, nieprawdaż?...
      = nowe umiejętności?... teleportacja i telekineza...
      = kiedyś przymierzałem się do gitary basowej... ale gdy chłopaki z renomowanej kapeli stwierdzili zgodnie, że gram gorzej niż Sid Vicious, była to jednoznaczna informacja, że marnuję czas na ten sport...
      jakiś czas temu grałem na gitarze /w pociągu/... trochę niewygodnie było, bo karty się ślizgały... gra była uczciwa, on oszukiwał, ja oszukiwałem, a wygrał... nikt nie wygrał, bo był remis...
      = ogród... hm... niby mam działkę za miastem, ale to żaden ogród, tylko zielony gaj iglasty... nie mam czasu na zakładanie ogrodu i nie lubię tej roboty... niby najwygodniejszy jest ogród w stylu angielskim /pseudoekologiczny/, ale to mit, bo tu też się trzeba narobić...
      ...
      /wybrane zagadnienia pakietu przedostatniego/...
      = ocena narodów /także polskiego/?... staram się nie wpuszczać w takie myślenie... wyjątkiem są tu Indianie andyjscy, do których mam pewną sympatię...
      = "wspaniałe" postacie historyczne?... tu dla odmiany pojadę bardzo z grubsza, gromadnie, bez wymieniania centralnie z nazwiska i bez rankingowania: ludzie nauki i artyści...
      = "odrażające" postacie?... na identycznej zasadzie: dyktatorzy...

      Usuń
    8. dokończenie /pytania wcześniej pominięte/...
      = nie wierzę w obiektywne istnienie żadnych bogów... natomiast wierzę /co więcej, WIEM/, że na pewno istnieją w ludzkich umysłach... ipso facto jest to też jakaś forma istnienia... w moim umyśle istnieje Bastet, nawet ją czczę /choć nierytualnie, bez ceremonii, lecz na poziomie zwykłych, codziennych zachowań/...
      = nie jestem robotem, jestem człowiekiem... to zaś oznacza, że moralność nie dyktuje mi dążeń i ich kierunku, spełnia jedynie rolę "konsultanta", "korektora", ogranicznika działań...
      = dozgonnego szacunku u mnie zdobyć nie można, można jedynie dozgonną wdzięczność... to oznacza, że pamiętam pewne przysługi, nawet, gdy ten ktoś zepsuje się w moich oczach do cna...
      = nie znam uczucia "pogarda" /a co dopiero "dozgonna"/... brak szacunku plus niechęć /nawet głęboka/ to nie jest jeszcze pogarda... pogarda pojawia się wtedy, gdy ktoś ratując swoje cienkie poczucie własnej wartości próbuje je budować na kimś innym /bo w sobie budulca nie znajduje/... nie istnieje we mnie potrzeba takiej "akcji ratunkowej"...
      = kogo szanuję /lub podziwiam/?... przede wszystkim ludzi silnych duchem, niezależnie myślących, odpornych na manipulację i na nacisk stada...
      szanuję ludzi potrafiących się ogarnąć w nietypowych sytuacjach, ale w sumie jest to pochodna wspomnianego niezależnego, nieszablonowego myślenia...
      szanuję ludzi odpornych psychicznie, którzy nie rozwalają się pod wpływem mocnych negatywnych doznań...
      ale...
      potrzebuję nieco czasu, by rozpoznać, czy nie kieruje nimi jakiś rodzaj głupoty, ślepy upór, tępota lub jakaś choroba psychiczna /przedstawienie bowiem może ukrywać różne rzeczy pod dekoracją pozorów/... co prawda pozytywne nastawienie nadal może wtedy istnieć, ale szacunkiem tego nie nazwę, zaś jeśli podziw, to w sensie ironicznym...
      bo szacunek dla zachowania niekoniecznie musi się przekładać na szacunek do samego "wykonawcy"...
      = kim gardzę lub się brzydzę?... kwestię pogardy już omówiliśmy, zaś obrzydzenie czuję /przykładowo/ do kogoś brudnego, śmierdzącego alkoholem i własnymi wydzielinami, czy odchodami /jako np. skutek nadużycia tego narkotyku/...
      gdybyś zapytała o "głęboką co najmniej niechęć", to...
      ale nie zapytałaś...
      ...
      to by było chyba na tyle w temacie tej zabawy...

      Usuń
    9. p.s...
      w pytaniu o "wspaniałe" postacie historyczne pominąłem tzw. "nauczycieli duchowych" /np. najbardziej znany Buddha Sjakjamuni/, ale pominąłem pozornie, bo oni podpadają pod kategorię "ludzie nauki" /konkretnie nauki o człowieku/...
      miałem za to drobny problem w kwestii różnych wojowników /np. wodzów indiańskich/... jednak podziw dla odwagi, zmysłu strategicznego, umiejętności taktycznych to za mało, by nazwać ich "wspaniałymi"... wojna nikogo nie czyni wspaniałym...

      Usuń
  4. Kiro - "zmuszasz" mnie do złamania danego słowa. Wszystkiego najlepszego tam, gdzie życie prawdziwe. Jestem pewna, że będzie to ciekawa droga.I dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. milion pytań :) może coś mnie natchnie i napiszę na blogu w ramach odpowiedzi :)

    szkoda, ze kończysz, nie czytam Cię aż tak długo, ale wciągnęłam się trochę
    rozumiem jednak decyzję
    wirtualny świat jednak strasznie zaprząta realną głowę, w ogóle to czasem myślę, że dla wielu ludzi stanowi namiastkę realu
    jak zaczyna kolidować to coś jest nie tak i trzeba to naprawić
    a będziesz czytać blogi innych?

    pozdrawiam i życzę powodzenia!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. to ostatnie pytanie bardzo na czasie dla mnie :D

      Usuń
    2. Będę czytać, czasami skomentuję. :)

      Usuń
  6. co do pytań... jedno nie zaskoczyło i chcę na nie odpowiedzieć już teraz

    Dozgonną pogardę - nie wiem jednak czy naprawdę żywiłabym ją aż do zgonu - czułabym chyba tylko wobec kogoś, kto by celowo, świadomie i z premedytacją krzywdził innych ludzi, a zwłaszcza dzieci
    Molestowanie seksualne, gwałt, inne formy wykorzystywania, tortury
    Wykonywanie aborcji podpada pod tę kategorię
    In vitro powoli też, jak czytam o eksperymentach z trzema rodzicami, mrożeniu, manipulacjach genetycznych... myślę tylko o osobie, która jest poddawana tym eksperymentom i ogarnia mnie obrzydzenie wobec osoby dopuszczającej się tych praktyk
    lobby homo i politycy mu ulegający, które żąda przysposabiania dzieci w ramach adopcji, tudzież surogacji, dla zaspokojenia własnego egoizmu (w najlepszym razie, czasem chodzi też - niestety - o fantazje seksualne) jak najbardziej jest w tej grupie
    ludzie handlujący innymi w jakikolwiek sposób, ale przede wszystkim handlujący dziećmi, które nie mogą się nijak bronić - szczyt obrzydliwości

    poza tym pogardy staram się nie żywić, jak się na niej złapię to staram się ją modlitwą pokonać... nie mogłabym inaczej przystąpić do sakramentu pojednania
    chcę wierzyć, że ludzie popełniający takie czyny sami są nieszczęśliwi i zagubieni, nikt zdrowy na duszy nie mógły krzywdzić innych

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kira,
    Rozumiem Twoją decyzję. Znamy się tylko wirtualnie, ale jeszcze raz przypomnę, że lubię Cię.
    Życzę powodzenia w innych dziedzinach, choć na przykładzie innych blogerów wiemy, że nie można wykluczyć powrotów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, Kiro. i.... dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zbyt wiele chęci powrotu widzę w tym pożegnaniu :) Nic nie szkodzi podziękować za dotychczasowe dyskusje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Skoro tak postanowiłaś pozostaję mi, życzyć ci powodzenia w realizacji twoich planów.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wielka szkoda, że tak się dzieje. Ciekawi ludzie zamykają blogi, zostawiając po sobie bolesną pustkę.
    Ponieważ mam strasznie mało czasu, potraktuję skrótowo tylko część Twoich pytań. Trochę się zdemaskujemy i ponudzimy:

    Upodobania filmowe:

    Ulubione filmy i lubiane gatunki, a także ich przeciwieństwa.
    Wyłącznie gatunki żeby nie zanudzać: dramat, dobra komedia. Przeciwieństwa: tzw. "komedia romantyczna".
    Ulubieni reżyserzy. W 70% mierze pokrywają się z Twoimi. Może zaakcentowałbym obecność Felliniego, Allena, Polańskiego, Tornatore...
    Nieco bardziej współcześni - ciekawi, choć nie genialni: Almodovar, Zwiagincew, Farhadi, Inarritu,czy coraz bardziej obiecujący Radu Jude..
    Ulubieni aktorzy i aktorki. Szczerze - znacznie bardziej zwracam uwagę na scenariusz i fabułę. Kult gwiazd mnie nie interesuje
    Jakie filmy uważasz za szkodliwe? Czy niektóre powinny być zakazane? Żadne nie powinny być zakazane. Niektóre - dostępne tylko dorosłej, wyrobionej i odpornej na wstrząsy publiczności.
    Na czyją korzyść wypada porównanie dzisiejszych filmów z tymi sprzed dwudziestu, trzydziestu lat? Zależy co uznajesz za "dzisiejsze", ale generalnie na niczyją. Nie sięgnęłaś dalej w przeszłość i nie podzieliłaś precyzyjnie okresów.... 10-15 lat temu realizowano więcej dobrych filmów niż np. teraz czy 20 lat temu.
    Co myślisz o polskim kinie? Temat-rzeka. Wiele wspaniałych doświadczeń, ogromne tradycje, własna szkoła, własny język. Ostatnio stosunkowo słabe, choć zdarzają się przysłowiowe rodzynki.
    Czy przemysł filmowy powinien być sponsorowany przez państwo? Jeśli tak, to w jakim zakresie? Tak, bo paradoksalnie daje to twórcom więcej wolności niż prywatny mecenat.

    Przekonania religijne, ideologiczne, filozoficzne:

    Czy wierzysz w Boga/bogów? Jeśli tak, to w jakiego/jakich? Nie, w żadnego.
    Czy wiara w Boga jest pomocą czy raczej zawadą? Trudno określić z pozycji osoby niewierzącej.
    Jak oceniasz poszczególne religie? Czy wszystkie mają taką samą wartość? Wszystkie starają się przekazywać pewne wartości, ale nie są równe. Za długi temat.
    Jak oceniasz ateizm? To, na co nie mam żadnego wpływu, nie jest przedmiotem oceny, podobnie jak wiara. Może być tylko przedmiotem uzasadnień, zawsze "koślawych".
    Jak oceniasz Kościół Rzymskokatolicki? Współcześnie do tej instytucji mam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony - machina finansowa, usiłująca tłamsić wszelką niezależność i dążąca do sprawowania niepodzielnej władzy, nie wolna od licznych grzechów i parszywych świństw, z drugiej - spełniająca swoją rolę w kształtowaniu duchowości (albo przynajmniej w takich próbach), przypominająca światu o humanitaryzmie.
    Opisz krótko swoje przekonania moralne (do czego warto dążyć, czego trzeba unikać). Zbyt osobiste.
    Jakie przekonania i ideologie uważasz za szkodliwe? Totalitarne, oparte na jasnym, arbitralnym i irracjonalnym podziale na swoich i innych (gorszych, godnych pogardy, tłamszenia i zwalczania, włączając w to fizyczne): nazizm, faszyzm, komunizm, kruchtokołtuneria, skrajny neoliberalizm.
    Za co można zyskać Twój dozgonny szacunek? Za szacunek niezależnie od zupełnie różnych zdań, wyrozumiałość, utrzymywanie przyjaźni pomimo zgrzytów i wystawień na próbę, bezinteresowną pomoc w autentycznej potrzebie.
    Za co można zyskać Twoją dozgonną pogardę? Nie można.

    Anty

    OdpowiedzUsuń
  12. Marzenia i fantazje:

    Gdybyś musiał/musiała wyjechać z Polski, w jakim kraju chciał(a)byś się osiedlić? W bliskim kulturowo ale bogatszym;) Czechy, Słowenia?
    Co byś chciał/a zmienić w Polsce? Oj, sporo tego. Np. ograniczyć agresję, powszechne lekceważenie innych osób, korupcję, zawiść, bezinteresowną złośliwość, rzucający się w oczy brak kultury.
    Co byś chciał/a zmienić w Europie? Totalitarne zapędy rządów państw, coraz bardziej przerażające.
    Co byś chciał/a zmienić w reszcie świata? Stopień tolerancji, wrażliwości, poszanowania otoczenia...
    Gdybyś mógł/mogła zmienić zawód, kim byś chciał zostać? Może muzykiem?
    Czego byś się chciał/a nauczyć, jakie umiejętności posiąść? Zbyt wiele tego...
    Gdybyś musiał/a się nauczyć na czymś grać, jaki wybrał(a)byś instrument? Na jednym strunowym trochę grałem, ale nigdy nie nauczyłem się grać na fortepianie. Szkoda, bo bogactwo dźwięków i emocji fascynuje.
    Gdybyś musiał/a przez rok prowadzić badania nad zwierzętami, jaki wybrał(a)byś gatunek? Drosophila melanogaster;)
    Gdybyś musiał/a przez rok prowadzić ogród/sad, co byś w nim zasiał/a? Nie wiem, trochę w nim posadziłem: lilaki, jaśminowce, tawułę. Może magnolię? Efekt uzależnienia od zapachów...

    Anty

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj, Kiro
    Wśród Twoich pytań jedno dotyczyło tego, za co (a więc i kogo) darzymy dozgonną pogardą. Chętnie odpowiem. Bezdenną i dozgonną pogardą darzę:

    1. Eurokomunistów, tolerastów, genderowców i cały ten postępacki syf, na wyprzódki sprowadzający do Europy islamską dzicz i moszczący jej drogę do władzy.

    2. Lansujących promiskuityzm i bredzących o „związkach nie na wyłączność”. Mnie takie „związki” kojarzą się z tarłem ryb, a nie zachowaniami gatunku Homo sapiens.

    3. Idiotki/łajdaczki i idiotów/łajdaków (środowisko proskrobankowców jest mocno sfeminizowane) bełkoczących, że zabijając swoje dziecko, kobieta „dysponuje swoim brzuchem”. Jest to „argument” na miarę absolwentów czy kadry jakichś operetkowych wydziałów uniwersyteckich, których ptasie móżdżki nie są w stanie zrozumieć znaczenia słowa genom. Lub cynicznych śmierdzieli, którzy wolą raz dołożyć się do "zabiegu", niż latami płacić alimenty.

    4. Pedałów domagających się prawa do adopcji dzieci oraz wynajmowane przez nich „surogatki”, dające się zapłodnić nasieniem jednego ze zboczeńców, a potem oddające zamawiającym swoje dziecko. W porównaniu z wyzutym z ludzkich uczuć wyrobem kobietopodobnym który to robi, każda bez wyjątku prostytutka jest godna szacunku.

    5. Handlarzy narkotyków, ćpunów i ich popleczników, domagających się z maniakalnym uporem legalizacji tak zwanych, za przeproszeniem, „miękkich narkotyków” i organizujących ćpunparady (tak zwane "marsze wolnych konopi"). I bredzących, że pojawienie się na rynku nomen omen dziecinnie łatwo dostępnych narkotyków ... ograniczy narkomanię!

    6. Wszystkich doszukujących się „dobrego imienia” w łajdakach, którzy nie tylko swoimi poglądami, ale i wyjątkowo parszywymi uczynkami, sami wystawili się poza nawias ludzi zasługujących na elementarne względy. Więc taki kauzyperda nie tylko tego mitycznego dobrego imienia łajdaków nie obroni, ale niejako przez indukcję (jak by powiedział elektryk), sam się takowego pozbywa. Moim zdaniem mechanizm ten wynika z faktu, kto komu łba nie urwie.

    Kolejność na tej liście nie jest tożsama z moim stopniem pogardy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ jak widzę, odpowiadający na Twoje pytania, dodają kolejne fragmenty w swoich wątkach, zastosuję tę sama metodę. Czas na „Przekonania religijne, ideologiczne, filozoficzne”.
      1. Czy wierzysz w Boga/bogów? Jeśli tak, to w jakiego/jakich?
      Jestem ewangelikiem, co się tyczy szczegółów, odsyłam do Apostolskiego Wyznania Wiary.
      2. Czy wiara w Boga jest pomocą czy raczej zawadą?
      WYŁĄCZNIE pomocą, niekiedy wręcz jedynym ratunkiem.
      3. Jak oceniasz poszczególne religie? Czy wszystkie mają taką samą wartość?
      Oczywiście że nie. Islam zachęca do zbrodni, o czym wszyscy ludzie myślący wiedzą. Ale mało kto wie, jak wiele podłości zawiera Talmud. W porównaniu z nim „Mein Kampf” to plagiat w wersji light.
      4. Jak oceniasz ateizm?
      Nie przeszkadza mi, dopóki nie przechodzi w wojujący, czyli w to co nazywam ateotalibanem.
      5. Jak oceniasz Kościół Rzymskokatolicki?
      W polskich realiach jako POLITYCZNEGO sojusznika i najsolidniejszą tamę przed moralnym zbydlęceniem, ostatnio nazywanym „wolnością”. Bo jest to „wolność” od elementarnych ludzkich uczuć i zasad moralnych, akceptowanych również przez wszystkich znanych mi agnostyków i ateistów. Dlatego też staram się KRK nie atakować. Ale w kwestiach teologicznych (mam na myśli to, czym różni się od innych nurtów chrześcijaństwa), w jego ofercie, jak dla mnie, nie ma niczego, co mógłbym zaaprobować.
      6. Opisz krótko swoje przekonania moralne (do czego warto dążyć, czego trzeba unikać).
      Mówiąc bardzo skrótowo, należy trzymać się „Septalogu”, widzieć dalej, niż sięga czubek własnego nosa, bez popadania w autodestrukcję, na miarę swoich możliwości, pomagać innym. Nie bać się artykułować swoich poglądów pod własnym szyldem i jak ognia unikać gówniarskiego egoizmu.
      7. Jakie przekonania i ideologie uważasz za szkodliwe?
      Każdą formę socjalizmu (zwłaszcza komunizm i nazizm) oraz "leberalne" idiotyzmy, z ich samoposiadaniem, samogwałtem i samodestrukcją. No i oczywiście satanizm czy (uczciwszy Twoje oczy i uszy) "poglądy wolnościowe", w obecnym zdegenerowanym znaczeniu tych słów.
      8. Za co można zyskać Twój dozgonny szacunek?
      Za stosowanie się do zasad opisanych w punkcie 5, pomoc dzieciom, osobom chorym, leciwym, czy niepełnosprawnym, ofiarom biedy oraz zwierzętom. Bo wbrew opiniom różnych debili, to właśnie jest miarą człowieczeństwa w skali mikro, a jakości społeczeństwa w skali makro. A nie stosunek do różnych przestępców czy degeneratów, tak przez owych debili stawiany na piedestale.
      9. Za co można zyskać Twoją dozgonną pogardę?
      Już pisałem.

      Usuń
    2. KOREKTA
      8. Za co można zyskać Twój dozgonny szacunek?
      Za stosowanie się do zasad opisanych w punkcie SZÓSTYM ...

      Usuń
    3. Krótko na temat bloku "Stosunek do ludzi"
      1.Ludzie, których szanujesz i/lub podziwiasz.
      Są nimi wszyscy stosujący się do nakazów septalogu, pomagający innym bezinteresownie i gotowi zrobić coś dla ogółu. Do tego logicznie myślący. Czyli po prostu konserwatyści lub "konslibowie", rzecz jasna z pominieciem monarchistycznych świrów. Gotowych negować istnienie takich pojęć, jak choćby naród czy racja stanu.
      2.Ludzie, którymi gardzisz i/lub brzydzisz się.
      Wszelkie mutacje socjalizmu, zwłaszcza komuniści i naziści. Do tego obecnie najgroźniejsi reprezentanci "marksizmu kulturowego" czyli politycznej poprawności. A więc toleraści, genderowcy, homintern, sataniści, "wolnościowcy" e tutti quanti.
      3.Wspaniałe postaci historyczne.
      Ksiądz doktor Marcin Luter, który uświadomił ludziom, że odpuszczenie grzechu to nie wyłącznie kwestia kasy, ratując chrześcijaństwo przed ostatecznym moralnym zdegenerowaniem przez handełesów pokroju Giovanniego de Medici (ksywka "Leon X").
      Jean Armand de Richelieu, najwybitniejszy premier w dziejach Francji.
      Z dwudziestowiecznych Ronald Reagan, Margaret Thatcher, Francisco Franco y Bahamonde, Carl Gustaf Mannerheim, Miklos Horthy.
      Niestety w Polsce od czasu Kazimierza Wielkiego, nie widzę ludzi z tej półki, choć zdarzali się godni pamięci artyści czy naukowcy.
      4.Odrażające postaci historyczne.
      Lenin, Stalin (plus jego pieski), Hitler, Mao, Pol-Pot, Gramsci. W Polsce przeklęta dynastia Wazów.
      5.Jak oceniasz swój naród?
      Jak własne dziecko, które się kocha, nawet gdy irytuje rozrabiając i popełniając idiotyzmy.
      6.Jak oceniasz inne narody? Które cenisz, a które są Ci niemiłe?
      Cenię Finów i Czechów za rozsądek i skuteczność. Nie cierpię Rosjan i Niemców. Bo z pozoru miły człowiek, po założeniu munduru staje sie odrażającym łajdakiem, gotowym na rozkaz popełnić dosłowie każdą zbrodnię.
      7.Co najbardziej cenisz w innych ludziach?
      Twardy kręgosłup moralny, właściwy dobór towarzystwa, w którym sie obracają. Unikanie jak ognia odrażającego bydła.
      8.Co Cię najbardziej denerwuje w innych ludziach?
      Brak zasad moralnych. A zwłaszcza unikanie powiedzenia innym prawdy w oczy i zastępowanie tego jakimiś szczeniackimi intrygami. I rzecz jasna bratanie się z najparszywszymi łajdakami, byle tylko usłyszeć z ich strony komplementy. Dodatkowo połączone z bezczelnymi kłamstwami, że takiemu mniej niż zeru rzekomo na komplementach nie zależy.

      Usuń
    4. @ Kira
      Dawno temu, kiedy jeszcze traciłem czas na lekturę "Najwyższego Czasu", był w nim dział zatytułowany "Pro Fide, Rege et Lege". Tam aż się roiło od różnych monarchistycznych idiotyzmów. A największy zamieszczono jako motto. Twierdzące, że nie można być jednocześnie konserwatystą i republikaninem. Szwajcarów, będących niewątpliwie najbardziej konserwatywnym społeczeństwem w Europie (ich kodeks karny przewiduje do 5 lat więzienia a przynależność do partii komunistycznej lub nazistowskiej), brzuchy by rozbolały ze śmiechu.

      Usuń
    5. Teraz dwa słowa o Upodobaniach filmowych
      Film jest dla mnie sztuką drugoligową, mało istotną w porównaniu z muzyką, literaturą, architekturą i malarstwem. Oczywiście czasami jakiś film obejrzę, najczęściej wtedy, gdy polecą mi go znajomi, do których gustu mam zaufanie. Więc odpowiedzi będą siłą rzeczy lakoniczne.
      1. Ulubione filmy i lubiane gatunki, a także ich przeciwieństwa.
      Gatunki – filmy historyczne, biograficzne, obyczajowe, ekranizacje topowej literatury. Na przykład „Rzym”, „Saga rodu Forsyte’ów”, „Marsz Radetzky’ego”, „Deer hunter”. Za dno uważam współczesny szajs, pokazujący ludzi na co dzień niuchających kokę, jarających green shit, Murzynów jako tytanów intelektu, kierujących zespołem białasów oraz uduchowionych bydlaków, oczekujących na zastrzyk za morderstwa, często połączone z gwałtem.
      2. Ulubieni reżyserzy.
      Richard Attenborough („O jeden most za daleko”, „Elżbieta”), Federico Fellini (ale tylko za „Rzym” i „Amarcord”)
      3. Ulubieni bohaterowie filmowi.
      Jeśli pominąć postacie historyczne, to żaden.
      4. Ulubieni aktorzy i aktorki.
      Sophia Loren, Glenda Jackson, Meryl Streep, Max von Sydow, Laurence Olivier
      5. Jakie filmy uważasz za szkodliwe? Czy niektóre powinny być zakazane?
      Szkodliwe są wszystkie zakłamujące historię ogłupiacze, pokazujące lewackich rzeźników jako bohaterów. Efekt – gnojki noszące koszulki z gębą Guevary i nie mające pojęcia, kim było to bydlę. Ale zakazać bym nie zakazał.
      6. Na czyją korzyść wypada porównanie dzisiejszych filmów z tymi sprzed dwudziestu, trzydziestu lat?
      To dzisiaj kręci się coś zasługującego na miano filmów na większą skale?
      7. Co myślisz o polskim kinie?
      Że praktycznie nie istnieje. Skoro za gwiazdy filmowe robią takie miernoty, jak Chyra czy Wilczak, oraz aktoreczki, które poza niekiedy tyłkiem, niczego nie mają do pokazania. W porównaniu z Anną Polony, Ireną Kwiatkowską czy Gustawem Holoubkiem, mniej niż zera.
      8. Czy przemysł filmowy powinien być sponsorowany przez państwo? Jeśli tak, to w jakim zakresie?
      W zakresie tworzenia filmów popularnonaukowych, dokumentalnych oraz ekranizacji kanonów literatury. Przecież młodych „wyluzowanych” małpoludów do teatru się nie zapędzi.

      Usuń
    6. Czas na ”Upodobania muzyczne”.
      1. Ulubione utwory i lubiane gatunki, a także ich przeciwieństwa.
      Muzyka klasyczna, jazz, ew. dobra taneczna. Na szczęście ostatnio pojawił się w użyciu termin „muza”, więc nie grozi pomylenie muzyki z jakimś disco polo czy „szajsmetalem”, porażającymi jedynie decybelami, prymitywizmem linii melodycznej i debilizmem tekstów.
      2. Ulubieni twórcy: kapele, wykonawcy, kompozytorzy.
      Kapeli nie słucham, bo wszelakich obertasów czy ludowych przyśpiewek z dyżurnym rymem „chałupa – dupa” nie cierpię.
      Kompozytorzy: Mozart, Verdi, Paganini, Liszt, Chopin, Rachmaninow.
      Wykonawcy: Artur Rubinstein, Vladimir Horowitz, Krystian Zimerman, Ruggiero Ricci, Ytzhak Perlman, Wiktor Trietiakow, Ivo Pogorelić, Mirella Freni, Placido Domingo, Mikołaj Giaurow.
      W przypadku jazzu oddzielenie kompozytorów od wykonawców jest właściwie niemożliwe. Bardzo wysoko cenię Oscara Petersona, Telloniusa Monka, Buddy Ritcha, Wyntona Marsalisa, Jana Garbarka, Adama Makowicza, Michała Urbaniaka, Tomasza Stańko, Urszulę Dudziak.
      3. Jakie dźwięki są dla Ciebie przyjemne, a jakie nieprzyjemne?
      Przyjemna jest muzyka. Irytują odgłosy pracy młota pneumatycznego, wiertarki udarowej oraz „szajsmetalu”.
      4. Jaką muzykę uważasz za szkodliwą? Czy niektóre utwory powinny być zakazane?
      Zakazane? Oczywiście nawołujący do łamania prawa, a nawet do popełniania zbrodni, ryk satanistycznego bydła.
      5. Co myślisz o polskiej muzyce?
      Współczesnej klasycznej? Poza Kilarem, stanowiącym wyjątek od reguły, właściwie nie istnieje.
      Jazzowej? Nie ma się czego wstydzić. Urszula Dudziak, Michał Urbaniak, Adam Makowicz i Tomasz Stańko to ścisła światowa czołówka.
      Dawnej? Chopin i praktycznie nic więcej. Bo Karola Lipińskiego, niewiele ustępującego Paganiniemu, udało się na śmierć zamilczeć i ukryć przed światem. Ma się ten sarmacki gest! Wieniawski to już nie ta liga.
      6. Wolisz pracować przy muzyce czy w kompletnej ciszy?
      W ciszy. Muzyki nie można słuchać robiąc równocześnie co innego. A jakaś guma do żucia dla uszu, z definicji mnie nie interesuje. Wyjątkiem jest muzyka taneczna (tanga, milongi, ”czakarery”, samby etc.), przy których rozmowa nie jest profanacją.

      Usuń
  14. Hmmm... chyba mogę z grubsza podpisać się pod wypowiedzią Anty:), może poza ogrodem - bratki tam widzę, astry, dalie i stokrotki (te ostatnie szczęśliwie same mi się wysiały), tawuła już jest, kalina, bez też. Magnolię wykluczam jako obcą . Drobiazgi w sumie. Literacko skaczę i zmieniam gusta, to , co zachwycało przed kilkoma dekadami niekoniecznie zachwyca dziś. Owszem doceniam dzieła- kamienie milowe kultury, ale idę dalej, więc tematu nie będę rozwijać. Pogarda ? Dozgonna może dotyczyć wyłącznie czynów. Człowieka osądzam na podstawie czynów i stosunku do drugiego człowieka- nie w ideologii, światopoglądzie, ale konkretnych czynach i słowach, bo i te drugie - złe, pogardliwe, wyniosłe - mogą uczynić wiele złego. Jednak i czyny (niektóre wprawdzie) warto rozpatrywać na tle epoki, na tle uwarunkowań w szerokim tego słowa znaczeniu. Wolę dziesięć razy usprawiedliwić na wyrost, niż jeden raz "skazać" pochopnie. I zawsze człowiek przed jakąkolwiek ideą. I jeszcze jedno - nie boję się cudzej pogardy w stosunku do mnie (starannie selekcjonuję tych, którym dam prawo bycia dla mnie ważnymi a na zdanie pozostałych jestem impregnowana), boję się swojej pogardy w stosunku do innych, bo to uczucie uważam za upodlające. Bóg ? mam nadzieję, że jest. Jednak nie ten ujęty w ramki, skodyfikowany. Jeden dla wszystkich - sprawiedliwy, mądry i wyrozumiały. "pozapartyjny". Owa "pozapartyjność", pozaopcjonalność to dla mnie zresztą podstawa wszelkich relacji międzyludzkich- osobniczych , społecznych. Wykluczam ślepą solidarność opartą na jakiejkolwiek przynależności (formalnej czy nie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @An-Ka...
      dobrze piszesz:
      "starannie selekcjonuję tych, którym dam prawo bycia dla mnie ważnymi a na zdanie pozostałych jestem impregnowana"...
      trafne słowa, których pojąć nie potrafią /lub nie chcą/ ludzie mali, słabi, z niskim poczuciem własnej wartości, które nadrabiają nadymając balon własnej megalomanii... roja sobie oni, że wszyscy będą zabiegać o ich pozytywną opinię, pozytywne emocje, że wszyscy muszą coś im udowadniać, tymczasem dostarczają jedynie chwilowej irytacji lub chwilowej rozrywki... biedne, żałosne, oszalałe ze strachu i samotności śmieci, ślepe i głuche na informacje od otoczenia, niezdolne do zmiany swojej sytuacji... pogardzanie nimi jest po prostu marnowaniem energii...

      Usuń
    2. wiem jedno - nie warto dla przypodobania się komukolwiek, nawet osobie , na której nam zależy bardzo, z której zdaniem się liczymy, którą szanujemy, zboczyć z własnej drogi i sprzeniewierzyć się własnym poglądom, bo to bardzo krótka ścieżka i do tego naprawdę donikąd. Wsparcie grupy jest istotne , nawet dla osób bardzo silnych , ale zawsze jest pytanie - za jaką cenę. Może zamiast płacić tę cenę warto znaleźć inną grupę, lub pozostać outsiderem, zależnie od predyspozycji, upodobań i okoliczności. Bo uporczywe tkwienie w grupie, ze ślepym w nią zapatrzeniem, posłuszeństwem, w ostatecznym rozrachunku wypada na minus. I naprawdę wcale nie jest zawsze tak, że "przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi a wrogowie wrogami". Czasami jest to wręcz kosmiczna bzdura. Przyjaźń to pozwolenie na wybór własnej drogi, rzecz jasna z życzliwym , acz nie natrętnym, zwróceniem uwagi na być może nieuświadamiane błędy. Lecz na owym uświadomieniu rola przyjaciela się kończy. Wszelki nacisk wyklucza przyjaźń.

      Usuń
    3. @Piotr - zgadzam się. Człowiek szczęśliwy, spełniony nie czuje maniakalnej potrzeby udowadniania światu swojej wartości, przekonywania o tym, że jego wybory są jedynie słuszne i prawe. Żyje i umie się tym cieszyć. Proste :)
      @An_Ko
      Wyłączając kwestie Stwórcy - mam takie samo podejście do oceny, do przyjaźni, do podążania własną ścieżką życiową.
      Z tzw. Wielkim Stwórcą mam Wielki Problem - bo gdyby jednak istniał, był wszechmocny etc. - to bardzo byłabym rozczarowana. Dlaczego? Widzę na świecie głód, śmierć, przemoc. Widzę umierające dzieci, modlących się rodziców i .... Nic. Wola boska? Tajemnica? Powiększenie "grona aniołków"? To dla mnie żadne wytłumaczenie na tragedie, które ciągle mają miejsce na świecie.

      Usuń
  15. Witam.
    Nie czytałem regularnie. Czasem tylko zaglądałem. Nigdy nie komentowałem.
    Czasem się zgadzałem, czasem nie.
    ... a teraz DZIĘKUJĘ!!! :-)

    W zabawę z Twoimi pytaniami pewnie się zaangażuję.

    Wszystkiego dobrego!!!

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na książkę.

    Kosmaty

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, jak to będzie. Jeśli w przeciągu 50-ciu lat niczego nie wydam, to lepiej już nie czekaj. :)

      Usuń
  16. "Kobieta zmienną jest", więc zobaczymy jak to będzie z tą obietnicą totalnego końca blogowania...:)
    A tak poza tym to myślę, że powyższe przysłowie można odnieść do Ciebie, Droga Kiro, w dosyć dużym zakresie. Gdy jakimś cudem natrafiłaś na mój blog i zaczęłaś komentować, nie za bardzo dało się z Tobą dyskutować, pisząc szczerze. Na każde stwierdzenie odpowiadałaś "wykładem" z relatywizmu. Mimo to nie zniechęcałem się i kontynuowałem dyskusję dalej, bo taki już jestem, że lubię mieć ostatnie zdanie. Wskutek tego pod jednym wpisem doszliśmy do ponad 40 komentarzy. Była to dyskusja o aborcji, z tego co pamiętam. Później zauważyłem, że zaczynasz się zmieniać, w sensie poglądów oczywiście, bo tylko takie zmiany mogłem dostrzec. Zmiany te dotyczyły m.in. aborcji właśnie, o ile dobrze zauważyłem. No i przestałaś w każdej dyskusji sięgać po relatywistyczną wykładnię świata, co znacznie uprzyjemniło dyskusję z Tobą. Fakt, że jednocześnie stały się one rzadsze i mniej rozbudowane. Mimo wszystko mam nadzieję, że jednak czasem zaglądałaś na mojego bloga i czytałaś wpisy czy wiersze, nawet jeśli ich nie komentowałaś. I mam nadzieję, że będziesz robić to dalej, może nawet częściej, biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie po porzuceniu prowadzenia własnego bloga, będziesz miała więcej czasu na lekturę innych. Przynajmniej lekturę, jeśli już nie komentowanie.
    Jeżeli mówimy o blogach, to muszę podziękować Ci, Droga Kiro. Przede wszystkim za to, że byłaś bodaj pierwszą osobą komentującą na moim blogu, której nie znam osobiście:) A przynajmniej komentującą w takim zakresie. Po drugie za to, że przez te komentarze otworzyłaś mnie na świat innych blogów, to przez Twój blog docieram do innych blogów, na których teraz czasem komentuję. I po trzecie, najważniejsze - że przez to wszystko popularność mojego bloga jednak wzrosła, mimo że pozostaje on blogiem, którego regularnie, jak podejrzewam, czyta może 10 osób, a każdy komentarz jest na wagę złota. Mimo wszystko jednak chyba mój blog stał się bardziej znany, co jest m.in. Twoją zasługą - mój blog był przez długi czas w Twoich blogach polecanych, a ja dzięki Tobie "otworzyłem się" na inne blogi.
    Co poza tym można powiedzieć, a właściwie napisać? Szkoda, że kończysz blogowanie. Szkoda, bo jednak Twój blog był jednym z niewielu, który czytałem w miarę regularnie i na którym w miarę regularnie pojawiał się nowy wpis. Nie zawsze był to wpis, który by mnie jakoś szczególnie zaciekawiał czy zmuszał albo zachęcał do komentowania. Czasami jednak tak się zdarzało. Nie zawsze jednak komentowałem, nawet jeśli miałbym coś do napisania w danej sprawie - nie miałem czasu, nie chciało mi się. Przepraszam, choć przecież na brak komentatorów chyba nie narzekałaś:) Sam chciałbym mieć tyle komentarzy pod każdym wpisem.
    Co do Twoich pytań, to oczywiście można by w odpowiedzi na niektóre książkę napisać. Mimo to może postaram się pokrótce na niektóre z nich w najbliższym czasie odpowiedzieć. Na razie to tyle.
    Jeszcze raz dziękuję za przyczynienie się do rozpowszechnienia mojego bloga, przepraszam za to, co było złe (jak by to ogólnikowo nie brzmiało...) i proszę - zajrzyj czasami na mojego bloga i skomentuj, jeśli będziesz miała ochotę.
    Pozdrawiam.
    MP vel MILK

    I oczywiście zapraszam wszystkich jak zwykle, bo reklamy nigdy dość:):

    http://milkblog.cba.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. @Kira,

    Cóż, nasza blogowa znajomość z pewnością nie należała do najłatwiejszych. Przeszła zresztą swoistą ewolucję - od jawnej wrogości do powiedzmy swoistej wzajemnej szorstkiej akceptacji - w moim przynajmniej przypadku wzbogaconej o pierwiastek sympatii. Mogłem też obserwować jak się zmieniasz i w ostatecznej ocenie nazwałbym to bez wahania osiągnięciem pewnej dojrzałości. Szczególnie cenię u Ciebie to, że nawet w obliczu różnicy poglądów nie zamykasz się na argumenty drugiej strony. To rzadka cecha i mogę tylko wyrazić ubolewanie, że nie nauczyłem się z Tobą rozmawiać w sposób bardziej stonowany i dopuszczałem nazbyt często do głosu emocje - cóż, taki typ. Niemniej, będzie mi brakowało naszych wymian zdań, choć prowadziły czasem do sprzeczek. Wybacz mi proszę wszystkie przykrości jakie Ci wyrządziłem i mam nadzieję, że nie chowasz urazy.
    Życzę Ci abyś odnalazła w realnym świecie wszystko to, co dla Ciebie ważne i drogie i aby wszystko to pozostało z Tobą towarzysząc Ci w każdej chwili życia.

    Moc serdeczności, TF.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę tylko, że się jeszcze nieraz spotkamy (choć już nie tutaj). ;)

      Usuń
  18. O, właśnie mam trochę czasu, więc pomyślałem, że może spróbuję odpowiedzieć na Twoje "ostatnie pytania". Przynajmniej niektóre. Idźmy po kolei:

    1. Ulubione książki - ja wiem? Może powieści i opowiadania Gombrowicza (co przy okazji "załatwia" pytanie o ulubionych autorów, przynajmniej częściowo), bo on ma taki specyficzny język, specyficzny styl, który sprawia, że czyta się jego książki jakoś szybciej niż inne...Co nie dotyczy już np. "Dziennika", który, choć ciekawy, jest już jednak pisany "normalniejszym" językiem.
    A przeciwieństwa? Na pewno "Granica" - nudna, napisana jakoś bez przemyślenia, rzekomego przesłania trzeba szukać, robi ono wrażenie wyciąganego na siłę, a sprowadza się prawie do tego samego co przesłanie "Ferdydurke" - tylko że "Ferdydurke" jest 100 razy bardziej atrakcyjne...

    2. Ulubieni autorzy - Gombrowicz, Kafka może, Mrożek, Różewicz...Z poetów może jeszcze Staff, Leśmian...Choć z Leśmiana raczej jakieś pojedyncze wiersze, np. "Srebroń".

    3. Ulubieni bohaterowie literaccy - Artur z "Tanga" Mrożka może, Józio z "Ferdydurke"..

    4. Szkodliwe książki? To zależy kto je czyta, jak je czyta. Nawet "Manifest komunistyczny" czy :Mein Kampf" może być pożyteczne - jeżeli będzie się je studiować jako pewnego rodzaju ostrzeżenie, starając się dostrzec sposób myślenia, który doprowadził autorów do tych, a nie innych wniosków, jeżeli podejmie się racjonalną dyskusję, spróbuje się dostrzec pewne manowce intelektualne, na jakie zeszli komuniści czy naziści, pewne ich błędy logiczne, sprzeczności wewnętrzne itp.
    Co do zakazów - zależy jak zakazane. Jeżeli mówimy o zakazie państwowym, to myślę, że raczej nie - chyba że w jakichś wyjątkowych sytuacjach, podczas wojny, w stanie zagrożenia państwa etc.

    5. Zdecydowanie papierowa, ewentualnie e-book, choć tylko w szczególnych przypadkach i głównie jeśli chodzi o jakieś utwory w miarę krótkie. Podejrzewam, że na audiobooku bym się nie potrafił skupić (zresztą na papierowej też czasem mi ciężko, ale łatwiej jednak przeczytać zdanie dwa razy niż cofać na odtwarzaczu i kombinować), choć szczerze to nigdy nie próbowałem słuchać na większą skalę.

    6. I powieść, i opowiadanie, i epika, i liryka. Oczywiście - dobra:)

    7. Zależy co znaczy "dobrze" i "źle". Np. ostatnią ekranizację "Hobbita" można uznać za złą, jeżeli porówna się ją do oryginału książkowego (zwłaszcza pewne fragmenty - np. ćpun-Radagast zupełnie niepasujący do ducha tolkienowskiego, stworzony z jednej wzmianki o takim czarodzieju w oryginale), ale jako film jest w pewnym sensie "dobry", a przecież sam ten nieszczęsny Radagast jest zabawny. Tylko po prostu nie współgra z książką - i to może być denerwujące dla kogoś kto książkę jako-tako zna.
    Oczywiście nie sposób wymieniać wszystkich ekranizacji.
    Które powinny zostać zekranizowane czy nie powinny? Nie wiem, szczerze mówiąc. Np. takie "Ferdydurke" zdawałoby się, średnio się do ekranizacji nadaje...I faktycznie, wersja amerykańska jest okropna. Ale wersja polska (chyba spektaklowa) jest już całkiem-całkiem.

    8. "Polska literatura"? Takie klasyfikowanie literatury narodowo chyba średnio ma sens. Podobnie jak nie ma jednego "Polaka", tak nie ma jednej "literatury polskiej". Wiele epok, wielu autorów, skrajnie różne estetyki, poglądy etc.

    c.d.n.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cz.II

      9. Nie do końca wiem o co chodzi z tymi wydaniami. O szatę graficzną? Też chyba nie ma jakiegoś jednego stylu "współczesnych wydań". Zresztą w ogóle nad tym nie myślałem...

      10. Raczej dbam o książki, zresztą o inne przedmioty też:) Notatki zdarzają się sporadycznie, zacząłem je robić niedawno i nadal są jednak pewną rzadkością. Rogów raczej nie zaginam, kartek celowo nie wyrywam (niby po co?).

      11. Ostatnio właśnie coraz wolniej, co mnie nieco martwi czasami, chociaż może przez to czytam dokładniej...Raczej staram się nie omijać fragmentów. Ostatnio musiałem tak zrobić w przypadku "Dziennika" Gombrowicza, gdy pisał o swoich dramatach, których jeszcze nie czytałem. Bez sensu więc było czytać ich omówienia.
      II
      1. Ulubione filmy? Też dużo lubię, ale nie wiem jakie są "ulubione". Ciekawa jest "Opona" (tudzież "Mordercza opona") Quentina Dupieuxa (tak to się odmienia?), która, wbrew pozorom, ma pewne głębsze przesłanie, przynajmniej wg mnie. Co do gatunków - nie lubię na pewno zbytnio horrorów (chyba że klasyka w rodzaju "Ptaków" Hitchcocka), nie mówiąc o gore'ach - jestem na to zbyt wrażliwy i sam mam taką wyobraźnię, że muszę walczyć czasami z obrzydliwościami, które ona sama tworzy (piszę o tym w swoich wierszach białych), a gdyby jeszcze dostała bodziec...No i nie lubię też na pewno "komedii amerykańskich" z debilnym humorem, kręcącym się wokół seksu itp. tematów.
      O, przypomniało mi się - jednym z lepszych filmów jest też na pewno "12 gniewnych ludzi". Zwłaszcza patrząc na budżet i porównując go do "superprodukcji" czy nawet zwykłych filmów uznawanych za dobre czy po prostu znanych. "12 gniewnych ludzi" jest tu filmem chyba z najniższym budżetem i pozornie najprostszą fabułą - a jednak jest pasjonujący.
      A, no i jeszcze kino polskie - "Miś", "Vabank", inne takie...I komedie zagraniczne - "Monty Python i Święty Graal", "Asterix i Obelix. Misja Kleopatra" itp. (aż się głupio przyznawać do takich upodobań:))

      2. Ulubieni reżyserzy? Każdym zgadzają się filmy gorsze i lepsze...Taki Woody Allen ma parę filmów w miarę dobrych - ale już np. "Co nas kręci, co nas podnieca", to straszliwa agitka ideologiczna - i to w dodatku w tym kierunku, który mi nie pasuje...
      Clint Eastwood też jest całkiem dobry - ale nie można go uznać raczej za jakieś wybitne kino...

      3. Bohaterowie filmowi? Chyba nie mam jakichś specjalnie ulubionych.

      4. Aktorów ulubionych też raczej nie mam, podobnie aktorek.

      5. Dokładnie to samo co z książkami.

      6. Zależy jakich filmów. Chciałoby się aż napisać: oczywiście, że na korzyść dawniejszych, bo teraz tylko badziewie same i w ogóle coraz to gorzej...Ale jednak i 20-30 lat temu były już filmy chłamowate. I dzieła czy arcydzieła. Podobnie są pewnie i dzisiaj dobre filmy, a nawet arcydzieła - tylko w mniejszości...Zresztą kiedyś chyba też były w mniejszości...Trudno to dobrze porównać.

      7. To samo co o "polskiej literaturze" - że to fałszywa klasyfikacja.

      8. Jako liberał odpowiadam, że oczywiście nie. Jako monarchista odpowiadam - to zależy od króla, bo państwo to król. Na pewno nie powinien być finansowany w sposób jakiś systemowy i na pewno nie powinno to być główne źródło utrzymania filmowców. Trzeba przywrócić mecenat prywatny - a do tego trzeba przywrócić elitę, kulturę elity...Ech...Marzenia...Kontrrewolucja i takie rzeczy:)

      c.d.n.

      Usuń
    2. cz.III

      III
      Na początek uwaga ogólna: nie znam się za dobrze na muzyce. Nie słucham muzyki zbyt często, nie znam zbyt wielu zespołów ani wykonawców, nie orientuję się w świecie współczesnej muzyki, klasycznej zresztą też nie.

      1. W związku z powyższym nie mam za bardzo ulubionych utworów czy też utworów znienawidzonych. Mogę wymienić parę tytułów, które po prostu znam: "Obracam w palcach złoty pieniądz", "Taki mundur to jest bardzo piękna rzecz", "Chodź kochanie do mnie chodź" (to wszystko Perfectu), "Wspomnienia z izby otrzeźwień", "Mieszkam w wysokiej wieży" itp. To są po prostu utwory, które znam.
      Osobnym tematem jest muzyka kościelna - ale tu wolę śpiewać niż słuchać:) Zresztą w ogóle wolę sobie nucić czy śpiewać w myślach utwory niż ich słuchać.

      2. Wykonawcy, kompozytorzy itp. utworów podanych wyżej.

      3. W sumie nie zastanawiałem się nad tym zbytnio.

      4. To samo co w przypadku literatury i filmu.

      5. To samo co w przypadku literatury i filmu.

      6. Raczej w ciszy - choć może nie "kompletnej", bo taka nie istnieje praktycznie albo zdarza się bardzo rzadko. Zresztą nawet wtedy pozostają "głosy w głowie".
      IV
      1. Jestem katolikiem rzymskim.

      2. Jako człowiek wierzący mogę odpowiedzieć tylko, że pomocą. Oczywiście bywa "zawadą" w tym sensie, że wymaga wysiłku, ale jednocześnie nadaje sens życiu i całej moralności. Gdybym nie wierzył to możliwe, że bym został jakimś psychopatycznym mordercą...A bardziej prawdopodobne, że popełniłbym samobójstwo - jeśli śmierć miałaby być końcem istnienia...Więc wiara chroni mnie przed samobójstwem - a jednocześnie zmusza do życia, istnienia, które związane jest z bólem, strachem, trudem etc. Ale daje nadzieję, że po śmierci będzie lepiej.

      3. Jako katolik znów muszę odpowiedzieć, że oczywiście są religie "lepsze" i "gorsze", a właściwie - bliższe Prawdzie (jedynej prawdziwej religii - katolicyzmowi) lub jej dalsze. Można oczywiście je też oceniać z punktu widzenia społecznego etc, - ale szczerze nie chce mi się teraz tego robić:) Zresztą chyba nie jestem aż tak kompetentny w tych sprawach.

      4. Są różne rodzaje ateizmu. Może być ateista "zwykły" - nie wierzy w Boga czy bogów, ale ma jakieś zasady moralne, stara się żyć wg nich, "cichy, spokojny, nie wadzi nikomu", nie narzuca się ze swoim ateizmem. Wtedy nie muszę nawet wiedzieć, że ten ktoś jest ateistą, nie ma to dla mnie wtedy znaczenia, jeśli chodzi o kontakt z nim, rozmowę etc. Co innego jeśli się narzuca ze swoim ateizmem, zionie nienawiścią do teistów (czy deistów) albo nachalnie promuje ateizm tak, że nie da się z nim o niczym innym właściwie porozmawiać. Taki człowiek jest odpychający. To podobnie jak z homoseksualizmem - jeśli homoś nie narzuca się ze swoimi "preferencjami", to jak mogę nawet nie wiedzieć, że on jest homosiem. A mogę nawet wiedzieć - raz o tym wspomni przy jakiejś okazji...Ale to nie wpłynie na moją relację, kontakt z nim. Natomiast jeżeli człowiek wymienia swoją "orientację" zaraz po imieniu i nazwisku i się narzuca - to znaczy, że coś tu nie gra. Podobnie jak z każdą inną cechą, poglądem danego człowieka - jeśli przesadza w czymś, narzuca się etc. - to jest w sposób naturalny odpychający, nie do zniesienia.
      Ale modlę się za ateistów - szczególnie tych, których znam osobiście. O nawrócenie, o łaskę wiary. Bo to są często bardzo wartościowi ludzie - mądrzy, inteligentni, genialni może czasami nawet. I po prostu mi jako wierzącemu ich szkoda - szkoda żeby takie umysły, psychiki, dusze cierpiały wieczne męki. Szkoda po prostu.

      5. Jako że jestem katolikiem rzymskim to mniej więcej wiadomo. Można by tu pisać o pewnych zmianach jakie zaszły po Vaticanum II i o moim stosunku do nich - ale pisałem już o tym wiele razy na blogu i na gosc.pl i nie chcę się powtarzać. Kto ciekawy niech poczyta.

      c.d.n.

      Usuń
    3. cz.IV

      6. Moje przekonania moralne są zgodne z moralnością katolicką, Oczywiście mam jeszcze swoje własne "mores", czyli "obyczaje", pewne przyzwyczajenia, schematy działania, ale bez przesady - nie będę ich tu opisywać, bo w końcu kogo to obchodzi, poza tym ekshibicjonistą nie jestem.

      7. Szkodliwe? Na pewno wszystko to, co nazywam "nowotworami cywilizacyjnymi": protestantyzm, republikanizm, socjalizm wszelkiej maści, tzw. patriotyzm, nacjonalizm w pewnych odmianach etc. Szkodliwe dla Cywilizacji Łacińskiej. Dla jednostki: wszelkie poglądy religijne i moralne niezgodne z nauczaniem Kościoła katolickiego.

      8. Zależy co to jest "szacunek". Jeżeli uznamy to za jakąś pochodną podziwu to wiele rzeczy - bycie w czymś naprawdę dobrym, stworzenie jakiegoś dzieła, arcydzieła, a przede wszystkim - świętość. Ale "dozgonny"? Hmm...Nie wiem. U wielu ludzi podobają mi się ich pewne aspekty - ale cały człowiek? Człowiek ma wady i zalety, więc logiczne, że nie podobają mi się wady żadnego człowieka, a podobają mi się zalety każdego - niezależnie od tego, kim on jest.

      9. Też zależy co rozumiemy przez słowo "pogarda", ale raczej staram się, przynajmniej publicznie, zewnętrznie (swojego życia wewnętrznego nie będę tu opisywał) nikim nie gardzić, nikomu nie okazywać pogardy, nikogo nie wyzywać. Co nie znaczy, że nie krytykuję - owszem, krytykuję bardzo często, ale głównie poglądy, idee. Ludzi staram się nie krytykować, nie sądzić - zgodnie z przykazaniem Chrystusa. I nie wyzywać - bo "kto by rzekł swemu bratu "Raka", podlega Wysokiej Radzie, a kto by rzekł mu "bezbożniku", podlega karze piekła ognistego".

      V
      1. To samo właściwie co napisałem przed chwilą o szacunku.

      2. To samo właściwie co napisałem przed chwilą o pogardzie.

      3. Wspaniałe? Pod jakim względem? Każdy miał swoje wady, ale i zalety. Przede wszystkim warci wymienienia są tu Wszyscy Święci i Święte Boże, ale także ludzie, od których czerpałem lub czerpię swój system światopoglądowy, którzy mnie inspirowali: G.Berkeley, rozmaici konserwatyści czy liberałowie, postacie współczesne: JKM, Michalkiewicz, Wielomski etc.

      4. Odrażające? A może raczej biedne? Wszyscy zdrajcy, mordercy, tchórze...No i wszyscy twórcy szkodliwych ideologii, nowotworów ideologicznych: Luter, J.J. Rousseau, Marks, Engels, Lenin, Hitler itp.

      5. Znowu - nie uznaję takiej klasyfikacji. Nie ma jednego "narodu" - w każdym są ludzie dobrzy i źli, a raczej lepsi i gorsi, mający więcej wad niż zalet i więcej zalet niż wad.

      6. Patrz wyżej.

      c.d.n. (chyba).

      Usuń
    4. cz. V

      7. Co najbardziej cenię w innych ludziach? Z pewnością wypełnianie Prawa Bożego i Kościelnego, a przynajmniej starania, aby wg niego żyć. Oprócz tego wiedzę, którą mogą mi przekazać, pewien poziom intelektualny i umiejętność spokojnej, merytorycznej dyskusji, które to dwie cechy taką dyskusję umożliwiają.

      8. Denerwuje? Może narzucanie się z uczuciami czy pomocą nawet, nieumiejętność spokojnej, merytorycznej dyskusji, zbyt proste i szybkie "szufladkowanie" ludzi, zwłaszcza jeśli chodzi o "szufladkowanie" mnie samego.

      VI
      1. Gdybym musiał? Nie wiem, szczerze mówiąc. Łatwo byłoby odpowiedzieć, że do jakiegoś Liechtensteinu czy na Nową Zelandię, ale tak naprawdę nie byłem w zbyt wielu krajach, a nawet jak w którymś byłem, to tylko przelotnie i tak naprawdę nie wiem, jak się tam żyje. Też w sumie jest to dziwne pytanie, bo sytuacja, gdy jestem ZMUSZONY wyjechać z kraju nie jest na pewno sytuacją, o której marzę. I też podejrzewam, że gdyby już była taka sytuacja, to nie miałbym wielkiego wyboru, bo bym chyba bardziej uciekał niż wyjeżdżał...

      2. Co bym chciał zmienić? Przecież ja w odpowiedzi na to pytanie piszę całego bloga:) Tam więc zapraszam po odpowiedź na to pytanie. Zwłaszcza to działu "Podstawy idei - wpisy ideowe", gdzie można się zapoznać w moją wizją państwa, prawa etc.

      3. To samo co w Polsce właściwie - żeby Europa powróciła do Zasad Cywilizacji Łacińskiej, żeby dokonała się w niej Kontrrewolucja etc.

      4. To samo - żeby cały świat przejął Zasady Cywilizacji Łacińskiej...Albo żeby ona panowała nad całym światem...

      5. Nie wiem.

      6. Może malować, rysować? Ale to już naprawdę marzenia dosyć nierealne, bo moje umiejętności plastyczne są żadne. Może jeszcze grać na jakimś instrumencie, a poza tym programować czy tworzyć animacje 3D, grafikę komputerową etc.

      7. Organy kościelne?:)

      8. Nie mam za bardzo pojęcia.

      9. Jak wyżej - nigdy nad tym nie myślałem.

      No i chyba koniec.

      Zapraszam wszystkich:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    5. Wrócę do pogardy , bo mamy chyba mocno zbliżony pogląd w tej kwestii. Też wolę krytykę/złą opinię na temat, konkretny temat, konkretny czyn, konkretne słowa. Pogarda- mam takie wrażenie- to uczucie potrzebne niektórym ludziom, by poczuć się lepiej przez porównanie. Tymczasem chyba nie bardzo da się porównywać ludzi "po całości" , zrobić ostateczny rozrachunek, możemy co najwyżej uznać, ze w naszych oczach dany człowiek jest interesujący/godzien- niegodzien szacunku et cetera, ale tak naprawdę, to w większości przypadków za mało wiemy o o ludziach i nierzadko okazuje się , ze ten pozornie prawy "wycina " nagle jakiś numer, robi grube świństwo - czasem świadomie, czasem nie, czego i tak nie zawsze (owej świadomości) możemy być pewni, a ten rzekomy łajdak nagle robi rzecz wspaniałą. Bywa i to nierzadko. Ergo -pogardę do ludzi zostawiam tym, którzy tego uczucia potrzebują jako paliwa swego życia. Sama zostanę przy niechęci, obrzydzeniu, ale też zdecydowanie nie dozgonnym , bo szkoda mi po prostu zatruwać sobie swego serca tak negatywnymi emocjami. Kategoryczność negatywnych emocji zostawiam naprawdę dla spraw ekstremalnych jak pedofilia czy w ogóle krzywdzenie dzieci, morderstwo, ludobójstwo itp. Czy jednak to jest akurat pogarda ? nie wiem, chyba raczej po prostu wściekła nienawiść. Tych czynów po prostu nic nie jest w stanie zmazac, nie da się niczego położyc na przeciwwadze, nie ma tej przeciwwagi

      Usuń
    6. @An-Ka
      Tak naprawdę to zależy kto dany czyn popełnia. Jeżeli popełnia jakiś straszny czyn ktoś, kogo w ogóle nie znamy, po prostu słyszymy o tym w telewizji lub gdzieś czytamy, to to może w nas przez chwilę budzić jakieś emocje, ale przecież nie będziemy go darzyć dozgonną pogardą, zapomnimy o tym za kilka dni, jeśli nie za kilka minut. Z drugiej strony, jeśli czyn ów popełnia człowiek nam jakoś bliski, odczuwamy raczej smutek, zaszokowanie, ale nie wiem czy jesteśmy w stanie odczuć do niego pogardę czy też czuć ją do końca życia. Jeżeli pogardę rozumiemy jako uczucie, to uczucia się zmieniają i raczej faktycznie rzadko się zdarza żeby czuć do kogoś pogardę przez bardzo długi okres czasu. Co najwyżej siedzi ona może gdzieś na dnie, gromadzi się gdzieś w zakamarkach psychiki...
      Ale powinniśmy z tym walczyć moim zdaniem. Nie powinno się gardzić całym człowiekiem. Zresztą nie chodzi o samo "gardzenie", pytanie co z tego "gardzenia" praktycznie wynika w stosunku do danego człowieka. To jest ważne.

      Zapraszam:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    7. @MP- właśnie tak to rozumiem. Nawet , gdy ktoś obcy, staram się oceniać czyn. Przyszedł mi na myśl przykład prostytucji- czyn odrażający, ale przecież nie wiemy, czy osoba parająca się tym nie została np. zmuszona , zastraszona, wielokrotnie zgwałcona, czy może z kolei np. w ten sposób zbiera na jakąś operację dla chorego dziecka itp. Jedno jest dla mnie pewne - nigdy nie mogę być pewna co do cudzych intencji. Ludzie, którzy z pełnym przekonaniem twierdzą, że doskonale wiedzą, co komu w duszy gra, jakie uczucia towarzyszą im, jakie są motywacją ich czynów ( a nierzadko posuwają się do negowania cudzych wyjaśnień na ten temat, w przekonaniu, że to oni wiedzą lepiej) jednak tez nie budzą mojej pogardy a jedynie chyba politowanie, rodzaj zdumienia i najczęściej rozbawienie . A przy okazji - denerwuje mnie bardzo projektowanie swoich uczuć na innych- właśnie chociażby to, że osoba zionąca pogardą jest przekonana , że każdy jest przepełniony tym uczuciem i doszukuje się tego na siłę w słowach innych. Tak samo z zarozumialcami, megalomanami, chwalipiętami itd., itp.

      Usuń
    8. @An-Ka
      Myślę, że właśnie mniej więcej taką postawę miał na myśli Chrystus, gdy mówił "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni". Możemy oceniać czyny, wręcz musimy je oceniać - to jest dobre, to jest złe, inaczej nie ma moralności. Ale trzeba się hamować przed ocenianiem czynów u konkretnego człowieka, bo nigdy nie poznamy całego człowieka.

      Zapraszam:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
    9. UZUPEŁNIENIE

      Postanowiłem jednak spróbować sporządzić jakąś większą listę moich "ulubionych" filmów. A może nie tyle "ulubionych, ile takich, które czymś się wyróżniają i z tego względu uważam je za szczególnie warte obejrzenia. Nie zakładam, że wypiszę tu wszystkie te filmy, pewnie zapomnę o niektórych z tych, które chciałbym polecić. Jednak postanowiłem sporządzić taką listę, nie tylko na potrzeby odpowiedzi na Twoje, Droga Kiro, pytanie. Przy każdym z filmów postaram się też napisać krótkie uzasadnienie, wymienić ten element, który decyduje o tym, że dany film znalazł się na tej liście. Czasem to uzasadnienie da też odpowiedź na Twoje pytanie dotyczące ulubionych bohaterów filmowych.

      Filmy warte obejrzenia:

      1. "Harry. Twój prawdziwy przyjaciel" - ze względu na oryginalność, a także na postać tytułowego bohatera (lubię filmy o psychopatach).

      2. "American Beauty" - ze względu na oryginalność całokształtu.

      3. "Opona" (tudzież "Mordercza opona") - ze względu na oryginalność całokształtu i przesłanie, zawarte w ciekawych metaforach.

      4. "Con Air. Lot skazańców" - ze względu na postać Garlanda Greene'a.

      5. "Do Ciebie, człowieku" - ze względu na oryginalność całokształtu.

      6. "Pasja" (Mela Gibsona) - ze względu na realizm językowy (bardzo rzadko spotykany) i realizm przedstawienia Męki Chrystusa.

      7. "Apocalypto" - ze względu na realizm językowy i ważne przesłanie.

      8. "Dzień świra" - ze względu na "cytaty" oraz pewną jednak oryginalność całokształtu, a także wspaniały obraz współczesności.

      9. "Remo. Nieuzbrojony i Niebezpieczny" (tudzież "Remo Williams") - ze względu chociażby na postać Chiuna.

      10. "Przetrwanie" - ze względu na zakończenie.

      11. "Projekt Monster" - ze względu na zakończenie i oryginalność perspektywy.

      12. "Szósty zmysł" - m.in. ze względu na zakończenie.

      13. "Joe Black" - m.in. ze względu na piękne wnętrza pałacowe.

      14. "Dwunastu gniewnych ludzi" - ze względów, o których pisałem.

      15. "Rejs" - bo to klasyka komedii polskiej.

      16. "Miś" - bo to również klasyka komedii polskiej.

      17. "Rozmowy kontrolowane" - jak wyżej, we wszystkich trzech doskonały humor, no i świetne "teksty".

      18. "Chłopaki nie płaczą" - ze względu choćby na humor.

      19. 'Poranek kojota" - jak wyżej.

      20. "Wesele" W. Smarzowskiego - bo to wspaniały obraz demoralizacji współczesnej.

      21. "Droga do zatracenia" - ze względu na klimat klasycznej mafii, znacznie lepszy, moim zdaniem, niż w sławnym "Ojcu chrzestnym" (a jeśli nie lepszy, to przynajmniej taki sam).

      c.d.n.

      Usuń
    10. cz.II

      22. "Rodzina Adamsów" - ze względu na oryginalność całokształtu.

      23. "Monty Python i Święty Graal" - chyba najlepszy film pełnometrażowy Monty Pythona i miejscami świetny, surrealistyczny humor.

      24. "Asterix i Obelix: Misja Kleopatra" - również chyba najlepszy z serii, w dodatku z typowymi cechami estetyki postmodernizmu i doskonałym humorem.

      25. "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz" - ze względów tych co przy "Misiu".

      26. "Miłość i śmierć" - komedia dosyć niezwykła jak na Allena, miejscami z humorem iście pythonowskim.

      27. "Scoop. Gorący temat" - bo to jedna z nielicznych komedii Allena, gdzie wątek romantyczny jest jakby na drugim, o ile nie trzecim planie.

      28. "Klątwa Skorpiona" - jak wyżej.

      29. "Podwójne życie" (reż. Jodie Foster) - ze względu na oryginalność całokształtu.

      30. "Vabank" - ze względu na całokształt.
      31. "Vabank II" - jak wyżej.

      32. "K-pax" - ze względu na oryginalność całokształtu.
      33. "Kod Merkury" - jak wyżej, a także ze względu na postać Simona Lyncha.

      34. "Titanic" - ze względu choćby na "Być bliżej Ciebie chcę" w wykonaniu orkiestry, chociaż całość ma przesłanie dosyć lewicowe i Rousseau z butów wyłazi.

      35. "Zapach kobiety" - ze względu na rolę Ala Pacino oraz całokształt.

      36. "Adwokat diabła" - ze względu na pewną oryginalność całokształtu i rolę Pacino,

      37. "Forrest Gump" - ze względu na oryginalność i "cytaty".

      38. "Skazani na Shawshank" - ze względu na całokształt.

      39. "Gran Torino" - ze względu na "cytaty" i rolę Eastwooda.

      40. "Joanna d'Arc" (reż. Luc Besson) - ze względu zwłaszcza na rolę Dustina Hoffmana.

      41. "Furia" (reż. M. Cambell) - ze względu na całokształt i rolę Gibsona.

      42. "Teoria spisku" - jak wyżej.

      43. "Lepiej być nie może" - ze względu na postać Melvina Udalla.

      I tak by można ciągnąć tą listę...Pociągnąłem ją nawet prawie do 70 czy 60 pozycji, ale mi skasowało, a już mi się teraz nie chce tego pisać. W każdym razie mam nadzieję, że nie zapomniałem o jakimś wartościowym, a mało znanym filmie.

      Zapraszam:
      http://milkblog.cba.pl

      Usuń
  19. My się krótko "znamy", a jednak mi żal....Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Na kilka pytań pokrótce odpowiem, bo jakoś mam chwilkę :D

    Książki, które warto przeczytać:
    od pewnego czasu nie gustuję w fikcji (czy to oznaka starości??), w zasadzie czytam tylko literaturę faktu tudzież książki z dziedziny duchowości
    Polecam Jagielskiego, Cejrowskiego - wszystko co napisali - "Nikt nie spodziewa się rzexi" Batera, "Biesłan" Zbigniewa Pawlaka (którego miałam przyjemność poznać), "Higieniści" i "Polski Hydraulik" Macieja Zarembę Bielawskiego (na moim blogu recenzja tej pierwszej), "Jednostki Specjalne" wspaniałe wywiady Grzegorza Górnego (na moim blogu trochę napisałam o niej), wychowałam się na "Znaczy Kapitanie" Borghardta - lektura obowiązkowa, tudzież kolejce części Trylogii

    Z dziedziny duchowości gorąco polecam czytać Ratzingera (Benedykta XVI), Katarzynę de Hueck Doherty (rosyjska emigrantka żyjąca w Kanadzie, stworzyła tam nowy ruch ewangelizacyjny, można powiedzieć w skrócie), swego czasu niesamowity wpływ miała na mnie książka o niepozornym tytule "Rozważania o wierze" ks. Tadeusza Dajczera - każdy katolik chyba powinien po nią sięgnąć, bardzo porządkuje wiele rzeczy, ciągle do niej wracam, no i koniecznie "O naśladowaniu Chrystusa" Tomasza a Kempis
    Dla intelektualistów i poszukujących odpowiedzi na pytania egzystencjalne - polecam czytać Chestertona. Chwilami trudny język, zawoalowane analogie, ale świeżość i trafność jego analiz (sprzed 100 lat!) poraża dzisiejszego czytelnika.

    Z lekkich książek - zawsze wracam do Agathy Christie i niektórych Chmielewskiej :D

    Filmy warte obejrzenia:
    Naszpikowanym efektami specjalnymi i animacją komputerową pewnie nie spodoba się "zwykłe kino" ale tym bardziej polecam filmy ze szkoły Dogme95 i nią zainspirowane:
    - wszystkie Susane Bier (szczególnie "Włoski dla początkujących", "Bracia" i "Tuż po weselu")
    - "Festen" Thomasa Vinterberga
    - "Mifune" Søren Kragh-Jacobsen
    - "Arven" Per Fly
    - "The bench" Per Fly

    W ogóle uwielbiam duńskie kino, jak dla mnie najlepsze w Europie, a może w ogóle na świecie

    Inne filmy, które zrobiły na mnie wielkie wrażenie lub ubawiły do łez (kolejność przypadkowa):
    - W imię ojca Jima Sheridana
    - Billy Elliot
    - Ścigany (z Harrisonem Fordem) - film z rodzaju tych, co mogę zawsze oglądać :)
    - komedie szwedzkie "Jalla jalla" i "Farsan" - naprawdę zabawne, zwłaszcza jak się mieszka w Szwecji
    - "Powrót" Zviagnitzeva
    - "La meglio gioventu" Marco Tulio Giordana - niesamowity kilkugodzinny (!) film - saga o życiu dwóch braci, wspaniałe kino... nie chce się odejść od telewizora
    - filmy Massimo Troisi
    - niemieckie kino niezależne, zwłaszcza "Głową w mur" i "Die Fremde" (ten pierwszy zgarnął chyba Złotego Niedźwiedzia swego czasu... na tym drugim ryczałam strasznie...)
    - Good Bye Lenin
    - "Ironia sjudby" - kultowy film radziecki, z polskim akcentem, trzeba zobaczyć, drugą część też warto
    - "Ziemia Niczyja" Danic Tanovic
    - "12 gniewnych ludzi" - pierwsza wersja lepsza, ale druga też niczego sobie, inna w sumie... ponoć powstała też rosyjska...
    - Hotel Marigold - bardzo dobra komedia, z plejadą wspaniałych brytyjskich aktorów
    - kilka filmów z gruntu hindusko-pakistańskiego: "3 idiots", "Taare zamin par", "Dil chahta he" i "Lagaan" - Aamira Khana, "Pinjar", "Earth" Deepy Mehty (dwa ostatnie to filmy z podziałem Indii i Pakistanu w tle, przejmujące)
    - "Monsunowe wesele"
    - "The Black Balloon" Elissy Down

    Od pewnego czasu oglądamy z mężem seriale kryminalne... jest z czego wybierać:
    Serial Killing (Forbrydelsen) - wersja duńska, Serial Breaking Bad, Serial "Most" ("Bron)

    ... jak mi się coś przypomni to dopiszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oops literówki:
      "wychowałam się na "Znaczy Kapitanie" Borghardta - lektura obowiązkowa, tudzież kolejne części Trylogii"
      chodzi o wspomnianą wcześniej trylogię Borghardta ("Znaczy Kapitan:, "Krążownik spod Somosierry" i "Szaman Morski"), nie "Trylogię" Sienkiewicza :) duża litera myli

      Usuń
    2. a co do filmów jeszcze: nienawidzę prymitywnych komedii w stylu "Sposób na blondynkę", po prostu skręca mnie w środku z zażenowania i muszę zmienić kanał...

      Usuń
    3. Duńskie kino ma w sobie to "coś" - niewymuszoną naturalność aktorów, niecodzienną umiejętność budowania frapujących opowieści na podstawie historii zwykłych ludzi..
      Oglądałaś "Polowanie" Vinterberga - swoistą auto-polemikę z "Festen"?
      Z kolei Rosjanie posiedli moc wciągania widza w wir emocji, czasem podskórnych, ale jednak pulsujących na ekranie - jak we wspomnianym "Powrocie" Zwiagincewa, czy w równie dobrej "Elenie" tegoż reżysera. Inne, na pewno warte obejrzenia filmy rosyjskie z ostatnich lat, to "Syberia, Monamur" Rossa i "Żyła sobie baba" Smirnowa.
      W kontekście X Muzy w Europie nie sposób nie wspomnieć o wnikliwych psychologicznie, zdobywających zasłużone nagrody, filmach rumuńskich. Tu do kategorii "must see" należą na pewno: "Wszyscy w naszej rodzinie" Radu Jude, "Wtorek po świętach" Radu Munteana i "Za wzgórzami" Cristiana Mungiu.
      Z kina europejskiego zdecydowanie poleciłbym również nie stroniącą od kontrowersyjnej tematyki obyczajowej twórczość braci Jean-Pierre'a i Luca Dardenne ("Dziecko", "Chłopiec na rowerze", "Dwa dni jedna noc") oraz filmy Michaela Haneke ("Pianistka", "Biała wstążka", "Miłość").
      Wielbicieli filmu trudniejszego w odbiorze, operującego subtelną analizą psychologiczną, skupiającego się na budowaniu portretu bohaterów, zachęciłbym do obejrzenia takich pozycji jak "Nie bój się mnie" Kristiana Levringa (Dania), "Jak spędziłem koniec lata" Aleksieja Popogrebskiego (Rosja), czy też "Za tych co na morzu" Paula Wrighta (Wielka Brytania).

      Jeśli chodzi o kino azjatyckie, z uwagą śledzę i podziwiam umiejętność trafnej obserwacji życia i niecodziennego spojrzenia na problemy kulturowo-obyczajowe, prezentowane w filmach irańskich - wcześniej u Majida Majidiego, ostatnio u Asghara Fahradiego (szczególnie w "Co wiesz o Elly? i w "Rozstaniu" tego ostatniego).

      Anty

      Usuń
    4. Dzięki za podpowiedzi, na pewno poszukam. Firm Elena miałam w planach, jak również Lewiatan. "Jakten" Vinterberga też już czeka...
      Kina rumuńskiego w ogóle nie znam, przyznam. Do "Miości" Haneke zniechęciły mnie recenzje, ale może się skuszę - kolejka jednak długa.

      Asghar Farhadi chyba też dostał Złotego Niedźwiedzia, za "Rozstanie" właśnie, dobrze pamiętam? Szukałam tego filmu, ale wtedy był dopiero w kinach i nie znalazłam. A w Szwecji na takie coś nie można pójść do kina :/ Dzięki za przypomnienie
      Z kina azjatyckiego polecam Nadine Labaki, to chyba już Azja...? :)

      pozdrawiam!

      Usuń
    5. Liban to jak najbardziej Azja, więc... Jeśli chodzi o Fahradiego, oczywiście dostał tę nagrodę i to jak najbardziej zasłużenie.
      Zdecydowanie zachęcam do kina rumuńskiego z ostatnich lat.
      A do listy "polecanych" dodałbym jeszcze wynikający z banalnej sytuacji niemal psychotyczny dramat zwykłych ludzi z drugiego końca świata - nakręcony kilka lat temu argentyński "Sąsiad" (El hombre de al lado) reż. Mariano Cohn i Gastón Duprat.
      Nie do końca sugerowałbym się opiniami krytyków, chociaż oczywiście są one ważne jako swego rodzaju wprowadzenie do oglądania. Pamiętam na przykład, że w Polsce parę lat temu nieszczególne recenzje zdobyła węgierska "Delta" (reż. Kornel Mundruczo). Moim zdaniem film się broni...
      Jeśli chodzi o Szwecję, mimo pewnych niedociągnięć warto obejrzeć zrobioną w manierze Hanekego "Grę" Rubena Ostlunda.

      Anty

      Usuń
    6. PS> Jeśli chodzi o Ostlunda, to jeszcze "Turysta" - koniecznie!
      Anty

      Usuń
  21. Kiro, weszłam tu w środę i nie byłam zaskoczona. Tworzenie to Twoje powołanie. Za jakiś czas - proszę, daj znać gdy będziesz publikować pierwszą (z wielu!) powieść, z wielką chęcią kupię ją, przeczytam i szczerze zrecenzuję.
    Jeżeli zdążę przed zniknięciem Twojego bloga (doba ma zdecydowanie zbyt mało godzin:), napiszę dłuższy komentarz odnoszący się - chociaż częściowo - do poruszonych przez Ciebie kwestii. Na razie zrobiłam to w myślach, gdy czytałam Twój wpis.

    P.S. Zajrzyj czasami do mnie, jeżeli będziesz miała chwilę i nastrój. Do przeczytania :))))


    Nie pisanie będzie dla Ciebie tym, czym jest dla mnie - drogą, nie celem, Kiro, a znajdziesz w słowach wielkie szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Marzena

      Ale ja niczego w kwestii wydania książki nie obiecywałam. :) To było tylko gdybanie. Na razie PISZĘ. :)

      Usuń
  22. Errata: zamiast na początku ostatniego zdania "Nie" - "Niech", rzecz jasna :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Szanuję Twój wybór i życzę wszelkiego powodzenia w realizacji innych, nie tylko literackich, pomysłów.
    Pozdrawiam
    PS: Trochę będzie mi brakować tego miejsca ale przecież wszystko kiedyś się kończy.

    OdpowiedzUsuń
  24. Jakich ludzi uważam za najgorszych czy najbardziej szkodliwych.? Tych, u których między intelektem a emocjami jest przepaść. Sprawny intelekt plus prymitywne emocje i często współistnienie braku samokontroli i/lub zawyzona samoocena to mieszanka wybuchowa , lecz przede wszystkim emetyczna.

    OdpowiedzUsuń
  25. @ Kira
    W swoich pytaniach dotyczących idei, ludzi i ich postaw, poruszyłaś sporo zagadnień szczegółowych, wiążących się z pozytywną lub negatywną oceną takowych. Chyba nadszedł czas na pewne podsumowanie, czyli portret bydlęcia doskonałego. Jest to swoista synteza różnych cech podłych, podlejszych i najpodlejszych, a więc nie sportretowałem żadnej konkretnej osoby. Porównać ten antywizerunek wyrobu człowiekopodobnego mogę do takich czysto teoretycznych modeli, jak choćby idea gazu doskonałego, w realnym świecie nie występującego. I choć spotkałem się z bytami starającymi się do tego antyideału zbliżyć, żadnemu z nich nie udało się tego stanu osiągnąć. Umówmy się, że takie coś nazwę aspirantem, niezależnie od tego, czy jest kobietą, mężczyzną, pedałem czy kastratem po „zmianie płci”.
    1. Trzeba zacząć od stwierdzenia, że bydlę doskonałe nie może być idiotą. Zatem do tego „zaszczytnego” tytułu nie mogą pretendować proskrobankowe debilki i debile, wycierający sobie gęby „nałuką” a nie potrafiący wyguglować (o posiadanie porządnej encyklopedii podejrzewać ich nie sposób) tak prostych pojęć, jak choćby genom. Czy też durnie różnych płci powtarzających za jakimiś cwelebrytami, jakoby „miękkie” narkotyki powinny być legalnie sprzedawane. Co innego gdy takie bzdury wygadują byty, które choćby z racji wykształcenia zdają sobie sprawę, iż kłamią w żywe oczy.
    2. Próbujący się zbliżyć do tego antyideału przede wszystkim powinien wyznawać moralność Kalego. Czyli podnosić kwik pod niebiosa, gdy sami zostali po łajdacku potraktowani. Ale bez jakichś głupich zahamowani samemu postępować identycznie w stosunku do innych. I cieszyć się, gdy ktoś potraktuje w ten sposób osoby których nie lubią. Jeśli taki łajdak wreszcie zrozumie, że aspiranta nie wolno mu atakować, może liczyć na jego sympatię, a nawet przyjaźń. I od tej pory mogą sobie jeść z dzióbków.
    3. Aspirant musi odrzucić takie staroświeckie przesądy, jak ambicja (o honor z definicji nie wolno go podejrzewać). Gdy zostanie przyłapany na bezczelnym kłamstwie, powinien czym prędzej obetrzeć ślinę z oplutej gęby i natychmiast wyjechać z nowym. Może w końcu innym się znudzi prostować te łgarstwa i będzie mieć „ostatnie słowo”? Dobrą metodą jest też udawanie, że nigdy nie powiedział tego, co powiedział i vice versa. A gdy z jakiegoś kolejnego grona zostanie wyrzucony na zbitą mordę, powinien wmawiać, że rzekomo pierwszy raz spotkał go aż taki despekt, na który przecież niczym sobie nie zasłużył.
    4. Słowo aspiranta musi być bardziej ulotne, niż puch dmuchawca na wietrze. Jeśli coś obieca, powinien góra po miesiącu tę obietnicę złamać. Co zdolniejszym wystarczy tydzień lub nawet mniej. Czyli na przykład zrobić coś, czego uroczyście zobowiązał się już więcej nie robić, czy pojawić się tam, skąd go przegoniono.

    OdpowiedzUsuń
  26. @ Kira - c.d.
    5. Aspirant powinien być śmierdzącym tchórzem. Czyli unikać jak dżumy powiedzenia komuś w oczy tego, co chce mu przekazać. Taka odwaga dyskwalifikuje kandydata do tytułu bydlęcia doskonałego w przedbiegach. Do tego celu należy zatrudnić innych, zaś z braku chętnych posłużyć się anonimami.
    6. Aspirant powinien być megalomanem. W końcu jeśli sam się nie pochwali, inni mogą o tym zapomnieć. Nieustannie podkreślać, w jakim to elitarnym środowisku się wychował, jak wspaniale poukładał sobie życie i jakie to wyżyny awansu zawodowego osiągnął. Ze swadą rozprawiać o tytułach naukowych, nawet jeśli sam nie dochrapał się żadnego stopnia naukowego i ma jedynie jakiś stopień zawodowy.
    7. Aspirant powinien być pozbawiony uczuć wyższych. Ludzi traktować czysto instrumentalnie, bronić nawet najgorszej łachudry, jeśli z takową choćby chwilowo jest mu po drodze. I na przykład nazywać ją dobrym człowiekiem, którego dobre imię (co za idiotyczny dowcip!) zostało rzekomo zszargane. I pod żadnym pozorem nie łączyć kopulacji z jakimś uczuciem. Gdy taki żywy fantom się znudzi, kopnąć takowy w cztery litery (o ile ofiara nie przejrzy na oczy i sama wcześniej tego nie zrobi). Wtedy trzeba zacząć bełkotać jakieś gówniarskie usprawiedliwienia, koniecznie obrażające elementarną przyzwoitość oraz rozum ludzki.

    Tak w mojej ocenie wygląda „Seven pillars of wickedness”. Jakie to szczęście, że nobody’s perfect.

    OdpowiedzUsuń
  27. A to pech,że gdy ja wróciłam - Ty odeszłaś :( Mimo wszystko , dobrze ,że choć tu czasem zaglądasz :) Pozdrawiam Mimi Janitta

    OdpowiedzUsuń
  28. KSIĄŻKI a mogłabyś zapodać FANTAZY?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale nie.

      Usuń
    2. No ok... sprawdzę tę... oprócz tych bo kolega mi mówił, że przygody Hucka to gimnazjum. Wichrowe Wzgórza to opis wojsk... i że film był... No a są też piękne jak orwella 1984 i np. Nowy Wspaniały Świat :P

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...