26.02.2015

Prostota czy prostactwo? Osądźcie sami.


Prawie każdy z nas ulega stereotypom. To poniekąd normalne: nie mamy czasu, instrumentów ani ochoty zajmować się każdym aspektem rzeczywistości z osobna. Stereotypy upraszczają świat, pozwalają podjąć szybką decyzję. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczynamy je mylić z wiedzą o świecie.
  • Prowadzisz własną firmę i dużo zarabiasz? Jesteś zwykłym złodziejem lub umiejącym znaleźć „dojścia” łapówkarzem. Nie? No to z pewnością łamiesz przepisy podatkowe.
  • Zostajesz wywalony z kolejnej pracy? Musisz być kompletną niedojdą. Dobrzy fachowcy nie tracą posady.
  • Nie pracujesz między 8-mą rano a 16-tą po południu? Jesteś albo wiecznie bezrobotnym leniem, albo okradającym swojego pracodawcę cwaniaczkiem.



W czym powyższe twierdzenia są lepsze od tekstów typu „Ateiści są pozbawieni moralności” czy „Księża to pedofile”? Lub choćby „Polacy to prymitywne i zawistne ćwoki”? Chyba zgodzicie się ze mną, iż są to w najlepszym razie rażące uogólnienia.

A że ja sama nieraz takowym ulegam? Cóż, nic na to nie poradzę. Nie jestem w stanie sprawdzić każdej ludowej mądrości, zlustrować dogłębnie każdy objaśniający rzeczywistość schemat. Na dzień dzisiejszy chętniej bym zatrudniła w swojej firmie obcego Polaka niż obcego Cygana; prędzej wyjawiłabym swoje zarobki obcemu Niemcowi niż obcemu Polakowi; wolałabym zamieszkać wśród Amiszów niż w murzyńskim getcie. Rasizm, ksenofobia, nietolerancja? Możliwe. No i co mi zrobicie? ;)

Proszę mnie jednak nie mylić z Gówno-Wiedzącymi-Ale-Się-Wypowiadającymi mędrusiami. Nigdy nie twierdziłam, że moje spostrzeżenia są jedynymi słusznymi. Nie twierdzę, że ktoś musi być taki czy owaki z racji przynależności do określonej rasy, nacji, wyznania czy światopoglądu. Po prostu czasami decyduję się na łatwiejszą drogę. No bo powiedzcie uczciwie: czy warto dawać szansę każdej wróżącej Cygance, każdemu menelowi, bądź każdemu więźniowi w nadziei, że natkniemy się przypadkiem na porządnego człowieka? ;)

Oczywiście nie wykluczam, że gdzieś tam żyje sobie wróżąca, a zarazem uczciwa Cyganka, szlachetny menel czy niesłusznie osadzona za kratami osoba. Ale są to – moim skromnym zdaniem – wyjątki. Czy wyjątkiem jest zawsze trzeźwy Rosjanin, cieszący się cudzym szczęściem Polak czy znający sztuki walki gej? Nie mam pojęcia i dlatego nie twierdzę, że wszyscy Rosjanie nadużywają alkoholu, wszyscy Polacy to zgorzkniali zawistnicy, a każdy gej to miękka ciotowata klucha. Nic jednak nie poradzę na to, że odnoszę wrażenie, iż większość taka właśnie jest. WRAŻENIE, podkreślam!

17.02.2015

Empiczek-pentliczek...


Zachęcam do lektury trzech tekstów, które ukazują brzydkie oblicze pewnej – będącej podobno hegemonem na rynku książki  firmy.

1. Wyznanie byłego pracownika:

2. Podsumowanie afery, jaką wywołało powyższe wyznanie:

3. Jak się robi interesy z Empikiem:

Mobbing, niskie płace, olewanie kontrahentów, kiepski towar – niby nic nowego, zwłaszcza w naszej pięknej Bolandzie. Empicze machlojki są nie mniej, ale i nie bardziej paskudne od machlojek innych wielkich podmiotów gospodarczych. Szalona rotacja pracowników czy zarzucanie klientów chłamem to w naszej rzeczywistość normalka. Warto jednak takie sprawy nagłaśniać, żeby ludzie wiedzieli, z czym mają do czynienia.

Nie będę zachęcać do bojkotu tej sieci, niemniej nie odmówię sobie przyjemności dodania trzech groszy od siebie. Otóż dla mnie zaopatrywanie się w książki w Empiku to ostateczność. Pomijam to, że ich salony zawsze robiły na mnie wrażenie odpychających i nieprzyjaznych. Przede wszystkim jednak – tam jest cholernie drogo! Może dla Was to normalne, że przeciętna książka kosztuje 25-30 zł, a bestseller o 20 czy 30 zł więcej. Że już nie wspomnę o pięknie wydanych albumach. Dla mnie te ceny są zaporowe. Ludzie dokonujący regularnych zakupów w Empiku nie mają prawa narzekać na brak pieniędzy. Biedni omijają Empik z daleka, gdyż wydanie 100 zł na 3-4 pozycje oznaczałoby poważną niegospodarność lub wręcz lekkomyślność.

Gdzie zatem można nabywać ciekawe lektury? Możliwości jest wiele: mniejsze księgarnie, hipermarkety, stoiska na targu, antykwariaty. Warto pochodzić po mieście i porównać ceny, zamiast decydować się na najwygodniejszą, a zarazem dość drogą opcję. Oczywiście jeśli zależy nam na oszczędnościach, a nie na wygodzie. ;)

Ale najlepszym wyborem jest chyba Internet, w którym możemy znaleźć masę rzadkich, dawno nie wydawanych pozycji, szybko zestawić kilkadziesiąt ofert, a po dokonaniu zakupu spokojnie czekać na przesyłkę. Na samym Allegro można znaleźć prawdziwe perełki i to w znakomitej cenie. Polecam również Czytajtanio.pl, choć nie jest to sklep ze szczególnie bogatą ofertą.

14.02.2015

Mentalność GWASW


Czyli: Gówno Wiem, Ale Się Wypowiem. :)

Nie, nie chodzi o najdziksze nawet OCENIANIE rzeczywistości. Tego się nie czepiam (za bardzo ;)). Chodzi mi wyłącznie o autorytatywne wypowiadanie się na tematy, o których NIC lub PRAWIE NIC nie wiemy. Bo wydaje nam się, że umiemy wydedukować na podstawie jednego czy dwóch faktów, jaki jest świat, jacy są ludzie, etc. Tacy z nas geniusze. :)

Twierdzimy na przykład, że:
  • osobnik A rozmawia życzliwie z osobnikiem B = głęboka przyjaźń
  • przyjaźń dwóch zwierząt = homoseksualny zwiazek
  • korzystanie z wibratora lub masturbacja = tkwienie w nieudanym związku
  • naukowcy nie potwierdzili istnienia duchów = duchów nie ma
  • nie umiesz znaleźć sobie pracy = jesteś śmierdzącym leniem
  • trzech ludzi mówi Ci, że jesteś be = jesteś be

Oczywiście są to dość niewinne przykłady idiotyzmów, niemniej dobrze ilustrują pewien nader powszechny problem: stawianie swoich domysłów/podejrzeń/założeń/koncepcji (niepotrzebne skreślić) na równi z rzetelną i sprawdzoną wiedzą o świecie.




No to ja też się powymądrzam i przedstawię swoje własne teoryjki:

1. zero wiedzy + zero pokory = robienie z siebie idioty

2. zero wiedzy + zero pokory + ogłupienie durnymi sloganami = robienie z siebie megaidioty

3. zero wiedzy + zero pokory + ogłupienie durnymi sloganami + wsparcie podobnych sobie idiotów = cholerny kłopot dla reszty świata


Myślicie, że przesadzam? Otóż coś mi mówi, że każdego dnia co najmniej jeden zadufany w sobie palant popełnia rzutującą na życie bliźniego durnotę. O ile bowiem z wirtualnych dyrdymałów można się zdrowo pośmiać, o tyle w tzw. realu idiotyczne przekonania prowadzą do idiotycznych czynów, a te nierzadko oddziałują na otoczenie zadufanego w sobie palanta.

Chociaż... czy należy lekceważyć Internet? Zważywszy na to, jak bardzo niektórzy są podatni na wchłanianie fałszywych, nie mających żadnego przełożenia na rzeczywistość teoryjek, nawet nasze idiotyczne wynurzenia mogą zrobić komuś krzywdę. Ot, przykładowo, zadowolona ze swojego życia intymnego dziewczyna zacznie się zastanawiać, czy propozycja wyuzdanego seksu bądź skorzystania z erotycznego gadżetu nie jest przypadkiem oznaką braku szacunku ze strony partnera – bo tak właśnie twierdzi jakiś samozwańczy oralno-analno-moralny autorytet.

Niestety, słowo to potęga. Także słowo skończonego idioty.

05.02.2015

Wewnętrzna wolność


Unikam grup wzajemnej adoracji, prawych, lewych, damskich, męskich – to nie dla mnie, dosyć wcześnie pojęłam, że urodziłam się wolna i nikomu tej wolności nie oddam w imię solidarności z – płcią, grupą ideologiczną etc.

Podobają mi się te słowa. Na tym właśnie polega prawdziwy nonkonformizm: na swobodzie myślenia i – jeśli tylko jest to możliwe – działania. Nawoływania do zwierzęcej solidarności ze „swoimi” są dla nonkonformisty w najlepszym wypadku śmieszne. Ludzie, którzy histerycznie domagają się poparcia dla swoich idei, którzy bełkoczą wściekle: „Kto nie z nami, ten przeciwko nam!”, budzą w nonkonformiście co najwyżej politowanie.

Naturalnie żaden człowiek nie jest „samotną wyspą”. Potrzebujemy siebie nawzajem. Ale czy nonkonformizm wyklucza współpracę? Czy wyklucza zastanowienie się nad słowami drugiego człowieka? Czy wyklucza szacunek dla jego mądrości i doświadczenia? Oczywiście, że nie! Wyklucza tylko i wyłącznie bezmyślne podporządkowanie się cudzym zasadom – głównie moralnym, ale także tym ujętym w karby prawa. Nonkonformista może się bać konsekwencji ewentualnego buntu, może mieć wątpliwości, czy postępuje słusznie, może ulec naciskowi grupy, będzie to jednak oznaka rozwagi lub słabości, a nie uznanie racji większości. Prędzej czy później taki człowiek znajdzie sposób, żeby postąpić zgodnie z własnym sumieniem, własnymi poglądami czy własnymi potrzebami.



02.02.2015

Kalectwo to nie grzech. Grzechem jest poddanie mu się bez walki.


Zgadzam się z powszechnie przyjętą zasadą, że nie należy szydzić z cudzego kalectwa. Ludziom chorym, okaleczonym czy obarczonym utrudniającą normalne życie przypadłością należy się współczucie, a nie dodatkowa porcja cierpienia pod postacią przykrych słów. Nawet jeśli ktoś wpędził się w kłopoty na własne życzenie, to wypadałoby okazać odrobinę zrozumienia (aczkolwiek to już zależy od naszej dobrej woli) i darować sobie złośliwe przytyki.

Czy jednak powyższa zasada dotyczy każdej chorej osoby? Tutaj już muszę postawić weto. Wszystko bowiem zależy od rodzaju schorzenia oraz sposobu, w jaki próbuje radzić sobie z nim chory. Inaczej potraktuję człowieka z psychozą depresyjno-maniakalną, który pomimo regularnego zażywania leków nie jest w stanie okiełznać swojej choroby, a inaczej wulgarnego, poddającego się napadom szału świra, któremu jednak własny fioł nie przeszkadza i w związku z tym nie zamierza łykać pigułek. Tego pierwszego mogę omijać, unikać jej, etc, nie ma jednak mowy o pogardzie; ten drugi zasługuje w najlepszym razie na chłodną tolerancję, a i to do momentu, w którym nadarzy się okazja, żeby go w końcu poskromić.

Tutaj dochodzimy do sedna problemu. Otóż uważam, że jeśli czyjaś choroba notorycznie uprzykrza życie innym ludziom, a zarazem jej nosiciel mógłby się leczyć lub przynajmniej częściowo zapanować nad skutkami swojego stanu, to nie ma dlań żadnego usprawiedliwienia, jeśli tego nie robi. Każdy chory, który poprzez swoją anomalię oddziałuje negatywnie na resztę świata, ma psi obowiązek podjąć jakąś terapię. Oczywiście owa terapia może nie zadziałać, może nawet przynieść odwrotny efekt od zamierzonego, niemniej chodzi o to, żeby coś ze swoim kalectwem robić! Bierność jest czymś znacznie gorszym od choćby i tysiąca porażek.

Co jednak, jeśli chory uważa, że jest zdrowy? Lub jeśli jest mu ze swoją chorobą dobrze i nie zamierza się zmieniać? Wówczas wszelkie teksty o „biednym, poszkodowanym przez los człowieku”, jakimi raczą bliscy chorego osoby postronne, będą traktowane jako oznaka niebotycznej, wręcz szkodliwej głupoty. Jeżeli zamęczający rodzinę i sąsiadów alkoholik nie zamierza się leczyć; jeżeli zwichrowana psychicznie, agresywna osoba nie zamierza brać leków uspokajających; jeżeli wymagający opieki, a przy tym rokujący na wyzdrowienie kaleka nie zamierza się poddać rehabilitacji – to ludzka litość i cierpliwość szybko się wyczerpią. Nikt nie ma prawa wykorzystywać swojej choroby, traumy czy cierpienia, żeby bezkarnie krzywdzić czy wykorzystywać innych ludzi. Nikt też nie ma obowiązku współczuć niebezpiecznemu wariatowi, rozwydrzonemu ćpunowi czy roszczeniowemu inwalidzie, który zamiast skorzystać z dostępnej w dzisiejszych czasach pomocy, woli pozostać przy swojej ułomności.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...